sobota, 25 sierpnia 2018
Odejście
wtorek, 19 czerwca 2018
Od Harry'ego cd. Isabelle
Isabelle przekartkowała książkę, mierząc mnie przy tym zirytowanym - przez moje niezdecydowanie - wzrokiem. Otwierając odpowiednią stronę odchrząknęła i zaczęła czytać.
“Nie miałam czasu, by zastanawiać się, jak zareaguje, by pomyśleć, że przez ostatnie tygodnie praktycznie wcale się nie dotykaliśmy. Potrzebowałam tego, potrzebowałam jego, a on potrzebował mnie. Objął mnie ramionami i przyciągnął do siebie, chwilę później całowałam go, on odpowiadał tym samym, przyciskając mocno usta do moich warg. [...] Zacisnęłam powieki i pocałowałam go natarczywie, błagając w myślach, by pozwolił mi o wszystkim zapomnieć, bym nie czuła niczego ponad tę bezdenną, nieopisaną czarną dziurę, która rozdzierała mi wnętrzności. [...] Przywarł do mnie mocno, niewyobrażalnie blisko, przesuwając się przy tym na krawędź krzesła. Sądziłam, że poprowadzi nas do łóżka, ale on zamarł na chwilę i w tym wilgotnym, drżącym ułamku sekundy coś między nami się zmieniło.” ~~Rebelianci
- Myślę, że wybrałem bardzo ciekawą stronę. - Uśmiechnąłem się, gdy skończyła czytać.
- Myślę, że wybrałam bardzo ciekawą książkę. - Wzruszyła ramionami, wracając pospiesznie do salonu i już po chwili przyniosła ze sobą trzy nowe książki.
- Issy - jęknąłem, widząc nowe lektury - miałaś odpocząć i pójść spać.
- Odechciało mi się. - Uśmiechnęła się, zajmując swoje poprzednie miejsce. - Oj, przestań. Teraz będę czytać tylko pojedyncze zdania. Strona.
- Czterdzieści cztery - westchnąłem, przyciskając poduszkę do twarzy.
- Które zdanie?
- Druga linijka.
- Czemu nie mogłeś powiedzieć zdania tylko linijkę? Robisz mi na złość? - zaśmiała się, a ja już wiedziałem, że nie uda mi się szybko przekonać jej do pójścia spać. Otworzyła kolejną książkę, i szybko wyszukała odpowiednie zdanie.
- "Rycerz na Białym Koniu stał przed nią i się oświadczał. Świat zbliżał swoją pogodną twarz do jej twarzy. Umierała. Więc tak, tak. To nic, że go nie zna. Jest nareszcie, nareszcie jest. Podała mu dłoń, jak pieczęć i tajemnicę. Oto stało się. Pochylił się i wyciągnął ją z samochodu. Straciła przytomność. Kto wie, co się z nią dzieje. Miał tylko nadzieję, że ma nieuszkodzony kręgosłup."~~Zagubione niebo
- Wydaje mi się, że to było więcej niż jedno zdanie. - Westchnąłem, zabierając jej wszystkie książki i odkładając je na szafkę nocną. - Nie możesz po prostu położyć się i spać?
- Nie mogę, ale jeżeli ty chcesz spać, to naprawdę nie mam nic przeciwko. Ja sobie poczytam... - W tym momencie chciała sięgnąć po książki leżące za mną, ale w porę złapałem ją za ręce uniemożliwiając wykonanie tej czynności. Isabelle opadła na mnie cicho się śmiejąc. - Proszę cię.
- Nie, masz iść spać.
- Rozkazujesz mi? - Uniosła brwi, próbując wyrwać dłonie z mojego uścisku. - Zwykle nie jesteś aż tak stanowczy.
- A ty zwykle nie jesteś taka uparta... no dobra, jesteś, ale..
- Nie jestem uparta.
- Jesteś.
- Nie.
- Nie zaczynajmy się teraz kłócić.. - Westchnąłem i wywróciłem oczami. Issy próbowała w każdy możliwy sposób odciągnąć moją uwagę od snu, którego wiem, że potrzebowała. - Skarbie, proszę cię.
- Okej, niech ci będzie - jęknęła, kładąc się z powrotem obok mnie.
- Tęskniłem za tobą. - Odezwałem się, patrząc jej w oczy. - Bałem się, bardzo.
Czułem, że dopiero teraz tak naprawdę te wszystkie emocje, które towarzyszyły mi przez te kilka dni, zaczynają odpuszczać. Isabelle nie powiedziała nic, przysunęła się bliżej i opierając głowę o moją klatkę, przytuliła mnie mocno. Objąłem ją, delikatnie gładząc dłonią jej plecy. Po chwili uniosła głowę, sięgając powoli do moich ust. To już nie było to samo, co przed chwilą. Nie było w tym już takiej namiętności, pożądania... była tylko tęsknota.
poniedziałek, 14 maja 2018
Od Harry'ego cd. Isabelle
- Nie obwiniaj się za to, to nie twoja wina - odezwał się w pewnym momencie Niall - ... i to że martwisz się bardziej o Isabelle jest normalne.
- Czytasz mi w myślach? - Zmarszczyłem brwi nie odrywając wzroku od widoku za boczną szybą.
- A zgadłem? - Zaśmiał się, jednak szybko spoważniał. - Na razie.. bądź myśli, że wszystko będzie dobrze. Zamartwianie się nic nie da.
- Wiem - odpowiedziałem, bo jedynie na tyle było mnie w tym momencie stać. Droga do szpitala zajęła nam jeszcze niecałe dziesięć minut, które potwornie mi się dłużyły. Przy samym wejściu spotkałem się z tłumem dziennikarzy, którzy nie mam pojęcia skąd się tu wzięli. Ciekawe jakie historie tym razem wymyślą, ale jedno jest pewne, nie mogę tędy wejść. Z trudem udało nam się odnaleźć na tyłach budynku wejście dla personelu, a jeszcze gorsze było przedostanie się przez nie podczas, gdy pilnowała je bardzo nieprzyjemna recepcjonistka. Dopiero po dłuższych negocjacjach przekonałem ją, że koniecznie muszę tędy przejść i... o dziwo przystała na moją prośbę. Podczas, gdy próbowałem rozszyfrować mapę całego szpitala, Niall poszedł do głównej recepcji, by dowiedzieć się, gdzie możemy szukać Issy.
- Nie powiedzieli mi - burknął podchodząc bliżej. - Nie jestem nikim z rodziny, a wpuszczają tylko i wyłącznie rodzinę, więc ciebie też nie będą chcieli.
- Zaraz zobaczymy - westchnąłem, podchodząc do recepcji, przy której stała dość niska, czarnowłosa pielęgniarka. - Dzień dobry, chciałem się zapytać o Isabelle Ghate Mortensen.
- Jest Pan kimś z rodziny? - Spytała znudzonym głosem, podnosząc na chwilę spojrzenie znad obszernego zeszytu.
- Mężem - odpowiedziałem pewnie mając nadzieję, że mi uwierzy. Elizabeth, jeżeli dobrze przeczytałem na jej identyfikatorze, spojrzała na mnie niezbyt przyjaźnie i przekartkowała gruby zeszyt.
- Drugie piętro, sala 109. Nic nie zagraża jej życiu, brak obrażeń, pozostało jej jeszcze kilka rutynowych badań i będzie mogła czekać na wypis. - Jeżeli ta kobieta traktuje wszystkich z takim znudzeniem i miną jakby chciała uderzyć mnie w twarz swoim zeszytem to nigdy w życiu nie chciałbym mieć już z nią do czynienia.
- A co z Nathanielem Mortensen?
- Jest Pan kimś z rodziny? - Mruknęła pod nosem.
- To mój szwagier.
- Przechodzi właśnie operację wyjęcia kuli, stracił dużo krwi, ale rokowania są dobre. Coś jeszcze?
- Nie, dziękuję za miłą obsługę - burknąłem pod nosem i skierowałem się w stronę schodów, ciągnąc za sobą Nialla. Oczywiście jak na złość sale nie były ponumerowane w kolejności, a odnalezienie tej z numerem 109 zajęło nam jakieś dwadzieścia minut, a nikt nie okazał się na tyle pomocny, by wskazać nam, gdzie ona się znajduje. Już nawet nie chciałem wracać do tej recepcjonistki, bo podejrzewałem, że tym razem faktycznie mogę oberwać zeszytem po głowie.
Gdy tylko złapałem za klamkę dopadły mnie emocje nagromadzone przez te dni. Nie byłem w stanie się poruszyć, a
już nie będę przepraszać za długość i jakość XD albo jednak... przepraszam
czwartek, 1 lutego 2018
Od Harry'ego cd. Isabelle
środa, 10 stycznia 2018
Od Harry'ego cd. Isabelle
- Nienawidzę cię, wiesz?
- Ja też cię kocham - zaśmiała się i pochyliła, by móc pocałować mnie w policzek. Nie chciałem wstawać, ale cóż.. Isabelle miała naprawdę mocne argumenty, którymi udało jej się mnie przekonać.
- Ale nie przestawaj masować - mruknąłem, ponownie chowając głowę w poduszce.
- Nie, bo się rozlenisz - odpowiedziała i od razu wstała. Wciąż nie rozumiem, dlaczego nie może spać chociaż do dziesiątej. Na litość boską! Ona nawet w weekendy wcześnie wstaje! Poważnie zastanawiam się nad kupieniem jakiś środków nasennych, chociaż wątpię, że jakakolwiek dawka by na nią zadziałała. Kiedyś wstawałem wcześnie rano, ale to tylko ze względu na Gemmę, która była typowym rannym ptaszkiem. Tak samo jak Issy uwielbiała mnie budzić, a gdy nie chciałem wstać posuwała się do naprawdę okrutnych decyzji. W jej przypadku zazwyczaj było to wiadro zimnej wody, albo śpiewanie tak głośne, że pewnie słyszało ją pół miasta, a nie próba kuszenia mnie koronkową bielizną. Sposób budzenia mnie Isabelle zdecydowanie bardziej przypadł mi do gustu i mimo, że cholernie nie lubię wstawać... wstaję. Zresztą, mam jakieś wyjście? Nie mogę się na nią obrazić, bo i tak nie wytrzymam zbyt długo.
- No wiesz ty co - jęknąłem - W takim razie proszę mi przedstawić plan tego, co będziemy robić o tak wczesnej porze.
- Wstaniesz, grzecznie się ubierzesz, pójdziemy na śniadanko, potem pozwolę ci odpoczywać. - Uśmiechnęła się. - Ale spanie nie liczy się w tym przypadku jako odpoczynek, mam na myśli bardziej jakiś film, spacer...
- Eh.. kobiety - westchnąłem.
- Co ty tam mruczysz pod nosem? - Uniosła brwi. - Powtórz to.
- Eh.. kocham cię - powtórzyłem tym samym tonem, czym wywołałem jeszcze szerszy uśmiech na jej twarzy. Cmoknęła mnie pospiesznie w usta i wstała z łóżka.
- Daję ci maksymalnie pół godziny na ogarnięcie się, zrozumiano?
- Oczywiście.
- Już nawet nie mogę cię odwiedzić? Nie było cię trochę i nie chcesz odnawiać kontaktów ze swoim przyjacielem. Miałem do ciebie prośbę, ale jak widać nie mogę już na tobie polegać... - zaczął wymachiwać rękoma i obawiam się, że gdybym szybko mu nie przerwał, rozkręciłby się i poleciałaby dłuuga wiązanka niekoniecznie przyjemnych słów skierowanych w moją stronę.
- Nie pierdol tylko wchodź - westchnąłem, wciągając go do pokoju i zamykając za nim drzwi.
- Przejdę od razu do rzeczy, bo widzę, że się nie wyspałeś. - Wyszczerzył się, rozkładając wygodnie na łóżku. Podszedłem do szafy i wyjąłem z niej pierwsze lepsze ubrania, bo gdybym tylko szukał czegoś chociaż chwilę dłużej, Zain zacząłby się irytować, że ciuchy są dla mnie ważniejsze od niego. - Słucham cię, przyjacielu. - Zachęciłem go do rozmowy i szybko udałem się do łazienki, żeby coś na siebie założyć. Wiedziałem, że Malik będzie potrzebował chwilę na pozbieranie myśli, więc przy okazji mu ją dałem. - Więc?
- Napisałem piosenkę - odpowiedział pewnie, jednak zaraz zaczął się mieszać - to znaczy prawie, nie do końca.. a może wcale?
- Wow wow wow, powoli. Czy ja dobrze usłyszałem? Zain Malik napisał piosenkę i przychodzi z tym do mnie?
- Zajebiście dobrze usłyszałeś, potrzebuję pomocy.
- Dobrze się składa, bo.. ja też coś zacząłem. Wymienimy się opiniami, tylko błagam, powiedz, że zapisałeś tekst, inaczej szlag mnie trafi. - Jego uśmiech mówił sam za siebie, oczywiście, że nie spisał tekstu! Wywróciłem oczami i odnalazłem w szufladzie biurka kartkę i jakiś długopis. - Pisz, co pamiętasz.
W międzyczasie włączyłem laptopa i odszukałem odpowiedni dokument. Gdy go otworzyłem, Zain wyciągnął w moją stronę zapisaną kartkę. Wymieniliśmy się tekstami i... o kurde.
- Powiedz mi tylko jedno - jęknąłem, gdy chłopak przycisnął mnie do podłogi. - Imany ma piegi? Nawet ich nie zauważyłem.
- Nie ma - odpowiedział szybko, co oznaczało, że kłamie.
Godzinę przed balem Isabelle biegała po całym pokoju i ciągle czegoś szukała. Jedną ręką się malowała, drugą suszyła włosy i jeszcze w międzyczasie popędzała mnie, bo była pewna, że będzie musiała na mnie czekać.
- A gdzie ta koronkowa bielizna? - Zrobiłem smutną minę, gdy wreszcie wyszła gotowa z łazienki.
- Pod sukienką?
- Dobra, później mi pokażesz. - Uśmiechnąłem się, unosząc brwi.
- Mhm, zobaczymy, czy zasłużysz - westchnęła i podeszła do lusterka, wygładzając dłońmi materiał sukienki. Podszedłem bliżej i zatrzymałem się zaraz za nią.
- Mam być grzeczny? - Spytałem i położyłem dłonie na jej talii, zjeżdżając powoli niżej.- Jak najbardziej. - Uśmiechnęła się. Przybliżyłem twarz do jej szyi, obsypując ją całą pocałunkami. Jak zwykle ktoś musiał nam przerwać i po całym pokoju rozległo się pukanie do drzwi. Nawet nie zdążyłem do nich podejść, gdy do środka wpadł Niall z Charlotte, a zaraz za nim Liam z Cheryl.
- Jezus Maria, Harry! - Krzyknął Horan i dosłownie wskoczył mi na ręce. - Ja wiedziałem! Wiedziałem, że to wszystko się tak potoczy! No od początku byłem tego pewny! - Szybko wyrwał się z moich objęć i podbiegł do Isabelle.- Przytuliłbym cię na przywitanie, ale skoro już oficjalnie jesteście razem, zapewne dostałbym po głowie.. i to nie tylko od Harry'ego - dodał cicho, spoglądając na Charlie, która jedynie wywróciła oczami na jego komentarz. Przywitaliśmy się wszyscy i przy okazji przedstawiłem Issy Liama, którego do tej pory nie miała jeszcze okazji poznać. Poszliśmy od razu na salę, by zająć jakieś dobre miejsca, a przy samym wejściu na salę, dopadła nas pani Ruby. Bardzo cieszyła się, że znowu widzi tu Nialla i Charlotte i zaraz zaczęła ich zapewniać, że dla nich zawsze będzie tutaj miejsce. Pozwoliła im przyjechać ze względu na występy. Horan zaśpiewa kilka piosenek, Liam również, a później ma wystąpić jakiś zespół, przed którym oczywiście sam wcisnę się na scenę, by zaśpiewać Steal my girl.
Sala robiła naprawdę ogromne wrażenie, musieli się bardzo postarać, by tak pięknie ją udekorować. Pomimo faktu, że przyszliśmy sporo wcześniej, wiele miejsc było już pozajmowanych. Usiedliśmy tam, gdzie byliśmy w stanie wszyscy się zmieścić i jednocześnie nie znajdować się zbyt daleko od sceny. Niall od razu skupił całą swoją uwagę na obficie zastawionym stole, jednak Charlotte szybko wyjaśniła mu, że musi poczekać aż bal się rozpocznie i ma nie podjadać.
- Mam nadzieję, że tym razem bal się uda, ostatni.. nie był zbyt udany - mruknęła cicho Isabelle.
- Szczerze mówiąc, to niezbyt go pamiętam.
- Zespół był okropny, tak samo jak dekoracje i.. ludzie w ogóle nie tańczyli, tylko siedzieli przez cały czas przy stolikach.
- Aaa, no tak. Coś sobie przypominam, wyszedłem po jakiś dziesięciu minutach i razem z Niallem pojechaliśmy na do Nando's. - Uśmiechnąłem się widząc jak dziewczyna wywraca oczami. Czas do rozpoczęcia balu minął nam bardzo szybko, jednak przemowa pana Stewarta.. to już inna bajka. Myślałem, że nigdy nie skończy wspominać swoich młodzieńczych lat w tej akademii i tego jak został jej dyrektorem. Może z początku było to choć trochę ciekawe, to pod koniec musiałem pilnować się, by nie zacząć ziewać.
Całe szczęście, że nikt więcej nie miał ochoty na wygłaszanie przemów i bal został uznany za rozpoczęty. Pierwszą piosenką, jaką zagrał wynajęty przez szkołę zespół, było Perfect Eda Sheerana. Teatralnym ruchem wyciągnąłem dłoń do Isabelle.
- Czy mogę prosić panienkę do tańca? - Uśmiechnąłem się, na co Issy odpowiedziała mi tym samym- Oczywiście. - Podała mi dłoń i razem wyszliśmy na parkiet. Większość uczniów jeszcze siedziała przy stolikach, czekając aż ktoś inny zacznie tańczyć. My jakoś nie mieliśmy tego problemu, wręcz przeciwnie. Im więcej ludzi tym gorzej się tańczy, bo z czasem niektórzy z nich za bardzo się.. wczuwają.
- Muszę ci powiedzieć, że mam dla ciebie niespodziankę. - Uśmiechnąłem się.
- Niespodziankę? - Uniosła zaciekawiona brwi. - Jaką?
- Jeszcze nie mogę ci powiedzieć, ale w najbliższym czasie się dowiesz.
- Chciałeś wzbudzić moją ciekawość? To chyba nie zalicza się do bycia grzecznym. - Przygryzła dolną wargę. Nie odpowiedziałem, bo byłem wręcz pewny, że tak mną zakręci i wszystko jej wygadam, a nie chciałem. Zatańczyliśmy do jeszcze jednej piosenki i wróciliśmy na nasze miejsca. Nialla i Liama już nie było, więc oznaczało to, że też powinienem wyjść.
- Zaraz wrócę, zapomniałem czegoś - powiedziałem i pospiesznie wyszedłem, zanim zdążyła mnie o cokolwiek zapytać. Ledwo wyszedłem z sali i o mało nie wpadłem na Imany.
- Wszystko w porządku? - Spojrzała na mnie podejrzliwym wzrokiem.
- Em.. w jak najlepszym - odpowiedziałem i złapałem ją jedną dłonią pod brodę, przekręcając jej twarz w stronę światła. - O matko! Ty masz piegi!
- To coś złego?
- Nie, to znaczy.. agh.. no nie wierzę. - Wyszczerzyłem się jak głupi. Matko boska! Zain naprawdę to dla niej zrobił. - Miłej zabawy!
Pobiegłem szybko na hol, gdzie wszyscy już czekali. Przećwiczyliśmy raz moją piosenkę i jedynie wymieniliśmy porozumiewawcze spojrzenia, które dotyczyły numeru Malika. Wróciliśmy na salę akurat w momencie, gdy zespół zrobił przerwę, więc bez większego zastanowienia zajęliśmy ich miejsce. Został jedynie perkusista, jeden gitarzysta i chłopak od keyboardu, z którymi już wcześniej wszystko uzgodniliśmy. Liam z faktu, że ma najlepsze gadane zapowiedział krótko nasz występ.
- Tylko głośno śpiewaj, chcę cię słyszeć i.. myślę, że nie tylko ja. - Uśmiechnąłem się do Zaina, który tylko szturchnął mnie w ramię. Wziąłem głęboki wdech i poprawiłem mikrofon, wyszukując szybko wzrokiem Isabelle. Muzyka zaczęła grać, a my... zaczęliśmy śpiewać Steal my girl.
- To nie jedyna piosenka, Zain również chciałby przedstawić wam swoją. - Kiwnąłem do członków zespołu by zaczęli grać i starłem się uniknąć wzroku Malika, który najpewniej od razu by mnie zabił. Normalnie zszedłby obrażony ze sceny, ale.. zaczął śpiewać.
Gdy Little Things dobiegło końca zeszliśmy ze sceny i zaraz oberwałem z pięści w ramię.
- Nienawidzę cię, po co to zrobiłeś? - Burknął Zain.
- Bo sam byś tego nie zrobił, nie musisz dziękować - odpowiedziałem mu szybko i pobiegłem w stronę naszego stolika, wolałem się nie narażać na jego "gniew".
Isabelle siedziała tam gdzie wcześniej i wyglądała w stronę tłumu, a ja podchodząc do niej od tyłu, zakryłem jej dłońmi oczy.
środa, 27 grudnia 2017
Od Harry'ego cd. Isabelle

- Niekoniecznie - odpowiedziałem, całkowicie pozbywając się górnej części jej garderoby. Przejechałem dłonią wzdłuż talii dziewczyny, czując pod palcami jej ciepłą, aksamitną skórę, pragnąłem obdarować pocałunkami każdy jej centymetr.
Plan wypytania Zaina spełzł na niczym, bo gdy tylko wszedłem do swojego pokoju, rzuciłem się na łóżko i odpłynąłem na kilka dobrych godzin. Obudziłem się w okolicach czwartej po południu, a po moim pokoju krzątała się już Issy.
- No nareszcie się obudziłeś. Wstawaj i jedziemy do miasta.
- Czemu nie obudziłaś mnie wcześniej? - mruknąłem, próbując podnieść się z łóżka, jednak w tym momencie zbyt mocno mnie do siebie przyciągało.
- Nie miałam serca cię budzić. - Westchnęła ciężko i usiadła na brzegu materaca.
- Bo mnie kochasz. - Uśmiechnąłem się, mrużąc oczy.
- Czasem bardzo dokładnie się nad tym zastanawiam - powiedziała poważnie, jednak długo nie wytrzymała i na jej ustach pojawił się szeroki uśmiech. Przyciągnąłem dziewczynę do siebie i zacząłem łaskotać. - Jeżeli zaraz nie przestaniesz..
- To co mi zrobisz?
- Nie chcesz wiedzieć - odpowiedziała, próbując złapać oddech. Nie przerywałem swoich tortur, aż w końcu dziewczyna się poddała, a raczej zaczęła mnie szantażować. - Jak nie pojedziemy zaraz do tego miasta, to nie pójdziemy na bal!
- Dobra, dobra. - Uniosłem ręce w geście obronnym. - Już wstaję.
Podniesienie się z łóżka i względne ogarnięcie zajęło mi niecałe pół godziny, jednak nie widziałem opcji, bym wyszedł stąd bez żadnego posiłku. Oczywiście Isabelle użyła bardzo dobrych argumentów, a dokładniej obiecała, że pierwsze co, pójdziemy na pizzę, następnie na lodowisko i dopiero później zacznie mnie męczyć bieganiem po sklepach. Uzgodniliśmy wspólnie, że zabierzemy ze sobą Zaina i Imanuelle, bo chciałem móc ją trochę lepiej poznać, bo wcześniej nie miałem do tego większej okazji. Dziewczyna chciała też zabrać ze sobą Anastasię, a my nie widzieliśmy w tym żadnego problemu.
Ostatecznie spotkaliśmy się przed akademikiem w szóstkę, przedstawiliśmy się osobom, których nie zdążyliśmy jeszcze poznać i wpakowaliśmy się do samochodów. Nastia i Oli jechali razem, a ja zabrałem do swojego auta Issy, Zaina i Imany. Oczywiście szybko odbyła się bitwa stulecia o miejsce z przodu. Uderzyłem argumentem, że muszę siedzieć obok Zaina, więc... Isabelle zabrała mi kluczyk i usiadła za kierownicę, a Imanuelle na siedzeniu z przodu. Malik chciał już rzucić swoje argumenty, dlaczego to on powinien tam siedzieć, a Issy nie powinna prowadzić, jednak ostatecznie go powstrzymałem, pakując się do tyłu i wciągając za sobą Zaina.
- Ja wybieram opcję wyrzucenia z samochodu - burknął Zain, wyswobadzając się z mojego uścisku. Resztę drogi spędził obrażony w ciszy, a ożywił się wtedy, gdy kelner położył przed nim pizzę. Całkowicie zapomniał o naszych dalszych planach na dzisiaj i rozkręcił się tak bardzo, że nie pozwolił nikomu dojść do słowa. Nie mam pojęcia od kiedy zrobił się aż tak gadatliwy. Ucichł dopiero gdy nadeszła pora na lodowisko i znowu zaczął coś tam burczeć pod nosem. Jakieś groźby skierowane w moją stronę, że jak się połamie, to się na mnie zemści i to bardzo boleśnie, ale udawałem, że tego nie słyszę.
- Issy - szepnąłem, odsuwając dziewczynę na bok. Imany i Anastasia właśnie kupowały dla nas wszystkich wejściówki na lodowisko, a Zain szukał jakiejś drogi ucieczki. - Musimy ich do siebie zbliżyć, bo ten debil nie podejmie żadnej decyzji.
- Ja nie biorę w tym udziału. - Uniosła ręce, po czym westchnęła. - Ale tobie pozwalam.
- Na to liczyłem. - Uśmiechnąłem się, całując Isabelle w policzek. Zaciągnąłem Zaina po łyżwy, jednak ten się obraził i usiadł na ławeczce mówiąc, że on nie będzie niczego szukał. Wywróciłem jedynie oczami na jego komentarze i zacząłem przeszukiwać półki.
- Nie ma mojego rozmiaru. - Uśmiechnął się, gdy przez dłuższą chwilę próbowałem znaleźć odpowiednie łyżwy.- Znalazłem. - Wyszczerzyłem się i trzymając odpowiednią parę w dłoniach zacząłem tańczyć i śpiewać. - A kto pójdzie zaraz na lodowisko i złamie sobie rękę?
- Jeżeli będę to ja, to pożałujesz dnia, w którym się poznaliśmy - burknął.
- Przestań się tak zachowywać. Imanuelle bardzo się cieszy, a ty ciągle coś tam burczysz pod nosem. Dałbyś jej tą przyjemność i z łaski swojej ruszył swój zgrabny tyłeczek, założył te durne łyżwy i wyszedł na to pieprzone lodowisko!
Zain zmarszczył brwi i spojrzał na mnie próbując jakoś przetrawić to, co właśnie powiedziałem. Znowu mruknął coś pod nosem, jednak wziął ode mnie łyżwy i naciągnął je na nogi.
- Zuch chłopak, jestem dumny. - Uśmiechnąłem się, odszukując odpowiedni numer dla siebie. Dziewczyny zdążyły wejść już na lód, a ja z Zainem dopiero doczłapaliśmy do bramki. Cóż.. nie byłem zbyt dobry w jeździe na łyżwach, ale jakoś dawałem sobie radę. Z Malikiem trzymającym mnie za rękę było odrobinkę trudniej.
- Zabiję cię kiedyś, Styles - mruknął stawiając nogę na lodzie. Oboje staliśmy przy wejściu, kurczowo trzymając się barierek.
- Słuchaj, plan jest taki. Ja trochę umiem, więc łapiesz mnie za rękę, a drugą trzymasz się barierki i małymi kroczkami jedziemy do przodu. Okej?
- A mam jakieś wyjście? -Spojrzał na mnie marszcząc brwi.
- Nie. - Uśmiechnąłem się szeroko, podając chłopakowi rękę. Zaraz zastąpi mnie Imanuelle, tylko jeszcze o tym nie wie, najpierw musimy je dogonić. Malikowi szło bardzo dobrze, ale barierki za nic w świecie nie chciał puścić. - Dobra, to ja jadę do Issy.
Puściłem jego rękę, a ja wyjechałem gdzieś na środek lodowiska. Chłopak krzyknął coś za mną, jednak tylko wzruszyłem ramionami.
- Imanuelle! Chyba musisz mu pomóc! - Zawołałem do dziewczyny, a sam szybko odnalazłem wzrokiem Isabelle i jakimś cudem dojechałem do niej bez żadnego upadku. - Jezus Maria, chyba się nauczyłem!
- Nie bądź taki pewny.
- Nie wierzysz we mnie? - Uniosłem brwi i widząc, że Zain zaczyna się zbliżać, złapałem Issy za rękę i wyciągnąłem na środek. - Bez barierki nie poradzę sobie zbyt dobrze, ale wolę się trzymać z daleka od niego i... lepiej mnie trzymaj, bo w przeciwnym razie będzie bolało.- To twój niecny plan? - Spojrzała w stronę Zaina i Imany.
- Jeszcze coś wymyślę, to dopiero początek. - Uśmiechnąłem się szeroko. - Lepiej myśl jaką sukienkę chcesz kupić i co będziemy robić dziś wieczorem.
- Nad sukienką pomyślę dopiero wieczorem, a jeżeli chodzi o plany na wieczór.. masz coś konkretnego na myśli? - Zmarszczyła brwi, przyglądając mi się uważnie.
niedziela, 3 grudnia 2017
Od Harry'ego cd. Isabelle
- To wciąż ta sama Isabelle - odpowiedziała, starając się powstrzymać uśmiech - Ale ta woli postawić sprawę jasno i otwarcie walczyć o swoje. Mam tylko nadzieję, że Kendall nie wydaje ci się już tak atrakcyjna.
- W porównaniu do ciebie... - mruknąłem, przejeżdżając dłonią wzdłuż jej talii - ...nigdy taka nie była.
Tym razem Issy nie powstrzymywała już uśmiechu i pochyliła się nade mną.
- Mam nadzieję - szepnęła - że ona nie będzie nam już więcej przeszkadzać.
Cały dzień spędziliśmy głównie na bieganiu po sklepach. Zdążyliśmy pójść też na lody, pizzę, na basen i kina, chociaż wciąż zastanawiam się, jakim cudem starczyło nam na to wszystko czasu. Wróciliśmy do domu pod wieczór i muszę przyznać, że cholernie męczyło mnie to chodzenie po centrach handlowych, ale pomaganie Issy w wybieraniu nowych ubrań i stroju kąpielowego nadrobiło wszystko inne, ale jednak do sklepu z bielizną nie chciała mnie zabrać ze sobą!
Z: Cześć, Harry!!! - Rozległ się głośny krzyk i od razu domyśliłem się, kto dzwoni.
- O niczym szczególnym - westchnęła, jednak po dłuższej chwili ciszy, zebrała się na odpowiedź - Musimy powoli zbierać się do wyjazdu, wakacje się skończyły.
- Nie chcę wyjeżdżać. - Zmarszczyłem brwi. Fakt, że nasz czas w Australii dobiegał końca, niósł za sobą same zmartwienia. Długi lot z powrotem, powrót do szkoły, nauka, treningi.. ale miałem ogromne wrażenie, że teraz będzie całkiem inaczej. Wiele się zmieniło i chodzi mi głównie o to, co wydarzyło się między mną a Issy.
- Ja też, ale jeżeli nie chcemy mieć tony zaległości, to chyba musimy - westchnęła.
- Rozmawiałem przed chwilą z Zainem, w przyszłym tygodniu odbędzie się bal szkolny. Myślę, że powinniśmy razem na niego pójść.
- Czy mam potraktować to jako zaproszenie? - Zaśmiała się, odwracając w moją stronę.
- Chcesz bardziej oficjalne? - Uśmiechnąłem się szeroko, klękając na jedno kolano. - Isabelle Ghate Mortensen czy zechcesz pójść ze mną na bal?
- Jesteś idiotą, Harry. - Pokręciła głową, uśmiechając się szeroko. - Wstawaj.
Uśmiechnąłem się i złapałem ją w talii, unosząc do góry, a dziewczyna odruchowo owinęła mnie nogami w pasie. sobota, 25 listopada 2017
Od Harry'ego cd. Isabelle
- Jeżeli zacznie coś kombinować, to musi wcześniej wiedzieć, że nie będzie miała łatwo. - Uśmiechnęła się, przechylając lekko głowę na bok. - Najlepiej jakby całkiem przypadkiem wpadła do basenu na ogródku Alyssy.
Alyssa zaraz porwała Isabelle to tańca, a ja odsunąłem się w troszkę mniej zaludnione ręce. W całym domu było strasznie gorąco, nie tylko z powodu klimatu, jaki panował w Australii, a głównie przez tłumy spoconych, pijanych ludzi, tańczących już od jakiś kilku godzin. Niektórym alkohol za bardzo już uderzył do głowy i.. cóż.. Alyssa będzie miała naprawdę duuużo sprzątania. Chociaż patrząc na jej aktualny stan, będzie potrzebowała sporo czasu, żeby pozbyć się kaca.
W kuchni, w której aktualnie się zatrzymałem, było najmniej ludzi. Otwarte okno dawało przyjemny chłód, a większość osób przyszła tu pewnie po to, by chwilę odsapnąc. Alyssa z szerokim uśmiechem wpadła do pomieszczenia i zatrzymała się zaraz przy parapecie.
- Przeziębisz się przy tym oknie - powiedziałem, zauważając, że ma koszulkę z krótkim rękawem.
- Chyba za mało wypiłeś, zamieniasz się w moją mamuśkę - zaśmiała się, wskazując ręką na stolik w salonie - Alkohol stoi tam!
- Przepraszam. - Stanąłem między nimi, nieznacznie odpychając chłopaka na bok i nie zważając na jego obecność, złączyłem nasze usta, odsuwając dziewczynę delikatnie na bok. Już po chwili oboje pogrążyliśmy się w namiętnym pocałunku.- Myślisz, że powinniśmy już wracać? - Spytała, uśmiechając się.
- Myślę, że jeżeli zostaniemy tu dłużej, to Alyssa dopilnuje, żebyśmy porządnie się upili.
- Trafne spostrzeżenia - zaśmiała się, powracając jeszcze na chwilę do pocałunku, który przerwała nam dopiero jej przyjaciółka, przynosząc nam dwa kieliszki.
To miał być ostatni... ale po nim nadszedł jeszcze jeden ostatni... i jeszcze jeden, jeszcze jeden.. w sumie nawet nie pamiętam, o której wróciliśmy do domu.
- Ważne, że dałam radę!
- Włączyłaś w nim alarm! - zaśmiałem się. - W ogóle, wiesz która godzina? Już druga, a ty jeszcze nie wygoniłaś mnie z łóżka.
- Jezus Maria! Połóż się, a nie krzyczysz od samego rana.. - jęknąłem, zasłaniając głowę poduszką, gdy ta zaczęła odsłaniać rolety w oknach.
- Harry, druga to popołudnie, a nie ranek. - Nie potrafiłem przestawić się na tryb wstawania Isabelle, jakim cudem potrzebuje ona tak mało snu? Na dodatek podniesienie się z łóżka, zajmuje jej kilka sekund, a ja.. cóż.. potrzebuję troszkę więcej czasu.
W tym wszystkim i tak najlepszy był fakt, że udało mi się, nie wiem jakim cudem, przeżyć bez kaca. Inaczej miałbym teraz o wiele większy problem i pewnie nie mógłbym liczyć na litość ze strony Issy.
- Idę zrobić śniadanie - jęknąłem i niechętnie podniosłem się z łóżka.
- Naprawdę? - Isabelle spojrzała na mnie podejrzliwie, nie kryjąc swojego zdziwienia.
- Mhm. - Kiwnąłem głową, naciągając na siebie spodnie. - Spokojnie, nie spalę kuchni.. chyba.
wtorek, 7 listopada 2017
Od Harry'ego cd. Isabelle
- Naprawdę nie mogłaś tego powiedzieć mi wcześniej? - Zmarszczyłem brwi.
- Nie. - Isabelle wzruszyła ramionami, przykładając filiżankę do ust. - Miała być niespodzianka i tak już ją popsułeś.
- Nie potrafię wytrzymać w niepewności, a ty specjalnie powiedziałaś mi, że coś planujesz, bo widziałaś, że to nie da mi żyć - jęknąłem.
- Spokojnie, nie miałam w planach uprzykrzać ci życia - zaśmiała się. Doskonale wie, jak łatwo wzbudzić moją ciekawość i umiejętnie to wykorzystuje. - Może tylko odrobinkę.
- Podoba mi się tutaj. Musimy wracać do Morgan? - Spytałem, zatrzymując się przy drzwiach
- Musimy, ale Australia nie ucieknie. - Wzruszyła ramionami, uśmiechając się lekko. - Rodzina raczej się mnie nie wyrzeknie. A jeżeli za bardzo mnie nie zdenerwujesz, to pozwolę ci tu jeszcze kiedyś przyjechać.
- Będę grzeczny - zaśmiałem się, obejmując ją w talii i ruszyliśmy w stronę domu Isabelle.
- Co chcesz. - Wzruszyła ramionami. - Ja zamawiam Kiwi, Alyssa będzie wniebowzięta.
Kiwnąłem głową i resztę drogi jechaliśmy w ciszy.
Po jakiś dziesięciu minutach Isabelle zatrzymała się przy dużym domu parterowym, z którego dobiegała głośna muzyka.środa, 25 października 2017
Od Harry'ego cd. Isabelle
- Być może. - Uśmiechnąłem się, siadając na łóżku. Objąłem dziewczynę za ramiona i przewróciłem na bok, drugą ręką szybko zarzucając na nią kołdrę.
- Harry... jeżeli myślisz, że przekonasz mnie do dłuższego spania i leniuchowania, to się grubo mylisz - zaśmiała się, próbując wyrwać z mojego uścisku.
- Zaryzykuję - mruknąłem pod nosem, przytulając się do jej pleców.
- Dziesięć minut.
- Co? - Zmarszczyłem brwi, na chwilę otwierając oczy.
- Masz całe dziesięć minut, a potem wstaję. Ty również - westchnęła.
- Dzień dobroci dla Harry'ego? - zaśmiałem się. Kilka razy już zdarzały się jej takie dni, ale zwykle była to rzadkość.
- Coś w tym stylu. - Odwróciła się, puszczając mi oczko. - Korzystaj, bo zostało ci już tylko dziewięć minut.
- Dziesięć.
- Dziewięć.
- Dziesięć.
- Osiem.
- Dobra, już się nie odzywam - burknąłem pod nosem. Dziewczyna spróbowała się przekręcić, jednak mój uścisk jej na to nie pozwolił. Wiedziałem, że to tylko kwestia czasu, aż zarobię kopniaka, jednak wolałem być dobrej myśli. W końcu dzisiaj dzień dobroci dla Harry'ego. - Naprawdę nigdy nie nauczysz się spać dłużej?
- Nie. Chodzenie później spać też nic nie da, więc nawet nie próbuj. Poza tym.. mógłbyś mnie puścić?
- Nie - mruknąłem, wtulając twarz w jej szyję. - Za dziesięć minut.
- Zostało ci już tylko sześć - zaśmiała się. Oszust. Na pewno nie minęły już cztery minuty. A może jednak? Chciałem jeszcze trochę ponegocjować, ale w tym przypadku i tak nic by to nie wzniosło. - Myślę, że udało mi się załatwić niespodziankę.
- Naprawdę? Jaką? - Spytałem, wręcz zrywając się z łóżka. Nie lubię, gdy Issy trzyma mnie w niepewności, a ona wręcz to uwielbia.
- Zobaczysz. - Spodziewałem się takiej odpowiedzi.
- Może zagramy w kalambury? Sam zgadnę.
- Nie - zaśmiała się, wyswobodzając z mojego uścisku i przekręcając na drugi bok. Przyglądała mi się przez chwilę z szerokim uśmiechem, po czym pstryknęła mnie palcem w nos. - Musisz nauczyć się cierpliwości, skoro chcesz tu ze mną wytrzymać.
Nigdy nie należałem do osób cierpliwych, wręcz przeciwnie, a Issy chyba próbowała to zmienić, albo po prostu zrobić mi trochę na złość. Chociaż według niej to budowanie napięcia, które uczyni niespodziankę jeszcze lepszą.
- Twój czas się skończył! - zawołała zrywając się z łóżka, posyłając mi szeroki uśmiech. - Teraz wstawaj, ubieraj się i wychodzimy.
- Masz dzisiaj zdecydowanie zbyt dobry humor... to... dziwne. - Issy wywróciła oczami i podeszła do okien, by odsłonić rolety.
~~*~~*~~
Naprawdę nie mam pojęcia co ona kombinuje, ale powoli zaczynam się tego bać. Od rana jest dla mnie bardzo miła, nawet obudziła mnie w wielkim stylu.
Położyłem walizkę na łóżku - tak, jeszcze jej nie rozpakowałem - i zacząłem przerzucać ubrania, w poszukiwaniu jakiejś koszulki. Zanim zdążyłem ją znaleźć, usłyszałem dźwięk mojego telefonu. Wyjąłem komórkę z kieszeni i zobaczyłem na niej imię Nialla.
H: Czyżbyś nauczył się obliczać godziny? - Spytałem, odbierając telefon. Niall zwykle dzwonił do mnie w środku nocy, nie domyślając się, że jestem w innej strefie czasowej.
N: Charlie nie pozwoliła mi zadzwonić wcześniej. Wyznaczyła mi konkretne godziny, o których mogę do ciebie dzwonić, ale nie licz na to, że przestanę budzić cię po nocach, ćwoku.
H: Dlaczego ćwoku?
N: Bo mi nie powiedziałeś! - Dawno nie słyszałem, żeby tak na kogoś krzyczał.
H: Niby czego ci nie powiedziałem? - Zmarszczyłem brwi, wybierając nową koszulkę.
N: Że się całowaliście, ty ćwoku
H: Coo?
N: Nie udawaj, że nie wiesz, bo na pewno wiesz!
H: Wiem, ale nie wiem skąd ty możesz to wiedzieć!
N: Czyli otwarcie się do tego przyznajesz? - Jego ton głosu zmienił się diametralnie, a ja wręcz widziałem szeroki uśmiech na twarzy Horana.
H: Czyli nic nie wiedziałeś - westchnąłem. Często tak robił. Mówił mi, że o czymś wie, a ja się do tego przyznawałem, mimo że naprawdę o niczym nie wiedział.
N: Wiedziałem.
H: Niby skąd?
N: Od Ismy.
H: Od kogo?
N: No od Isabelle. Żebym ja się musiał takich rzeczy sam dowiadywać i to całkiem przypadkiem! Wstydziłbyś się, Harry. Co z ciebie za przyjaciel?
H: Co jak co, ale nie weprzesz mi, że powiedziała ci to Issy.
N: To się jej zapytaj - odpowiedział pewnym głosem.
H: A żebyś wiedział, że się zapytam. Później oddzwonię.
N: Czekaj! Zanim się rozłączysz, muszę ci powiedzieć, że jestem z was naprawdę dumny! - krzyknął, po czym sam się rozłączył. Zmarszczyłem brwi, wciskając telefon do tylnej kieszeni spodni. To przecież logiczne, że Issy nic takiego by mu nie powiedziała.. prawda?
- Issy! - zawołałem, naciągając na siebie koszulkę.
- Gotowy do wyjścia? - Spytała, wchodząc do pokoju.
- Do wyjścia? A śniadanie?
- Zjemy na mieście, bez obaw. - Wywróciła oczami, po czym uśmiechnęła się delikatnie. - Element niespodzianki.
- Em.. mam pytanie. Rozmawiałaś może z Niallem? - Spytałem, podchodząc do niej. Mina dziewczyny wyrażała zdziwienie, ale jednocześnie lekkie rozbawienie.
- Kiedy?
- Dzisiaj, wczoraj? - Uniosłem brwi, a dziewczyna przygryzła wargę, powstrzymując się od uśmiechu.
- Dzwonił do mnie w nocy. - Wzruszyła ramionami.
- O co pytał?
- Czy to przesłuchanie? - spytała, opierając ręce na biodrach.
- Coś w tym stylu. A więc.. o czym rozmawialiście?
Isabelle?
Bardzo słabe to opko, wiem i przepraszam... wena całkowicie uciekła.. zabrała ją nauka i remont.. poprawię się, obiecuję
czwartek, 5 października 2017
Od Harry'ego cd. Isabelle
Przysnęło mi się na krótką chwilę, jednak w okolicy pierwszej znowu się obudziłem. Leżałem tak przez kolejną godzinę, wpatrując się beznamiętnie w sufit. Spać może nie tyle mi się odechciało, ale po prostu miałem problem z samym zaśnięciem. Usiadłem na łóżku i czując nieprzyjemną suchość w gardle, postanowiłem zejść do kuchni i się czegoś napić. Miałem tylko nadzieję, że cała impreza dobiegła końca i nie będę musiał kręcić się wśród gości, by nalać sobie szklankę wody. Gorszą opcją byłoby spotkanie Kendall, chociaż wydaje mi się, że opuściła to miejsce zaraz po tym, jak z Isabelle poszliśmy do swoich pokoi.
- Przestań, jutro to posprzątamy - jęknął Richard, kierując się w stronę salonu.
- Ty jutro dokonczysz, ale ja nie mogę pójść spać wiedząc, że panuje tu taki bałagan!
Mężczyzna machnął ręką, widocznie nie mając już siły na dalszą dyskusję i zniknął gdzieś w salonie. Wszedłem do kuchni, wyjąłem z szafki fioletowy kubek i nalałem do niego wody. Zaraz potem do pomieszczenia weszła mama Isabelle ze stosem brudnych talerzy i sztućców w rękach.
- Harry? Czemu nie śpisz? - Spytała, odkładając naczynia do zlewu. Kobieta wytarła dłonie dłonie o fartuszek przewiązany w pasie i spojrzała na mnie z serdecznym uśmiechem.
- Nie mogłem zasnąć. - Wzruszyłem ramionami. - Może pomóc Pani sprzątać?
- Żadna pani, zaczynam czuć się staro - zaśmiała się. - Już mówiłam, że możesz mi mówić..
- Lilianne - poprawiłem się i szeroko uśmiechnąłem - A więc, Lilianne, pomóc ci sprzątać?
Nie ukrywam, że zwracanie się do mamy Isabelle po imieniu było dla mnie dość.. dziwne? Ale jednocześnie czułem się o wiele swobodniej, niż jakbym miał zwracać się do niej per pani. Lilianne znalazła mi kilka rzeczy do roboty i dostałem prawo wybory. Ostatecznie skończyłem przy zlewie i myciu brudnych naczyń, których z chwili na chwilę coraz więcej przybywało. Uporałem się z tym w godzinę, godzinę! W międzyczasie mama Issy zdążyła umyć podłogi w mieszkaniu, pozbierać śmieci z ogródka i pogonić kilku gości, którzy zostali by również pomoc sprzątać i poskładać stoliki i krzesła do garażu. Dowiedziałem się też, że wszystko zostało zrobione, więc po umyciu naczyń mogę położyć się z powrotem spać.
Zakręciłem wodę i dopiero gdy wycierałem ręce, zauważyłem, że nie jestem w pomieszczeniu sam. Przy jednej z szafek stała Kendall i oparta o blat, przyglądała mi się z uśmiechem.
- Kendall? Co ty tu jeszcze robisz? - Zmarszczyłem brwi, odkładając ściereczkę na miejsce. Dziewczynie chyba nie przypadło do gustu moje pytanie, bo lekko się skrzywiła.
- Pomagałam sprzątać. Nie cieszysz się, że mnie widzisz? - Przekrzywiła głowę na bok.
Halo! Ratunku! Lilianne? Richard? Ktokolwiek? Gdzie jesteście?
- Byłem trochę.. zaskoczony. Myślałem, że wyszłaś, jak poszliśmy spać.
- Uznałam, że skoro poniekąd się wprosiłam, to powinnam pomóc w ogarnięciu tego wszystkiego. - Uśmiechnęła się niewinnie. Tylko dlaczego, gdy wszyscy inni pomocnicy już wyszli, ona wciąż tu jest?
- Z tego co wiem, to już wszystko skończone, prawda?
- Tak, a ty brzmisz jakbyś chciał mnie stąd wygonić - zaśmiała się melodyjnie. Hm.. może dlatego, że faktycznie chciałbym cię stąd wyrzucić? Czy ta dziewczyna naprawdę jest taka niedomyślna i nie rozumie, że nikt jej tu nie chce?
- Naprawdę?
- Tak troszkę. - Wzruszyła ramionami i zaraz spoważniała. Wziąłem do ręki swój kubek i ledwo zdążyłem nabrać wody do ust, gdy padło pytanie, na dźwięk którego wyplułem wszystko, o mało się nie krztusząc. - Harry? Nigdy nie myślałeś o tym, żeby.. żeby spróbować jeszcze raz?
- Co masz na myśli? - Spytałem wycierając usta.
- Wiesz, co. Nigdy nie myślałeś o tym, że moglibyśmy do siebie wrócić?
- Tylko w najgorszych koszmarach - mruknąłem, na co Kendall się zaśmiała, uznając moją odpowiedź za żart.
- Było nam dobrze razem. Przynajmniej w moim mniemaniu i wydaje mi się, że w twoim również. Tworzyliśmy dość zgraną parę. - Nie byłem w stanie zdzierżyć jej uśmiechu. Robiła bardzo dobrą minę do złej gry, chciała mną manipulować, chociaż wiedziała, że ma na to marne szanse. Nie wspomnę już o próbie "przywrócenia" naszego związku, która nie miała najmniejszego sensu. - Było dobrze, byliśmy szczęśliwi.
- Może i przez jakiś czas byliśmy, ale nie będę mówić głośno, kto to zakończył.
- Ty.
- Ciekawe dlaczego.
- Nigdy cię nie zdradziłam, darzyłam cię miłością i nie byłabym w stanie zrobić czegoś takiego. Wiesz jacy są paparazzi, szukają sensacji i znaleźli. Nie sprawdzili niestety jak jest naprawdę. - Kłamała. Nie wiedziałem, czy w tym momencie próbowała przekonać mnie, czy siebie, ale było mi naprawdę wszystko jedno. Nie kochałem jej i ta informacja była mi zupełnie niepotrzebna. W ogóle, czemu ja z nią tu jeszcze rozmawiam?
- Mhm, wiesz co? Jestem już zmęczony, wolałbym się położyć - mruknąłem pod nosem, chcąc ominąć dziewczynę, jednak ta mnie zatrzymała.
- Porozmawiajmy, proszę.
- Nie mamy o czym.
- Chcę żebyśmy znowu byli szczęśliwy - jeknęła, przygrywając wargę.
- Ja jestem szczęśliwy, ale ty musisz szukać tego szczęścia gdzieś indziej.
Kendall chyba chciała kontynuować naszą wymianę zdań, ale oboje usłyszeliśmy jak ktoś schodzi po schodach. Isabelle stała przy wejściu do kuchni i spojrzała na mnie, kompletnie ignorując Jenner.
- Skarbie, wracasz już do łóżka? - Spytała, przecierając dłońmi zaspane oczy.
- Jasne, już idę - odpowiedziałem, nie mogąc powstrzymać uśmiechu.
- Może odprowadzić naszego gościa do drzwi? - Zerknęła wymownie na Kendall.
- Sama trafię - burknęła Jenner, na co Issy jedynie wzruszyła ramionami. Była zbyt śpiąca, by w tym momencie rzucić jakiś gorszy komentarz w stronę Kendall. Dziewczyna znowu mnie zatrzymała, jednak tym razem kompletnie ją zignorowałem. Nie miała mi już nic do powiedzenia i miałem dość słuchania jej... po prostu jej. Podszedłem do Isabelle i objąłem ją w pasie, na co ta uśmiechnęła się delikatnie, odwracając na chwilę głowę w stronę Jenner.
- Rączki i nóżki - rzuciła i pociągnęła mnie w stronę schodów, po czym dodała ciszej. - Mam nadzieję, że księżniczka trafi do drzwi.
- Ratunek w wielkim stylu - zaśmiałem się, a Issy zrzuciła moją rękę z jej talii.
- Już nie widzi - mruknęła - W ogóle, co ty tam robiłeś?
- Pomagałem twojej mamie w sprzątaniu, a Kendall uznała, że też powinna, skoro tak się tu wprosiła. - Wzruszyłem ramionami i ponownie objąłem ją w talii. - No i co z tego, że nie patrzy?
Mortensen przewróciła oczami, zatrzymując się przy drzwiach mojego pokoju. Stanęła przede mną i uniosła się na palcach, kładąc dłonie na moich ramionach.
- Schyl się trochę, bo irytuje mnie to, że ciągle patrzysz na mnie z góry - zaśmiała się uroczo. - Przez ciebie nie nalałam sobie wody, a właśnie po to poszłam do kuchni.
- Mam iść i ci przynieść?
- Nie, bo ona może tam jeszcze być. Musisz wiedzieć, że teraz ponownie położę się spać i wciąż będzie chciało mi się pić, a to wszystko twoja wina.
- Próbujesz wywołać u mnie wyrzuty sumienia? - Zmarszczyłem brwi, nie mogąc odgadnąć jej intencji.
- Być może. - Uśmiechnęła się. - A czy ty przypadkiem nie byłeś zmęczony?
- Byłem, ale nie mogłem zasnąć, więc poszedłem się napić i zobaczyłem, że twoja mama sprząta, więc postanowiłem jej pomóc. - Wzruszyłem ramionami. - Pierwszy raz w życiu zmywałem naczynia i nic, a nic nie pobiłem. Powinnaś być ze mnie dumna.
Dziewczyna wywróciła oczami po raz kolejny i spojrzała na mnie.
no ten no, chyba mi wena jednak gdzieś uciekła pod koniec XD
niedziela, 1 października 2017
Od Harry'ego cd. Isabelle
Przedarłem się przez tłum ludzi, mama Issy mówiła tylko coś o kilku znajomych, a skończyło się na.. hm.. dobra, nie umiem tak szybko liczyć. Kendall zauważyła, że zmierzam w jej stronę i szeroko się uśmiechnęła.
- Cześć, Harry. Prezent chyba trafiony, prawda? - Uniosła brwi, poprawiając przy tym swoje długie włosy.
- Em.. tak, ale co ty tu robisz? - Czy mogło to zabrzmieć niegrzecznie? Mogło, ale było mi to naprawdę obojętne, w tym momencie chciałem jedynie wiedzieć, dlaczego się tu pojawiła.
- Chciałam spytać, czy prezent się udał i sama mam skromny prezent dla Isabelle. Jej brat uznał, że mogę zostać na dłużej.
- Wowow, chwila. Jaki brat?
- Nathaniel. - Okej, z nim nie będę rozmawiał, żeby ją stąd wygonił. Ups, przepraszam, wyprosił, a nie wygonił, chociaż mi naprawdę wszystko jedno.
- Aha. - Mądra odpowiedz Styles. Nie ukrywam, że nie podobała mi się jej obecność tutaj, ale co ja mogłem na to poradzić. Zapadła cisza, podczas której rozglądałem się, w celu odnalezienia Issy wśród tańczących gości. Muszę przyznać, że pani Lilianne była naprawdę świetna organizatorką imprez. Wszystko było tak dopracowane, dekoracje, oświetlenie, muzyka, nie wspominając już o torcie, który był naprawdę wielki i pyszny. Od początku całej zabawy Isabelle była rozchwytywana na wszystkie strony, przez jej znajomych, z którymi nie widziała się już od dłuższego czasu. Nie ukrywam, że sam też byłem co chwila przez kogoś zagadywany.
- Chodź zatańczyć. - Uśmiechnęła się i złapała mnie za rękę. Przecisnęła się przez tańczących i zatrzymała na samym środku "parkietu", co niezbyt mi pasowało. Nie chciałem się aż tak wyróżniać, w końcu to były urodziny Isabelle.
- Rozluźnij się, czemu jesteś taki spięty? - Spytała, kładąc mi dłonie na ramionach. Być może dlatego, że pozwalasz sobie na zbyt wiele? Kendall momentami zaczynała zachowywać się, jakbyśmy znowu byli razem, co bardzo mi się nie podobało. Dziewczyna zawsze miała zbyt duże mniemanie o sobie, uważała się za pępek świata. Żyła w przeświadczeniu, że każdy jej pragnie, bo to przecież Kendall Jenner, jednak była w błędzie. Ten, kto ją znał, wiedział jaka jest, a raczej mało osób gustuje w takim typie.
- Harry, wszystko w porządku? - Spytała z typową dla niej udawaną troską.
- Em.. tak, jasne.
- To przestań tyle myśleć i zacznij się bawić - zaśmiała się, obracając się w miejscu. Dziękowałem Bogu, że z głośników leciała energiczna muzyka, a nie jakieś wolne kawałki, wtedy chyba bym się szybko stąd ulotnił.
Kendall zaczynała naprawdę przesadzać i gdy już miałem odejść, rzucając jakieś wytłumaczenie, że zostawiłem wodę na gazie, albo nie wiem.. podłączone żelazko? Nadeszło moje zbawienie!
- Odbijamy. - Usłyszałem śmiech przyjaciółki Isabelle. Alyssa, dziękuję ci. Kendall posłała jej wymuszony uśmiech i robiąc delikatny ukłon, odeszła na bok. Alyssa uśmiechnęła się promiennie i zaczęliśmy tańczyć.
- Dziękuję za ratunek - zaśmiałem się, obkręcając dziewczynę dookoła.
- Chyba nie powinnam ci tego mówić, ale.. - zaczęła, przygrywając wargę.
- Ale?
- Ugh, no dobra. Nie umiem tak - jeknęła - Isabelle mnie przysłała, żebym odkleiła od ciebie Kendall. Tylko jej nie mów, że ci powiedziałam, bo chyba mnie zabije.
- Naprawdę kazała ci to zrobić? - Uniosłem brwi. Wow.
- Chciała sama podejść, ale sam rozumiesz, wszyscy dawno jej nie widzieli, dopytują jak jej się żyje w Anglii i w ogóle. A wiedziała, że ja bardzo chętnie to zrobię. - Uśmiechnęła się szeroko. Alyssa była naprawdę pozytywną osobą, co można było zauważyć od razu. Wystarczyło spojrzeć na jej promienny uśmiech. - A.. jeżeli mogę spytać, to jak się poznaliście? Issy nie chce mi zbyt wiele mówić.
- Mieszkamy w jednym akademiku, uczymy się w tej samej szkole. - Wzruszyłem ramionami, ukrywając parę szczegółów. - Niall też był z nami.
- Horan? - Unosiła brwi. - Matko boska, nie przyjechał z wami, prawda?
- Nie - zaśmiałem się.
- No nie.. szkoda.. ale kontynuuj, chcę wiedzieć więcej.
Nie wiedziałem, co jeszcze mogę mówić. Skoro Issy nie mówiła, to widocznie nie chciała, a ja nie miałem zamiaru wyjawiać czegoś, czego ona nie chce. Czyli w sumie nie wiedziałem nic.
- Co byś chciała wiedzieć?
- Co jest między wami? No przecież nie uwierzę, że od tak przyjechaliście razem do Australii. - Wywróciła oczami.
- Przyjaźnimy się i spędzamy wspólnie wakacje.
- Ja i tak wiem swoje, nie oszukacie mnie - zaśmiała się - Jejku, wciąż nie wierze, że cię widzę. Nawet nie wiesz jak się cieszę.
Gdyby nie fakt, że wielu moich znajomych jest tutaj, nikt by mi nie uwierzył, że rozmawiałam, ba, nawet tańczyłam z Harrym Stylesem.
- Naprawdę się cieszę, że mogłem sprawić ci w ten sposób przyjemność. - Uśmiechnąłem się. Od tej dziewczyny wręcz bił świetny i zaraźliwy humor. Jestem pewny, że znalazłaby wspólny język z Niallem.
- Dziękuję za wspólny taniec, panie Styles - powiedziała, teatralnie się ukłaniając i zaraz zniknęła wśród gości. Uznałem ten moment za odpowiedni, na ulotnienie się do wnętrza budynku. Szczerze? Byłem strasznie zmęczony. Ta zmiana czasu wciąż źle na mnie działała. Miałem ochotę położyć się spać, ale to chyba tak nie wypada, prawda?
Wszedłem do budynku, nie zwracając na siebie większej uwagi, a w środku dopadli mnie bliźniacy. Nigdy nie słyszałem, by ktoś potrafił wypowiedzieć tyle słów na minutę. Momentami przestawałem ich rozumieć, a oni ciągle oczekiwali ode mnie odpowiedzi, na ich pytania i różne opowiedziane historie. Wszelkie starania, by przekonać ich do wolniejszego mówienia spełzały na niczym, jeszcze bardziej się nakręcali i zaczynali się przekrzykiwać.
- Hej, uspokójcie się trochę. Słychać wad nawet na ogrodzie. - Usłyszałem głos Isabelle. Odwróciłem się, zastając dziewczynę stojącą w przejściu. Podeszła bliżej i opierając dłonie na biodrach, zmierzyła braci wzrokiem. - Zabawa zabawą, ale dobranocka już dawno była. Chyba powinniście zwijać się do łóżka.
- No chyba nie! - Jękneli w tym samym czasie.
- No chyba tak! - odpowiedziała im Issy i zaraz zaczęli się przedrzeźniać. Ostatecznie Hugo i Howard poszli poskarżyć się mamie, która również poparła Isabelle. Dostali pozwolenie na siedzenie dłużej i nie pójście spać, pod warunkiem, że będą grzeczni, co według Issy było mało prawdopodobne.
- Mam nadzieję, że zbytnio cię nie zamęczyli. Wyglądałeś na.. trochę zdezorientowanego - zaśmiała się, odgarniając włosy z twarzy.
- Gadają jak najęci! Rozumiałem co drugie ich słowo, czasem nawet nie.
- Harry, może ty mi powiesz, co Kendall tu robi? - Uniosła brwi, a ja od początku spodziewałem się tego pytanie.
- Szczerze? Nie wiem. Mówiła, że Nate pozwolił jej tu zostać. - Wzruszyłem ramionami.
- Podobno była tu wcześniej - kontynuowała, a jej głosie rosło oburzenie. - Była wcześniej w moim domu, jak nas nie było.
- Tak, bo... em... ja poprosiłem ją, żeby kupiła prezent dla ciebie - odpowiedziałem i zaraz zacząłem się tłumaczyć - To znaczy sam wszystko wybrałem, ale nie miałem jak odebrać, bo cały czas byliśmy razem. Nie miałem kogo poprosić o pomoc, więc.. padło na Kendall.
Isabelle zmarszczyła brwi, wyraźnie niezadowolona z całej sytuacji. Gdybym znał tu kogoś innego, to oczywiste, że nie prosiłbym o pomoc Jenner. Miałem jej dość. Irytowała mnie swoim zachowaniem, swoją nadmierną pewnością siebie, zaczynałem zauważać to, że próbuje ze mną flirtować i zbliżyć się do mnie, co niezbyt mi pasowało, a ja wciąż byłem dla niej miły. Dlaczego? Nie wiem. Cholera, ostatnio nic nie wiem. Nie lubiłem być niemiłym dla innych, po prostu. Mieliśmy wspólnych znajomych z Jenner i nie chciałem popadać w żadne konflikty. Czasem naprawdę można było z nią porozmawiać, miło spędzić czas, ale teraz bardziej zależało jej na działaniu na złość Isabelle. Oczywiście z wzajemnością, bo Mortensen nie pozostawała jej dłużna.
- Okej, miała ci pomóc, ale nikt jej tu teoretycznie nie zaprosił. Chyba będę musiała poważnie porozmawiać z Nathanielem - westchnęła ciężko, spuszczając wzrok.
- Masz urodziny, to znaczy już m miałaś, ale teoretycznie masz je dzisiaj, więc nie możesz teraz myśleć o nieproszonym gościu. - Wywróciłem oczami. - Nie gniewasz się, że ją o to poprosiłem?
- Nie, niby czemu miałabym się gniewać? - odpowiedziała pospiesznie.
- Nie wiem, wolę zapytać. - Wzruszyłem ramionami. - Raczej nie przepadacie za sobą, więc..
- Raczej nie - prychnęła.
- Mówiłem ci już dzisiaj, że pięknie wyglądasz?
- Chyba nie. - Zmarszczyła brwi.
- Pięknie wyglądasz - powtórzyłem, a na twarzy dziewczyny mimowolnie pojawił się uśmiech.
- Dziękuję, Harry. Em.. Alyssa cię nie zamęczyła? - Zmieniła temat.
- Nie, wręcz przeciwnie. Wyrwała mnie z sideł Kendall. - Uśmiechnąłem się, przypominając sobie słowa dziewczyny. Wyciągnąłem dłoń w stronę Isabelle. - Zatańczysz?
- Tutaj? - Uniosła brwi.
- Słychać muzykę. - Wzruszyłem ramionami, nie widząc żadnych przeciwwskazań. Dziewczyna uśmiechnęła się delikatnie i ujęła moją dłoń. Akurat rozpoczęła się piosenka, która należała do tych spokojniejszych. Nikt chyba nie zauważył chwilowego zniknięcia solenizantki, w sumie na zewnątrz było już ciemno, a światła dawały tylko delikatny blask, by nie psuć panującego tam klimatu. Po domu też raczej nikt się nie kręcił, poza bliźniakami, którzy i tak już położyli się spać.
Isabelle zarzuciła mi dłonie na kark, a ja oparłem swoje na jej biodrach, jednak dziewczynka szybko podniosła je wyżej, co bardzo mnie rozbawiło.
- Co ty taka nerwowa? - zaśmiałem się.
- Nie pozwalaj sobie, Styles - odpowiedziała z pozoru poważnie, jednak słychać było, że się uśmiecha.
- W porządku, Mortensen. Wymyśliłaś już swoje pytanie? Nie możesz już dłużej trzymać mnie w niepewności. Czuję się zagrożony.
- Może tak, może nie. - Uśmiechnęła się szeroko, opierając głowę na moim ramieniu.
- Oho, dzień dobroci dla Harry'ego.
- Przestań - zaśmiała się, uderzając mnie pięścią w ramię.
- Ała! Okej, już się nie odzywam - odpowiedziałem, pochylając się nad jej uchem. - To miłe, że uratowałaś mnie przed dalszym tańcem z Kendall, szkoda tylko, że nie zrobiłaś tego osobiście.
Isabelle oderwała głowę od mojego ramienia i przez dłuższą chwilę patrzyła mi w oczy. Nasze twarze zbliżyły się do siebie tak, że dzieliły je zaledwie centymetry. Chciałem ją pocałować. Tak cholernie chciałem móc ją teraz pocałować, ale... czy ona by tego chciała?




