Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brooke. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brooke. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 października 2017

Od Brooke CD Zaina

- Zain nauczycielem?- zaśmiałam się.
Uniósł brwi do góry.
- Wątpisz we mnie?
- Niee.
- Kłamiesz. Póki nie przyjdziesz nie przekonasz się- odparł niby obojętnie i  pokręcił głową.
- A kto powiedział ze nie przyjdę?- wyszczerzyłam się.
Chłopak tylko cicho westchnął. Chyba już nie chciał drążyć tematu. Zaśmiałam się cicho co ponownie zwróciło uwagę chłopaka.
- Co ciebie tak śmieszy?
- Ty i twoje zrezygnowanie- podniosłam się do siadu. Teraz analizowałam czy opłaca mi się schodzić na dół aby napić się herbaty. Tak to dobry pomysł. Zwiesiłam nogi z łóżka i podeszłam do drzwi.
- Gdzie ty znowu idziesz?- westchnął.
- Na dół? Mam ochotę na herbatę- odpowoedziałam i wyszłam z pomieszczenia. Źle myślałam, że zejdę sama. Usłyszałam za sobą kroki czyli Zain również postanowił zejść. Zain zszedł na dół za mną i usiadł na jednym z krzeseł.
- Ale masz świadomość tego, że ja wracam tam na górę?- powiedziałam zapobiegawczo.
- A nie wolisz spędzić tego dnia jakoś ciekawiej? Skoro już jesteśmy zmuszeni tutaj dłużej zostać?
- Nie? Ty możes gdzieś jechać, ale ja zostaję- drążyłam i nalałam do kubka, który przed chwilą wyciągnęłam z jednej z szafek, gorącej wody, która już po chwili zmieniła kolor. Chłopak uniósł jedna brew i wrócił na górę ja zostałam jeszcze chwilę na dole. Czy on zszedł tylko po to any prowadzić ze mną negocjacje, które tak czy siak nie doszły do skutku? Nie spodziewałam się. Chwyciłam ciepły kubek w dłonie i zawiesiła wzrok na widoku za oknem. W końcu wyszłam z kuchni i zaczęłam wchodzić po schodach. Jakie to było męczące. Nie lubię schodów. Windy są lepsze. Gdy dotrałem w końcu na górę doszłam pod drzwi pokoju. Na łóżku leżał chłopak i patrzył w sufit. Interesujące zajęcie. Przekroczyłam próg i odłożyłam kubek na stolik poczym wskoczyłam na łóżko, łądując zaraz obok chłopaka.
- Czy ty naprawdę chcesz aby to łóżko poszło do wymiany?
- Ja tylko sprawdzam jego wytrzymałość- odparłam i przekręciłam głowę patrząc na Zaina, następnie podążając za jego wzrokiem wprost na sufit.
- Zamierzamy przeleżeć tak cały dzień?- spytał w końcu.
- Ja tak. Nie mam zamiaru się stąd ruszać - powtórzyłam się, a Zain spojrzał na mnie i zmarszczył brwi.
- No co? Sam powiedziałeś, że
jesteś słodki i ciepły, więc teoretycznie więcej mi nic nie potrzeba- wzruszyłam ramionami- Jak to było?
-  Naturalny środek do utrzymania twojego życia- dokończył.
- Właśnie.
happy couple gif - Google Search- Aż mi się ciepło na serduszku zdobiło- odparł ze szczerym uśmiechem i przyciągnął do siebie- Widzisz i jest od razu inaczej jak nie sprzedajesz mi tych swoich złośliwości- powiedział.
Zaśmiałam się cicho i spojrzałam przelotnie na chłopaka.


Zain?
Ee to wykonanie jest zuee >.<

niedziela, 1 października 2017

Od Brooke CD Zaina

Ale on mnie w ogóle nie spytał o zgodę. Ja nie chce jeszcze spać. Mogłabym zrobić tyle ciekawych rzeczy, a on to wszytko psuje.
- Zain, Zain, Zain, Zain, Zain- zaczęłam powtarzać jego imię
Westchnął głośno.
- Wkurzająca jestem, prawda?
- Wcale- zmrużył oczy
Uśmiechnęłam się szeroko i podniosłam do siadu.
- Kładź się. Miałaś iść spać- burknął
- Ale ja nie chcę?- spojrzałam na niego z grymasem
- Brooke nie rób cyrków i chodź spać- wyciągnął ręce
A czyli teraz próbuje być miły. Dobry jest.
- Kuszące, ale nie. Nie chce mi się spać- odparłam po raz kolejny i wstałam z materaca
- Brooke- jęknął
Zastanawiałam się gdzie pójść. Wyszłam z pokoju i stanęłam na skraju schodów.
Zain stanął obok mnie.
- Tylko nie skacz- mruknął
- A ty z mostu skakać możesz?- zdziwiłam się
- Bo mi wolno.
Pokiwałam głową z uznaniem.
- Dużo ich- zmarszczyłem brwi
- Schodów?- zdziwił się
Przytaknęłam. Było ich bardzo dużo. Więcej niż zapamiętałam.
- Chcesz mi poasystować w schodzeniu?- spojrzałam na stojącego obok chłopaka
- A nie chcesz wróci do pokoju?- pokręciłam głową.
- Jak muszę. Bo jeszcze się zabijesz.
- Wcale nie!- szybko zaprzeczyłam- A nawet jak zlecę to ty ze mną, bo mi pomagasz w schodzeniu- wyszczerzyłam się.
- Jak z dzieckiem- szepnął do siebie.
Zain poszedł pierwszy, a ja zaraz za nim.
- Zain? Spadłeś kiedyś ze schodów?
- A kto nie spadł?
- A chcesz spaść jeszcze raz?
- Nawet o tym nie myśl!- zaprzeczył szybko i zatrzymał się.
- Ale o czym?
- Chcesz mnie zrzucić ze schodów. Wiesz, że przy tym ucierpi moja twarz?- skrzywiłam się.
- Tobie i tak nic nie pomoże- minęłam go, a on aż otworzył usta ze zdziwienia.
- Oj weź przestań przeciez żartuje!- zachichotałam.
- Zapamiętam to- burknął.
Zeszłam niżej, ale na samym końcu mnie coś zaniepokoiło. Zain stał już na dole, a ja zatrzymałam się na trzecim stopniu od ziemi.
- Nie idę dalej- założyłam ręce na piersi.
- Czemu?- jęknął znów.
Przecież sam chciał tu schodzić! A teraz jęczy. A może to ja chciałam zejść? Mniejsza.
- Jak ci powiem to będziesz się śmiał.
- Wcale nie.
- Kłamiesz- odwrociłam się i poszłam znów na górę
Usłyszałam za sobą kroki. Przyspieszyłam trochę i po cichu weszłam do pierwszego lepszego pokoju. Usłyszałam jak Zain przechodzi i znów wyszłam z pomieszczenia, i cicho zeszłam na dół. Trochę błądziłam, ale udało mi się zaleźć drzwi wyjściowe. W sumie to nawet nie wiem co chciałam zrobić. Nacisnęłam na klamkę i do środka wdarł się dosyć ciepły wietrzyk. Z góry usłyszałam swoje imię. Czyli jest w trakcie poszukiwań. Wyszłam szybko na zewnątrz. Odwrociłam się jeszcze na moment aby upewnić się czy idzie. Usłyszałam jak schodzi i od razu pobiegłam za dom. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to basen. Podeszłam bliżej i stanęłam na krawędzi. Wchodzić? Skakać? Ale w sumie będę cała mokra to się nie opłaca.
- Brooke, proszę nie- zaczął się zbliżać Zain
- Czemu? W sumie to się waham- dodałam i przeniosłam wzrok z wody na chłopaka, który już stanął obok i odciągnął w tył.
- To ja oszczędzę ci zbędnego myślenia i podejmę decyzję za ciebie. Idziemy spać- podkreślił ostatnie słowo
Zain prowadził mnie do domu, a ja zaczęłam mu robić wykład o tym, że nie może tak sterować moim życiem.
- Ale czemu ograniczasz mi moją wolność?- wystękałam gdy znaleźliśmy się już w domu.
- Chodź już i nie gadaj tyle, bo moja głowa i psychika tego nie udźwignie- szybka zmiana tematu.
- Ale ty się nie musisz martwić. Ja sobie dokonale poradzę- zaśmiałam się cicho i kierowałam w stronę schodów.
- Nie wątpię- westchnął gdy zaczęliśmy wchodzić znów na górę.
To było męczące. Cały czas tylko wchodzić i schodzić po tych schodach.
Zatrzymałam się na którymś z kolei stopniu i odwróciłam do chłopaka, który stał kilka stopni niżej. Tym samym patrzyłam na niego z góry i w końcu mogłam poczuć się wyższą. Oparłam dłonie na jego barkach tym samym przechylając się trochę do przodu.
- Ale...- musiałam przerwać na chwile i przypomnieć sobie co chciałam powiedzieć- Ja nie chcę spać- pokręciłam głową.
Wszedł te kilka stopni do góry i pociągnął za sobą.
- Zaczynasz już gadać od rzeczy. Nawet nie wiesz, że chce ci się spać.
- Od kiedy ty Zainuś taki poważny?- zdziwiłam się i zaczęłam oglądać korytarz którym szliśmy. Wyjątkowo ciekawy się zrobił. Mijaliśmy pokoje, a jeden z nich był nawet otwarty. Było szarawo, ale i tak dało się dostrzec, że w środku był niezły bałagan.
- Ale masz syf w pokoju- pokręciłam głową.
Zain odwrócił się w moją stronę i uniósł jedną brew ku górze.
- Ja nawet wiem kto go zrobił- zdziwiłam się.
Gdzieś daleko, daleko i bardzo głęboko zaczynało coś świtać, ale mój umysł był obecnie w złym stanie aby to zweryfikować.
- Wyglądasz na zmęczonego- przyjrzałam się mu- Czemu się nie położysz?- przekręciłam lekko głowę w bok.
Zain uniósł brwi i otworzył szerzej oczy.
- Czy ty sobie żartujesz?
Czy ja żartuje? Nie. Przecież stwierdziłam to przed sekundą, bazując na obserwacjach.
- A czy ja wyglądam jakbym żartowała?- spytałam i mijając go poszłam dalej. Doszłam do końca korytarza i rozejrzałam się. To gdzie jest ta sypialnia? Odwróciłam się i znalazłam wzrokiem chłopaka, który czekał przy drzwiach jednego z pokoi. O to pewnie tam. Poszłam w tamtym kierunku i weszłam do pomieszczenia. Usiadłam po turecku na materacu. I czekałam na Zaina.
- Mam pomysł- zaczęłam i czekałam na reakcję chłopaka, który usiadł na łóżku- Może pośpiewamy?- Zain zaśmiał się i pokręcił głową
- A może położysz się, zamkniesz te swoje oczka i spróbujesz zasnąć?
- Mogę to rozważyć- zaczęłam się zastanawiać i opadłam na materac
- Znacznie lepiej- mruknął i położył się obok

Otworzyłam powoli oczy. Wcale tego nie chciałam. Nie chciałam aby mnie wszystko bolało i aby było mi niedobrze i aby mnie cholernie bolała głowa. Jęknęłam cicho.
- O czyli ktoś jednak wstał- usłyszałam za sobą
Przewróciłam się na drugi bok. Ujrzałam Zaina, który leżał na plecach i nie odrywał wzroku z ekranu telefonu.
- Ale ja ciebie nie nawidzę- powiedziałam to chowając twarz w poduszce.
- Mowisz to za każdym razem gdy wypijesz za dużo, a następnego dnia źle się czujesz.
- Bo za każdym razem to twoja wina.
- Wypraszam sobie!- oburzył się- Wczoraj to była tylko i wyłącznie twoja wina. Gdyby nie ja byłabyś dzisiaj w dużo gorszym stanie- dodał w dalszym ciągu z oburzeniem
- Dobrze już dobrze. Moja wina, a ty jak zawsze cudowny, tylko już tak nie krzycz- burknęłam do poduszki
- Ale wiesz, że wczorajszy dzień Bycia Miłym Dla Zaina się skończył?
- Wiem doskonale. A ty też wiesz, że będę dzisiaj jeszcze gorsza przez mój obecny stan.
- Cudownie złośliwa Brooke razy dwa plus zły humor. Powiedz jeszcze, że masz okres i twoje zachowanie będzie jeszcze gorsze- zaśmiał się i chyba nie wiedział, że trafił w sedno, a on ma przesrane. Chyba. Może postaram się i nie bede AŻ TAKA zła?
- Skąd wiedziałeś?- uniosłam głowę i spojrzałam na Zaina to wystarczyło mu aby wiedzieć, że dzisiaj będzie źle.
- Ale się wkopałem- westchnął.
- Ja się będę starać...
- ...ale nie wyjdzie?- dokończył.
Pokiwałam głową i moja twarz znów zatopiła się w poduszcze.
- Wstawaj. Na dole jest śniadanie, a po południu mamy samolot.
- Nie będę nic jadła, bo to się źle skończy- odparłam po zdecydowanie dłuższej chwili- I nigdzie nie lecę.
- Lecisz, lecisz. Zapomniałaś, że musimy wracać? Wakacje się kończą- dodał.
Jakbym tego nie wiedziała.
- Siłą mnie tam dzisiaj nie zaciągniesz- mrukęłam.
- Zakład?
- Zakład. Pamiętaj będę gryźć- ostrzegłam go.
Zapadła chwila ciszy, która swoją drogą była bardzo kojąca. Postanowiłam ją jednak przerwać:
- Zain? Co ja wczoraj odwaliłam?
- Poza tym, że o 5 nad ranem chciałaś się kąpać w basenie, bałaś się podłogi, chciałaś zrzucić mnie ze schodów i zrobiłaś mi wykład dlaczego zamykam ciebie w domu to nic specjalnego- zaśmiał się.
- A to świetnie- obróciłam się na plecy.
- A przypomniałem sobie!- ożywił się i zmierzył mnie niezadowolonym spojrzeniem - Stwierdziłaś, że mojej twarzy już nic nie pomoże. Jest mi z tego powodu smutno i oficjalnie jestem na ciebie obrażony.
Ugh. Zabrzmiało groźnie.
- Tak, tak. Wiecej się to nie powtórzy. A kiedyś ci to mogę nawet wynagrodzić.
- Zapamiętam to, ale to i tak nie zmienia faktu ze jestem obrażony- parsknął.
- Zain?
- Hmm?
- A i przynieś mi coś na ból głowy?- zatrzepotałam rzęsami
- Magiczne słowo?
- Prooszę- jęknęłam
- Lepiej- wyszczerzył się- Ale nie.
- No proszę. Zaain. Pamietaj. Ja jestem w bardzo złym stanie. I na razie tego nie przejawiam więc się powinieneś cieszyć. Ale jak mnie do tego zmusisz...
- Tylko bez takich! Gróźb nie uznaje! Wychodzę- tak jak powiedział tak zrobił 
Westchnęłam cicho. Może to nawet dobrze? Nie ruszę się stąd. Nie ma mowy. Będę tu siedzieć nawet do jutra.

Zain?

sobota, 16 września 2017

Od Brooke CD Zaina

Właściwie to tylko Zain się musiał wysilać. Bardzo mi taka sytuacja w sumie pasowała. Nie musiałam się za dużo przemęczać.
- W sumie jest nawet lepiej niż na Tikani- stwierdziłam- Sam wiesz jak trafić i jesteś bardziej przewidywalny w takiej sytuacji- podzieliłam się swoimi jakże wartościowymi przemyśleniami z Zainem
- Jesteś tego pewna?
- Nie kombinuj już tylko- poprosiłam- Wystarczą mi mokre ubrania, które się do mnie lepią- mruknęłam
- Jestem w tej samej sytuacji, a poza tym jak już ci mówiłem, nikt nie każe ci ich nosić- westchnęłam tylko w odpowiedzi- No właśnie, więc mi nie marudź- zakończył temat

- Dzisiaj ty zaplanowałaś resztę dnia- zaczął- Tak więc ja planuję jutrzejszy dzień- zerknął na mnie i był pewnie pewien jakiś sprzeciwów z mojej strony jednak wyszło zupełnie inaczej.
- Okej.
Zain zmarszył brwi i powoli odwrócił się w moją stronę ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy.
- No co?- zaśmiałam się widząc jego reakcję
- Nic. Absolutnie nic- pokręcił głową
- Skoro jutro ma być spokojnie to o nic nie muszę się martwić.
- Aha czyli jutro ufasz mi bezgranicznie?
- Na pewno bardziej niż w dni powszednie, a poza tym to nie tak, że ci nie ufam- oburzyłam się
- To niby jak?- uniósł jedną brew ku górze 
- Po prostu- zatrzymałam się aby odpowiednio ubrać to w słowa- czasami...
- Już widzę, że kłamiesz, ale mów dalej- wyszczerzył się
Zmierzyłam go morderczym spojrzeniem.
- Czasami- powtórzyłam znów- Twoje pomysły zagrażają życiu. Twojemu jak i osób, które przebywają w twoim towarzystwie.
- Martwisz się- uśmiech nie schodził mu z twarzy
- Ktoś musi- westchnęłam
- Przesadzasz- parsknął
- A skok z mostu?- wzruszył ramionami - Wspinaczka na London Eye?- błyskawicznie znalazł się przy mnie
- Cii- położył palec na moich ustach - Za dużo mówisz. Jeszcze ci w tych twoich usteczkach zaschnie.
- Dlatego czekam na swoją herbatkę- mruknęłam i założyłam ręce na piersi
- Nie marudź tyle. Pamietaj, że zawsze liczą się chęci- pokiwałam powoli głową
- Jak się nie oparzysz to wtedy uznamy to za sukces, dobrze?- posłałam mu jeden ze swoich jakże cudownych, złośliwych uśmiechów
- Ale ja nie mogę doczekać się jutra. Nie wytrzymasz długo- wyszczerzył się
Prowokator jeden.
- A wracjąc jeszcze do herbatki. Nie rób ze mnie sieroty. Nie chcesz widzieć mnie obrażonego. Moje ego już i tak zostało poważnie naruszone i przekraczasz już powoli wszelkie granice- zmierzył mnie intensywnym spojrzeniem, czekając chyba na jakaś reakcje
- Nie zdążyłam się jeszcze przekonać jaki jestes gdy się obrazisz...
- Uwierz mi na słowo- wtrącił- Nie chcesz tego- pokręcił głową, otwierając szerzej oczy
- Czyli mam dobierać delikatniejsze słowa do swoich wypowiedzi?
- No nareszcie!- ożywił się- To nie jest jeszcze to czego bym chciał, ale widze powoli postępy i sama dochodzisz to takich, a nie innych wniosków- wyszczerzył się zadowolony
Spojrzałam na niego, kompletne nie wiedząc o co chodzi.
- Że co?
- Nic, nic. Nie myśl za dużo, skarbie- posłał mi złośliwy uśmiech 
- A twierdzisz, że to ja jestem złośliwa- burknęłam
- Uczę się od mistrza- zabawinie poruszył brwiami
Przewróciłam oczami.

NASTĘPNEGO DNIA |

Czy to był dzień, w którym miałam być miła? W sensie ja zawsze była miła. Tylko na swój sposób. Zwlekłam się z łóżka idąc prosto do łazienki, a następnie zeszłam na dół idąc prosto do kuchni, w której urzędował już Zain. Usiadłam na blacie i wodziłam wzrokiem za chłopakiem, który chyba bardzo wczuł i przygotował się do swojej dzisiejszej roli. Nie wiem jak z pomysłami, ale widzę, że tutaj liczył się teraz bardziej wygląd.
- Zain?- brunet od razu podniósł wzrok na mnie- A wiesz, że ja nic nie mówiłam o wyglądzie?- uniosłam brwi
- Powiedzmy, że to taki dodatek- podszedł i stanął naprzeciwko mnie mierząc mnie intensywnym spojrzeniem i z lekkim, typowym dla niego uśmiechem
- Dużo bardziej wolę tego starego Zaina. - A tak jest źle?- zaśmiał się
- Wolę jak jest... tradycyjnie?- nie mogłam w tym momencie znaleźć odpowiedniego słowa
- A czy przypadkiem nie liczy się to co jest w środku?- kontynuował i tym samym nachwyliwszy się złożył krótki pocałunek na moich ustach
- No niby tak- odpowiedziałam potem
- No nie dogadasz się- przewrócił oczami rozbawiony- Ty lepiej się rusz. Wychodzimy niedługo- odszedł ode mnie i skierował się w stronę wyjścia
- Gdzie?
- A czy to ważne? Przecież mi dzisiaj ufasz- wzruszył ramionami i wyszedł z pomieszczenia
Podążyłam zaraz za nim. Teraz tu nie chodzi o zaufanie. Po prostu jestem ciekawa, a jeśli nie chce mi nic powiedzieć, tym bardziej ja chciałam wiedzieć.
- No chwili spokoju nie da- pokręcił głowa i zatrzymał się patrząc na mnie
- Sam mnie tu za sobą przywlokłeś to teraz nie narzekaj- westchnęłam- Powiedz gdzie idziemy. Jestem ciekawa.
- Na miasto. Czy tak trudno było chwile poczekac?
- Tak. Ale teraz przynajmniej dam ci spokoj- uśmiechnęłam się i wrocilam spowrotem do kuchni

Oczywiście od snucia się po mieście zdążyłam zgłodnieć i musiałam się z tym faktem podzielić chłopakiem.
- Zain- powiedziałam w jego stronę, ale nie uzyskałam żadnej reakcji - Zain, Zain, Zain- powtórzyłam kilkukrotnie
Podziałało.
- Dzisiaj miało być spokojnie- westchnął
- Miałam nie być złośliwa jak to ty uważasz, ale w tej chwili jestem po prostu irytująca, ale jak to woli.
- No dobrze. W takim razie czego ode mnie chcesz?
- Jestem głodna- zamruczałam
- Ciebie też tyczy się zdanie: głodna kobieta to zła kobieta, prawda?
- Z tego co mi wiadomo tyczy się każdej kobiety.
- Ciągle coś chcesz- westchnął
Miałam wrażenie, że w pewnien sposób mnie prowokował.
- Wiesz co? Ja chcę być miła i chcę abyś mi towarzyszył podczas posiłku, a ty tego nie doceniasz- stwierdziłam- Idę sama w takim razie.
- Zgubisz się- odparł od razu z powagą
- Wątpisz w moją orientacje w terenie?
- Nie o to chodzi. Ja po prostu wiem, że się zgubisz.
- Wiesz co?
- Nie wiem, ale pewnie zaraz się dowiem- zaśmiał się
- Teraz to moje ego zosało poważnie naruszone, a poza tym nawet jak się zgubię ktoś mi na pewno pomoże.
- Sugerujesz coś?
- Od sugerowania jesteś tutaj ty- zatrzepotałam rzęsami

Zbliżał się wieczór, a ja faktycznie straciłam orientację. Oczywiście na początku było wszytko dobrze. Jednak nic nie trwa wiecznie. Przystanelam gdzieś z boku i wyciągnęłam telefon aby zadzownić do Zaina. Ja wiedziałam z czym to się będzie wiązać, ale jednocześnie nie miałam zamiaru dłużej błądzić po mieście.
Z: Czekałem kiedy się w końcu odezwiesz~ usłyszałam po drugiej stronie~ Czyżby nikt nie chciał ci pomóc?~ zaśmiał się
B: Zapomniałam o tym, a poza tym od razu jak dzwonię do ciebie to wiem, że uzyskam darmowy transport pod dom.
Z: Czyli byłem pierwszy w kolejce? Wiedziałem~ odparł triumfalnie
B: Czy jeśli przyznam ci rację będziesz usatysfakcjonowany i po mnie przyjedziesz?
Z: Jak ty mnie znasz.
B: Tak miałeś rację, zgubiłam się i to nie był dobry pomysł.
Z: Jestem pod wrażeniem~ usłyszałam po drugiej stronie
B: Dobra nie nabijaj się. Chcę już do domu~ burknęłam
Z: Nie nabijam się. Mówiłem szczerze~ podkreślił ostatnie słowo

Zain?

poniedziałek, 4 września 2017

Od Brooke CD Zaina

- Och, ale kopnął mnie zaszczyt! Uwielbiany Zain Malik postanawia oddać siebie i swój wolny czas mnie- uśmiechnęłam się słodko
- Nie przedrzeźniaj mnie, bo się rozmyślę- burknął niezadowolony pod nosem
- To tylko stwierdzenie faktu, słońce- uśmiech dalej nie schodził z mojej twarzy
Zain westchnął i tylko zaszczycił mnie jeszcze intensywniejszym spojrzeniem.
- Ty na prawdę jesteś złośliwa- mruknął pod nosem z miną obrażonego dziecka
- Charakteru nie zmienię- wzruszyłam ramionami i wstałam z kanapy, ale niedane było mi przejście nawet jednego kroku bo znowu wylądowałam na kanapie
- Nie skończyłem jeszcze- powiedział, uwaga uwaga, z powagą
- Ale ja tak, a teraz daj mi iść po herbatkę- zmrużyłam oczy
Zain uśmiechnął się szeroko.
- O co ci znowu chodzi?- spytałam, on zmieniał swoje nastroje jak chorągiewka na wietrze
- Wyglądasz tak słodko jak mrużysz te swoje oczka.
Oho! Zaczyna się.
Przewróciłam oczami i lekko się uśmiechnęłam.
- Cieszę się, że dostarczam ci tyle słodyczy- zatrzepotałam rzęsami

~***~

- Brooke!- odezwał się ożywiony
Zerknęłam w jego stronę.
- Most! Mason zatrzy...
- Nie waż się- powiedziałam, wchodząc mu w słowo
- Ale, ale...
- Nie ma żadnego ale- znowu mu przerwałam
- Ale wtedy było tak fajnie. Tylko Lewisa by ominął kolejny skok- powiedział niezadowolony
- Jeżeli byście to przeżyli- wysapałam
- Oj już nie udawaj!- zaczął
Zerknęłam na niego i uniosłam jedną brew czekajac na ciąg dalszy wypowiedzi
- Na pewno mosty dobrze ci się kojarzą- wyszczerzył się- Mam rację, prawda?
Westchnęłam cicho.
- Ha! Mam rację! Twoje milczenie czy tam westchnienie można uznać za odpowiedź pozytywną- poruszył zabawnie brwiami

Po południu byliśmy już w Bel Air. Zain stwierdził, że jest zmęczony. Jasne. Chyba życiem. Ja nie miałam zamiaru spędzić w czterech ścianach reszty dnia.
- Mam pomysł- spojrzałam na Zaina
Ten zrobił przestraszoną minę, która ani trochę mu nie wyszła.
- Oj weź przestań. Ja twoje pomysły, które są dużo gorsze- musiałam to powiedzieć- przyjmuje ze spokojem.
- Są oryginalne.
- Tak, tak, pewnie.
- Idziemy na spacerek. Na plażę.
- No, ale już jest późno i w ogóle. Ty musisz iść niedługo spać i przygotować się na jutrzejszy dzień aby rano nie wyglądać źle i wiele, wiele innych tych waszych problemów- wysapał
- Przez swoje całe życie do takich właśnie doszedłeś wniosków?
- Powiedzmy.
- Dobra rusz ten tyłek, idziemy.
- Ale ty umiesz zmobilizować człowieka- przewrócił oczami, ale jednak wstał
- Podziałało. Wstałeś- powiedziałam z zadowoleniem
- Niewiele do szczęścia potrzeba- parsknął z rozbawieniem i pojawił się w okolicy drzwi wyjściowych gdzie już stałam
- No widzisz. Wystarczy, że Zain ruszy się z kanapy i świat od razu staje się piękniejszy- posłałam mu promienny uśmiech
- Sarkazm?
- Jak bym mogła- otworzyłam drzwi i wyszłam na zewnątrz

~***~

Zain spojrzał w stronę oceanu, a potem spojrzał na mnie i jednocześnie na jego twarzy z sekundy na sekundę pojawiał się szerszy uśmiech. Zaczynam się bać. Ten uśmiech zaliczamy do - Mam super pomysł! Na pewno ci się spodoba! No chodź!
- Wykąpiemy się- to nie było pytanie tylko stwierdzenie
- Ty może tak. Ja nie mam zamiaru- odparłam i zerknęłam w stronę wody
- Tak się nie bawimy moja droga- pokręcił głową i zrobił krok w moją stronę
- Nawet nie próbuj!- ostrzegłam go
- A wiesz, że spróbuję?
Od razu odwróciłam się i pobiegłam. Logiczne, że chłopak zrobił to samo, a moje szanse malały. Zain dogonił mnie i chwytając w pasie uniósł go góry od razu zwracając się w stronę otwartej wody.
- Nie Zain, nie rób tego- powiedziałam jednocześnie mocując się z uściskiem chłopaka
Yhym. Już widzę swoje szanse w tym pojedynku.
- No chodź. A poza tym zasłużyłaś sobie.
- No proszę. Ładne proszę.
- Nie.
- Ale moje ubrania bedą mokre.
- Po pierwsze nie rób z tego problemu. Po drugie nikt ci nie będzie kazał chodzić w mokrych ubraniach- szepnął rozbawiony
- Wylądujesz w wodzie razem ze mną- warknęłam
- Jesteś tego pewna?
- Jestem tego pewna w stu procentach.
- Kolejne dwa powody: chcesz mnie utopić i jesteś zbyt pewna siebie.
- To jakie były te inne, wcześniejsze powody?- spytałam i podkurczyłam nogi, bo woda zaczynała się do mnie zbliżać
- A czy to ważne?
- Dla mnie tak!- burknęłam- No Zaain- powiedziałam głośniej przeciągając jego imię
- No Brookee.
- Nie przedrzeźniaj mnie jak nie potrafisz- chłopak się zatrzymał
Woda sięgała mu już do połowy ud, a mi w tym przydku pewnie gdzieś w okolicach pasa.
- Wiesz co? Jesteś jakoś wyjątkowo ciężka- mogłabym przysiąc, że lekko poluźnił uścisk 
- Prooszę. Ja na prawdę nie chce być mokra.
- Ale woda jest cieplutka.
- Ile mam ciebie jeszcze prosić?- przewróciłam oczami
Traciłam cierpliwość, która przy nim i tak się wzmocniła.

Zaain?
Miało być dłuższe, ale byłam zmęczona (i leniwa) aby dalej pisać x'D
I wgl takie to słabej jakości *chlip*

piątek, 11 sierpnia 2017

Od Brooke CD Zaina

Po Zainie bym się spodziewała, chociaż i tak myślałam, że się opamięta, ale Lewis? Hail najwyraźniej też się tego nie spodziewała. A przynajmniej nie w takim stopniu. Nie zastanawiając się zeszłyśmy na dół. Stanęłyśmy przy brzegu czekając aż zaszczycą nas swoimi spojrzeniami. Lewis szybciej znalazł się przy brzegu, utrzymując się na powierzchni. Spojrzałam na Zaina i przyciągnęłam swoją uwagę. Czy się martwiłam? Owszem. Jakoś nie uśmiechało mi się widzieć połamanego Zaina. Brunet jednak to zauważył. Czy on musiał to zauważyć? Czy on musiał być tak spostrzegawczy? I oczywiście przez to, że nie chciałam się do tego przyznać on wymyślił sobie, że na pewno przełamię się w wodzie. Nie opierałam się przed wejściem do wody, bo doskonale wiedziałam, że nawet gdybym zapierała się rękoma i nogami on jakimś magicznym sposobem wrzuciłby mnie do tej wody. Brunet chyba należał do ludzi, którzy kompletnie nie znają, albo sami nie mają, granic. Jednak tego co stało się zaraz potem nie spodziewałam się kompletnie, ale i tu nie protestowałam, a nawet odwzajemniłam pocałunek.
Lekko się uśmiechnęłam, a Zain najwidoczniej był z tej zmiany bardzo zadowolony. Ale chyba jeszcze bardziej z tego co zrobił. Ja w sumie też.
- Wiesz, że przez to i tak nie zmienię zdania odnośnie skakania z mostu?
- Spodziewałem się- szeroki uśmiech w dalszym ciągu nie schodził mu z twarzy- Ale przynajmniej wyraz twojej twarzyczki się zmienił- to też zauważył, moja dumna dzisiejszego dnia ucierpiała w takich, a nie innych okolicznościach
Woda była tu chłodniejsza, a w przemokniętych ubraniach wcale nie było lepiej. Wzdłuż moich pleców przeszły dreszcze, a ja spojrzałam w stronę brzegu tym samym dostrzegając Lewisa i Hailey.
- Chodź, bo mi tu zamarzniesz- pociągnął mnie za sobą
Na brzegu Lewis próbował jakoś ułaskawić Hail, która była dosłownie wściekła. Gotowała się ze złości. W sumie, nie dziwię się. Sama dalej byłam zła na Zaina, że zrobił coś takiego. Czasem trzeba użyć mózgu. Jednym przychodzi to łatwiej, a innym chyba gorzej.
- Biedny Lewis- westchnął Zain kręcąc głową i poszedł w ich kierunku aby pomóc przyjacielowi
Wolnym krokiem poszłam za nim. Nie wiem co zrobił, ale troszeczkę załagodził sytuacje. Przynajmniej na czas drogi powrotnej do domu. Nie wiem nawet jak, ale okazało się, że dom, w którym obecnie przebywają Lewis i Hail jest znacznie bliżej więc to do niego jedziemy.

~*~

Usiedliśmy w kuchni, bo na dworze najpierw zaczął lać deszcz, a następnie rozpoczęła się burza. Przede mną i Hail pojawiły się dwa kubki z ciepłą herbatą. Postanowiła, że za skoki z mostu nawet nie będzie ich pytać czy chcą.
- Zain masz świadomość, że widziałem ten pocałunek, zaraz po tym jak skoczyliśmy?- na samo wspomnienie skoku Hail spiorunowałem go spojrzeniem, które zignorował
Z jego kamiennego wyrazu twarzy nie mogłam nic konkretnego wyczytać. Mówił ze spokojem, ale gdzieś tam, co jakiś czas pobrzmiewał żartobliwy ton. A więc tak się bawimy? Niech będzie.
- Liczy się tu moja zgoda, jasne?- spojrzał na mnie, a potem na Zaina
Hail wybuchnęła śmiechem.
- Oboje wyglądacie komicznie- skomentowała
Widziałam minę Zaina, który patrzył na Lewisa jak na zdrowo trzepniętego. Ze słów dziewczyny wywnioskowałam, że muszę wyglądać podobnie.
- Czy ty słyszysz o czym twój cudowny Lewis do nas gada?- spytałam jakby chcąc ją trochę sprowadzić na ziemię i swym spojrzałam zaszczyciłam Hailey jak i Lewisa
- Moją zgodę wypiszę ci tylko na fioletowym, pięknie pachnącym papierze- stwierdził z zastanowieniem
-A skąd ja mam ci niby taki wytrząsnąć?- prychnęłam sama nie wierząc, że chłopak ma taki zakres wiedzy odnośnie artykułów papierniczych. Jest jeszcze opcja, że wymyślał na poczekaniu. Tak, ta druga wersja znacznie bardziej mi pasowała.
- Ty masz się postarać- wzruszył ramionami
- Sam sobie go załatwiaj, bo ja nie muszę się nikomu podporządkowywać- powiedziałam ze spokojem i puściłam oczko tym samym podnosząc kubek z ciepłą herbatą do ust
- Dobrze, że ja nie musiałam zbierać czegoś takiego- stwierdziła po chwili rozbawiona Hailey przyglądając się naszej trójce z ogromnym zainteresowaniem
Zain zmierzył ją uważnym wzrokiem, który potem przeniósł na Lewisa siedzącego obok niego. Analizował.
- Właśnie- odezwał się nagle Zain ze świetnym refleksem- Czemu o tym nie pomyślałem?- prychnął ze zrezygnowaniem
- Nie jesteś na tyle mądry- wyszczerzył się Lewis
Jednak Zain i tak spojrzał na Hail uśmiechając się pod nosem.
- Ani mi się waż nawet o tym myśleć- burknęła- A poza tym, nic ci to już nie da Zainuś. Spóźniłeś się- dodała i z zadowoleniem spojrzała na Lewisa

~*~

Zeszłam na dół. Jak stwierdził wczoraj wieczorem Zain - jest dużo pokoi, a poza tym jest za późno i burza szaleje na dworze więc zdecydowanie nie możemy wracać. Więc niestety byli skazani na naszą obecność.
Na swojej drodze spotkałam Lewisa z fioletową kartką w dłoni. Powstrzymałam się aby nie parsknąć śmiechem.
Absurd, a jednocześnie to wszytko mnie bawiło. Trzeba być naprawdę zdrowo rąbniętym aby w ogóle wymyślić coś takiego.
- Jednak umiałeś sam to wszystko załatwić- spojrzałam na niego z uznaniem, stając naprzeciwko
Lewis był jeszcze wyższy od Zaina, a co za tym idzie? Był o wiele wyższy ode mnie, a mi to nie 
pasowało.
- Ktoś się nad tobą zlitował, ale nie powiem ci kto- posłał mi złośliwy uśmiech
Po pierwsze - nie lubię jak się ludzie nade mną litują. Po jaką cholerę? Po drugie - czy on ma jakieś skłonności do znęcania się nad ludźmi? Teraz będę się zastanawiać kto miał na tyle dobre serce, Zain czy Hailey, aby namówić do tego chłopaka.
- A poza tym- zaczął- Wybrałabyś jeszcze zły odcień fioletu albo zapach, który by nie pasował i wtedy bym ci zgody nie wypisał- machnął kartką
- Dziękuję za łaskawość i pozwolenie panie Draxler- wzięłam od niego kartkę
- Zachowaj to, bo...
- Bo mnie za jakiś czas skontrolujesz? Żebym ja ciebie zaraz nie skontrolowała- przerwałam mu z lekkim rozbawieniem
- Od tego jestem ja, skarbie- pojawiła się Hailey obejmując Lewisa jednocześnie przytulając się do jego pleców i spojrzała ponad jego ramieniem na mnie z chytrym uśmieszkiem
Przez to, iż staliśmy niedaleko schodów nietrudno było nam usłyszeć jak ktoś po nich schodzi.
- Książę w końcu wstał!- Lewis skomentował i zmierzył spojrzeniem bruneta
- Jego wysokość życzy sobie kubka kawy- mruknął zatrzymując się obok nas na krótką chwilę, a potem ruszył, w poszukiwaniu kuchni


Zain?
Proszę bardzo - FIOLETOWY, jakże cudownie pachnący papier - na życzenie jej królewskiej mości. Tak, tak Lewis to też do ciebie :*

piątek, 4 sierpnia 2017

Od Brooke CD Zaina

Pod wieczór byliśmy na miejscu. Weszliśmy do środka, a ja usłyszałam tylko za sobą zamykanie drzwi. Mężczyzna minął nas i zniknął w jednym z pokoi. Weszliśmy najpierw na piętro aby odłożyć torby. Potem Zain postanowił wcielić się w rolę przewodnika i oprowadzić mnie po domu, w którym jak na razie zostajemy.
- Ostatnim przystankiem naszej cudownej wycieczki będzie kuchnia, w której już czeka kolacja. Zgaduję, że głodna?- spytał i wyszczerzył się
- Doskonale- skomentowałam zadowolona- Skąd wiedziałeś?
- Ja wiem wszytko- puścił oczko i tym samym przekroczyliśmy próg kuchni
~*~
Zbliżała się dwudziesta druga, a my najedzeni szliśmy w stronę pokoi.
- Jak coś jestem tuż obok- wyszczerzył się brunet i zniknął za drzwiami, ja po chwili również to uczyniłam
Stałam teraz w przestronnym pokoju. Za oknem robiło się już szarawo. Wcześniej torbę położyłam niedaleko łóżka i teraz podeszłam do niej aby wyciągnąć rzeczy na przebranie. Udałam się do łazienki aby odświerzyć się po całej dzisiejszej podróży.
~*~
Wyciągnęłam rękę w stronę nocnego stolika, stojącego obok łóżka i chwyciłam za telefon. 01:13. Od prawie 2 godzin leżałam i nie mogłam zasnąć. Rzadko mi się to zdarzało. Przewróciłam się na drugi bok. Kiedy człowiek skupia się na mijającym czasie on bardzo wolno leci. Usiadłam na łóżku i wzrok przeniosłam za okno, za którym w sumie nic nie ujrzałam. Zwiesiłam nogi z łóżka i postawiłam stopy na podłodze. Przeszłam niewielki kawałek pokoju pomiędzy łóżkiem, a drzwiami. Wyjrzałam na korytarz. Miałam cichą nadzieję, że chłopak jeszcze nie spał. Podeszłam kilka kroków stając u progu jego drzwi. Położyłam dłoń na klamce, czując zimno przedmiotu na skórze. Klamka ruszyła w dół pod naporem mojej dłoni, a drzwi stanęły otworem, a razem z nimi ciemność bijąca z wnętrza. Mimo to weszłam cicho do pokoju. Gdy moje oczy przyzwyczaiły się do mroku, podeszłam do łóżka, na którym ujrzałam leżąca sylwetkę. Jak podejrzewałam - spał. Cicho westchnęłam i obróciłam się, ale zaraz potem tuż nad nadgarstkiem poczułam jak czyjaś dłoń zaciska się i ciągnie do tyłu. Wylądowałam na łóżku zaraz obok Zaina, który przyciągnął mnie do siebie. A jednak. Uśmiechnęłam się pod nosem mimowolnie.
- Czemu jeszcze nie śpisz?- mruknął
- Nie mogę zasnąć.
- Teraz na pewno zaśniesz- mogłabym przysiądź, że w tym momencie brunet się uśmiechał
Nie wiem kiedy zasnęłam, ale wiem, że jeszcze jakiś czas leżałam i wpatrywałam się w punkt przed sobą, który nagle stał się bardzo interesujący oraz jednocześnie wsłuchując się w równomierny oddech chłopaka.
~*~
Ciepłe promienie padły na moją twarz i to głównie za ich sprawą się przebudziłabym. Odwrociłam głowę w drugą stronę, ale to i tak niewiele dało z uwagi na to, że w całym pokoju zrobiło się dosyć jasno. Chcąc zaspokoić ciekawość i sprawdzić godzinę sięgnęłam w stronę szafki nocnej, ale po chwili zrozumiałam, że przecież nie jestem w swoim pokoju, a mój telefon jest w pomieszczeniu obok. Podniosłam się do siadu i przeciągnęłam, a następnie leniwym krokiem opuściłam pokój i weszłam do tego, który obecnie zamieszkiwałam. Podeszłam do torby, która w dalszym ciągu leżała w okolicach łóżka, wyciągnęłam świeże ciuchy i zniknęłam w łazience.
~*~
Zeszłam na dół i bez większych przeszkód trafiłam do kuchni, w której już siedział brunet z kubkiem, zapewne kawy, w ręku.
- No w końcu Śpiąca Królewna zaszczyciła nas swoją obecnością- skomentował na mój widok i upił łyk kawy
Przecież było tuż przed dziesiątą. Zawsze mogłam spać dłużej.
- Mamy bardzo ciekawe plany na dziś.
Spojrzałam na chłopaka z myślą, że zdradzi mi coś więcej.
- Jedziemy na plaże. Zaraz po śniadaniu- zaznaczył
Niespiesznie, zjadłam posiłek, a zaraz po nim wróciłam się jeszcze na chwilę do pokoju po kilka rzeczy. Gotowa zeszłam na dół i stwierdziłam, że jak będę tak cały czas zmuszona zasówac po tych schodach to chyba podziękuje. Zaraz na dole znalazł się również Zain i wyszliśmy na zewnątrz gdzie czekało już auto.
~*~
Dojechaliśmy praktycznie pod samą plażę. Słońce przygrzewało niemiłosiernie. Cała okolica oraz widoki były cudowne. Gdy nasze stopy zatopiły się w ciepłym i złocistym piasku coś przykuło od razu uwagę Zaina, który bez wahania ruszył przed siebie. Podążyłam za jego osobą wzrokiem. Dostrzegłam sylwetkę wysokiego mężczyzny, na którego rzucił się Zain. Lewis? Jak i on to zapewne w pobliżu przebywała również Hailey. Nic innego mi nie pozostało jak tylko tam podjeść.

Zain?
Takie nie za długie aj noł i takie niezbyt dobrej jakość aj noł
Ja serio nie wiem gdzie mam wenę *chlip*

sobota, 8 lipca 2017

Od Brooke CD Zaina

Otworzyłam oczy, a pierwsze co ujrzałam to biały sufit. Podniosłam się powoli do siadu i rozejrzałam. Była w pokoju, w domu babci. Przeciągając się ruszyłam ku łazience. Byłam niewyspana i najchętniej nie wychodziłbym spod kołdry.
Otworzyłam drzwi od pokoju i ruszyłam przez korytarz w stronę schodów. W całym domu panowała cisza. Wywnioskowałam z tego, że Zain musiał jeszcze spać.
Po kilku minutach w rękach trzymałam kubek z ciepłą herbatą. Podeszłam bliżej okna, za którym, na niebie, malowały się ciemne, wręcz granatowe kłęby chmur. Nie lubiłam takiej ciszy. I nudzenia się. Nie miałam pojęcia, kiedy brunet raczy zejść tutaj więc uznałam, że dobrym pomysłem będzie pójście do stajni. Opróżniłam kubek i chwyciwszy na wszelki wypadek kurtkę przeciwdeszczową opuściłam dom.
~*~
Wpadłam na cudowny pomysł wyjścia ze stajni akurat w momencie kiedy zaczęło padać. Niebo już całkowicie zmieniło kolor z błękitnego na granatowo szary. W kuchni zastałam Zaina, który najwyraźniej również tak jak ja nie był za bardzo wyspany. Po wymianie kilku zdań, chłopak postanowił mi uświadomić jaki to stół może być wygodny i zasiadłam obok przy okazji odbierając z jego rąk kubek z kawą.
- Ej! To moje- parsknął niezadowolony 
- Ja piję tylko to co zostało- wzruszyłam ramionami i zsunęłam się ze stołu, który nie był wygodny i odłożyłam pusty kubek do zlewu- Jak chcesz potem dostaniesz ode mnie cały dzbanek kawy.
- Naprawę?- musiał dopytać zdziwiony
- Nie- pokręciłam głową ze śmiechem
- Wiedziałem- mruknął
~*~
Jechaliśmy w stronę szpitala, a krajobraz za boczną szybą robił się coraz bardziej rozmazany przez obficie spadające krople. Przeniosłam wzrok na szybę przed sobą.
- Wiesz, że istnieje coś takiego jak wycieraczki?- zerknęłam na prowadzącego chłopaka
- No co ty? Gdyby działały to bym ich użył- burknął
Zmrużyłam oczy. Zain najpierw zatrzymał się gdzieś na poboczu, bo deszcz coraz bardziej pogarszał widoczność, a następnie zademonstrował sprawność wycieraczek, które opornie poruszały się po szybie aby po chwili zastygnąć w bezruchu.
- Możemy zawsze ruszyć w drogę powrotną. Nie odjechaliśmy tak daleko- zaproponował
W tym też momencie gdzieś niedaleko, za nami rozległ się grzmot.
- Nie mam zamiaru iść w tej ulewie, podczas burzy i to na dodatek z tobą- zmierzyłam Zaina spojrzeniem
- Co ja znowu złego zrobiłem?- westchnął zrezygnowany i oparł głowę o zagłówek
- Nic- wzruszyłam ramionami- Ale znając, życie staniesz pod jakimś drzewem, które będzie samotnie stało na polu i ciebie trzaśnie, a dwie osoby w szpitalu mi niepotrzebne- dokończyłam i posłałam mu złośliwy uśmiech
Westchnął jeszcze głośniej niż poprzednio. Byliśmy zmuszeni przeczekać burzę w aucie. Krople odbijały się od dachu auta jakby chciały dostać się do jego wnętrza. Przymknęłam oczy, wsłuchując się w miarowe i coraz mocniejsze odbicia. Na sam koniec przyszła również burza.
- Brooke- usłyszałam obok siebie
Otworzyłam oczy i musiałam najpierw ogarnąć gdzie i z kim jestem. Najwyraźniej zasnęłam.
- Burza przeszła i chyba możemy iść- dodał chłopak i wysiadł
Dalej dało się słyszeć odbijające się krople, a po szybach stróżkami spływała woda.
- Czy księżniczka się ruszy czy trzeba będzie pomóc?- spytał otwierając drzwi od mojej strony, wpuszczając zimne i rześkie powietrze do środka
- A nie możemy zostać? Tu jest wygodnie i ciepło- podkreśliłam ostatnie słowo
Jednak on wolała postawić na swoim i chwytając za moje nadgarstki postanowił pomóc mi wstać. Zamknął drzwi i posłał mi jeden ze swoich szerokich uśmiechów.
- Zadowolony? Stoję. Teraz radziłabym iść zanim się rozmyślę- powiedziałam i nakładając kaptur kurtki, minęłam bruneta 
*Tydzień później*
Przez cały tydzień pogoda nie zaliczała się do tych najlepszych. Mieliśmy lipiec i początek wakacji, a zamiast słońca pojawiał się tylko deszcz lub burze. Dzisiejszy dzień jednak przełamał to i zza chmur wyjrzało słońce. Miałam nadzieję, że zostanie tak na dłużej. Rano babcia została wypisana ze szpitala i zachowywała się jakby nic konkretnego nie miało miejsca. Lekarze kazali siedzieć jej w domu i się nie przemęczać, a z tego co wiem będzie to dla niej piekielnie trudne.
*Kilka dni później*
- No już idźcie!- prawie wypchnęła nas za drzwi
Jej zachowania i forma nigdy nie przestaną mnie zaskakiwać.
- Ale...
- Nie ma żadnego ale. Są wakacje, a ja nie mam serca trzymać was tutaj cały czas- powiedziała stając w progu drzwi i opierając się o framugę
Taras był ogrzewany przez słońce, które gościło na niebieskim, bezchmurnym niebie. Zero jakiegokolwiek śladu po ostatnich, kilku dniach, tygodniach deszczu. Po jakże obfitych podziękowaniach i pożegnaniach znaleźliśmy się w aucie. Zain zasiadł za kierownicą, a ja siedziałam na siedzeniu obok, zadowolona z tego, że nie muszę skupiać całej swojej uwagi na drodze.
~*~
Przekroczyliśmy próg budynku akademickiego. Byłam strasznie ciekawa o co dokładnie chodziło chłopakowi z wyjazdem do Californii. Przez cały pobyt u babci nie pisnął nawet słówkiem. Szliśmy korytarzem, Zain zatrzymał się przy swoim pokoju, a ja zaraz za nim. Brunet spojrzał przelotnie na mnie i wszedł do środka. Ja oczywiście w ślad za nim.
- A teraz dopóki nie zdradzisz mi swojego świetnego planu odnośnie wyjazdu, nie wyjdę stąd- opadłam na krawędź materaca i odnalazłam spojrzenie czekoladowych oczu

Zain?
Jak już mówiłam - z cyklu "kuźwa nie mam weny, następne będzie lepsze" XD ❤️

środa, 21 czerwca 2017

Od Brooke CD Zaina

Nie mogłam tak zostawić tego niewykorzystującej okazji aby wepchnąć tam Zaina. Tak bardzo żałowałam, że moja komórka jest rozładowana i nie mogłam uwiecznić jego cudownej miny. Chłopak w zaskakująco szybkim tępie opuścił niewielki budynek.
- Co to było? Od kiedy wpadasz na takie pomysły? Chcesz abym tu zemdlał albo jeszcze gorzej?- pytał wskazując na drzwi przez które przed chwilą wyszliśmy
Wybuchnęłam śmiechem. Zainowi jednak towarzyszyły inne emocje i nie podzielał mojej radości. Gdy w końcu się opanowałam skierowaliśmy się do wyjścia. Oczywiście nie obyło się bez zgubienia i Lewis z Hailey zapewne tracili ostatnie pokłady cierpliwości. Dotarliśmy do wyjścia i wyszliśmy zza murów zoo.
- Jestem głodna- mruknęła Hail
Ja rowniez poczułam głód.
- Ja też- zawtórowałam dziewczynie i promiennie się uśmiechnęłam
Lewis z Zainem prawie w tym samym momencie głośno westchnęli.
- Na pewno niedaleko coś się znajdzie- Lewis przyspieszył kroku
~***~
Pod akademie zajechaliśmy dopiero pod wieczór. Weszłam do pokoju i od razu zobaczyłam ruch na łóżku. Everina podniosła głowę i merdając ogonem wbiła swoje ślepia w moją osobę stojącą w progu pokoju. Weszłam do środka, zamykając za soba drzwi i usiadłam na skraju łóżka. Sunia od razu szturchnęła moją rękę, a ja pogładziłam jej miękką sierść na głowie. Niby nic męczącego ani wymagającego, ale czułam zmęczenie. Chciałam jak najszybciej znaleźć się pod cieplutką kołderką. Niechętnie wstałam i leniwym krokiem udałam się w stronę łazienki. Myśl o ciepłym prysznicu, a potem o wygodnym i równie ciepłym łóżeczku była obiecująca.
~***~
Zostały ostatnie dwa dni szkoły. A potem całe dwa miesiące przerwy. Przez te dwa dni lekcje trwały krócej i dużo szybciej mijały niż normalnie. Tego dnia nie było wyjątków. Rozległ się dźwięk dzwonka oznajmiający koniec ostatniej lekcji. Opuściłam salę i czym prędzej skierowałam się do pokoju. Słońce przygrzewało, a na niebie nie było najmniejszej chmurki. Wpadłam na genialny pomysł. Wchodząc do pokoju i odkładając plecak wyciągnęłam z szafy ciuchy do jazdy i udałam się do łazienki aby się przebrać. Następnie wyszłam ze swojego pokoju i kilka kroków dalej stałam już przed drzwiami z numerem dziewiętnastym. Zapukałam i weszłam do pokoju i ujrzałam Zaina leżącego na łóżku. Everina od razu podeszła do Shariki i zaczęła ją zaczepiać. Doskonale wiedziałam jak to się skończy. Pies ucierpi i więcej nie przekroczy progu tego pokoju dobrowolnie.
https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/originals/c5/66/f9/c566f94fb21b632c60592141f1ed09d2.gifMniejszy zwierzak na początku totalnie ignorował większego od siebie, ale wiadomo - cierpliwość w końcu się kończy. Kotka uniosła przednią łapę chcąc zniechęcić sunię, która zaczęła trzymać się na dystans i uważać. Siedziałam na łóżku chłopaka i przyglądałam się tej scenie. Zain chciał coś powiedzieć, ale szybko mu to uniemożliwiłam. Po chwili dołączył do mnie i z szerokim uśmiechem oglądał dalsze poczynania pupili. Everina chyba chcąc dać większe szanse Sharice położyła się na ziemi i obserwowała wyraźnie kota, który zrobił jeszcze kilka zamachów w jej stronę potem jednak się zbliżyła i schowała cały arsenał ostrych pazurków co zdziwiło nas jak i psa i zbliżywszy swoj pyszczek do pyszczka psa liznęła go po nosie.
- Już myślałam, że będę zmuszona jechać do weterynarza- opadłam plecami na materac
Zain jakby się na czymś zastanawiał po czym opadł obok mnie.
- Jedziesz gdzies?- spytał i wskazał na ciuchy do jazdy, ktore miałam na sobie
- Owszem, a ty razem ze mną. Masz dziesięć minut. Widzimy się w stajni- powiedziałam na odchodne i wyszłam
Jednak brakowało mi kogoś. Everina. Wróciłam do pokoju i otworzyłam drzwi, wychyliłam głowę zerkając do pokoju. Everina dalej była w zasięgu Shariki, nie odpuszczała. Zawołałam ją, a ona niechętnie opuściła pomieszczenie. Wyłapałam jeszcze spojrzenie jego czekoladowych oczu. Dalej siedział na łożku i nie miał zamiaru się ruszyć. Spojrzałam na zegarek.
- Zostało ci osiem minut.
~***~
Usiadłam na trawie niedaleko pastwiska, na które zostały wypuszczone klacze po przejażdżce w teren. Zerwałam jedno źdźbło trawy i zaczęłam się nim bawić. Brunet usiadł obok mnie i zawiesił spojrzenie gdzieś daleko przed sobą.
- Jeszcze dwa dni- powiedziałam radośnie odwracając się w stronę Zaina
- Do czego?- spytał poważnie jakby nie wiedział o co chodzi
Czekałam na jego dalsza reakcje bo doskonale wiedziałam, że udaje tylko tą powagę. Uśmiechnął się szeroko.
- Tylko dwa dni do wakacji- powtórzył zadowolony, normalnym dla siebie tonem
Poczułam ruch w kieszeni, a zaraz potem rozległ się dźwięk dzwonka telefonu. Wygrzebałam go z kieszeni i spojrzałam na wyświetlacz - numer mi nieznany. Wzruszając ramionami, odebrałam podnosząc telefon do ucha. Zdziwiło mnie gdy po drugiej stronie usłyszałam głos jednego ze stajennych, którzy pomagali mojej babci. Nie zdążyłam nic powiedzieć, a mężczyzna zaczął mi tłumaczyć co się stało. Z każdym słowem, z każdą chwilą mój dobry humor, który towarzyszył mi od rana, zniknął całkowicie. Zain przyjżał mi się uważnie i spoważniał. Nie chciałam wiedziec jak wyglądam. Powoli podniosłam się z ziemi i otrzepałam. Dwa słowa rozbrzmiewały w mojej głowie - atak serca. Gdzieś z tyłu głowy miałam nadzieje, że wszytko będzie dobrze. Bo musi być. Poza babcią nie mam nikogo, nie licząc ojca. Podziękowałam, to jedyne co udało mi się wydusić i rozłączyłam się. Kluczyki. Muszę iść po kluczyki. Jednak zanim gdziekolwiek poszłam Zain chwycił mnie za rękę i odwrócił w swoja stronę.
- Co się stało?- spytał niepewnie, ale bardzo spokojnie
Czułam, że serce zaczyna bić mi coraz szybciej. Probowalam się opanować i posklejać wszytko w całość.
- Moja babcia miała atak serca- powiedziałam szeptem
Przymknęłam oczy aby jakaś przypadkowa łza nie spłynęła mi po policzku. Przynajmniej jeszcze nie teraz.
Udałam się w kierunku pokoju i od w moich rękach lądują kluczyki. W progu wpadłam na Zaina, który musiał cały czas podążać za mną. Ostrożnie wyciągnął z mojej dłoni kluczyki.
- Ja poprowadzę- zapewnił
To był zdecydowanie dobry pomysł. Pokiwałam głową i skierowaliśmy się do wyjścia z akademii.
Nie wiem ile dokładne trwała podróż, bo przez głowę przechodziło mi sto rożnych myśli. Zostałam z nich wyrwana głosem bruneta i otwierającymi się drzwiami z mojej strony. Staliśmy pod szpitalem, o którym przez komórkę wspomniał mi stajenny. Podchodząc do recepcji kobieta udzieliła mi potrzebnych informacji. Usiedliśmy na krzesłach w poczekalni. Nie lubiłam szpitali. Nikt ich przecież nie lubił. Mieszało się tu ze sobą tyle zapachów, które łączyły się w jedną całość dając charakterystyczny zapach. Tego typu rzeczy nigdy nie miały miejsca przez cały ten czas. Dotarło w końcu do mnie, że od momentu jak byliśmy u niej podczas majówki nie widziałam się z nią. Przez telefon zapewniała, że jest dobrze. Czemu na nic nie zwróciłam uwagi? Mieszało się we mnie tyle uczyć, ale zdecydowanie przeważały bezsilność i smutek. Chciałam coś wiedzieć. Oparłam głowę o ramię bruneta i spóściałam wzrok na ziemię. Chłopak zapewniał, że na pewno będzie dobrze. W głębi ducha bardzo się cieszyłam, że jest obok i byłam mu cholernie wdzięczna za to wszytko. Sama jego obecność tu ze mną w zupełności mi wystarczyła.
-Dziękuje, że tu ze mną przyjechałeś - przeniosłam spojrzenie do góry, a Zain się uśmiechnął
Zauważyłam również, że każdym razem gdy przechodziła obok nas jakaś pielęgniarka Zain momentalnie się napinał. Później go o to spytam, teraz były ważniejsze rzeczy, na przykład to, że pojawił się przed nami lekarz, a ja od razu musiałam spytać co z babcią. Zapewnił, że wszytko jest w porządku i mogę wrócić tu jutro gdy kobieta będzie na tyle silna aby móc ją odwiedzić. Zmierzył mnie od stóp po czubek głowy swoim spojrzeniem. Mężczyzna widząc moje niepewne spojrzenie po raz kolejny zapewnił, że nie mam się martwić i mogę wrócić do domu. Typowe. Jak mam się nie martwić? Lekarz oddalił się pewnym krokiem i zniknął mi z pola widzenia. Zain wstał i stanął naprzeciwko mnie. Nie wiem czy chciał mnie namówić do wyjścia czy nie, ale ja nie chciałam stąd odjeżdżać. Chciałam tu zostać i czekać na dalszy ciąg. A co jak się pogorszy? Mnie znów tutaj nie będzie. Opadłam spowrotem na krzesełko i wyciągnęłam przed siebie nogi.

Zain?
Realizuj swój plan ❤️

sobota, 17 czerwca 2017

Od Brooke CD Zaina

Zain siedział cichutko opierając się o szafkę. Nawet nie drgnął gdy wplątałam dłoń w jego włosy i zaczęłam się nimi bawić. Jednak u niego takie zachowania nie trwały wiecznie. Powoli wstał i poprawił swoje czarne włoski.
- Zniszczyłeś moje jeszcze nieskończone dzieło- założyłam ręce na piersi
- Dobra nie dąsaj się już. Idziemy, a potem trzeba wracać, bo jutrzejszy dzień mam już zaplanowany- powiedział i chwytając za obie dłonie lekko pociągnął za sobą
Zsunęłam się z blatu i poszłam za nim.
- Co ty znowu kombinujesz?- spytałam gdy byliśmy już na zewnątrz
- Jutro się dowiesz, a teraz trzeba odwiedzić mojego kochanego sąsiada- pokazał swoje białe ząbki w uśmiechu
- A co jak zapomniał i jako pierwszy dostaniesz kulką w łeb, potem jeszcze mnie zastrzeli jak będę uciekać i pogrzebie gdzieś nasze...
- Za dużo filmów się naoglądałaś albo masz bujną wyobraźnię- przerwał mi
- Jedno i drugie jest bardzo prawdopodobne- przytaknęłam i nim się obejrzałam byliśmy już na innej posesji
Chłopak zadzwonił do drzwi i cierpliwie czekał na dalszy rozwój akcji. Otworzył nam starszy, szczupły, bardzo dobrze wyglądający jak na swoj wiek facet. Spojrzał na nas, a potem z radością powitał Zaina i w następnej kolejnosci przywitał się ze mną z szerokim uśmiechem na twarzy.
*Kilka godzin później (Robimy mały przeskok xd)*
- Musicie wpadać częściej- uśmiechnęła się kobieta gdy pakowaliśmy się do auta
- Jeżeli tylko uda mi się ją wpakować do auta to przyjedziemy- zaśmiał się
Powoli się odwróciłam i zmierzyłam go lodowatym spojrzeniem, potem odwrociłam się do kobiety z uśmiechem na pożegnanie
- Nie wiedziałem, że tak szybko umiesz zmieniać nastrój- przekręcił kluczyki w stacyjce
- Kobiety potrafią wiele- wzruszyłam ramionami i zawiesiłam wzrok na drodze przed sobą
Przypomniałam sobie o jutrzejszym dniu i o tym, że Zain ma coś w planach
- Powiedz gdzie chcesz jutro jechać- odwróciłam się do niego
Za oknem jednocześnie ujrzałam ciemne kłęby chmur wdzierające się na błękitne niebo. Brunet pokiwał przecząco głową. Teraz będę męczyć.
- Prooszę- zaczęłam przeciągać słowa
- Nie.
- Został nam jeszcze kawałek do Morgan, a wiesz o tym, że lubię męczyć- usiadłam wygodniej na siedzeniu
Teraz to Zain wzruszył ramionami.
- No powiedz.
- Jak dziecko- pokiwał rozbawiony głową
- Za dużo czasu spędzam z tobą i to się na mnie potem odbija.
~***~
Ledwo otworzyłam oczy i podniosłam się do siadu, a już ktoś pospiesznie zastukał w drzwi i wszedł.
- Wstajemy- po pokoju rozniósł się radosny dźwięk głosu Zaina
Mruknęłam coś niezadowolona pod nosem.
- Teraz będziesz moim budzikiem czy jak?
Udałam się do łazienki. Po wyjściu sądziłam, że chłopak mógł już opuścić pokój, ale się myliłam. Rozłożył się wygodnie na łóżku z Everiną do kompletu. Wyszliśmy na dwor gdzie czekał już Lewis i Hail.
- A więc drogie pani, zabieramy was na wycieczkę krajoznawczą- oznajmił Lewis
- Do zoo- skończył myśl Zain
- A nie wystarczy nam zoo z Zainem i resztą zwierząt tutaj?- nie mogłam powstrzymać się od złośliwej uwagi skierowanej w kierunku chłopaka, którego było stać tylko na odpowiedź w postaci pokazania mi języka
Zain wepchnął nas szybko do jednego auta i ruszyliśmy.
Droga do zoo minęła nawet szybko. Gdy Zain wysiadł z auta postanowił, że uda się kupić bilety, ale Lewis zaprotestował i stwierdził, że przyjaciel coś pomiesza. Wiał ciepły wietrzyk, a po niebie sunęły białe chmury. Co jakiś czas nawet dało się poczuć na skórze promienie słońca. Weszliśmy na teren zoo i zaczęła się nasza wycieczka. Na samym początku byłam przekonana, że trzeba będzie szukać Zaina, bo standardowo się zgubi. I tym razem się myliłam.

- Lewis?- chłopak zaczął się rozglądać za drugim- No gdzie oni znowu poszli?- zaczął się niecierpliwić
- Zostawili mnie samego z tobą- zamruczał nadąsany po pewnym czasie jak małe dziecko gdy po dokładnym zbadaniu terenu swoimi czekoladowymi oczami nigdzie ich nie dostrzegł, nawet jego mimika przypomina bardziej czterolatka niż dwudziestodwuletniego faceta
- To ja powinnam narzekać, ale jak tak to radź sobie sam- pewnym krokiem oddaliłam się od Zaina i ani mi w głowie do niego wracać, doskonale radzę sobie samodzielnie
Jednak niedane było mi przejście nawet kilku metrów. Bowiem usłyszałam za sobą, za późno oczywiście na jakikolwiek unik, szybkie kroki, a potem brunet łapiąc mnie w tali uniósł ponad ziemią kręcąc się dookoła kilka razy.
- Nie zostawiaj mnie tak na pastwę losu. A co jak mnie coś zje? Jakiś tygrys na przykład?- rozejrzał się dookoła, stawiając mnie na ziemi
Mogę się założyć, że niedługo sam będzie ciągnął do ogrodzeń jak magnes.
- Żadna strata- wzruszyłam ramionami patrząc na chłopka i starając się zachować jak najbardziej poważny wyraz twarzy
Zain wziął głęboki wdech, a następnie głośno wypuścił powietrze.
- Dobra chodź. Dojdziemy do wybiegu gdzie biegają małpki i ciebie tam wpuścimy. Szybko się zadomowisz, a jeszcze po drodze tam na pewno znajdziemy naszą zaginioną parkę- pociągnęłam go za sobą
- Grabisz sobie- jego ton głosu był poważny, aż musiałam się odwrócić i upewnić, że idzie za mną Zain
- I tak wiem, że nic mi nie zrobisz- przynajmniej na razie, dodałam w myślach
- Zdziwiłabyś się, prowokatorko jedna.
Na pewno by tak było. Przecież większość jego zachowań jest zaskakująca.
Od dobrych kilkunastu minut musiałam wysłuchiwać genialnych pomysłów Zaina, czego by to on nie zrobił z przeróżnymi zwierzętami. Prędzej trzeba by było rozważyć kwestie tego co one by z nim zrobiły. Kilka razy byłam zmuszona odciągać go od ogrodzenia gdyż w pewnych momentach znajdował za blisko metalowych prętów i zwierząt siedzących za nimi.
- Gorzej z tobą niż z małym dzieckiem- przewróciłam oczami
- Przynajmniej nie jest nudno- wyszczerzył się i skręcił gdzieś w prawo
- Tłumacz to sobie jak tam chcesz- mruknęłam
Byłam święcie przekonana, że brunet zaraz do mnie dołączy, ale w pewnej chwili zorientowałam się, że za długo go nie ma. Rozejrzałam się dookoła. Nie widziałam nigdzie Zaina. Albo to ja się zgubiłam albo on. Jak na złość rozładowała mi się komórka. Rozejrzałam się dookoła osłaniając dłonią oczy przed ciepłymi promieniami słońca, które z miłą chęcią utrudniały mi zobaczenie czegokolwiek. Były dwie opcje: iść go szukać albo usiąść niedaleko na drewnianej ławce w cieniu rozłożystego dębu rosnącego nad nią. Wzruszyłam ramionami i zdecydowałam, że wybiorę drugą opcję. W końcu albo on albo Lewis z Hail będą musieli tędy przejść. Z minuty na minutę przechodziło coraz więcej ludzi; rodzin z dziećmi, które cieszyły się z najdrobniejszych rzeczy, wycieczki, grupki niezależnych od nikogo ludzi. Trochę posiedziałam sobie pod drzewem, w cieniu, w którym było bardzo przyjemnie. Jednak wydawało mi się, że coraz dłużej stoję w miejscu nic nie robiąc. Niechętnie wstałam z drewnianej ławki. Po przejściu kilku kroków poczułam jak ktoś łapie mnie za rękę i ciągnie do tyłu. Odwróciłam się i natknęłam się na spojrzenie czekoladowych oczu bruneta. Uśmiechnęłam się mimowolnie.
- A gdzie się pani wybiera?- spytał również się uśmiechając- Chociaż raz w życiu nie ja się zgubiłem- nachyliwszy się szepnął mi zadowolony do ucha
Co racja to racja. Aż cud, że sam mnie znalazł.

Zejnusiu kochany?
Mówiłam, że takie 2/10 :)))