Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Adeline. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Adeline. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 grudnia 2016

Od Adeline CD. Cole'a

Lekcje upłynęły mi zaskakująco szybko. Może dlatego, że na każdych zajęciach omawialiśmy kwestie organizacyjne, poznawaliśmy siebie nawzajem i nauczycieli. Po lekcjach od razu skierowałam się do swojego mieszkania. Daisy pochłonięta była zabawą jej ulubioną, piszczącą piłką. Napełniłam jej miski wodą i karmą, po czym udałam się do łazienki, by się przebrać i ogarnąć włosy. Jeansy zmieniłam na ciemne bryczesy, koronkową bluzkę na zwykłą koszulkę polo, a włosy splotłam niezdarnie w średniej długości warkocz. Do obiadu zostało mi jeszcze dużo czasu, dlatego postanowiłam wybrać się z Daisy na krótki spacer, nie może cały czas samotnie siedzieć w domu. Wzięłam smycz i przypięłam ją do obroży Daisy. 
~Pół godziny później~
Weszłyśmy do mieszkania głośno oddychając, sapiąc wręcz. Pod koniec spaceru bowiem urządziłyśmy sobie małe wyścigi. Oczywiście Daisy spuszczona ze smyczy dała popis swoich umiejętności, zostawiając mnie daleko w tyle. Nic by się nie stało, gdyby nie mały, czarny kot, który stanął jej na drodze. Na moje nieszczęście miał odwagę trzykrotnie przerastającą jego rozmiary. Więc kiedy Daisy warknęła na niego, prezentując swe uzębienie, on wygiął grzbiet, najeżył się, po czym rozpoczął arię prychnięć i syków.  
Mój golden retriever rozpoczął emocjonujący pościg za denerwującym kociskiem, a ja biegłam za nim. Dogoniłam Daisy dopiero na podjeździe pod stadniną, gdyż zatrzymała się pod jednym z drzew. Kot w ułamku sekundy wdrapał się zgrabnie na niemalże czubek ogromnego dębu. Zdyszana zapięłam ponownie smycz do obroży Daisy i wróciłyśmy. Poprawiłam tylko włosy i wyszłam z mieszkania na obiad. 

Cole? Przepraszam, ale nie miałam weny... ;-;

wtorek, 29 listopada 2016

Od Adeline CD. Belli

Wróciwszy do mieszkania dosłownie padłam na łóżko. Przez kilka minut walczyłam ze sobą, aby znów wstać na nogi. Wygrałam tę walkę, to znaczy część mnie. Dźwignęłam się początkowo na łokcie, potem przeniosłam ciężar ciała na nogi. Stałam. Skierowałam się do łazienki, załatwiłam rutynowe czynności i jeszcze przed snem sprawdziłam stan miski Daisy - woda była, sucha karma również. Ze spokojem ducha mogłam oddać się w objęcia Morfeusza...gdyby nie jeden wścibski pyszczkiem skamlący na krawędzi mojego łóżka. Poklepałam miejsce obok siebie, Daisy przyjęła zaproszenie bez zbędnych słów - wskoczyła merdając ogonem, obdarowując mnie mokrymi całusami.
-Zaraz stąd zejdziesz, jak nie przestaniesz - ostrzegłam ją, chowając twarz w ramiona. Chyba ton mojego głosu był wystarczająco dobitny, gdyż suczka po chwili ułożyła grzecznie łeb na poduszce i nie wykonując żadnych ruchów, wpatrywała się we mnie bystrymi oczami, które lśniły w ciemnościach sypialni.
-Dobranoc.
~Rano po śniadaniu~
Ruszyłam w stronę boksu Ozyrysa, tym razem dobrze wiedziałam, gdzie się znajduje. Wzięłam ze sobą pojemną, fioletową skrzynkę, wypełnioną różnego rodzaju szczotkami i kopystkami. Wszystko było na miejscu, to znaczy idealnie ułożone zgodnie z wymyślonym przeze mnie schematem. Przypięłam uwiąz do niebieskiego kantaru ogiera i wyprowadziłam go przed boks. Wzięłam pierwszą po prawej stronie skrzynki szczotkę i zaczęłam usuwać brud z sierści Ozyrysa. Właśnie wtedy weszła Bella.
-O, hej! - przywitała się radośnie, podchodząc do mnie skocznym krokiem. 
-Cześć, co tam? - zapytałam, a na mojej twarzy rozkwitł szeroki uśmiech.
-Właśnie chciałam trochę potrenować z Księciem, a ty? Widzę, że nie próżnujesz.
-Taa, też miałam zamiar nieco rozruszać Ozyrysa. To co, hala? - zaproponowałam, chwytając w dłoń kopystkę, oczywiście pierwszą od lewej w fioletowej skrzynce.

Bella?

Od Adeline CD. Cole'a

<Saba jest mi znana, aczkolwiek dziękuję za wyjaśnienie ^^>

Siedziałam pochłonięta przez myśli, które zawładnęły mną całkowicie. Nie zważałam na otaczający mnie świat, dobrze, że weszłam do klasy znacznie wcześniej przed innymi. Samotność pozwoliła mi osiągnąć spokój, klasę wypełniła niepowtarzalna, błoga aura. Cisza, jaka panowała w pomieszczeniu była moim sprzymierzeńcem.
Po krótkiej kontemplacji całe moje skupienie pochłonął zeszyt leżący przede mną. Jego kartki poprzecinane były równiutką, niebieskawą kratką. Parę minut temu był jeszcze całkowicie czysty, pozbawiony jakichkolwiek śladów, świadczących o jego przynależności do kogokolwiek. Nie trwało to jednak długo. W chwili, w której chwyciłam długopis w dłoń zapełniły go liczne rysunki; Ozyrys w otoczeniu wysokich sosen, Daisy smacznie śpiąca w ogrodzie mojej mamy, twarze nieznanych mi osób, narodzonych w mojej wyobraźni. Zaznaczałam właśnie ostre rysy twarzy jednej z nich, dorosłego mężczyzny, gdy nagle ktoś wszedł do klasy. Narastający dźwięk kroków oderwał mnie od mojego zajęcia, szybko zamknęłam zeszyt, kryjąc swe rysunki.
-Ranny ptaszek w Morgan? Ta akademia wciąż mnie zadziwia - prychnął z uśmiechem na twarzy. Próbował zagaić rozmowę z (jakby się mogło wydawać) dziwnym odludkiem, mógł mnie nawet uznać za aroganckiego kujona, a jednak, zaczął rozmowę, punkt dla niego.
-Tak wyszło - zaśmiałam się serdecznie - Adeline - wyciągnęłam rękę w jego stronę.
-Cole - uścisnął moją dłoń na znak zawarcia między nami znajomości. Usiadł w ławce obok, co zaowocowało dalszą rozmową, nawet po przerwie i wejściu do klasy nauczyciela.
Gdy w klasie rozbrzmiał dzwonek obwieszczający koniec lekcji, wszyscy wypadli z pomieszczenia, spiesząc się na przerwę. Wraz z Cole'm wyszłam z niego niemalże ostatnia, tuż przed nauczycielem.
-Ogólnie to podoba ci się tutaj - zapytał Cole, gdy szliśmy korytarzem w kierunku klasy, w której miały odbyć się kolejne zajęcia.
-Jasne! Mimo, że niewiele widziałam, to miejsce wywarło na mnie bardzo pozytywne wrażenie
-Hm, mówisz, że niewiele widziałaś, tak? Więc co powiesz na krótki teren po lekcjach? - zapytał się szczerząc zęby w szerokim uśmiechu.
-Eee, jasne, czemu nie...- przytaknęłam, starając się ze wszystkich sił, aby wymuszony uśmiech wyglądał na szczery. Szczerze? Bałam się. Obcy teren mógł okazać się dla mnie nie lada wyzwaniem przez ciążącym nade mną strachem przed upadkiem, albo i znacznie gorszą rzeczą...

Cole? Sorki, ale mi też coś nie wyszło. xd

Od Adeline CD. Belli

Na szczęście nie stało się nic wielkiego, gapa ze mnie. Gdy Bella wyszła z pokoju skierowałam się do lodówki. Wyjęłam z niej szklaną butelkę z pomarańczowym sokiem, do połowy opróżnioną przeze mnie w czasie drogi do akademika. Daisy uniosła łeb, przyglądając mi się z zaciekawieniem. Przyłożyłam butelkę do obolałego miejsca na głowie, co uśmierzyło nieco ból. Spojrzałam na zegar ścienny, jego wskazówki ustawiły się na godzinie 23:27. Było już późno, jednak nie odczuwałam zmęczenia, wręcz przeciwnie - byłam pewna energii, mimo towarzyszącego mi wciąż bólu głowy. Wiedziałam, że nie pójdę spać przez najbliższe dwie godziny, to było pewne, co zatem mogłam ze sobą zrobić? Nagle mnie olśniło, pomysł wydawał mi się świetny! Odłożyłam butelkę do lodówki, wyjmując z niej przy okazji potrzebne rzeczy do realizacji mojego zadania. Upiekę ciasteczka, mogłabym poczęstować nimi Belle, o ile jeszcze nie śpi. Tak w ramach podziękowania za dobry uczynek.
Po niecałej godzinie ciastka byłe gotowe. Wzięłam jedno z około tuzina wypieków, leżących na różowym talerzu. Powiem nieskromnie, smakowały znakomicie. Czekoladowe pyszności, kruche i słodkie z rozpływającymi się w ustach kropelkami czekolady. Wizyta po północy mogła nie być dobrze przyjęta ze strony właścicieli akademika, jednak nikt nie musiał się dowiedzieć. W ostatniej chwili przed wyjściem z mieszkania przypomniało mi się, że przecież kompletnie nie wiem, gdzie mieszka Bella!
-Dla chcącego nic trudnego, co nie, Daisy? - mruknęłam pod nosem, wychodząc na oświetlony korytarz. Daisy skamląc oznajmiła mi przejrzyście, że nie życzy sobie ponownego pozostawienia jej samej. Westchnęłam i poczekałam, aż golden retriever również opuści mieszkanie. Zamknęłam je na klucz, po czym ruszyłam z talerzem ciastek w dłoni na poszukiwania pokoju Belli. Najpierw zapukałam do 22, nikt mi nie otworzył, więc ruszyłam dalej. Owszem, Bella mogła spać, wolałam się jednak o tym przekonać osobiście. Stanęłam z Daisy obok przed  drzwi pod numerami 23, 34, 38 i 41, jednak nikt nie raczył nam otworzyć.
-Sprawdzimy jeszcze ze trzy numery, okej? - zwróciłam się do Daisy, która przyglądała się w milczeniu ciastkom na talerzu. Dla niej nie liczyło się miejsce, czas, ważne było, że w pobliżu było coś do jedzenia. Mały  łakomczuch. Przyszedł czas na drzwi z numerem 37. Zapukałam, czekając chwilę na reakcję właściciela. Ku mojemu zdziwieniu usłyszałam cichy dźwięk, oznaczający przekręcanie klucza w zamku drzwi.
-Adeline? Co ty tu robisz? - zapytała Bella, nie kryjąc swojego zdziwienia.
-Wybacz, że cię nachodzę, ale może masz ochotę na ciastka?

Bells? c:

poniedziałek, 28 listopada 2016

Od Adeline cd. Bella


Pod drzwiami wejściowymi akademiku stawiłam się w piątkowy wieczór. Ciągnęłam walizki jednocześnie pilnując, by Daisy szła grzecznie przy mnie. Jakie nieocenione szczęście mnie spotkało, że mogłam posiadać tak grzecznego psa, jak ona. Chwilę zajęło mi, nim odebrałam klucz do pokoju i załatwiłam parę formalnych spraw związanych z moim pobytem w tym miejscu. Cały czas towarzyszył mi uśmiech, choć w głębi duszy czułam narastający z każdą chwilą strach. Podczas dłużącej mi się drogi do pokoju, prócz Daisy towarzyszyły mi myśli typu: "Czy na pewno tu pasuję?", "Czy nie będę odstawiać od reszty?", "Co jeśli nie nadążę za innymi podczas treningów?". Moje rozmyślenia przerwałam w chwili, gdy dostrzegłam mahoniowe drzwi ze złotawą tabliczką, na której wygrawerowany był numer dwadzieścia sześć. Wsunęłam kluczyk do zamku, drzwi ustąpiły, dzięki czemu wraz z walizkami i Daisy weszłam do środka. Pokój prezentował się nienagannie. Ściany w jasnych, beżowych kolorach, drewniane panele. Mały stolik, kanapa, telewizor. W rogu mieścił się mały kominek, a obok niego regał na książki. Następne pomieszczanie pełniło funkcję niewielkiej sypialni, na przeciwko której znajdowała się łazienka. Nie narzekałam, wręcz przeciwnie, mieszkanie szybko zyskało moją sympatię. Oczywiście, wymagało małych poprawek, akcentów, które wkrótce zamierzałam dodać. 

-I co Daisy? Jak ci się podoba? - zapytałam swą towarzyszkę, pieszczotliwie drapiąc ją za uchem. Pies oddychał szybko z wystawionym jęzorem, co wyglądało nieco jakby się uśmiechał, a uśmiech to oznaka zadowolenia, nieprawdaż? Przeszłam do sypialni i zaczęłam rozpakowywać walizki. Gdy zapełniłam szafę ubraniami, postanowiłam urządzić sobie mały spacer zapoznawczy. Daisy została w środku, usnęła na moim łóżku, przez co nie miałam serca ją budzić. 
Swoje kroki skierowałam do stajni, chciałam zobaczyć jeszcze dziś Ozyrysa. Mimo początkowych trudności z odnalezieniem jego boksu, udało mi się dotrzeć do ogiera. Przesiedziałam z nim dobre półgodziny, gdy spojrzałam na wyświetlacz telefonu wybiła godzina 23:00. Szybko pożegnałam się z Ozyrysem i biegiem ruszyłam z powrotem w stronę akademika. Biegłam tak szybko, że nie zauważyłem wychodzącej z siodlarni dziewczyny i z impetem uderzyłam w nią całym ciałem. Obie upadłyśmy na posadzkę korytarza.
-Przepraszam....-wyjęknęłam, trzymając się za głowę, która natarczywie pulsowała. 



Bella? Wybacz, mówiłam, że nie umiem zaczynać. :/

Adeline Campbelle i Ozyrys

from pinterest
Motto: "Wymagajcie od siebie choćby inni od was nie wymagali"
Imię: Adeline, przyjaciele mają ten przywilej zwracania się do niej Del, Deli. Inne przezwiska nie są z jej strony mile widziane.
Nazwisko: Campbelle 
Płeć: Kobieta

Wiek: 7 stycznia 1998 rok (19 lat)
Pochodzenie: Nowy Orlean, Luizjana, Stany Zjednoczone. Dorastała przez całe życie na obrzeżach miasta w 
jednorodzinnym domu z ogromnym ogrodem, jej mama hobbistycznie zajmowała się florystyką.
Pojazd: BMW serii 2 Coupé. Nieco zmęczony życiem, jednak nadal niezastąpiony pojazd, nazywany przez Adeline Williamem. 
Pokój: 26
Grupa: I
Poziom: Średnio zaawansowany, jednak bardziej pod względem teorii. Adeline nadal kocha jazdę konno, jednak nie może zebrać się w sobie, by znów wsiąść na konia i doskonalić swe umiejętności. Spowodowane jest to przez traumę, jak spoktało ją po śmierci jej dziadka.
Koń: Ozyrys
Głos: Alesso
Partner: ---
Rodzina:
Elisabeth Campbelle - cudowna kobieta i niemniej cudowna matka. Zawsze miała świetny kontakt z Adeline, stanowiła dla niej oparcie, przyjaciółkę, autorytet. Obecnie czas poświęca nowo założonej firmie, zajmującej się organizacją ślubów i wesel.
Patrick Campbelle - Adeline jest dla niego prawdziwą córeczką tatusia. To on nauczył jeździć ją na rowerze, 

odwoził na treningi i pilnował, by zawsze była uśmiechnięta.
Edward Campbelle - straszy brat i najlepszy przyjaciel (no, obok Ozyrysa i Neptuna oczywiście). Dzielą ich jedynie dwa lata, przez co od niepamiętnych czasów trzymają ze się sobą razem jak Flip i Flap. Tego roku zaczął przykładać ogromną wagę do swej kariery, jest początkującym zawodnikiem WKKW z ogromnym potencjałem.
Ruth Campbelle - babcia Adeline. Wyjątkowo silna i mądra kobieta, po śmierci męża przejęła stajnie i radzi sobie doskonale.
Steve Campbelle - ukochany dziadek. Jako pierwszy dbał o umiejętności jeździeckie Adeline, miał do tego doskonałe warunki, był bowiem właścicielem dobrze prosperującego klubu jeździeckiego, ponadto w młodości trenował konie wyścigowe i wiódł życie osławionego dżokeja. Z czasem porzucił karierę, zamknął klub i zajmował się końmi prywatnie. Zmarł rok temu w tragicznym wypadku, którego sprawcą był narowisty koń.  
Aparycja: Wśród tłumu dzisiejszej młodzieży ciężko znaleźć niepowtarzalną osobę; wszyscy podążają ślepo za obecnymi trendami mody, trzymają w ręku telefon, na siłę próbują się upiększyć makijażem, czy wymyślnymi fryzurami. Jednak nie Adeline. Ona należy do niewielkiej grupki ludzi, na których nie sposób nie zwrócić wzrok na chociażby ułamek sekundy. Wysoka, szczupła dziewczyna. Jej twarz nie posiada żadnych skaz, przywodzi na myśl portrety wielkich władczyń sprzed kilkuset lat. Dumna, jednak delikatna, posiadająca łagodne rysy, zawsze zdobi ją znikomy cień uśmiechu. Otaczają ją miękkie fale czekoladowych włosów. Zazwyczaj Adeline pozostawia je rozpuszczone, pozwalając, aby kaskadami spływały po jej ramionach. Oczy dziewczyny to głębia, w której 

przez nieuwagę można zatonąć. Krótka chwila, a intensywny brąz, często wyglądający jak nieskazitelna czerń 
zupełnie cię pochłonie.
Dziewczyna posiada pełne usta, które zdobi matowymi szminkami w pastelowych odcieniach różu, czerwieni i fioletu.
Zamiast telefonu podczas miejskich spacerów w dłoni niesie książkę. Nie ma określonego stylu ubioru. Raz przywdzieje na siebie T-shirt z odkrytym brzuchem, szorty, wyglądające jakby jakiś wyjątkowo zdenerwowany kot obrał je na ofiarę, na której wyżyje swoją złość oraz zwyczajne trampki. Innego dnia będziesz mógł ja spotkać w subtelnej białej koszuli z bufiastymi rękawami, eleganckiej, dopasowanej spódnicy w stonowanej czerni, sięgającej kolan . Dobierze do tego równie czarne, sznurowane botki.
Jej chód jest przepełniony wdziękiem, mylnie kreując ją na o wiele starszą kobietę, niż w rzeczywistości jest. Głos natomiast znacznie ją odmładza. Słodki jak melodia wygrywana przez metalowe dzwoneczki, poruszane wiatrem, delikatny jak szum gałązek wierzby.

 Charakter : Adeline od zawsze lubiła się wyróżniać. Gdy tylko mogła, stawała przed szeregiem monotonii z uniesioną głową, świadomie ściągając na siebie nieprzychylne spojrzenia innych. Otwarcie mówi o swych 
poglądach i zainteresowaniach. Szczerość? W przypadku Del występuję niemalże w każdej jej wypowiedzi. 
Gardzi ona kłamstwem, jednak jak dobrze wiemy, nieraz musimy się nim posłużyć.
Cechą dominującą tejże dziewczyny jest wewnętrzny spokój i empatia. Mimo swojego młodego wieku zdaje sobie 
sprawę z okrucieństwa świata, dlatego na wszelkie sposoby próbuje je zniwelować, chociażby małymi gestami pomocy. Nie narzeka na coraz częstsze akty bestialstwa ze strony ludzi, bez zbędnych słów przechodzi do działania. To świadczy o stanowczości, jaka charakteryzuje Adeline. 
To zdecydowanie typ ambiwertyka. Nie zamyka się na innych, jednak o wiele lepiej czuje się w gronie przyjaciół, niż zupełnie obcych ludzi. Niektórym zawieranie nowych znajomości przychodzi ot tak, są gadatliwi i otwarci. Adeline woli natomiast zachować dystans i jeżeli to tylko możliwe, usunąć się w cień, dając pole do popisu innym. 
Niekiedy działa zbyt porywczo, nie zastanawiając się nad skutkami podjętych decyzji. Zaledwie kilka razy zdarzyło się, by poświęcała czas na rozważanie wszelkich możliwych opcji. Mimo to, dzięki trzeźwemu myśleniu potrafi wybrnąć z kłopotów bez większego szwanku. Tak, bez przeszkód można przypisać jej złotą cechę, jaką jest inteligencja.
Nie jest osobą, która dopuszcza otrzymywanie pomocy od innych. Nie pozwala jej na to duma, odziedziczona po 

ojcu. Jest za to wyjątkowo chętna do ofiarowania jej ze swojej strony. Gdy nawet nieznajoma osoba przeżywa 
trudny czas w swoim życiu, bez zahamowań stara się ją pocieszyć. Boli ją widok cierpiących ludzi. Gdy ktoś roni 
łzy, skłonna jest nawet zbłaźnić się przed takową osóbką. Można określać ją na wiele sposobów, wykorzystując 
przy tym różne słowa, jednak nie bez powodu zasłużyła na tytuł znakomitego pocieszyciela oraz słuchacza. Jest doskonałą materiałem na wielogodzinnego rozmówcę. Nieważne, czy tematem będą dręczące blizny z przeszłości, czy dzisiejsza pogoda, zaangażuje się w konwersacje, analizując i zważając na punkt widzenia drugiej osoby.
To, czym wyróżnia się spośród innych jest bezsprzecznie umiejętność skupienia się oraz cierpliwość. Niewiele rzeczy na tym świecie jest w stanie wyprowadzić ją z równowagi, jednak gdy już to nastąpi, nie ma co zbierać po nieszczęśniku, który do tego doprowadził.
Bez dwóch zdań przyjaciółką jest znakomitą! Szczęście drogich jej osób stawia wysoko ponad swoim. Bez zastanowienia byłaby gotowa oddać życie w imię jej bliskich. Na szczęście jest takich niewielu, więc nie musi zbyt często kusić losu.
Zawsze walczy do końca o wszystko, nawet o najmniejszą drobnostkę. W każdej sytuacji potrafi dostrzec plusy, nawet, gdy jest w najbardziej beznadziejnym położeniu, nie traci nadziei. Nie można jej jednak od razu nazywać optymistką, skłoniłabym się bardziej ku miana realistki o niezłomnej wierze. O, to nawet pasuje. 

Jak mogliście się już przekonać, Adeline nie ma nic przeciwko dzieleniu się z innymi swoimi przemyśleniami, 
jednak nie wiąże się to z emocjami, nie okazuje ich żywnie. To, co dzieje się w środku Del, tam też zostaje. Woli 
stawiać czoło swoim problemom samotnie, próbując być niezależną i samodzielną. 
Zainteresowania: Adeline w ciągu swoich całych osiemnastu lat sprawdzała swe siły na wielu płaszczyznach. Jako mała dziewczynka uparła się, by ćwiczyć balet, jednak nie trwało to zbyt długo, jakieś dwa miesiące. Później nadszedł czas gry na instrumentach, przeróżnych - flet, skrzypce, fortepian, gitara, akordeon, perkusja, a nawet puzon, co również okazało się nie mieć przyszłości. Następnie zetknęła się z rysownictwem, trzecia klasa, lekcja plastyki. Spodobało jej się, początkowo jej prace skupiały się na niekształtnych psach w otoczeniu licznych kresek i kropek, imitujących tło, jednak z czasem nabierała w tym wprawy. Szkoła otworzyła przed nią również drogę aktorską. Przedstawienia nie mogły obyć się bez uczestnictwa Del. Wcielania się w różne role sprawiało jej dużo frajdy, co zostało do dziś. Czas gimnazjum pozwolił jej odkryć jeszcze więcej zainteresowań. Zaczęła pisać wiersze, które przerodziły się w teksty piosenek dla zespołu jej wiernego przyjaciela, Jace'a. Tworzyła również opowiadania oraz bajki, które zyskały duże zainteresowanie wśród dzieciaków z pobliskiego przedszkola. Na przełomie gimnazjum i liceum została dostrzeżona przez kilku szkolnych trenerów, tym samym zasilając szeregi 
drużyn piłkarskich- siatka, noga i ręczna, poza tym dobrze sprawowała się jako biegaczka lekkoatletyczna, jako indywidualistka radziła sobie całkiem nieźle.  
Nie tak dawno z kolei zetknęła się z fotografią, która szybko zaskarbiła sobie jej sympatię. Mimo, że zajmuje się 
nią hobbistycznie, uwielbia wykonywać zdjęcia, czy to przyrody, czy zwykłe portrety.
Inne: 
-praca nie jest jej obca. Chcąc udowodnić swą samodzielność podejmowała się różnych zajęć, np. oporządzała konie, udzielała korepetycji, roznosiła ulotki, zbierała nawet owoce, by je potem sprzedać
-to prawdziwy mol książkowy, czyta każdy gatunek z zapałem śledząc losy bohaterów książek
-lubi rysować i nie najgorzej jej to wychodzi. Jednak swoje prace zachowuje dla siebie, uważa je za mało interesujące
-uwielbia muzykę graną na żywo, słucha niemalże każdego gatunku, jednak największą sympatią darzy rock i pop
-znajomi uważają ją za perfekcjonistkę, i pedantkę podczas gdy jej biurko to istna stajnia Augiasza
-uwielbia czekoladę
-jest wolontariuszką w schoronisku już od kilku lat
-panicznie boi się węży 

-nie lubi (jako posiłku) grzybów i ryb, wszystkich. Nawet w Wigilię zniesmaczona spogląda na karpia. 
-w przyszłości marzy, by zostać weterynarzem
-uwielbia produkcje Tim'a Butrona oraz aktora, który stanowi niemal ich nieodłączny element - Johny'ego Deppa 

-przepada za zapachem lawendy oraz cynamonu 
-nigdy nie piła, ani nie paliła, używki nie robią na niej większego wrażenia 
-od zawsze była dobrą uczennicą, nauka nie sprawiała jej problemów
-do dziś darzy ogromną sympatią bajki Disney'a i z chęcią siada z kubełkiem lodów, aby je ponownie obejrzeć
-posiada niewielki tatuaż na boku małego palca. Widnieje na nim malutkie pióro i napis "Forever". Taki sam tatuaż posiada jej przyjaciółka, Ellie
Kontakt:: ~Nessie 
Inne Pupile:

Daisy  

782904814773d8228b00949edc5b95ea.jpg
Imię: Ozyrys
Płeć: Wałach
Rasa: SP
Data urodzenia: 1 lipca 2008 (9 lat)
Charakter : Ozyrys to temperamentny koń. Na obcych łypie spode łba, strzyże uchami, a gdy nieszczęśnik zechce go osiodłać, zacznie się wiercić i tupać ostrzegawczo nogami. Możliwość ugryzienia jest mała, jednak Ozyrys i bez tego potrafi uprzykrzyć życie. Zachowanie ogiera zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni, gdy w pobliżu jest bliska mu osoba. Staje się wtedy potulny jak baranek, cierpliwym słychaczem, niezastąpionym pomocnikiem. Często zdarzało się, że to Ozyrys przejmował rolę nauczyciela, zamiast Adeline. 
Specjalizacja : Niegdyś skoki, dziś ze względu na Adeline wykorzystywany jest głównie do rekreacji.
Umiejętności: Reaguje na wszystkie komendy, jest bardzo w tym aspekcie wyczulony. Ma bardzo dobrą technikę skoku. Jest odważny i dzielnie idzie na przeszkodę. Chętnie i szybko się uczy. Jest wyjątkowo szybki, nie raz mówiono, że Ozyrys ściga się z wiatrem. 
Właściciel: Adeline Campbelle