Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shane. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shane. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 marca 2017

Od Shane'a CD Allijay

Gdy dotarliśmy do akademika było już po dwudziestej. Na dworze panowała ciemność, temperatura również spadła, więc szybko weszliśmy do ciepłego pomiszcznia. Odprowadziłem dziewczynę do jej pokoju, a zanim zniknęła w swoim królestwie podziękowała mi za ten wieczór. Ja również udałem się do własnego mieszkania, gdzie od razu zabrałem się za zdejmowanie garnituru. Następnie wziąłem szybki, orzeźwiający prysznic, umyłem zęby i się przebrałem. Gotowy do spania udałem się w stronę łóżka, które przywitałem z wielką radością. Niestety, już po kilku minutach leżenia mój kot wskoczył mi na plecy, po czym zaczął miauczeć.
-Złaź sierściuchu... -mruknąłem nie odrywając głowy od poduszki, ale kocur ani myślał, by zostawić mnie w spokoju. -Czego chcesz? -zapytałem w końcu, zerkając na zwierzaka przez ramię. Ten skoczył na podłogę i usiadł przy misce.  Westchnąłem ciężko, ale mimo niechęci wstałem, żeby dać Yamzesowi jedzenie. Wróciłem znów pod kołdrę, mając cichą nadzieję, że już nic nie przerwie mi odpoczynku.
Czasami nie rozróżniam jawy od snu... Właśnie coś podobnego przytrafiło mi się tamtej nocy. Niby spałem, a jednak widziałem delikatne światło latarki, słyszałem ciche kroki oraz równie małosłyszany oddech. Po chwili błysk zgasł, niby-osoba usiadła na brzegu łóżka. Gdy jednak zrezygnowała i poszła z powrotem w stronę wyjścia rozpoznałem w niej znajomą dziewczynę.
-Allijay? -zapytałem szeptem.
Odwróciła się, a to wystarczyło mi, by stwierdzić, że to rzeczywiście ona.
-Obudziłam cię? -odpowiedziała pytaniem na pytniem.
-Czyli to jednak nie jest sen? -zastanawiałem się na głos.
Podniosłem się na łokciach i oparłem się o ścianę, by był mi wygodniej.
-Przepraszam -mruknęła cicho brunetka.
-A co ty tu tak właściwie robisz?
-Nie mogłam zasnąć... -przyznała, spuszczając wzrok na swoje stopy.
-I dlatego przyszłaś do mnie -stwierdziłem. -Teraz już cisza nocna ci nie przeszkadza, co? -zaśmiałem się, przypominając sobie nasz dzisiejszy mały zakład.
Allijay na to tylko ziewnęła.
-Może ze mną spróbujesz zasnąć? -zaproponowałem, trochę mało przytomnie. -No chodź... -próbowałem znaleźć jakiś argument, ale racjonalne myślenie w środku nocy przychodzi mi z trudem.
Usiadłem na skraju łóżka, chwyciłem dziewczynę za dłonie i delikatnie przyciągnąłem ku sobie.
-No nie wiem... -szepnęła.
-Chociaż spróbujmy. Jakby co to sobie pójdziesz, przecież cię tu nie zamknę... -powiedziałem z uśmiechem, starając się ją jakoś przekonać.
-Niech ci będzie. Spróbuję.
Przesunąłem się bliżej ściany, żeby zrobić Allijay miejsce. Położyła się obok mnie, a skoro łóżko teoretycznie było przeznaczone dla jednej osoby, musieliśmy się mocno przytulać, żeby nie jedno z nas nie wylądowało na podłodze.
-Wygodnie ci? -zapytałem, niepewnie obejmując dziewczynę ramieniem.
-Mhm -mruknęła coś pod nosem, po czym zamknęła oczy.
-Taka nagroda to mi się podoba... -zaśmiałem się cicho.
-Huh? -zdziwiła się brunetka.
-Wygrałem zakład i mam już swoją nagrodę -jakby na dowód swych słów pogłaskałem Allijay po plecach, żeby dać jej do zrozumienia co mam na myśli. -Muszę cię trzymać, żebyś mi teraz z łóżka nie spadła -stwierdziłem, chowając twarz we włosach dziewczyny. -Dobra, lepiej chodźmy spać, bo niewiadomo co ludzie pomyślą, co żeśmy w nocy robili... -powiedziałem, oczywiście nie zdając sobie sprawy z wypowiadanych słów. -Jakby coś to możesz mnie budzić -dodałem jeszcze dla pewności, że gdybym zbytnio rozpychał to dziewczyna bez wyrzutów sumienia mi to uświadomi.
Wydawało mi się, że Allijay zasnęła dość szybko. Jej oddech się wyrównał, więc ja również postanowiłem osunąć się z powrotem do sennej nieświadomości, zwłaszcza, że prawie przez cały ten czas byłem mało czegokolwiek świadomy.
Następnego dnia obudziłem się dość wcześnie bo o 6.18. Wiedząc, że i tak już nie zasnę wstałem powoli, ostrożnie, starając się nie zbudzić nadal słodko drzemającej dziewczyny oraz Yamzesa wtulonego w jej nogi. Sam udałem się do kuchni w celu wypicia czegoś ciepłego. Ostatecznie wybrałem kawę, jak każdego ranka. Dolałem mleko do napoju i pijąc oparłem się biodrem o kant stołu, co jakiś czas zerkając na Allijay. Postanowiłem obudzić ją o 6.30, ponieważ nie wiedziałem czy idzie na poranny trening.
Gdy kubek został już pusty, odłożyłem go na swoje miejsce, zaraz po umyciu. Podszedłem do brunetki, śpiącej na moim łóżku. Kucnąłem obok
-Hej, Allijay... -szturchnąłem ją lekko w ramię, na co odpowiedziała niezrozumiałym mruknięciem. -Aaalijay... Wstawaj -powiedziałem głośniej.

Allijay? Przepraszam, ale nie dam rady więcej, ani lepiej... ;-;

czwartek, 2 marca 2017

Od Shane'a CD Allijay

Na spotkanie postanowiłem ubrać się elegancko, co również poradziła mi kochana siostra. Oczywiście miałem pewne wątpliwości co do jazdy motocyklem w garniturze, ale spodziewałem się, że Allijay ubierze szpilki, dzięki czemu nieco się to wyrówna. Z pokoju wyszedłem mniej więcej za dziesięć siedemnasta i już po chwili czekałem w umówionym miejscu na dziewczynę. Zdążyłem wyprowadzić motocykl, a także na ogół ocenić jego stan. Tuż przed wyjazdem dokładnie go wyczyściłem, naprawiłem, dlatego wtedy był doskonale zreanimowany, chociaż wciąż panowała zima, czyli brak sezonu.
Allijay przyszła o równą minutę spóźniona, co jej delikatnie wypomniałem. Od razu zaczęła się bronić, a ja w tym czasie zmierzyłem ją dokładnie wzrokiem. Wyglądała cudownie, choć sama miała inne zdanie na ten temat. Moje podejrzenia się sprawdziły i na nogach dziewczyny istotnie znajdowały się szpilki. Gdy zobaczyła nasz środek transportu zaczęły się drobne problemy.
-Ostatecznie, jeśli nie chcesz jechać w szpilkach, możesz jechać boso -delikatny cień rozbawienia wpłynął na moją twarz.
Odpowiedzią Allijay okazało się wymowne spojrzenie, którym dziewczyna mnie zmierzyła.
-Dobrze, jedźmy już -uśmiechnąłem się, chcąc nieco załagodzić sytuację. -Ale najpierw... -zacząłem, lecz nim dokończyłem zdanie, odwróciłem się by zdjąć z kierownicy dwa kaski. Jeden z nich podałem brunetce, a ta zmierzyła go uważnie wzrokiem. Wzięła przedmiot do ręki, obejrzała z każdej strony, następnie znów skierowała swoje spojrzenie na mnie. -No co? Muszę dbać o twoje bezpieczeństwo. Zakładaj -skinąłem, żeby ją pośpieszyć, a sam już zacząłem nakładać kask na głowę.
Zapiąłem zapięcie, ale widząc wzrok dziewczyny odebrałem jej wciąż trzymaną w dłoni rzecz.
-Tylko mi brody nie przytnij -mruknęła ostrzegawczo.
-Spokojnie, przecież uważam -zaśmiałem się. -Gotowe! -oznajmiłem, cofając głowę do tyłu. Zmierzyłem dokładnie całą Allijay i śmiało mogłem stwierdzić, że wyglądała cudownie. -Świetnie wyglądasz w kasku. Taka... zamaskowana... -stwierdziłem, ale przez ciemną szybkę nie mogłem dostrzec jej reakcji. Jedyne co zrobiła, to poprawiła torebkę na ramieniu. -Jesteś pewna, że nie będzie ci w tym zimno? Mimo wszystko mamy zimę... -zauważyłem, podnosząc wymownie jedną brew, czego brunetka i tak nie mogła zobaczyć.
-Ty znalazłeś w zimie kwiatki, to mnie nie będzie zimno -odparła.
-No, skoro tak uważasz... -westchnąłem cicho.
Wsiadłem na motocykl, kątem oka zerkając na dziewczynę, która po krótkiej chwili wahania zajęła miejsce za mną. Niepewnie objęła mnie w pasie, a głowę oparła o moje plecy.
-Dla własnego dobra możesz mnie mocniej przytulić -powiedziałem, rzucając jej przez ramię krótkie spojrzenie.
-Nie chcę połamać ci żeber -zaśmiała się cicho.
-A ja nie chcę żebyś spadła -odparłem.
Czując jak Allijay rzeczywiście mocniej się we mnie wtula mimowolnie się uśmiechnąłem. Niedługą chwilę później wyjechliśmy poza teren akademii, kierując się w stronę miasta. Oczywiście starałem się wybrać trasę najmniej zakorkowaną, a że byłem w tym miejscu już kilka razy, jeszcze przed dołączeniem do tej szkoły, zdążyłem znaleźć kilka skrótów. Restaurację, do której mieliśmy jechać wybrałem z pomocą swojej siostry, a właściwie to ona zrobiła to za mnie. Jak zwykle ona zajmowała się szukaniem miejsc dobrych na randkę, twierdząc, że powinienem sobie znaleźć dziewczynę. Ale czy mój dzisiejszy "wypad" z Allijay można nazwać randką?
Droga miała długość mniej więcej szesnastu kilometrów, a zaraz gdy wyjechaliśmy do miasta zostaliśmy zatrzymani przez dwóch policjantów.
-Kontrola trzeźwości. Proszę dmuchać w alkomat przynajmniej dziesięć sekund -powiedział na wstępie jeden z dwóch stróży prawa. Widać było, że tą formułkę powtarzał już od dobrej godziny i zmęczenie daje mu się we znaki. Mimo to dzielnie wypełniał swoje obowiązki, zapewne myśląc o czekającej go po służbie kawie lub miękkim łóżku.  Zdjąłem kask, dziewczyna zrobiła to samo, chociaż pewnie wiedziała, że kontroli podlega tylko kierowca. Posłałem jej ciepły uśmiech, biorąc od mężczyzny urządzenie do mierzenia poziomu alkoholu. Na szczęście wskazywało zero, co było raczej dość oczywiste. Bez sensu upijać się przed spotkaniem z dziewczyną, a poza tym staram się nie pić, gdy siedzę za kierownicą.
-No i świetnie. Proszę nie jeździć po alkoholu, nie łamać przepisów drogowych i nie przekraczać dozwolonej prędkości -pouczył policjant, który do tej pory stał w milczeniu, jedynie się przyglądając.
-Oczywiście, panie władzo -odparłem, nie przestając się uśmiechać.
-A, jeśli można zapytać, dokąd państwo zmierzają? -zapytał uprzejmie mężczyzna.
Odwróciłem na chwilę głowę, by spojrzeć na opierającą się o mój motocykl Allijay, cierpliwie czekającą, aż skończymy.
-Do restauracji -odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
Dziewczyna, przeczuwając, że zaraz będziemy mogli odjechać zaczęła zakładać kask. Przy okazji poprawiła swój strój.
-Mmm... Gratulację -mruknął policjant nieco zciszonym głosem.
-Nie jesteśmy razem -dodałem szybko, czując jak zaczynam gubić się w sytuacji.
Wsiadłem na motocykl, a brunetka ponownie objęła mnie ramionami.
-W takim razie powodzenia -mrugnął porozumiewawczo i uśmiechnął się.
-Aha -wzruszyłem ramionami, trochę rozbawiony.
Pod drzwi restauracji dotarliśmy już bez dalszych przeszkód. Zaparkowałem najbliżej jak się dało, jednocześnie nie blokując wejścia. Następnie pomogłem Allijay zejść z maszyny.
-Wow... -skomentowała brunetka, gdy weszliśmy do środka, rozglądając się po pomieszczeniu.
-No... Mam nadzieję, że ci się spodoba -przyznałem, po czym skierowałem się do wolnego stolika.
Zanim sam usiadłem odunąłem dziewczynie krzesło, a gdy zajęła miejsce delikatnie je przysunąłem, jak na kulturalnego mężczyznę przystało. Kelner podszedł do nas niemal natychmiast. Kartę damską wręczył mojej towarzyszce, a standardową mi.
-To na co masz ochotę? -zapytałem z uśmiechem.

Allijay? Przepraszam i obiecuję poprawę :*

niedziela, 19 lutego 2017

Od Allijay CD Shane'a

Kontury Shane’a jadącego na swoim wierzchowcu powoli zlały się z ciemnością panującą między wysokimi sosnami. Lekko zdezorientowana trwałam w bezruchu. Zniecierpliwiony Grand zaczął się wiercić, nie mogąc znieść nic nie robienia. Wyciągnęłam z kieszeni czarnej kurtki jabłko, które podczas obiadu zwinęłam ze stołówki. Odgryzłam kawałek soczystego owocu, z którego prysnął sok. Słysząc chrupanie, Amor odwrócił łeb w moją stronę i nastawił uszy. Na wyciągniętej dłoni położyłam czerwone jabłuszko, które w mgnieniu oka znikło. Karosz z przyjemnością pochłonął przekąskę, dzięki czemu przez chwilę stał spokojnie. Poklepałam do po szyi, na co parsknął cicho. W pewnym momencie usłyszałam odgłos łamanych gałązek. Odruchowo zwróciłam się w stronę skąd dobiegały dźwięki. Ujrzałam przedzierającego się przez chaszcze Shane’e oraz idącego za nim ogiera. Chłopak podchodząc do mnie spowodował, że Amor i Varath zaczęli się obwąchiwać. Patrząc na nich byłam pewna, że zaraz coś się stanie. Z rozmyślania i głębokiej zadumy wyrwało mnie pytanie zielonookiego. Zwróciłam wzrok w jego stronę. W jednej z dłoni trzymał bukiet kilku malutkich, kolorowych kwiatuszków. Zagadką było dla mnie to, skąd w zimę wytrzasnął tego rodzaju rośliny. Postanowiłam jednak nie wnikać i zapytać się później. Z szerokim uśmiechem przyjęłam od niego podarunek.
- To jak? Zgadzasz się? - Widać było, że oczekuje ode mnie jednoznacznej, zapewne pozytywnej odpowiedzi. Przyłożyłam palec do brody, następnie zaczęłam się rozglądać.
- Hmm.. No nie wiem, nie wiem.. - Rzekłam, próbując zachować powagę. Blondyn spuścił wzrok, który wlepił w mokrą od roztopów ziemię. Wyjęłam nogi ze strzemion, po czym delikatnie zsunęłam się z karosza. Zrobiłam krok w stronę Shane’a, tak, aby być wystarczająco blisko niego. Dłonią ujęłam jego twarz, unosząc ją w ten sposób. Nasze spojrzenia natychmiast się skrzyżowały.
- Żartowałam. - Zaśmiałam się, jednak jego oczy i twarz nadal miały smutny, pusty wyraz. Widocznie nie zrozumiał o co mi chodzi, bądź nie wierzył. - Oczywiście, że się zgadzam. - Mówiąc to położyłam ręce na jego karku. Przybliżyłam się i przytuliłam blondyna. Ten odwzajemnił uścisk. Po odsunięciu go od siebie napotkałam zielone oczęta pełne wesoło tańczących iskierek. Promienny uśmiech zdobył jego twarz. Uwielbiałam, gdy się uśmiechałam. Wyglądał tak uroczo i słodko, niczym małe dziecko.
- Dziękuję! No to o siedemnastej na parkingu. Pojedziemy do miasta. - Słowa bardzo szybko wylatywały z jego ust. Gdy skończył, dokładnie przeanalizowałam jego wypowiedź.
- Do miasta? Wspaniale! - Uśmiechnęłam się. Od początku mojego pobytu ani razu nie byłam w pobliskim mieście. Odwróciłam się na pięcie, po czym wskoczyłam na grzbiet Amora. Chłopak uczynił podobnie, chodź na początku sprawiało mu to drobne problemy. Gdy oboje siedzieliśmy wygodnie w siodłach, ruszyliśmy. Po trzydziestu minutach w oddali ujrzeliśmy zarysy budowli. Skierowaliśmy konie w kierunku ogromnego wejścia. Po zejściu z Granda otworzyłam jedno ze skrzydeł. Wprowadziliśmy wierzchowce do swoich boksów, po czym rozsiodłaliśmy. Gdy skończyliśmy zdejmować ekwipunki, udaliśmy się do siodlarni. Potem poszliśmy do akademika. Nim się rozdzieliliśmy, Shane złapał mnie za ramię.
- To.. Do zobaczenia. - Uśmiechnął się. Odwzajemniłam przyjazny gest.
- Do siedemnastej na parkingu. - Odpowiedziałam, chcąc pokazać zielonookiemu, iż wiem kilka informacji o naszym przyszłym zebraniu. Rozdzieliliśmy się po kilku sekundach.
~*~
Miałam równą godzinę do umówionego spotkania. Z szafy wyjęłam czarny kombinezon z długimi, koronkowymi rękawami. Udałam się do łazienki, gdzie zażyłam ciepły, orzeźwiający prysznic. Po wyjściu owinęłam swoje ciało ręcznikiem. Dokładnie umyłam zęby i twarz. Zrobiłam delikatny makijaż składający się głównie z jasnego błyszczyka, tuszu do rzęs i ciemnych cieni do powiek. Następnie upięłam elegancko włosy. Jeden z niesfornych kosmyków opadł na mą twarz. Odgarnęłam go za ucho. Uszy i szyję ozdobiłam skromnym, srebrnym kompletem. Potem nałożyłam bieliznę i wieczorowy kombinezon. Muszę przyznać, że wyglądałam.. Okropnie. Totalnie nie znałam się na modzie. Załamana spojrzałam na zegar. Niestety nie miałam czasu na zmianę kreacji, bowiem zaledwie piętnaście minut zostało do siedemnastej. Z szafki wyjęłam czarne szpilki. Następnie przeszukałam torebkę. Wyglądało na to, że wszystko zabrałam. Ubrałam szary żakiet. Miałam wielkie szczęście, iż dzisiaj było w miarę ciepło. Gotowa przerzuciłam torebkę przez ramię, następnie wyszłam z pokoju, który zamknęłam na klucz. Podczas schodzenia ze schodów cudem uszłam z życiem. Dawno nie chodziłam w butach na obcasie. Kurczowo trzymałam się poręczy. Jak to dobrze, że mieszkam na pierwszym piętrze.. Na parking doszłam o siedemnastej jeden. Stojący tyłem Shane widocznie mnie usłyszał.
- Spóźniona.. - Zaśmiał się.
- Minutkę. - Uśmiech wkroczył na mą twarz. W tym momencie blondyn się odwrócił. Przeszył mnie swym wzrokiem od szpilek aż po czubek głowy.
- Wow.. Wyglądasz.. - Nie dałam mu dokończyć.
- Strasznie, wiem. - Westchnęłam mrużąc powieki.
- ..Pięknie. - Dokończył zaraz po tym, jak sama się oceniłam. - Skoro już jesteś to możemy jechać. - Odsunął się, dzięki czemu mogłam zobaczyć motocykl.
- Co? Jak ja mam na to wsiąść w TYM? - Mówiąc to wskazałam na czarne szpilki.
- Pomogę ci. - Jego spokojny ton głosu i uśmiech nieco mnie ośmielił. Jednak wciąż uważałam, że to głupie.
- To zły pomysł.. Mogłeś powiedzieć, że masz motor. Wtedy ubrałabym się bardziej.. Wygodnie. - Powiedziałam z wyrzutem. Blondyn wywrócił oczami. Złapał mnie za dłoń i przyciągnął do siebie.
- Boisz się? - Zapytał.
- Nie. - Zmarszczyłam brwi. - Obawiam się, co z tego wyjdzie.
- Ah.. No weź. Nic się nie stanie. Obiecuję. - Spojrzałam na niego niepewnie. W końcu jednak udało mu się mnie namówić.
Shane? Brak weny, wybacz mi ;-;

sobota, 18 lutego 2017

Od Shane'a CD Allijay

Allijay, wyraźnie zadowolona z siebie radośnie poszła do swojego pokoju, zostawiając mnie samego. Chciałem ją zawołać, ale jedyne co zobaczyłem to brązowe włosy znikające za ścianą, wraz z ich właścicielką. Wypuściłem gwałtownie powietrze z płuc, przez co z moich ust wydobył się cichy syk. Zacząłem błądzić wzrokiem po ścianach, zatrzymując się na czymś co wydawało się być bardziej interesujące niż okno, lub pozornie gładka farba... Zrezygnowany spuściłem głowę, a moje spojrzenie padło na buty. Jeden z biegnących uczniów trącił mnie przez przypadek w ramię. Byłem wtedy w głębokiej zadumie, więc nie zdążyłem zareagować i wylądowałem na podłodze. Otrząsnąłem się z chwilowego szoku, a następnie podniosłem do pionu. Mimo lekkiego zawrotu głowy poszedłem do swojego pokoju. Otworzyłem drzwi, a z progu udałem się na swoje łóżko. Ułożyłem się w wygodnej pozycji, sięgnąłem po słuchawki, włączając jednocześnie ulubioną muzykę na telefonie. Jakiś czas najzwyczajniej wpatrywałem się w sufit, jednak potem moje powieki opadły. Nie wiem nawet kiedy, ale zasnąłem... Możliwe, że mam niedobór kofeiny, bo właśnie tego ranka nie wypiłem kawy.
Obudziłem się pod wpływem ryku jaki dotarł do moich uszu. Zerwałem się natychmiast do pozycji siedzącej, aż słuchawki mi wypadły, dzięki czemu dźwięk ucichł. Była to po prostu jedna z bardziej "metalowych" piosenek. Westchnąłem cicho, po czym osunąłem się z powrotem na łóżko. Po kilku minutach podjąłem próbę wstania z materaca, która zakończyła się powodzeniem. Powolnym krokiem skierowałem się do kuchni, zerkając przez ramię na Yamzesa, który jak oszalały gonił po całym pokoju, drapiąc pazurami biedną podłogę. Westchnąłem głośno, bo nie miałem siły, by przywołać go do porządku. Zrobiłem sobie kawę, gdyż dzisiejszego ranka zapomniałem wypić tego życiodajnego napoju. Zamknąłem oczy, czując gorąc bijący od kubka. Zbliżyłem przedmiot do ust i upiłem niewielki łyk. Skrzywiłem się nieco, bo niestety kawa była zbyt gorąca. Odłożyłem ją z powrotem na blat, żeby ostygła. Sam oparłem się biodrem o stół, pogrążając się na chwilę we własnych myślach. Swoje spojrzenie skierowałem na wiszący na ścianie zegar, który wtedy wskazywał godzinę za dwadzieścia trzecia.
-Ugh... Przegapiłem obiad! -jęknąłem. -Ciekawe czy Allijay będzie zła? -zapytałem sam siebie.
Odpowiedzi udzielił mi Yamzes, siedzący teraz pozornie spokojnie przy fotelu. Miauknął wymownie, wyraźnie sugerując, że o czymś jeszcze zapomniałem. Głupi kot... Zaraz... Przecież za dziesięć trzecia miałem czekać na dziewczynę w stajni! W takim razie mam dziesięć minut.
Korzystając z ostatnich chwil przed spotkaniem wypiłem już w całości kawę, nakarmiłem Yamzesa i ogarnąłem włosy, które po mojej popołudniowej drzemce wyglądały dosyć śmiesznie. W błyskawicznym tempie ubrałem buty oraz kurtkę, a następnie zbiegłem po schodach na sam dół, skąd potem do stajni, gdzie już czekała na mnie Allijay.
-Nie było cię na obiedzie... -powiedziała zaraz na wstępie, z lekko wyczuwalnym wyrzutem w głosie.
-Przepraszam cię, zaspałem... -przyznałem, rozkładając bezradnie ręce. -To... co my tu właściwie robomi? -zapytałem z głupkowatym uśmieszkiem, drapiąc się nerwowo po karku.
 -Mieliśmy jechać na przejażdżkę... -przypomniała mi dziewczyna.
Zmierzyła mnie podejrzliwym wzrokiem i westchnęła.
-A, no tak! Tylko, że... zapomniałem kasku... -zrobiłem smutną minkę.
Allijay spojrzała na mnie jeszcze bardziej zmieszana.
-A, bo tobie chodziło o konną przejażdżkę?
-Tak! -brunetka zaśmiała się z nieporozumienia. -A ty o czym myślałeś? -spytała nadal rozbawiona, z szerokim uśmiechem na ustach.
-Szczerze mówiąc miałem na myśli motocykle. Chociaż w tym jednym jestem dobry...
~*~
Po dłuższej chwili wyjechaliśmy poza teren akademii.
-Miałem nadzieję, że zginę na torze, z kilkoma tytułami mistrza świata... -rozmarzyłem się, zaraz po dogonieniu Allijay. -A przyjdzie mi umrzeć na grzbiecie konia i to nawet nie mechanicznego -mimo wszystko poklepałem Varatha po karku, na co odpowiedział mi cichym rżeniem.
-Nie przesadzaj, nie idzie ci najgorzej -pocieszyła mnie dziewczyna.
Jechaliśmy na tyle blisko siebie, żeby mogła teraz położyć swoją dłoń na moim ramieniu, co właśnie uczyniła.
-Dzięki... -westchnąłem teatralnie, po czym uśmiechnąłem się delikatnie.
Jechaliśmy po polnej drodze, otoczonej gęstym lasem. Słońce oświetlało wierzchołki drzew, dzięki czemu można było dostrzec ich kontury, zaznaczone przez padające światło. Cienie padały natomiast na nas. Nie śpieszyliśmy się, jechaliśmy luźnym stępem, uważnie obserwując otoczenie.
-Nie myśl sobie, że robię to wszystko za darmo -zerknąłem na Allijay kątem oka, by zobaczyć jej reakcję na moje w połowie prawdziwe słowa.
-Tak? -zauważyła, że żartuję. -Czego niby chcesz w zamian? -dostrzegłem, że również się uśmiecha.
-Mówię poważnie... -stwierdziłem, przybierając poważną minę.
Dziewczyna spojrzała na mnie lekko zaskoczona.
-Dasz się zaprosić na kolację? -zapytałem, patrząc na nią błagalnym wzrokiem. -Chociaż... Po dzisiejszym dniu bardziej jestem ci winny obiad -mruknąłem do siebie, na chwilę przenosząc spojrzenie gdzieś w bok. -Oczywiście, jeśli odmówisz, to zrozumiem, ale jednak byłoby mi bardzo miło gdybyś zechciała... -w dziwnym odruchu zerknąłem na jeden ze swoich butów. -No... Wiesz o co mi chodzi... -zacząłem gubić się w słowach, więc jedynie uniosłem głowę, by zobaczyć oczy Allijay.
Wiatr, zupełnie nagle, zerwał się, targając włosy dziewczyny. Przymknąłem powieki, by pył, który powietrze podniosło z drogi nie wpadło mi do oka. Jednak po kilku sekundach zapanowała kompetna cisza.
-Poczekaj chwilę -szepnąłem w stronę lekko zdezorientowanej brunetki, która wciąż nie wypowiedziała ani jednego słowa.
Pokierowałem konia w głąb lasu, gdzie zeskoczyłem z jego grzbietu. Była późna zima, a mimo to, gdy lepiej poszukałem, udało mi się znaleźć kilka kwiatów, w całkiem dobrym stanie. Patrząc tak na kolorowe płatki zawahałem się. Miałem wątpliwości. W końcu jednak odgoniłem je i zerwałem drobne roślinki. Chwyciłem swojego wierzchowca za uzdę, a następnie poszedłem z powrotem do Allijay. Rozglądała się już za moją osobą, ale zaraz mnie dostrzegła. Stanąłem przed dziewczyną, wręczając jej kwiaty.
-To jak? Zgadasz się? -ponowiłem pytanie, teraz czekając już na jednoznaczną odpowiedź.

Allijay? Przepraszam ;-;

wtorek, 7 lutego 2017

Od Shane'a CD Allijay

Bujaliśmy się do rytmu płynącej z głośników piosenki, zagłuszanej lekko przez krople wody uderzające w szary bruk. Nie zwracaliśmy uwagi na to, że jesteśmy cali mokrzy. Właściwie to nic nas w tej chwili nie obchodziło, jakbyśmy byli wtedy w zupełnie innym, własnym świecie. Allijay zarzuciła mi ręce na szyję i przytuliła się do mojego torsu. Ja oparłem brodę o jej głowę, głaszcząc delikatnie włosy dziewczyny. Jedna z moich dłoni spoczywała na talii nastolatki. Westchnąłem cicho, pozwalając powiekom powoli opaść, bym mógł całkowicie skupić się na tym momencie. Wdychałem zapach świeżego powietrza, deszczu, trawy. Mrok wokół zaczął się jeszcze bardziej pogłębiać, a rysy otaczających nas budynków powoli znikały we mgle. Zostaliśmy sami, wraz z ulewą i muzyką.
-Allijay? -zapytałem szeptem. Przez chwilę nawet myślałem, że dziewczyna mnie nie usłyszy, ponieważ szum skutecznie zagłuszał wszystkie inne dźwięki. Ale jednak usłyszała.
-Tak? -zapytała równie cicho, po czym podniosła wzrok, spoglądając mi w oczy. 
Pochyliłem się nad nią, również zatapiając się w szarości jej tęczówek. Przemknęła je nieco, chcąc uniknąć skapujących kropli wody z moich włosów. Oparłem głowę o czoło dziewczyny i uśmiechnąłem się delikatnie. 
-Dziękuję -powiedziałem niemal niesłyszalnie, ale to słowo można było odczytać z ruchu moich warg. 
-Za co? -zdziwiła się Allijay, ale mimo wszystko odwzajemniła uśmiech. 
-Że jesteś. Trochę bym się nudził bez ciebie... -stwierdziłem, odwracając na chwilę wzrok gdzieś w bok, by już po chwili znów powrócić do oczu dziewczyny. 
Zaśmiała się cicho, słysząc moją wypowiedź. Ale była szczera, tego jestem pewien. Allijay była jedyną bliską mi osobą w tej szkole. I pewnie tak pozostanie. Nie wiem, czy z wzajemnością, ale jej obecność mi wystarczała. Cieszyłem się, że chce spędzać ze mną czas. 
Następne kilka chwil nie mówiliśmy nic. Czasem lepiej milczeć i rozkoszować się panującą ciszą, towarzystwem, zapachem, otoczeniem. 
Sięgnąłem rękami do dłoni szarookiej, a następnie zdjąłem je z mojego karku. 
-Jak twoje ręce? -zapytałem rzucając brunetce w międzyczasie zatroskane spojrzenie.
Bandaże miała przemoczone, a w kilku miejscach nawet zdążyły przesiąknąć krwią. 
-A co z nimi ma być? -Allijay ponownie się zaśmiała. 
No tak, moje pytanie rzeczywiście było trochę nielogiczne. 
-Boli? -sprostowałem, jednocześnie uważnie oglądając dłonie szarookiej. Starałem się oczywiście robić to delikatnie, by jej nie urazić. 
-Na pewno mniej niż rano -odparła, również przenosząc wzrok na swoje nadgarstki. 
-To dobrze -mruknąłem cicho. -Lepiej wróćmy już do budynku... -stwierdziłem. -Robi się zimno. 
Dziewczyna przytaknęła, po czym razem ze mną skierowała się w stronę akademika. Dla pewności podałem jej ramię, by tym razem się nie przewróciła. 
-Nie jest ci zimno? -zapytałem, lustrując Allijay wzrokiem. 
Nie ma się co dziwić, była zima, a my całkowicie przemoczeni. 
-Nie... -odparła cicho. 
-Nie chcę, żebyś się przeziębiła. Masz -po tych słowach zdjąłem z siebie kurtkę i zarzuciłem na ramiona brunetki. 
-Dzięki, Shane, ale naprawdę nie musiałeś. Jeszcze tobie będzie zimno -zerknęła na mnie kątem oka. 
-Mną się nie martw -zapewniłem, otwierając drzwi wejściowe przed Allijay. 
Już chwilę później znajdowliśmy się w pokoju numer 24. Ja siedziałem na fotelu, a właścicielka owego mieszkania naprzeciw mnie, na łóżku. Od razu zaczęła być adorowana przez kota, który ocierał się o nią łbem i mruczał prosząc o pieszczoty. Dziewczyna zabrała się za dopieszczanie swojego pupila, głaszcząc go, drapiąc za uszami. 
-Może powinnaś się przebrać? -zaproponowałem, widząc, że spodnie szarookiej miały ciemną barwę od deszczu, co wyraźnie wskazywało na to, że są przemoczone. 
-Przecież miałam kurtkę -brunetka posłała mi przelotny uśmiech i krótkie spojrzenie. 
-Spodnie masz całe mokre. Jeszcze się rozchorujesz, a tego nie chcemy... Marsz się przebierać! -rozkazałem, po czym zaśmiałem się sam z siebie. 
-Eh... No dobrze, panie kapitanie... -westchnęła teartalnie Allijay, ale mimo wszystko skierowała się do szafy, z której wyjęła suche ubrania. 
-O kota się nie martw. Ja się nim zajmę -oznajmiłem dziewczynie stojącej już w drzwiach łazienki. 
Zamknęła je, a ja wziąłem sobie futrzaka na kolana. Lekko zdezorientowana kicia spojrzała na mnie, ale gdy zacząłem ją delikatnie głaskać uspokoiła się. 
-Allijay, jak się już przebierzesz, to przynieś świeże bandaże! -krzyknąłem do przebierającej się właśnie brunetki. 
Po niedługim czasie wyszła z pomieszczenia w suchych ubraniach, z apteczką w ręce. Kot już dawno zasnął na skraju łóżka, więc dziewczyna mogła bez problemu usiąść naprzeciw mnie. Obok położyła pudełeczko z opatrunkami i innymi rzeczami potrzebnymi w razie drobnej kontuzji. Powoli zaczęła odwijać mokry bandaż, a gdy skończyła rzuciła go wprost do kosza znajdującego się w rogu pomieszczenia. Wyjęła nowy, świeży. 
-Mogę ci pomóc? -zapytałem, sięgając po biały materiał. 
Dziewczyna skinęła głową. Przesiadłem się z fotela i zająłem miejsce obok. Podała mi nadgarstki, które, ze szczególną ostrożnością oraz skupieniem, by przypadkiem jej bardziej nie zranić, owijałem opatrunkiem. Starałem się robić to bardzo delikatnie, a jednocześnie dokładnie. Niedługo potem rany były już dobrze zabandażowane. Chwyciłem drobne dłonie Allijay w swoje, gładząc je dodatkowo kciukami. Podniosłem wzrok na jej oczy. Uczyniła to samo. 
-Następnym razem, proszę, uważaj na siebie -powiedziałem nie kryjąc w głosie troski i prośby. -Chyba, że będę musiał chodzić za tobą krok w krok i cię pilnować... -dodałem z chytrym uśmieszekiem. 
Allijay? XD Pisane o drugiej w nocy. Polecam.

sobota, 4 lutego 2017

Od Shane'a CD Allijay

Mimo, że wstałem tego ranka o dość późnej godzinie, udało mi się nie spóźnić na dzisiejszy trening skoków z panią Ruby Stewart. Miałem świadomość, iż ta konkurencja szła mi słabo, ale bez ćwiczeń nie stanę się lepszy, a nigdy nie wiadomo co i kiedy może się przydać. Dzisiaj na przykład skorzystałem z umiejętności przygotowania płatków z mlekiem. Na śniadanie w stołówce nie starczyłoby mi już czasu, a przy okazji mogłem ogarnąć trochę swój wygląd. Gdy byłem gotowy na "podbój świata" zszedłem szybko po schodach, a następnie do stajni. Rozejrzałem się za znajomą twarzą Allijay, ale nigdzie jej nie dostrzegłem. Zabrałem się za czyszczenie mojego wierzchowca, wzdychając głęboko. Varath podczas wykonywanej przeze mnie czynności stał spokojnie. Miałem szczęście, że posiadałem takiego konia. Z moim lękiem do tych zwierząt było to bardzo ważne. Nie ukrywam, iż wiele zawdzięczam także kochanej Allijay, bez której, nie dość, że strasznie bym się tu nudził i miał niemiłosiernie pocharatane plecy, to jeszcze uciekałbym z każdym gwałtowniejszym ruchem jakiegoś wierzchowca. Muszę jej to kiedyś uświadomić, odwdzięczyć się. Chcę, żeby wiedziała jak bardzo ją lubię, a jednocześnie nie chcę, by się przy mnie przez to krępowała. Nagle, moją głęboką zadumę przerwał głos osoby, o której właśnie myślałem. A konkretnie jedno ciche słówko "cześć". Odwróciłem głowę w stronę Allijay, ale zdążyłem zobaczyć jedynie jej brązowe włosy znikające za ścianą stajni. Zapatrzyłem się w tamto miejsce, a Varath najwidoczniej się zorientował, bo uniósł znacząco łeb i uderzył mnie lekko pyskiem. Zdezorientowany skierowałem na niego wzrok. 
-Egh... A ty jesteś niecierpliwy... -skomentowałem zachowanie konia.
Po następnych kilku minutach wyprowadziłem zwierzę z boksu i razem udaliśmy się na zajęcia ze skoków. 
Szło mi dziś wyjątkowo dobrze. Do tego stopnia, że straciłem poczucie czasu. Trening skończył się dokładnie w momencie, gdy chyba po raz piąty spadłem z Varatha. Sam traktowałem to jako dowód mojego zapału, bo z każdym kolejnym upadkiem podnosiłem się jeszcze bardziej zdeterminowany i nie popełniałem ponownie tego samego błędu. 
-Shane! -zawołała mnie pani Stewart, gdy już wszyscy wraz z końmi udali się do stajni, a ja wciąż leżałem na ziemi.
-Tak? -podniosłem się do siadu.
-Wstawaj -zaśmiała się. Wstałem natychmiast i wziąłem głęboki oddech. -Idzie ci coraz lepiej. Jestem z ciebie dumna -uśmiechnęła się delikatnie. 
Na moje usta również wkroczył uśmiech. Sam byłem z siebie dumny. 
-Gdybyś jeszcze się mocniej trzymał w siodle i nie spadał... -westchnęła. 
-Staram się... -odparłem głaszcząc mojego wierzchowca po szyi
-Dobrze, a teraz już idź na lekcje. I koniecznie umyj twarz -poleciła, po czym poszła w swoją stronę.
Odprowadziłem Varatha do boksu i rozsiodłałem. Chwyciłem cały ekwipunek, po czym odniosłem do siodlarni. W drodze powrotnej wpadłem na Allijay, tak jak wtedy, gdy się poznaliśmy. Niewiele myśląc przytuliłem ją do siebie, po prostu, bez konkretnego powodu. Dziewczyna była chyba zbyt zaskoczona, by odwzajemnić uścisk, ale oczywiście nie miałem jej tego za złe. Ominąłem szarooką i w podskokach poszedłem do swojego pokoju. Byłem pewny, że się odwróciła w moją stronę, ale nie skomentowała zachowania tego blondyna, co nim jestem ja. Miałem wtedy mnóstwo energii, mimo, że nie wiedziałem skąd się tak nagle wzięła. 
Do śniadania zostało jeszcze 10 minut, więc wróciłem do swojego mieszkania i dokładnie umyłem twarz. Była cała w piasku oraz błocie, ale szybko doprowadziłem się do normalnego stanu. Akurat wtedy wybiła godzina ósma. Już po chwili znalazłem się pod drzwiami Allijay, która teraz powinna iść jeść śniadanie. Schowałem się za rogiem, a gdy zamknęła swoje królestwo na klucz, po cichu podszedłem do niej i zanim zdążyła się odwrócić delikatnie, niezbyt gwałtownie podniosłem ją na ręce.
-Witaj, księżniczko -przywitałem się, prezentując jednocześnie jeden ze swoich uroczych uśmiechów. 
-Cześć Shane -odparła, lekko zszokowana moim nagłym pojawieniem się. 
-Pozwoli pani, że zaniosę cię na śniadanie? -zapytałem kulturalnie. 
-Skoro już tu jesteś i sprawia ci to przyjemność... -odpowiedziała rozluźniając się nieco w moich ramionach. 
-Przebywanie w twoim towarzystwie to sama przyjemność -zapewniłem, a następnie zaniosłem księżniczkę do jadalni oraz, tak jak wczoraj, przyniosłem jej śniadanie, za co mi podziękowała. 
-A ty nie jesz? -spytała, gdy usiadłem naprzeciw.
-Nie, zjadłem wcześniej, w domu. Ale chętnie ci teraz potowarzyszę -uśmiech na moich ustach jeszcze bradziej się poszerzył.
~*~
Skończył się właśnie wieczorny trening. Stałem przed wejściem do stajni, wpatrując się w zachmurzone, ciemne niebo. Na szczęście świeciły się latarnie, które oświetlały najbliższą okolicę.
-Shane? -usłyszałem za sobą głos Allijay. 
Odwróciłem się, obdarzając szarooką pytającym spojrzeniem. Odpowiedziała tym samym, jakby chciała się upewnić, czy wszystko w porządku. Podeszła do mnie kilka kroków, ale wciąż dzieliła nas spora odległość. Tym razem to ja się zbliżyłem i delikatnie wziąłem ręce dziewczyny w swoje dłonie. Zdziwiona podniosła na mnie wzrok. Uśmiechnąłem się szczerze, patrząc jej w oczy. W tym momencie z nieba lunął deszcz. W jednej chwili staliśmy się cali mokrzy. Z głośnika umieszczonego na jakiejś latarni usłyszeliśmy głos "Na osłodę życia, a co!", a następnie wesołą, energiczną muzykę. Zaśmiałem się, nie odrywając wzroku od szarych tęczówek mojej towarzyszki. Ta uśmiechnęła się radośnie, mimo spływajacych jej po twarzy strug wody. Sam pewnie wyglądałem podobnie, mokrzy, ale uśmiechnięci.
-Droga Allijay... -zacząłem, kładąc jedną ze swoich rąk na plecach, drugą trzymając dłoń dziewczyny, ukłoniłem się nisko. -Czy uczynisz mi ten zaszczyt i zatańczysz ze mną w ten deszczowy wieczór? 
Allijay? <3

czwartek, 2 lutego 2017

Od Shane'a CD Allijay

Dzisiejsze śniadanie obyło się bez natręctw brunetki, a to również poprawiło Allijay humor. Widziałem na jej ustach chytry uśmieszek, gdy odnosiła tacę, przez co sam się roześmiałem. Właściwie było to nasze jedyne spotkanie, aż do wieczora. Wcześniej tylko dostrzegałem w tłumie włosy dziewczyny. Obiadu niestety też nie zjedliśmy razem, ponieważ się spóźniłem całe pół godziny. Po skończonych lekcjach doczołgałem się na górę, następnie do swojego pokoju. Tam już ległem jak długi na łóżko, dzięki czemu również Yamzes dostał zawału. Należało mu się, zwłaszcza za piękne, głębokie szramy, które od rana zdobiły dzięki niemu moje plecy i szczypały niemiłosiernie przy każdym ruchu. A zwłaszcza podczas dzisiejszego treningu, gdy zaliczyłem spadnięcie z konia... Nie oszukujmy się, nie odziedziczyłem talentu po mamie, aczkolwiek sam dostrzegłem postępy. Od czegoś przecież trzeba zacząć, mimo, że kilka lat temu szło mi o wiele lepiej... 
Zbliżała się właśnie kolacja, a dokładniej była za dwadzieścia minut. Postanowiłem jeszcze przed posiłkiem wstąpić na chwilę do Allijay, pobyć trochę w jej towarzystwie. Wszedłem do mieszkania dziewczyny zachowując szczególną ciszę. Siedziała po turecku na łóżku i przeglądała coś w telefonie. Na szczęście była do mnie odwrócona tyłem, a jej urocze psy spały dość głęboko, by mnie nie wyczuć. Podszedłem do Allijay na palcach, następnie usiadłem za nią, jednocześnie obejmując ją swoimi ramionami. 
-Shane? -zapytała lekko zaskoczona, po czym odłożyła telefon. 
-Spodziewasz się kogoś innego? -zapytałem nie podobnym do mnie surowym tonem, na który dziewczyna lekko się wzdrygnęła. Nie chciałem jej wystraszyć, a jedynie udawałem -Mam być zazdrosny? -tym razem mój głos zabrzmiał całkowicie normalnie, a po chwili zacząłem się śmiać. 
-Nie, nie musisz -odparła rozbawiona. 
Potem nastała cisza, a dokładniej w momencie gdy położyłem głowę w zagłębieniu jej szyi,  wdychając zapach brązowych włosów. 
-Em... Shane? -zapytała delikatnie Allijay.
-Tak? -wychyliłem się nieco, by zza burzy kudłów dostrzec twarz szarookiej. 
Przekręciła głowę w bok, również spoglądając mi w oczy.
-Krępujesz mnie... -szepnęła lekko zarumieniona. 
-Wybacz... -przeprosiłem natychmiast odsuwając się od niej. -Jakoś tak mnie wzięło na przytulanie -znowu się zaśmiałem, by ukryć zakłopotanie. -Przepraszam jeśli... -zacząłem, ale dziewczyna nie pozwoliła mi dokończyć.
-Nie, nic się nie stało -uśmiechnęła się szczerze. 
-Świetnie -odparłem. 
Chwyciłem Allijay pod kolanami, a drugą rękę wsunąłem pod łopatki szarookiej, tym samym podnosząc ją do góry. Nie była przygotowana na taki obrót spraw, więc nieco się zlękła. 
-Spokojnie -przycisnąłem dziewczynę lekko do siebie, jakbym się bał, że zaraz spadnie. -Nie pozwoliłbym, żebyś upadła -zapewniłem ciepło. 
-Jeśli nie chcesz żebym tak reagowała to po prostu ostrzegaj -odpowiedziała, podnosząc wzrok na moje oczy.
-Ale z zaszkoczenia jest bardziej... zaskakujące -uśmiech na moich ustach tylko się poszerzył.
-No tak... -westchnęła teatralnie. 
-Dobrze, a teraz, jeśli pozwolisz udamy się na kolację. 
Zaraz po tych słowach wyszliśmy na korytarz, skąd, po schodach, do jadalni. Allijay się nieco zdziwiła, gdy od razu skierowałem się do naszego stolika. 
-Poczekaj tu -poprosiłem. 
Sam poszedłem po jedzenie. Wziąłem dwie tacki, a następnie zaniosłem je na nasze miejsca. Postanowiłem przed szarooką talerz, a sam usiadłem naprzeciwko. Życzyłem jej smacznego. Odpowiedziała mi tym samym.
Po skończonym posiłku udaliśmy się pod drzwi mieszkania Allijay. 
-Wybacz, ale muszę iść. Obiecałem siostrze, że zaraz po kolacji z nią pogadam -wzruszyłem ramionami. -Ale jakby co, to przyjdę -uśmiechnąłem się uroczo. 
-No dobrze. To do zobaczenia -odpowiedziała. 
-Bye! -odkrzyknąłem, bo byłem już na schodach. 
Wszedłem do mieszkania, a do moich uszu już dobiegł dźwięk przychodzącej wiadomości. 
"Shi? Żyjesz?" 
"Po tym jak spadłem dziś z konia i kot pocharatał mi plecy? Nie..." 
"Jak cię kot podrapał to wsadziłam ci do walizki maść na rany. Wiem jak Yamzes daje popalić, ale teraz już nie ja muszę się z nim użerać c:"
"Grzebałaś mi w walizce?!" 
Rozmowa skończyła się mniej więcej koło godziny 19.50. Oczywiście Kim przestrzegała mnie, żebym sobie przetarł te rany, bo mój sierściuch ma brudne pazury i jeszcze się czymś zakażę... W zasadzie to miała rację... Przez chwilę nawet próbowałem przemyć to wodą utlenioną, ale zwyczajnie tam nie sięgałem. Napisałem z tym do siostry, to mi powiedziała, że jestem strasznie nieporadny. Ostatecznie zaproponowała, żebym znalazł sobie kogoś, kto mi pomoże, bo ona nie będzie specjalnie jeździć, żeby posmarować mi plecki. Nie wiedzieć czemu od razu na myśl przyszła mi Allijay. Po dłuższym namyśle stwierdziłem, że to jednak może wypaść głupio. Co miałem niby powiedzieć? "Witaj Allijay, posmaruj mi plecy, bo mnie kot podrapał"? Nie, to brzmi... dziwnie, albo ja już zwariowałem. Jedno i drugie jest prawdopodobne. Niestety, nie miałem wyjścia. Sam bym sobie nie poradził. Taki duży chłopczyk, dwadzieścia lat, a sam sobie nie radzi... Przykro mi, taka prawda. 
Zapukałem do drzwi mojej przyjaciółki. Zaraz po tym krzyknęła coś, co upoważniło mnie do wejścia. Wszedłem do mieszkania szarookiej, ale zatrzymałem się tuż przed wejściem do jej pokoju. Czułem się niesamowicie zakłopotany.
-Em... Allijay... Przychodzę do ciebie z pewną prośbą... -zacząłem, drapiąc się nerwowo po karku.
-Tak? -ponagliła mnie, uśmiechając się delikatnie.
-Słuchaj, bo... Ugh, po prostu kot podrapał mi strasznie plecy i jak tego nie odkażę to mnie siostra zabije... -powiedziałem to wszystko na jednym tchu, a na koniec głęboko westchnąłem. 
Spojrzałem błagalnie w oczy dziewczyny, była moją ostatnią deską ratunku...
Allijay? XD

środa, 1 lutego 2017

Od Shane'a do Sherie

Yamzes obudził mnie kilka minut przed tym, jak miał zadzwonić mój budzik. Wszedł mi na bok, a następnie zaczął wbijać pazury w kołdrę. Mruknąłem coś niezrozumiale i poruszyłem się niespokojnie, chcąc kontynuować sen. Kot, niezrażony moim zachowaniem, wbił swoje zabójcze ostrza mocniej. Niemal podskoczyłem na łóżku, przez co zwierzę zjechało po moim boku, aż na plecy, jednocześnie rozrywając skórę. Z mojego gardła wydobył się stłumiony krzyk spowodowany bólem, jaki mnie zalał. 
-Ty... -zacząłem wściekle, szukając wzrokiem sprawcy mego cierpienia, ale ten już dawno schował się pod łóżko. 
W porę opanowałem swoją rządzę mordu i opadłem bezwładnie na poduszki. Starałem się nie skupiać na bólu, a go zignorować, więc postanowiłem jeszcze na chwilę przysnąć. Dlatego też dostałem zawału, gdy dźwięk budzika zabrzmiał tuż koło mojego ucha. Tym razem spadłem z hukiem z łóżka, obijając sobie łokieć. Dzięki temu zapomniałem całkowicie o ranie zadanej brutalnie przez Yamzesa. Wstałem z jękiem, ale mimo wszystko zacząłem się zbierać do życia. Umycie się zajęło mi więcej czasu niż normalnie, bo nie chciałem się zabić na śliskiej podłodze łazienki. Następnie ubrałem na siebie ciemne jeansowe spodnie oraz białą, cienką koszulę zapinaną na guziki. Już chwilę potem schodziłem powoli po schodach, skąd następnie na jadalnię, by zjeść śniadanie. Odebrałem jedzenie i usiadłem z tacą przy "swoim" stoliku. Akurat dziś były naleśniki, więc po niedługim czasie talerz ział pustką. Odniosłem go z powrotem. Potem udałem się do swojego pokoju. Przygotowałem się do lekcji i kolejny raz tego samego dnia zszedłem na dół. 
~*~
Lekcje na szczęście minęły mi bez dalszych problemów, na które i tak nie miałem dziś czasu. Dopiero po skończonych zajęciach mogłem porządnie odetchnąć. Oparłem się o ścianę przy parapecie na korytarzu, po czym zamknąłem oczy. Wziąłem kilka głębokich wdechów. Miałem już udać się do swojego pokoju, gdy w oczy rzuciła mi się kartka leżąca samotnie przy oknie. Zaciekawiony wziąłem ją do ręki. Znajdował się na niej piękny szkic. Szkoda by się zmarnował... Odwóciłem na drugą stronę w poszukiwaniu podpisu. Był. 
-Sherie Brooke -przeczytałem na głos. 
Nie miałem pojęcia kim była owa dziewczyna, więc zacząłem pytać przypadkowych uczniów o to imię oraz nazwisko. "Ta piegowata", "ma ciemnobrązowe włosy", "jest chyba w I grupie" - takie odpowiedzi zazwyczaj otrzymywałem. Brunetka, piegowata, w I grupie. Tyle informacji udało mi się zdobyć. W pewnym momencie przed oczami przebiegła mi dziewczyna pasująca do opisu. Pobiegłem za nią. Po krótkim pościgu udało mi się ją zatrzymać.
-Przepraszam, to ty jesteś Sherie Brooke? -zapytałem, prezentując jednocześnie swój uroczy uśmiech.
-Tak -odparła podnosząc wzrok wysoko w górę, ponieważ byłem od niej znacznie wyższy.
-W takim razie, to chyba należy do ciebie -podałem jej kartkę z rysunkiem. 
Sherie? :3

Od Shane'a CD Jasmine

Dziewczyna, którą poczęstowałem żelkiem okazała się mieć na imię Jasmine i posiadać zdolność niezwykle szybkiego jedzenia. Gdy zjadła, w zastraszającym tempie, zaproponowała mi jabłko. Zgodziłem się, a tuż po tym jak wstała od stołu zorientowałem się, że przecież moje zasady nie pozwalają na to, by kobieta musiała chodzić, zależnie od moich zachcianek. Następnie zacząłem się głęboko zastanawiać ile punktów regulaminu potencjalnego gentlemana złamałem w ciągu tych kilkudziesięciu minut. Po pierwsze: gdy dziewczyna podała mi rękę, bym ją wyraźnie uścisnął, zamiast tego ją ucałowałem. No i oczywiście pozwoliłem na to, by Jasmine poszła po jabłko dla mnie. Nie chodzi o to, że czasem płeć przeciwna może mi zrobić przyjemność, ale w tamtej sytuacji nie było takiej potrzeby, a ja miałem okazję zaprezentowania swoich dobrych manier, z czego nie skorzyałem. Byłem zmuszony jakoś zadośćuczynić, ale wtedy nie miałem do tego głowy. Czułem się źle po nieprzespanej nocy, a tego dnia mieliśmy dużo nudnych lekcji... Postanowiłem jednak spiąć się wewnętrznie i przeżyć ten dzień bez marudzenia. 
Jasmine zgodnie ze swoim zamiarem przyniosła po dwa jabłka, a jedno wręczyła mi. Podziękowałem, a zaraz po tym oboje skierowaliśmy do wyjścia z jadalni. 
-Niedługo zaczną się lekcje... -zacząłem, gdy szliśmy w stronę szkolnego korytarza.
-Niestety... Nie mam dziś głowy do zajęć... -wyznała moja towarzyszka znudzonym głosem. 
-Ja tak samo. Będę musiał wieczorem jakoś odreagować. -westchnąłem ciężko. -Tu musimy się pożegnać -powiedziałem gdy zatrzymaliśmy się przy sali, w której zgodnie z podziałem lekcji mieliśmy mieć teraz zajęcia. 
-Czemu? -zdziwiła się brunetka. -Uciekasz ode mnie? -zaśmiała się delikatnie.
-Nie, po prostu zapomniałem zamknąć pokój... -przynzałem, uśmiechając się niewinnie.
-No dobra, to leć, bo się spóźnisz -Jasmine odpowiedziała mi równie uroczym uśmiechem i lekkim kuksańcem w ramię, pewnie, żeby mnie bardziej rozbudzić.
-Dzięki, do zobaczenia na lekcji! -krzyknąłem biegnąc już w stronę schodów. 
W błyskawicznym tempie wpadłem na górę, skąd następnie do swojego pokoju. Nie mogłem znaleźć klucza, za to zdążyłem wypić w międzyczasie drugą kawę. Po kolejnych minutach poszukiwań znalazłem zgubę, więc równie szybko, co wbiegłem na drugie piętro, zamknąłem mieszkanie i zbiegłem na dół. Spóźniłem się trochę, niestety... Moje zmęczenie również nie pomogło na lekcji, ale nic nie mogłem nic zrobić. Kawa dziś wyczerpała swoją moc, więc byłem bezradny. 
~*~
Niemal całkiem padnięty po dzisiejszym dniu kierowałem się właśnie do pokoju numer 59. Pokonywałem chyba czwarty stopień schodów, gdy usłyszałem jak ktoś woła moje imię. Odwróciłem się tam, skąd dobiegał znajomy mi już głos. Biegła do mnie uśmiechnięta Jasmine. 
Jasmine? ;3

wtorek, 31 stycznia 2017

Od Shane'a CD Allijay

Kiedy przeszła pora na kolację udałem się na dół, do jadalni. Ustawiłem się w kolejce, wypatrując jednocześnie Allijay. Po chwili jednak zrezygnowałem. Stwierdziłem, że niedługo powinna przyjść, a jeśli nie to sam do niej pójdę. Odebrałem tacę z jedzeniem i usiadłem przy, teoretycznie, naszym stoliku. Odwróciła się do mnie pewna brunetka. Pogadaliśmy trochę, mimo, że rozmowa się nie kleiła. Na szczęście Allijay przyszła w odpowiednim momencie, dzięki czemu wyrwała mnie z sideł tamtej dziewczyny. 
-Cześć -przywitałem się z szarooką, po czym zabrałem się za posiłek.
-Hej... -odpowiedziała jakoś dziwnie obojętnym tonem, a następnie spuściła głowę i wlepiła wrok w swoją kanapkę. 
-Wpadniesz dzisiaj do mnie? -zapytałem, chcąc jakoś rozluźnić atmosferę.
-Okej... -odparła niemrawo.
Umówiliśmy się na dwudziestą. W trakcie kolacji brunetka, która już wcześniej mnie zaczepiała, odwróciła się w naszą stronę jeszcze kilka razy. Allilay najwidoczniej bardzo to podirytowało, bo lekko wściekła odniosła tacę, a potem wybiegła z jadalni, nawet się ze mną nie żegnając. Westchnąłem w duchu. Przecież nie miałem pojęcia co ją tak ugryzło. Postanowiłem jej bardziej nie drażnić, więc wróciłem do swojego pokoju z zamiarem ogarnięcia całego bałaganu, jaki panował w mieszkaniu. Żadna z rzeczy nie pozostała na swoim miejscu, nawet moje ubarania, które były ładnie poukładane w szafie. Sprawca tego zamieszania spał natomiast na fotelu. Ktoś kto go nie zna, w tej chwili wyśmiałby mnie, jak taki aniołek może tak nabroić. Ano może, w końcu to kot...
Po kilkunastu minutach udało mi się w miarę ogarnąć pokój, więc chciałem zabrać się na szybko za przygotowanie chociażby czegoś słodkiego do jedzenia, bo zostało niewiele czasu do przyjścia Allijay. W momencie gdy szedłem w stronę kuchni ktoś zapukał do drzwi mojego mieszkania. Byłem przekonany, że to mój gość, jednak bardzo się myliłem...
-Cześć Shane... -zaczęła tajemniczo brunetka, która zaczepiała mnie podczas kolacji. Jej trochę zbyt przesłodzony głos już na wstępie uświadomił mi do czego zmierza. 
-Em... Cześć... -zabrzmiało to bardziej jak pytanie, ale dziewczyna była tym całkowicie nie zrażona. -W czym mogę ci pomóc? -oparłem się o ścianę, co oczywiście miało dać jej do zrozumienia, że nie mam ochoty z nią rozmawiać. Niestety moje intencje zostały odczytane w zupełnie inny sposób. 
-Skoro pytasz... -zaczęła i niby zakłopotana z tego jaki jestem "bezpośredni", spuściła wzrok. W rzeczywistości zrobiła to, by zmierzyć mnie dokładnie od stóp do głów. Już po chwili wróciła wzrokiem do moich zielonych oczu, przy okazji badając rysy twarzy. 
Po kilku długich minutach na schodach usłyszałem kroki, a już po krótkiej chwili zobaczyłem moją wybawicielkę.
-Allijay! -krzyknąłem uradowany, dzięki czemu dziewczyna podniosła wzrok. 
Brunatka, nagle błyskawicznie się do mnie przybliżyła i "przez przypadek" dotknęła moją dłoń. W międzyczasie zmierzyła szarooką nienawistnym spojrzeniem. Ta zatrzymała się gwałtownie. W jej oczach dostrzegłem przez chwilę zawód. Zaraz potem odwróciła się i pobiegła na dół, jak się domyślałem, do swojego pokoju. 
-Allijay! -krzyknąłem za nią, ale była już pewnie za daleko, a nawet gdyby usłyszała, nie wróciłaby. 
Brunetka tylko się uśmiechnęła. Już chciała coś powiedzieć, ale w tym momencie pociągnąłem za klamkę i błyskawicznie przekręciłem klucz w zamku. Pognałem w kierunku schodów. Skacząc co trzy stopnie, czego o mało nie przepłaciłem zdrowiem lub nawet życiem, zbiegłem na piętro, gdzie znajdowało się mieszkanie szarookiej. 
-Allijay! -zawołałem zatrzymując się przed drzwiami. -Mogę wejść? -zapytałem. Już chciałem zapukać, ale uznałem, że to i tak nic nie da. 
Uchyliłem delikatnie drzwi, a następnie wszedłem do pokoju Allijay. Siedziała po turecku na łóżku, wpatrzona w okno, plecami do mnie. Na dowód swojego protestu założyła na głowę kaptur z niebieskimi, kocimi uszkami. 
-Ej, kotku... -zagadałem chwytając jej ramię, by odwrócić ją w swoją stronę. 
Wyszarpała je wściekle i prychnęła cicho pod nosem, zupełnie jak rozjuszony kot. 
-O co chodzi? -zapytałem wychylając się tak, żeby móc zobaczyć twarz dziewczyny, ale odwróciła głowę w drugą stronę. 
Westchnąłem ciężko, a następnie usiadłem, również po turecku, w pewnej odległości od Allijay. Przez chwilę wpatrywałem się w jej plecy, bo nie wiedziałem co zrobić. 
-Kici kici..  -zawołałem, ale na tego kotka niestety to nie działało. 
Zareagowała jedynie warknięciem. Następne kilka minut przesiedzieliśmy w całkowitej ciszy. Przerwały ją krople deszczu, które nagle zaczęły uderzać w szybę. Za oknem już dawno panował mrok, ale w pomieszczeniu świeciło się światło. 
-Allijay? -podjąłem jeszcze jedną i ostatnią próbę zwrócenia na siebie uwagi dziewczyny. Niestety, na marne.
W końcu chwyciłem mocniej ramiona szarookiej. Tym razem nie pozwoliłem jej się wyrwać i siłą zmusiłem ją, by się odwróciła w moją stronę. W efekcie przewróciła się na mnie. Głowę, mimo woli położyła na moich kolanach, ponieważ nie pozwoliłem, na to, żeby wstała. Wbiłem spojrzenie w oczy dziewczyny, jednocześnie delikatnie gładząc ją po włosach. 
-O co ci chodzi? -zapytałem, ale odwróciła wzrok. -Czyżbyś była zazdrosna? -mój głos przybrał bardziej prowokującą barwę, a na ustach pojawił się równie produkujący uśmieszek.
Allijay? (:

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Od Shane'a CD Allijay

W panice pobiegłem błyskawicznie na górę, do swojego pokoju. Wpadłem do środka z taką prędkością, że nawet Yamzes nie zdążył uciec. Zatrzasnąłem drzwi i oparłem się o nie, biorąc głęboki oddech. Zaraz po tym usiadłem zrezygnowany na ziemi. Kot podszedł do mnie, jakby wiedział, że coś się stało. Miauknął uroczo, wskoczył mi na kolana, a następnie wtulił łebek w mój brzuch. Po chwili zaczął głośno mruczeć. Uśmiechnąłem się na ten widok. 
-I co ja mam teraz zrobić? -zapytałem, patrząc głęboko w żółte oczy zwierzęcia. 
Odchyliłem głowę w tył, przez co oparłem ją o drzwi. Po kilku minutach mimo wszystko wstałem, a Yamzes usiadł przy szafie nieco zdezorientowany. W tym momencie zadzwonił mój telefon. 
-Hm? -zapytałem do słuchawki.
-Cześć Shi, co tam? -usłyszałem pełen wiecznej radości głos Kim. 
-Ah, mam problem... -zacząłem niepewnie, błądząc wzrokiem po ścianach pokoju.
-No, mów -pośpieszyła mnie siostra. 
-O piętnastej umówiłem się z Allijay... -Kim nie byłaby sobą, gdyby mi nie przerwała.
-Kup jej kwiaty, albo czekoladę.
-Kim... Chodzi o to, że umówiliśmy się w stajni... -westchnąłem głośno.
-Oj, biedny Shi... Nie martw się, konie nie są mięsożerne -próbowała mnie pocieszyć.
-Eh... Pamiętasz mamę? -jedno pytanie wystarczyło, by dziewczyna zamilkła. 
-Dla niej konie były tym, czym dla ciebie są motocykle. Podczas jazdy taką maszyną też wiele ludzi ginie -entuzjazm mojej siostry błyskawicznie wyparował, a w głosie zabrzmiała powaga. 
-Może masz rację... -zacząłem się zastanawiać, mimo, że nadal miałem wiele wątpliwości. -Dobra, muszę się z tym jeszcze oswoić, do zobaczenia. 
-No, pa -odparła rozłączając się. 
Przez następne chwile chodziłem bez sensu po pokoju, obserwując swoje buty na ciemnych panelach. Potem podszedłem do okna i oparłem się rękami o parapet. Widać stąd było ośnieżone trawniki, akademię, stajnię... A mnie pozostało nieco powyżej trzydziestu minut czasu. Nie mam pojęcia czym spowodowany jest mój strach przed końmi. Może z tym jest tak jak ze strachem przed ciemnością? Tylko kto mnie potrzyma za rękę? 
W końcu stwierdziłem, że muszę wziąć się w garść. Usiadłem na łóżku i chwyciłem książkę. Do brzucha natomiast przytuliłem jedną z przytulanek. 
Było dokładnie za dwie piętnasta, gdy zmierzałem w stronę stajni. Kroki stawiałem niczym skazaniec idący na szubienicę, pokornie, ze spuszczoną głową. Miałem na sobie ciepłą, ciemną kurtkę oraz zimowe buty, niezbędne podczas minusowej temperatury. Zatrzymałem się niepewnie przy boksie Varath'a, który, czując moją obecność, spojrzał na mnie swoimi mądrymi oczami. 
-Cześć Shane -niemal podskoczyłem ze strachu, gdy usłyszałem obok siebie Allijay.
Ta, zaczęła się śmiać z mojej reakcji, a na wpatrywałem się w nią oszołomiony. 
-Ale się przestraczyłeś! -stwierdziła z szerokim uśmiechem. 
-Ta, yhym... -mruknąłem słabo. 
-To co? Wybierzemy się na przejażdżkę? -zapytała radośnie, po czym pogłaskała mojego wierzchowca po pysku. 
Ja tylko tępo się w niego wpatrywałem, zupełnie jakbym był w innym świecie. Koń zarżał głośno i podniósł łeb. Natychmiast się cofnąłem, wyciągając ręce przed siebie w geście obronnym. 
-Shane? -zapytała zdezorientowana Allijay. 
-Um... Ja... Muszę się przewietrzyć -po wypowiedzeniu słów tej jakże słabej wymówki skierowałem się do wyjścia ze stajni, nie zważając na krzyki dziewczyny.
Zatrzymałem się dopiero na podjeździe przed budynkiem. Patrzyłem w dal, na białe czubki drzew i szare niebo. Zastanawiałem się co ja tu w ogóle robię? Skierowałem wzrok w górę, na zasnute chmurami sklepienie. Mama na pewno nie byłaby ze mnie dumna... Zresztą, ja sam wiem, że cały ten mój strach jest po prostu głupi. 
-Shane? -zapytała łagodnie Allijay, która najwyraźniej poszła za mną. 
Podeszła powoli i położyła mi rękę na ramieniu. 
-Co się stało? Wszystko dobrze? -chociaż ona może się o mnie martwi. Nie powiem, zrobiło mi się ciepło na sercu. 
Mimo, że czułem jak szare oczy dziewczyny wpatrują się w moje ślepa, nadal unikałem jej spojrzenia. 
-Boję się koni... -szepnąłem, przełamując się i kierując wzrok na twarz towarzyszki. -Siedem lat temu moja mama miała wypadek konny, mimo, że jeździła naprawdę długo, bo od dzieciństwa. Zmarła w drodze do szpitala... -powiedziałem szczerze i po raz kolejny wziąłem głęboki wdech. 
Ponownie zerknąłem na swoje buty. Wyciągnąłem powoli rękę w stronę dziewczyny, po czym chwyciłem ją delikatnie za dłoń. W tej chwili potrzebowałem czyjejś bliskości, trochę tak jak Allijay dziś w nocy... 
Allijay? :c

Od Shane'a CD Allijay

Allijay wybrała bajkę o tytule "Wielka Szóstka", więc niezwłocznie przystąpiliśmy do oglądania. Rozsiedliśmy się wygodnie na kanapie, tak by każdy miał odpowiednią ilość miejsca, by się wygodnie położyć. Jednak jak większość ludzi rozpoczęliśmy seans w pozycji siedzącej. Oglądaliśmy w ciszy, choć gdy brat głównego bohatera zginął Allijay się nieco wzruszyła i zaczęła płakać. Starając się jakoś pocieszyć dziewczynę objąłem ją delikatnie ręką, do której po chwili wahania się przytuliła. Gdy już w miarę ogarnęła swoje emocje, ponownie się w wyprostowała, nie zaprzestając oglądania. Pod koniec filmu moja towarzyszka powoli odpływała do krainy snów. Gdy nieświadomie oparła się o moje ramię, na usta mimowolnie wkroczył mi lekki uśmieszek. Sam dokończyłem bajkę, a przy napisach, które dawały trochę światła zrobiłem sobie selfie ze śpiącą słodko obok mnie Allijay. Stwierdziłem, że rano pokażę jej to zdjęcie. Wtedy jednak, tuż po zakończeniu się filmu wyłączyłem telewizor, dzięki czemu w pokoju zapanowała ciemność. Nim jeszcze zasnąłem pogładziłem dziewczynę po włosach mówiąc ciche "dobranoc". Następnie również zagłębiłem się w stanie sennej nieświadomości. 
Po pewnym czasie Allijay nieznacznie drgnęła, budząc mnie przy tym. Na początku myślałem, że po prostu jej się coś śni, ale niespokojny oddech oraz szybkie bicie serca na to nie wskazywało. 
-Coś się stało? -zapytałem szeptem, nie kryjąc w głosie troski.
-Nie, nic... po prostu... -gubiła się w słowach, więc jedynie westchnęła bezradnie.
-Mnie możesz powiedzieć -zachęciłem delikatnie, nie chcąc jednak za bardzo naciskać na dziewczynę. 
-Chodzi o to, że... ja... boję się ciemności... -wyznała w końcu, po czym, mimo, że i tak nic nie byłem w stanie zobaczyć, spuściła wzrok. 
-Mam włączyć światło? -zaproponowałem pierwszy pomysł, który wpadł mi do głowy. 
-Nie, nie musisz... Przez to ty nie zaśniesz -stwierdziła, obejmując rękoma swoje kolana i, chowając w nich głowę.
-Kiedy byłem mały też bałem się ciemności -wyznałem, po czym sięgnąłem na drugą stronę kanapy, na co dziewczyna podniosła wzrok zaciekawiona. -One zawsze pomagały mi przezwyciężyć strach -to mówiąc pokazałem brunetce pluszowego misia, uśmiechniętego, ze śmiejącymi się oczami. -Weź -powiedziałem, wręczając jej przytulankę. 
-Dzięki... -mruknęła. Nawet przez mrok mogłem wyczuć, że lekko się uśmiechnęła. 
-A teraz już śpij... Kolorowych snów, Allijay -dodałem mocniej obejmując dziewczynę. Chwyciłem ją za rękę, by dodać jej otuchy. Wzięła głęboki wdech i ponownie oparła się o moje ramię, jednocześnie przytulając misia. Po kilku minutach oboje zasnęliśmy. 
~*~ 
Rano obudził mnie mój telefon, który na szczęście jedynie wibrował, dzięki czemu Allijay nadal smacznie spała. 
-Allijay... -delikatnie szturchnąłem dziewczynę, by ją zbudzić. -Allijay, wstawaj -brunetka powoli otworzyła oczy i spojrzała na mnie pytająco, wciąż bardzo zaspana. -Uwierz, że nie miałem serca by cię budzić, bo spałaś bardzo słodko, ale mamy dziś lekcje -oznajmiłem delikatnie, na co moja towarzyszka nieprzytomnie skinęła głową. 
Wstałem nieśpiesznie, po czym udałem się do kuchni. 
-Zrobić ci kawę? -zapytałem zerkając na wciąż rozłożoną na kanapie Allijay. 
-Yhym... -mruknęła, ziewając. 
W trakcie gdy ja robiłem pobudzający napój dziewczyna próbowała rozeznać się w sytuacji. Rozejrzała się i przeanalizowała wszystkie fakty oraz sytuację, w jakiej się obecnie znajdowała.
-Czy my... -zaczęła pytanie, ale z ciągiem dalszym miała mały problem, więc postanowiłem jej pomóc.
-Tak, oglądaliśmy film -dokończyłem za nią. -Pod koniec zasnęłaś i nawet zrobiłem nam zdjęcie, bo tak słodko wyglądałaś -dodałem wchodząc do salonu i odnajdując w galerii zdjęcie z wczorajszego wieczoru, gdy Allijay leży przytulona do mojego ramienia, a ja uśmiecham się jak głupi do aparatu. Pokazałem dziewczynie fotografię, na co delikatnie się zarumieniła. 
-Potem obudziłaś się w nocy, nie mogłaś zasnąć -kontynuowałem, tym razem już będąc w kuchni. -Dałem ci tego misia i resztę historii chyba już znasz. 
Po krótkiej chwili znów wróciłem do pokoju, w którym znajdowała się brunetka. Wręczyłem jej kawę z serduszkiem z unoszącej się na niej pianki. Sam usiadłem obok, również trzymając w dłoni filiżankę. Zacząłem wolno popijać napój, podobnie jak Allijay. 
-Jak ci się wczoraj podobało? -zapytałem spoglądając w oczy dziewczyny, na co ona także na mnie spojrzała. 
-Fajnie było -stwierdziła z uśmiechem.
-Wiesz, jeśli miałabyś chęć, to możemy to powtórzyć. W końcu sam tych filmów nie obejrzę -zaśmiałem się. -Chyba, że masz ochotę na coś innego. Na przykład... Hm... Gry? -zaproponowałem. 
-Jeśli tylko znajdę czas, to czemu nie? 
Po wypiciu kawy przez nas dwojga wziąłem od dziewczyny filiżankę i zaniosłem je do kuchni. Gdy wróciłem Allijay rozglądała się po pokoju.
-Jay... -szepnąłem, by szarooka na mnie popatrzyła, co oczywiście się udało.
Podałem jej lusterko. Zaskoczona zerknęła w swoje odbicie. Miała "wąsy" z pianki z kawy, a ja ledwo co powstrzymywałem śmiech. W końcu oboje zaczęliśmy się śmiać.
-Masz -powiedziałem podając jej chusteczkę, gdy już się opanowaliśmy.
-Dzięki -odparła, po czym starannie wytarła usta. 
-Dobra... Za godzinę mamy lekcje, a musimy się jeszcze ogarnąć i w ogóle... Pozwolisz, że pójdę się przebrać? -zapytałem z uroczym uśmiechem.
-Pewnie -odpowiedziała, głaszcząc Yamzesa, który dokładnie w tym monencie wskoczył jej na kolana. 
-Poczekaj tu, ja zaraz wrócę i odprowadzę cię do twojego pokoju -oznajmiłem znikając za drzwiami innego pomieszczenia. 
Po niecałych piętnastu minutach wróciłem do dziewczyny już w świeżych ubraniach, umyty i gotowy zacząć dzień. Ta nadal siedziała na kanapie, z kotem na kolanach. Był bardzo zadowolony z zaistniałej sytuacji. Ale widać, że brunetce i tak sprawiało to przyjemność. 
-Dobrze, możemy iść -oznajmiłem. 
-Yhm, już idę -Allijay wstała, po czym podreptała za mną w stronę drzwi, w których oczywiście ją przepuściłem, na co lekko się uśmiechnęła. 
-A może cię zanieść, hm? -zapytałem rozbawiony. 
-Co? -brunetka spojrzała na mnie pytająco, pewnie nie do końca rozumiała o co mi chodzi. 
-Pytam, czy zanieść cię na rękach do twojego pokoju? Bo wiesz, wtedy, jeśli się przewrócimy, to przynajmniej razem -zaśmiałem się z jej reakcji.
-Nie, nie musisz... -nie dane jej było dokończyć wypowiedzi, bo nim zdążyła to zrobić podniosłem ją ponad ziemię, chwytając pod kolanami i plecami dziewczyny. 
Pisnęła zaskoczona i odruchowo owinęła ręce wokół mojej szyi. 
-Shane! -powiedziała z wyrzutem w głosie.
-Proszę o wybaczenie, moja pani -odparłem teatralnie, a następnie skierowałem się w stronę schodów. 
Allijay? <3

niedziela, 29 stycznia 2017

Od Shane'a do Jasmine

Leżałem na łóżku, wpatrując się w sufit. Na moim brzuchu siedział Yamzes i mruczał głośno z zadowolenia, gdy drapałem go za uszami lub głaskałem po łebku. Było późno, dokładnie środek nocy. W zasadzie powinienem już dawno spać, ale  gdy tylko udało mi się zapaść w sen od razu się budziłem. Nie wiem czym to było spowodowane. W końcu dałem sobie spokój z próbą zaśnięcia. Nie chciałem się zmuszać, bo pewnie śniły by mi się same koszmary, a tego wolałem uniknąć. Po prostu leżałem bezczynnie. Po kilkunastu minutach obserwacji sufitu usiadłem na łóżku sięgnąłem po telefon znajdujący się na moim biurku. Wszedłem w galerię i oglądałem zdjęcia zrobione jeszcze w domu. Często tak robię, chcąc powspominać. Na większości obrazów byłem ja, moja siostra, tata, kot, motocykle albo koń. Znalazłem jeden film, ale nie przypomniałem sobie, żebym coś ostatnio kręcił, więc zaciekawiony postanowiłem go obejrzeć. Jak się okazało było to kilka dni przed moim wyjazdem, gdy próbowałem się jakoś oswoić z Varath'em, co oczywiście mi nie wychodziło. Kim musiała to nagrać, schowała się za garaż... Muszę jednak przyznać, że moje próby chociażby pogłaskania konia wyglądały tak zabawnie, że w pewnym momencie sam zacząłem się z siebie śmiać. Po kilku minutach oglądania napisałem do siostry. Oczywiście byłem tak zaspany, iż zapomniałem o zasadzie nie pisania do siebie w środku nocy. Wysłałem wiadomość o treści "Śpisz?", na którą odpowiedziała po niedługim czasie: "Nie :P". "To do łóżka, spać!" odpisałem, nie zdając sobie sprawy z tego jak głupie to było. Nie wiedziałem również, w którym momencie magicznym sposobem udało mi się, mimo wszystko, zasnąć. 
~*~
Rano byłem niezwykle zmęczony, ale na szczęście kawa postawiła mnie na nogi. Ubrałem się, umyłem, by wyglądać jak człowiek. Potem zszedłem na dół, na śniadanie. Ze sobą zabrałem również paczkę żelków, poniekąd nieświadomie. Ustawiłem się w kolejce po posiłek. Rozglądnąłem się. Przede mną stała brunetka, trochę znudzona wpatrywała się w plecy osoby przed nią. Odchrząknąłem by zwrócić na siebie jej uwagę. Odwróciła się w moją stronę, zgodnie z moim zamiarem. 
-Czy raczy się piękna pani poczęstować? -zapytałem, kłaniając się lekko i wyciągając w jej stronę rękę z paczką żelków. 
Jasmine? XD

Od Shane'a CD Allijay

Zaraz po skończeniu posiłku udałem się na górę, do swojego pokoju. Podczas wchodzenia po schodach szukałem klucza, który znalazłem po krótkiej chwili. Wsadziłem go do zamka i przekręciłem, dzięki czemu drzwi się otworzyły. W tym samym momencie Yamzes przecisnął mi się między nogami, a następnie pobiegł wprost przed siebie. Krzyknąłem za nim, jednak pewnie nawet nie wpadł na pomysł by się zatrzymać. Błyskawicznie pobiegłem za kotem, nie dbając już o zamknięcie drzwi do pokoju. Biegu po schodach o mało nie przepłaciłem życiem. Z ostatniego półpiętra spadłem, boleśnie obijając sobie łokcie, nogi oraz brodę przy lądowaniu. Miałem farta, że akurat wtedy korytarz był pusty. Chociaż biorąc pod uwagę fakt, że nikt mi nie pomoże w złapaniu sierściucha, to wolałbym mieć tu teraz kogoś pod ręką... Nie zważając dłużej na ból kontynuowałem pościg za kotem, który teraz pewnie już jest za górami, za lasami. Na szczęście udało mi się złapać kocura tuż przy wejściu na jadalnię.
-Jak mogłeś? -zapytałem patrząc z wyrzutem w żółte, kocie oczy, w których paliły się ogniki rozbawienia.
W odpowiedzi Yamzes miauknął żałośnie, na co chwyciłem go delikatnie za kark, by w spokoju udać się do swojego pokoju, bez dalszych przygód. Udało mi się to, więc odstawiłem kota na podłogę, zaraz po szczelnym zamknięciu drzwi. Zrezygnowany futrzak podreptał w kierunku mojego łóżka, na którym po chwili się położył. Ja natomiast usiadłem przy biurku i studiowałem treści pozostawionej tam kartki z planem lekcji oraz innymi potrzebnymi informacjami. Po kilkunastu minutach wiedziałem już wszystko, co chciałem wiedzieć, więc chwyciłem za jedną z moich książek i usiadłem na fotelu, naprzeciwko łóżka, zagłębiając się w lekturę. Niedługo później zadzwonił mój telefon. Niezwłocznie odebrałem, a w słuchawce usłyszałem głos siostry.
-Co tam, Shi? -zapytała wesoło, jak zawsze. -Koń cię nie pogryzł? -zaśmiała się.
-Nie... -odparłem mało przekonująco. -Właśnie czytam książkę, a przed chwilą musiałem gonić Yamzesa po całym akademiku -westchnąłem, czując nasilający się ból po upadku ze schodów.
-Dobry kotek... -szepnęła rozbawiona Kim.
-Zdrajca... -stwierdziłem.
-Oj, no nie gniewaj się -mruknęła, starając się ponownie ukryć chęć zaśmiania się. -Opowiadaj lepiej kogo już poznałeś -nie rozmawialiśmy na żywo, a jednak byłem pewny, że w tym momencie moja siostra usiadła wygodnie na łóżku, szukając się na długą i interesującą opowieść.
-Gdy odprowadzałem Varath'a do boksu spotkałem, najprawdopodobniej, właściciela całego tego miejsca. Kazał mi przynieść czaprak i owijki, więc gdy tylko zaprowadziłem konia poszedłem do siodlarni. Znalazłem potrzebne rzeczy, a gdy wychodziłem z pomieszczenia wpadłem na pewną dziewczynę... -zacząłem się już rozkręcać.
-Oho! To będzie ciekawie... -stwierdziła Kim. -Ładna? -zapytała wprost.
Odpowiedziało jej wymowne milczenie. Znała mnie, więc znała również odpowiedź na swoje pytanie.
-Wracając: gdy wykonałem zadanie wróciłem do niej, żeby przeprosić za całą sytuację. Później jakoś tak wyszło, że odprowadziłem ją do pokoju, później poszliśmy na obiad... -ponownie nie dane mi było dokończyć.
-No, to wspólny obiad macie zaliczony, gratulacje! -przerwała mi w perfidny sposób.
-A ty tylko o jednym... Głodnemu chleb na myśli... -miałem nadzieję, że po tym już zamilknie i da mi skończyć.
-Głodny głodnemu wypomni... -kolejny raz się zaśmiała, ciesząc się zapewne ze swojego triumfu.
-Kim, jeśli chcesz, żebym ci opowiedział to daj mi skończyć -poprosiłem, wzdychając.
-No, dobra, gadaj.
-Następnie wróciliśmy do swoich pokoi. Koniec historii.
-Tyle? Um... -mruknęła niezadowolona. -Dobra, ja i tak muszę kończyć. Zadzwoń jutro, bo jak nie to ja zadzwonię. Pa, kocham cię! -po tych słowach rozłączyła się.
Odłożyłem telefon na biurko i po krótkim zastanowieniu się nad całą tą rozmową wróciłem do czytania książki. Po godzinie również ona wylądowała na stole. Ja natomiast położyłem się na łóżku, zrzucając z niego przy okazji Yamzesa. Ułożyłem się wygodnie, nawet niczym się nie okrywając. Nie było mi zimno, poza tym niezrażony kot z powrotem wskoczył na materac i przytulił się mocno do mojego brzucha. Biło od niego ciepło, a mruczenie cudownie usypiało. Przed zaśnięciem chwyciłem jeszcze jednego z pluszaków w swoje objęcia.
~*~
Obudziłem się koło godziny dziewiętnastej. Zwlekłem się zaspany z łóżka i podszedłem do biurka, o mało nie potykając się o Yamzesa plątającego się między nogami. Sięgnąłem po kartkę z godzinami posiłków. Stwierdziłem, że można by teraz udać się na kolację, a potem mieć jeszcze czas na... Właściwie nie wiem na co... Znam przecież jedną osobę - Allijay. Chociaż w sumie ją mógłbym zaprosić do siebie i wymyślić jakieś zajęcie. Mam przecież różne gry, filmy...
Po ogarnięciu swojego wyglądu i całego siebie zszedłem na dół na kolację. W rękach nadal trzymałem pluszowego misia, z którym zasnąłem po południu. Odebrałem jedzenie, a następnie skierowałem się do stolika. Usiadłem dokładnie w tym samym miejscu, co podczas obiadu z Allijay. Zastanawiałem się czy przyjdzie...
Allijay? Dosiądziesz się? :3

piątek, 27 stycznia 2017

Od Shane'a CD Allijay

Dzień zacząłem od spotkania mojego nosa z ciemnymi panelami. Spadnięcie z łóżka nie zachęciło mnie do wstawania, ale mimo to z cichym jęknięciem podniosłem się z podłogi. Przecierając oczy udałem się w kierunku schodów, a następnie do kuchni. Kawa była już gotowa, a to, że dawno wystygła uświadomiło mi, która jest godzina. Zerknąłem szybko na zegar, wcześnie. Po południu mieliśmy wyjechać, a z moim poczuciem czasu możemy się spóźnić, nawet z pięciogodzinnym zapasem. Nie pozostało mi nic innego jak wolno wypić pobudzający napój, a w następnej kolejności podjąć walkę z bagażem. 
Po pół godzinie udało mi się już przebrać, a także umyć. Do spakowania wszystkich potrzebnych rzeczy musiałem znaleźć żywą duszę o dobrym sercu, która poświęciłaby chwilę by mi pomóc. 
-Kim! -krzyknąłem w nadziei, że siostra już nie śpi i mnie usłyszy. 
Nikt nie odpowiedział. Westchnąłem schodząc na parter. Zajrzałem do wszystkich pomieszczeń, ale w żadnym z nich nie znalazłem poszukiwanej. Stanąłem bezradnie na środku salonu. Do głowy przyszedł mi pomysł, że może jest na podwórku. Od razu chwyciłem za kurtkę i narzuciłem ją na ramiona. Wypadłem z domu niczym huragan krzycząc imię siostry. 
-Nie drzyj się, bo sobie gardło zedrzesz! -odpowiedział mi tata. 
Jego głos wyraźnie dobiegał z garażu, dokąd niezwłocznie się udałem. Ojciec kucał przy swoim motocyklu, a na stole z narzędziami siedziała Kim wesoło machająca nogami. 
-Cześć Shi! -przywitała mnie radośnie.
-Chodź, mała, jesteś mi potrzebna. Muszę się spakować -powiedziałem, pokazując ręką kierunek, w którym musimy się udać. 
-Taki duży chłopiec, a sam nie potrafi? -zaśmiał się tata. 
-Jeśli jeszcze pamiętasz, ojcze, to dziś wyjeżdżam -odparłem. W myślach próbowałem przypomnieć sobie nazwę tego ośrodka, ale wyleciało mi z pamięci. 
-Oczywiście, że pamiętam -wstał od maszyny i otrzepał ręce z brudu. 
-Dobrze, zatem ja biorę Kim, żeby mi pomogła i widzimy się w garażu, jak się spakuję -oznajmiłem, po czym znów udałem się do domu. 
Młodsza siostra od razu pobiegła za mną, a chwilę później już oboje znaleźliśmy się w moim pokoju. Pakowanie moich rzeczy zajęło o wiele więcej czasu niż przewidywałem, ponieważ Kim zarządziła bitwę na poduszki, a gdy te wylądowały za drzwiami chwyciła moje ubrania, w efekcie czego wszystkie, bez wyjątku, magicznym sposobem wyszły z walizki. 
~*~
Około trzynastej bagaż znajdował się już na podwórku, koło samochodu. Varath załadowany, podobnie jak mój KTM. Z koniem były małe problemy, bo ja oczywiście nie zbliżyłem się do niego na krok. Poza tym w tamtej chwili i tak musiałem znaleźć Yamzesa, co po niedługim czasie mi się udało. Postawiłem karton z kotem obok bagażu, a potem odwróciłem się ponownie w stronę domu. 
-Będę tęsknić! -Kim rzuciła mi się na szyję i mocno przytuliła. Bez wahania oddałem uścisk. 
-Ja też, ale spokojnie, będę dzwonić -odparłem na pocieszenie. Jesteśmy ze sobą bardzo zżyci, więc rozstanie nigdy nie przychodzi łatwo. 
-Dobra, młodzieży, już musimy jechać -krzyknął tata pakując walizkę do samochodu. 
Jeszcze raz zerknąłem na dom, garaż, ogród i siostrę. Nie miałem czasu na wnikliwą obserwację, więc zaraz wsiadłem do auta. Samo zaśnięcie nie było już trudne. 
~*~
Rozpakowanie się oraz ogarnięcie całego pokoju oraz korytarza na tym piętrze zajęło mi niecałe półtorej godziny. Później przyszedł czas na zajęcie się motocyklem i koniem... Z pierwszym poszło łatwo, z drugim gorzej.
Spiąłem się wewnętrznie, by w ogóle wprowadzić Varath'a do stajni. Po drodze spotkałem jakiegoś pana, chyba właściciela tego miejsca. Poprosił mnie o przyniesienie czapraku oraz owijek. Najpierw wprowadziłem swojego ogiera do boksu. Minąłem jeszcze dziewczynę, która była zajęta czyszczeniem własnego konia. Szybko skierowałem się do siodlarni, gdzie miałem nadzieję znaleźć potrzebne rzeczy. Gdy wychodziłem wpadłem przez przypadek na mijaną wcześniej ciemnowłosą. Zderzyliśmy się, ale na szczęście obeszło się bez lądowania jednego z nas na podłodze.
-Oj, wybacz. Nic ci nie jest? -zapytałem od razu, jak nakazywała kultura oraz moje własne sumienie. 
-Tak, wszystko w porządku, dzięki -odparła, gdy nasze spojrzenia na chwilę się skrzyżowały. 
-Przepraszam cię najmocniej, ale... -tu zerknąłem kątem oka na trzymane przeze mnie przedmioty. -muszę to zanieść tamtemu panu -uśmiechnąłem się delikatnie, by jakoś załagodzić sytuację. Nie mam w zwyczaju tratowania kobiet.
-Jasne, spoko -odpowiedziała z równie promiennym uśmiechem. 
Minęliśmy się już bez przeszkód, ja zaniosłem czaprak oraz owijki gdzie trzeba, a dziewczyna poszła tam gdzie chciała. Mimo to  po wykonaniu zadania zawróciłem, by się chociaż przedstawić. Warto mieć jakichś przyjaciół w nowej szkole, a póki co nie znam tu nikogo. Ponownie natknąłem się na brązowowłosą przy boksie, zapewne, jej wierzchowca. 
-Jeszcze raz cię gorąco przepraszam. Za całą sytuację. Powinienem jakoś inaczej to rozegrać -na moje usta znów wkroczył mały uśmieszek. -Nazywam się Shane Harker -spojrzałem w oczy nieznajomej, chwyciłem ją za dłoń i delikatnie ucałowałem, niczym prawdziwy gentleman. -A jak tobie na imię, piękna? -kontynuowałem swoje dobre maniery, a przynajmniej to miałem na celu. 
Allijay? :*

wtorek, 24 stycznia 2017

Shane Harker i Varath

[from google]
Motto: "Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu."
Imię: Shane
Nazwisko: Harker
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 12.12.1997 (20 lat)
Pochodzenie: Anglia; Londyn
Pojazd: KTM 390 Duke
Pokój: 59
Grupa: I
Poziom: średnio zaawansowany
Koń: Varath
Głos: Red 
Partner: -
Rodzina:
Eva Harker - kochająca matka, z zawodu informatyczka, jej pasją była jazda konna. Przez wypadek na koniu zmarła, gdy Shane miał 12 lat.
Rafael Harker - ojciec, surowy, ale troskliwy. Shane nie wie gdzie dokładnie pracuje, ale od wieku 6 lat wierzy, że jest tajnym agentem rządowym. Do tej pory się to nie zmieniło. W wolnych chwilach zajmuje się motocyklami, to właśnie po nim Shane odziedziczył miłość do tych maszyn.
Kim Harker - siostra Shane'a, młodsza od niego o 5 lat. Bardzo się zżyli po śmierci matki i nadal są ze sobą blisko.
Aparycja: Shane to chłopak wysoki, mierzy około 185 centymetry wzrostu, czego nie lubi, ponieważ woli mieć ludzi na wysokości swojego wzroku, a przez to musi się często schylać. Ale ma to również swoje plusy. Na przykład takie, że sięga do wyższych półek.
Przeważnie jest lekko opalony, aczkolwiek nie lubi przebywać długo na słońcu. Częściej spędza czas w cieniu, co oczywiście nie znaczy, że leży i nic nie robi. Przeciwnie, lubi być w ciągłym ruchu, ma mnóstwo energii. Mimo to nie ma problemu z odpoczywaniem. Trzeba także wziąć pod uwagę to, że Shane do odpoczynku zalicza motocyklowe przejażdżki. Te maszyny to jego pasja, przez co często można spotkać go w stroju motocyklowym lub kasku. Na codzień woli jednak zakładać luźne ubrania nie ograniczające ruchów, o wielu kolorach. Gdy wybiera się na bardziej eleganckie imprezy, w przeciwieństwie do większości nastolatków, nie ma problemu z noszeniem garnituru, ani nawet eleganckich butów.
Shane jest niewątpliwie uroczym blondynem o jasnych, zielonych oczach, w których można
znaleźć
jego prawdziwe emocje, to co stara się ukryć. Osobiście Shane lubi swoje włosy i dba o nie, często także staje przed lustrem, by samemu spojrzeć sobie w ślepia. Patrząc w swoje odbicie zdarza mu się również mówić do siebie.
Charakter: Shane został wychowany na kulturalnego człowieka z własnym regulaminem, którego nie zawsze przestrzega, ale twierdzi, że skoro go zna, to może go też łamać. Nigdy jednak nie podniesie ręki, czy nawet głosu na kobietę, te zasady są dla Shane'a niezwykle ważne, podobnie jak obrona swojego honoru, niczym gentlman z dawnych czasów. Rzeczywiście, to poniekąd wzorzec, do którego dąży. Tak jak ci eleganccy mężczyźni z dawnej epoki zawsze służy pomocą i silnym ramieniem. Wie jak się zachować w towarzystwie, pokazać się z tej najlepszej strony. Mimo wszystko nie jest staroświecki, wbrew przekonaniom niektórych osób. Ma poczucie humoru, wie co to spontaniczność, lubi dobrą zabawę. Zazwyczaj stara się wyczuć na co jego przyjaciel ma ochotę i wybiera coś, co będzie odpowiadało im obojgu. Jeśli natomiast towarzyszy mu kobieta, to wychodzi z założenia, że w pierwszej kolejności ona musi się dobrze bawić, a on czerpać radość z jej radości, licząc na odwzajemnienie. A prawdę mówiąc Shane z łatwością znajduje przyjemność w uśmiechu innych. Oprócz tego uwielbia się przytulać, czuć bliskość drugiej osoby. Bez obaw można mu powierzyć tajemnicę i mieć pewność, że nikomu jej nie zdradzi. Godny zaufania, wspaniały
przyjaciel, który, może nie zawsze potrafi dobrze pocieszyć, ale jest w najtrudniejszych chwilach. Sam też ma czasem gorsze dni, gdy powracają do niego złe myśli. Przez to, że bardzo przywiązuje się do ludzi, teraz tęskni za swoją rodziną. Śmierć mamy była największym ciosem, jaki go w życiu spotkał. Możliwe, że przez jej wypadek nabawił się strachu przed końmi. Nie umie do końca wytłumaczyć czemu boi się tych zwierząt i mimo, że ta fobia jest dość głupia Shane się z nią nie kryje, ani przed nią nie ucieka. Wie, że musi pokonać swoje lęki, chociaż przychodzi mu to z trudem. Jednak ten blondyn to uparty człowiek, który dąży do wyznaczonego sobie celu, a każdą porażkę traktuje jako szansę, by się podnieść. "Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą."
Shane, jak większość ludzi, ma w sobie cząstkę dziecka. U niego jest to na przykład miłość do waty
cukrowej oraz czekolady, oglądanie bajek Disney'a czy spanie z pluszakami. Czasami objawia się w
nim całkiem dziecinne zachowanie, ale jest to bardziej urocze niż dziwne. Widok uradowaneg
blondyna tulącego do siebie misia, kto by się nie uśmiechnął? Jednak wie, że maskotki nie zastąpią mu przyjaciół, rodziny i drugiej połówki. Dlatego największe co można Shane'owi podarować to
poświęcony mu czas. Docenia każde, nawet najmniejsze gesty, można mu sprawić przyjemność jednym, szczerym uśmiechem. Właśnie, ceni również szczerość, nie znosi kłamstwa oraz przemocy wobec słabszych. Łatwo zyskać jego zaufanie, ale równie łatwo można je stracić, mimo, że stara się dawać drugą szansę.
Zainteresowania: Sposób Shane'a na oderwanie się od codziennych problemów zazwyczaj stał w garażu. Innymi słowy jest to motocykl, KTM, który dostał na 17 urodziny. Oprócz tego interesuje się tańcami, nowoczesnymi oraz klasycznymi, dzięki czemu ma się czym popisać na dyskotekach. Czyta także dużo książek o różnej tematyce. Mimo swojego wieku uwielbia również oglądać bajki dla dzieci i przytulać się do maskotek. Do tego zaliczają się również zwierzęta, które Shane również nazywa "przytulakami".
Inne:
~W przeszłości kolekcjonował komiksy.
~Jako dziecko miał uczulenie na kocią sierść, ale na szczęście z tego wyrósł.
~Z filmów najbardziej lubi horry, dreszczowce oraz filmi dla dzieci.
~Totalnie nie zna się na koniach.
Kontakt: apples
Inne Pupile: Yamzes

IMG_0369.jpg
Imię: Varath
Płeć: Ogier
Rasa: Koń hanowerski
Data urodzenia: 23.05.2012 (5 lat)
Charakter: Varath jest koniem o spokojnym charakterze. Skory do współpracy, ćwiczeń, zawsze daje z siebie wszystko. Cechuje go posłuszeństwo oraz przyjazne nastawienie do ludzi. Jeździec może w pełni na nim polegać. Nie jest nerwowy, nie łatwo go spłoszyć. Ma mnóstwo energii, ale potrafi cierpliwie ustać w miejscu.
Specjalizacja: Ujeżdżenie, skoki
Umiejętności: Sam Shane nie ma pojęcia jakie umiejętności ma ten koń, ponieważ zbytnio się tym nie interesował. Jedyne co wie na ten temat to to, że Varath świetnie radzi sobie w skokach i ujeżdżeniu.
Właściciel: Shane Harker