Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blair. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blair. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 listopada 2017

Od Blair CD Cole'a

W końcu doczekałam się mojego wymarzonego dnia. Czwartek. Dzisiaj wreszcie mogłam wrócić na uniwersytet. Nie pamiętam kiedy ostatnio tak się cieszyłam. Miałam już dość tych okropnych obiadów i niemiłych pielęgniarek. Ostatni tydzień na łóżku bardzo mi się dłużył, albo odliczałam dni, albo płakałam ze złości, że sama zrobiłam sobie krzywdę i wylądowałam tutaj. Bólu w kręgosłupie praktycznie nie czułam, wyciągnęli mi też 3 szwy z łuku brwiowego. Jedyne co mi doskwierało to ból ręki, który mimo leków nie ustawał.


**********

Od rana czekałam już na Cole'a, który obiecał przyjechać po mnie i zabrać mnie z tego okropnego miejsca. Byłam ubrana i czekałam na swoim łóżku aż lekarz powiadomi mnie o możliwości wypisu i pokieruje jak mam obchodzić się z ręką przez najbliższy czas. Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do Cole'a żeby mieć pewność, że na pewno nie zapomniał o mnie. Kiedy rozłączyłam się do mojego pokoju wszedł lekarz z wypisem w ręku.
- Jak się czujesz Blair? - zapytał mężczyzna
- Nie najgorzej. Kręgosłup mnie prawie nie boli mogę normalnie funkcjonować tylko ten gips mnie irytuje.
- Ręka bardzo boli?
- W zasadzie to tak. Myślałam, że będzie lepiej, ale poza usztywnieniem nie czuję żadnej różnicy. - powiedziałam lekko zirytowana
- Blair masz ją złamaną w trzech miejscach nie możesz po tygodniu oczekiwać, że wszystko wróci do normy. Musisz teraz bardzo o siebie dbać. Na wypisie masz napisane jakie leki musisz zażywać, aby zniwelować ból. Pamiętaj zero jazdy konnej na co najmniej 3 miesiące, nie możesz naruszyć kręgosłupa bo może się to skończyć tragicznie. Nie przemęczaj się też, ponieważ jesteś jeszcze mocno osłabiona po wypadku. Do ściągnięcia gipsu przyjedź za mniej więcej osiem tygodni, umówimy się wtedy na rehabilitacje. I pamiętaj nie doprowadź się do stanu, w którym będziesz musiała tutaj znowu wrócić. - lekarz uśmiechnął się lekko i wręczył mi wypis
- Dziękuję panu bardzo za wszystko. - powiedziałam ucieszona bo wiedziałam, że zaraz będę w wygodnym samochodzie z Cole'm w drodze do upragnionego domu
Pożegnałam się z lekarzem i przez parę minut próbowałam założyć kurtkę co było nie lada wyzwaniem mając krótkie ręce i do tego gips na jednej. Kiedy byłam już gotowa chciałam napisać do chłopaka żeby pomógł mi się zabrać z torbą, ale stwierdziłam, że sobie sama dam radę.
Kiedy wywlekłam się w końcu ze szpitala odetchnęłam powietrzem i zobaczyłam Cole'a czekającego przy samochodzie.
- Mówiłem żebyś napisała to przyszedłbym zabrać twoje rzeczy, a nie znowu się nadwyrężasz. - powiedział zirytowany
- Daj spokój jedną rękę mam sprawną dam radę. - uśmiechnęłam się i pocałowałam go w policzek dziękując, a po chwili wsiadłam do samochodu kiedy chłopak pakował moją torbę do bagażnika


**********

Kiedy byliśmy już pod bramą uniwersytetu myślałam, że się popłaczę ze szczęścia. Bardzo tęskniłam za tym miejscem i za tymi ludźmi. Wysiedliśmy za auta poczułam ulgę. Nie chciałam już oglądać ani czuć szpitala, chciałam wrócić do normy jednak wiedziałam, że przez 3 miesiące będę uziemiona z powodu tego cholernego wypadku. Udaliśmy się w stronę stajni kiedy wiedziałam że muszę podziękować chłopakowi za całą pomoc.
- Cole posłuchaj ja chciałam ci... podziękować.
- Za co? - zapytał zdziwiony, w jego oczach widziałam też lekką satysfakcję.
- Za wszystko gdyby nie ty to nie dałabym sobie rady.... -wymruczałam
- Daj spokój.... - zaczął chłopak jednak ja w tym momencie przytuliłam go i podskakując
pocałowałam go w policzek
Przez chwilę między nami zapanowała cisza, a chłopak był zszokowany moim zachowaniem, ale ja czułam się z tym dobrze, bardzo go polubiłam w ostatnim czasie. Nie chciałam żeby ta cisza trwała w nieskończoność więc idąc parę kroków za chłopakiem zaczęłam użalać się nad tym że najbliższe 3 miesiące będą katorgą. Cole po chwili zapytał:
- Będziesz mi dotrzymywać towarzystwa?
- A nie masz przyjaciół? - odparłam bardzo uszczypliwie
- Mam... - zaczął, ale nie skończył
- Ale? - zapytałam ze zniecierpliwieniem
- Czekaj, myślę. - Cole warknął i zaczął się zastanawiać
- Dobra nie ma żadnego 'ale'. - chłopak odwrócił się i wszedł do stajni
 Mruknęłam do siebie "wiedziałam" i poszłam zaraz za nim. Szliśmy między boksami a ja przyglądałam się uważnie wszystkim koniom. Stęskniłam się za wszystkimi. Samo ich oglądanie uspokajało mnie i sprawiało mi radość. Cole powiedział, że mu się przydam i wręczył mi uwiąz New Day'a. Pomimo gipsu nie protestowałam i ucieszyłam się musiałam oczywiście dodać uszczypliwie czy sam sobie nie poradzi, ale wiadomo, że chciałam pomóc. Otworzyłam drzwi do boksu, zapięłam konia i wyprowadziłam przed stajnię. Chwilę potem dołączył do mnie Cole z Avenger'em w ręku.
- Widzę, że mały skrzat sobie poradził. - powiedział złośliwie chłopak
- Miałeś tak nie mówić. - oburzyłam się i zirytowana ruszyłam w stronę pastwisk
Zirytował mnie na tyle że nie zamieniłam z nim słowa póki obydwa konie nie znalazły się na pastwisku, na którym ujrzałam mojego ukochanego Fijera. Ogier cały zdyszany i brudny od błota kiedy mnie zobaczył od razu podbiegł do mnie. Uśmiech rozświetlił moją twarz kiedy drapałam go po głowie.
- Masz jakiś ciekawy plan na resztę dnia? Nie chcę się narzucać abyś potem nie zrzędziła. - Cole przerwał ciszę i uśmiechnął się złośliwie po czym uderzyłam go w ramię
- A co? Chcesz się nade mną popastwić? - powiedziałam trochę skołowana
- O czym ty mówisz? - zapytał ze zdziwieniem chłopak 
- Nic, nic.... może pojechałbyś, a raczej zawiózłbyś mnie do miasta? Chciałam kupić nową sukienkę, a przy okazji poszlibyśmy na kawę? Co ty na to? - urwałam
- Ej o co chodzi? Zrobiłem coś nie tak?
- Wszystko jest w jak najlepszym porządku. To co pojedziemy? Prooooszę. - posłałam mu najpiękniejszy uśmiech jaki potrafiłam zrobić
- Pewnie ja ty i sklep. No moje marzenie.  - powiedział z ironią a ja drugi raz uderzyłam go w ramię 
- Chodźmy się jeszcze przebrać i możemy jechać. - powiedział i ruszyliśmy do akademiku

**********

Droga do pobliskiego miasteczka trwała koło piętnastu minut. Razem z Cole'm dużo śmialiśmy się rozmawiając o wszystkim i o niczym. Pomimo naszego częstego "przekomarzania" dobrze się dogadywaliśmy i miałam wrażenie, że lubił spędzać ze mną swój czas. Bardzo dużo myślałam o nim leżąc w szpitalu, nawet przeszła prze zemnie myśl, że mi na nim trochę zależy, ale starałam się ją odganiać od siebie. Kiedy byliśmy na miejscu pierwsze miejsce do jakiego się udaliśmy to pobliski sklep z ciuchami, w którym planowałam kupić wymarzoną sukienkę. Cole nie był szczególnie szczęśliwy wchodząc tam, ale wzięłam jego rękę i pociągnęłam za sobą. Wybrałam kilka sukienek i ruszyłam w stronę przymierzalni, a chłopak bezwładnie powędrował za mną. Usiadł na kanapie, a ja weszłam do środka i przymierzyłam pierwszą. Nie pasowała mi tak bardzo jak na wieszaku więc przymierzałam każdą kolejną. Po jakimś czasie usłyszałam:
- Halo?! Księżniczko do rana będziemy tutaj siedzieć jak stamtąd nie wyjdziesz.
- Nie mogę się zdecydować, czekaj!
- No to pokaż się i ja wybiorę jak masz problem. - po tych słowach wyszłam z przymierzalni w obcisłej burgundowej sukience przed kolano i pokazałam się chłopakowi. Zaskakująco nie skomentował tylko popatrzył i uśmiechnął się podejrzliwie.
- O co chodzi? Jak ci się nie podoba to powiedz. - powiedziałam lekko zirytowana odwracając się i zmierzając z powrotem do przymierzalni chłopak złapał mnie za ramię i odwrócił a do ucha szepnął:
- Wyglądasz ślicznie. Kupię ci ją o ile jak najszybciej stąd wyjdziemy.


Cole hihi? ^^

niedziela, 22 października 2017

Od Blair CD Cole'a

To picie nam nie służyło, a mi w szczególności. Kiedy obudziłam się następnego dnia nie pamiętałam nic do momentu pytania, które skierowałam w stronę Cole'a. Niestety wydawało mi się że nie uzyskałam na nie odpowiedzi. Ledwo zwlekłam się z łóżka i kiedy sprawdziłam telefon załamałam się. Było po 11 i miałam kilkanaście nieodebranych połączeń od co było zaskakujące mojego byłego chłopaka. Nie miałam z nim kontaktu od kiedy wyjechałam ze Szwecji. Ostatecznie nie przejęłam się tym za bardzo i krokiem zombie udałam się do łazienki żeby wziąć zimny prysznic.
W głowie miałam ogromne szmery, czułam się po prostu fatalnie, ale nie chciałam żeby kac ze mną wygrał. Kiedy ogarnęłam się wystarczająco posprzątałam cały burdel, który zrobiliśmy z moim rozkosznym partnerem i wyszłam na spacer z Nuką. Było mi trochę wstyd, że Cole musiał oglądać mnie w takim stanie, ale miałam nadzieję że nie pamięta za wiele z poprzedniego wieczoru.

| Koło południa |

Było po 14 kiedy uznałam, że odwiedzę Cole'a i zaproponuje trening, który na sobie wymusiłam. Ubrałam się w strój jeździecki i wyszłam z pokoju. Kiedy weszłam do pokoju chłopaka ten uśmiechnął się do mnie trochę zażenowany. Stwierdził że mój pomysł z treningiem nie jest dobry. Widziałam, że czuje się źle, ale ja nie mogłam sobie odpuścić. Ruszyłam w stronę stajni paląc pierwszego papierosa, a chłopak podążył moim śladem.
- Czy ty musisz być taka uparta? - Cole westchnął i oparł się o drzwi boksu Fijera utrudniając mi wejście do środka.
- Przyjechałam tu w jakimś celu. - wymamrotałam
- Ty się naprawdę źle czujesz zrozum, że chcę pomóc. - pokręcił głową
- Możesz się odsunąć? - powiedziałam lekko zirytowana
- Nie. - odchrząknął
- Za piętnaście minut mam trening. - westchnęłam
- Ja mam czas. - powiedział zlewająco chłopak
 "No całkiem nieźle chłoptaś w końcu uczy się jak być upartym." - pomyślałam i uśmiechnęłam się pod nosem. Wiedziałam, że ze mną nie wygra. Wróciłam do siodlarni, zabierając sprzęt jednego z koni stajennych. Mina Cole'a była bezcenna, był definitywnie zrezygnowany.
- Jest do dyspozycji sporo koni stajennych. - wyszczerzyłam się i czułam jakbym triumfowała nad nim. Chłopak poszedł za mną do boksu Foresta.
Weszłam do środka i zaczęłam oporządzać konia przed treningiem. Głowa bolała mnie coraz bardziej, ale nie dawałam tego po sobie poznać. Nie chciałam, żeby Cole widział jaka jestem słaba. Cały proceder trwał krótko i po chwili byłam już gotowa do treningu. Kiedy otworzyłam drzwi boksu chłopak przytrzymał wodze ogiera i spojrzał na mnie z góry.
- Jeden raz sobie odpuść. Co w ciebie wstąpiło?- zmarszczył brwi, wyraźnie martwił się o mnie jednak ja olałam go, wzruszyłam ramionami i mijając chłopaka uśmiechnęłam się
Dosiadłam ogiera, zapaliłam papierosa i ruszyłam w stronę hali. Cole nawet na minute nie spuszczał mnie z oczu i podążał za mną w ciszy. 
Na hali było już kilku jeźdźców, który rozgrzewali się czekając na trenerkę. Zrobiłam to samo: zaczęłam od kilku kółek kłusa, a potem przeszłam do galopu i zmian między chodami. Czułam się już bardzo źle, ale nie chciałam sobie odpuścić. Dziesięć minut po mnie na halę przybyła trenerka. Ustawiła nam kilka przeszkód mniejszych i większych. Cole siedział na ławce i miałam wrażenie, że modlił się za mnie. Puściłam mu oczko i zgodnie z poleceniem trenerki ruszyłam przed siebie na pierwszą stacjonatę. Wszystko wydawało się proste do momentu skoku. Byłam tak słaba, że ledwo trzymałam się w siodle. Uczniowie biorący udział w treningu widzieli, że jest ze mną, źle i pytali czy nie chcę zsiąść i iść do pielęgniarki jednak ja odmawiałam. Postawiłam sobie poprzeczkę o wiele za wysoko i wiedziałam że nie dam rady dłużej. Po kilku skokach zbladłam i miałam wrażenie, że tracę czucie w dłoni. Po otrzymaniu polecenia ruszyłam na sporego oksera i już wiedziałam, że to koniec. Momentalnie leżałam na ziemi. Przechodził przezemnie tak ogromny ból kręgosłupa i ręki, że zaczęłam płakać. Nie mogłam się podnieść i zamroczyło mnie. Zanim przestałam kontaktować zobaczyłam twarz Cole'a podnoszącego mnie z piasku.

 | Jakiś czas później |
 
Kiedy obudziłam się nie wiedziałam gdzie jestem. Po otwarciu oczu poraziła mnie ostra biel ścian pokoju. Chwilę zajęło mi dojście do siebie. Nagle zorientowałam się gdzie jestem. Byłam w szpitalu. Do lewej ręki miałam przyczepiony wenflon, a na prawej założony gips. "No pięknie" - pomyślałam. Czułam się już lepiej mimo wszystko nadal czułam ogromny ból pleców. Kiedy lekko rozglądałam się wokoło do pokoju wszedł lekarz, a za nim zobaczyłam sylwetkę Cole'a. Mężczyzna zabronił mu wejść i zamknął za sobą drzwi.
- Witaj Blair. - uśmiechnął się
- D..dzień dobry. - ledwo wyszeptałam
- Nawet nie wiesz ile miałaś szczęścia kochanie. W trakcie upadku połamałaś rękę w trzech miejscach, a co gorsza bardzo mocno naruszyłaś kręgosłup co mogło skończyć się tragicznie. Gdyby nie twój chłopak i trenerka mogłoby to wszystko mieć okropne skutki.
- Jaki chłopak panie doktorze? - wymruczałam cicho
- Ciemnowłosy, wysoki chłopak, bardzo się o ciebie martwił.
- Cole tu jest? Czy może do mnie wejść? - zapytałam
- Tak, za chwilę go wpuszczę jednak jest jeszcze jedna sprawa. Dotycząca twoich nerek. Z tego co przeczytałem w twojej karcie medycznej miałaś już 2 operacje prawda?
- Tak... niestety.. - powiedziałam załamana
- Problem jest w tym, że z lewą dzieje się coś złego i martwię się, że potrzebna będzie kolejna operacja. Oczywiście potrzebujemy wyników poszczególnych badań. Jednak na razie musisz tutaj zostać. Przynajmniej na tydzień.
- Doktorze czy będę mogła wrócić do jazdy konnej? - zapytałam ze łzami w oczach, myśląc o kolejnej operacji.
- Przez najbliższe 3 miesiące nie ma mowy o wsiadaniu na konia jednak jeśli z nerką wszystko się unormuje myślę, że nie będzie przeciwwskazań. 
Załamana poprosiłam lekarza o wpuszczenie Cole'a do pokoju. Kiedy chłopak zobaczył mnie w takim stanie podszedł do łóżka i pocałował mnie w rękę nic nie mówiąc.
- Dziękuję, że jesteś. - wyszeptałam kiedy po moich policzkach spływały łzy.


Cole? ^^
W końcu mogę pisać stęskniłam się okropnie ^^

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Od Blair CD Cole'a

Kiedy chłopak oblał mnie wodą myślałam, że przegryzę mu tętnice. Właśnie wtedy rozpętał wojnę o jakiej mu się nawet nie śniło. Zanim on w ogóle zdążył się zorientować wzięłam wiadro z wodą, które miałam dać Fijero do picia i wylałam na niego. Niestety moje 1,5m wysokości sięgało tylko do jego pasa, ale i tak czułam tę dumę i triumf kiedy całe spodnie Cole'a obciekały wodą.
- No chyba żartujesz?! Mam się przebierać drugi raz? Nie ma mowy. - powiedział wkurzony i zaczął lać po mnie wodę ze szlaucha.
- To dopiero początek! - zaśmiałam się i schowałam się za belami siana, które stały przy boksach.
W miejscu mojej kryjówki znalazłam drugi wąż ogrodowy i kiedy odkręciłam wodę, wyskoczyłam zza siana i zaczęłam lać po chłopaku. On nie był mi dłużny i tylko zwiększył ciśnienie wody. Nasza wojna trwała dobrych 15 minut i po chwili byliśmy już przemoczeni.
- Stop! Wystarczy! - prawie krzyknął kiedy polałam wodą po jego twarzy, a włosy opadły mu na czoło. - Wojna zakończona. - oznajmił
- I kto wygrał? - zaśmiałam się wyciskając wodę z włosów
- To był definitywnie remis. - uśmiechnął się
- Taa.. chciałbyś. - posłałam mu szyderczy uśmiech i w tym momencie zorientowaliśmy się, że cała podłoga dookoła nas była mokra, a kilka osób patrzyło na nas jak na upośledzonych. Widziałam jak jeden chłopak posyła Cole'owi szyderczy uśmiech jakby coś mu przekazywał. Polałam po chłopaku ostatni raz, a wtedy od wyrwał mi szlauch, oczywiście próbowałam mu go zabrać podskakując, ale wyglądałam jak pięcioletnia dziewczynka próbująca zabrać coś starszemu bratu. To było strasznie zabawne z mojej i jego perspektywy.
Spojrzałam na Cole'a, a on odwzajemnił spojrzenie. W jednym momencie wybuchliśmy śmiechem jak małe dzieci. W szybkim tempie skończyliśmy czyścić New i równie szybko uciekliśmy ze stajni.
- To dopiero była zabawa. Nie spodziewałem się tego po tobie mała. - powiedział chłopak pokazując mi szyderczy uśmiech
- Czemu nie spodziewałeś się? Aż takim drewnem jestem? - powiedziałam - A nazwij mnie jeszcze raz mała to zrobię ci chyba krzywdę jakąś. - wymruczałam
- No może nie drewnem, ale nie wydajesz się na pierwszy rzut oka być taka hm.. rozrywkowa?
- Haha gdybyś widział mnie po wódce to byś szybko zmienił zdanie.
- Czy to jakaś niemoralna propozycja? - zapytał rozbawiony
- Może tak, zależy co to znaczy dla ciebie niemoralna propozycja. Ja tylko proponuje napicie się z nową koleżanką.
- Skoro tak prosisz to czemu nie. Może faktycznie będzie zabawnie. - powiedział rozbawiony
- O nic nie proszę. Nie zniżam się do takiego poziomu.
- Na niższym poziomie niż ty się nie da być.  - powiedział Cole, a potem wybuchnął śmiechem
W tym momencie sprzedałam mu kopa w piszczel i chyba go zabolało bo aż zatrzymał się na chwilę.
- Chodź wielkoludzie bo nie będę czekać. - powiedziałam i zirytowana ruszyłam w stronę akademika
Chłopak szybko mnie dogonił i po paru minutach byliśmy już pod moim pokojem.
- Ostrzegam Nuka może się na ciebie rzucić. - powiedziałam i zanim chłopak zdążył zadać pytanie otworzyłam drzwi, a suczka wybiegła i od razu skoczyła na chłopaka, liżąc go i łasząc się przyjacielsko.
- Aaa więc o to ci chodziło. - zaśmiał się i wszedł do pokoju
Usiadł na łóżku, a ja wyciągnęłam z torby której jeszcze nie rozpakowałam mnóstwo alkoholu. Od whisky przez wódkę, aż po rum. Cole popatrzył na mnie ze zdziwieniem.
- Jak dużo pijesz?
- Zależy. Nie pije codziennie żebyś nie myślał, ale bardzo lubię to muszę przyznać. - powiedziałam wyciągając kieliszki do wódki.
Chłopak spojrzał na mnie dwuznacznie i zaczął nalewać wódkę do kieliszków. Uśmiechnęłam się i wypiłam jeden.
- To może teraz opowiesz mi coś o sobie? - zaroponował
- Hm...no więc jestem rodowitą Szwedką. Całe życie mieszkałam w Sztokholmie i wszystko było super do czasu kiedy moja matka zmarła. Wtedy wszystko poszło się jeb*ć. Ojciec zaczął sprowadzać sobie jakieś wywłoki i olał mnie i mojego brata. Jakiś czas temu znalazł "miłość swojego życia" i ożenił się, a moja macocha znęcała się nademną. Mój brat wyprowadził się do Londynu zaraz bo ich ślubie, a ja gniłam dalej w domu z nimi. W tym samym czasie mój były trochę zrobił sobie ze mnie worek treningowy. A kiedy dowiedziałam się że dostałam się do akademii po prostu zniknęłam. I taka oto moja zabawna historia. - powiedziałam pijąc już któregoś z kolei shota.
Chłopak widocznie zdziwił się kiedy to usłyszał, ale zaczynał zerować już naszą wódkę. Żeby rozluźnić sytuacje zaproponowałam już lekko wstawiona:
- Wiesz mam jeszcze sporo alkoholu co powiesz na zawody? - zaśmiałam się
- Jakie? - zapytał zainteresowany
- Kto pierwszy zaliczy zgon odpada. Hahaha.
- Wiesz, że przegrasz, prawda?
- Pff nie znasz mnie jeszcze tak dobrze. Nikt nie pije więcej niż ja. - stanęłam wyprostowana zachwycając się sobą, a kiedy chciałam podejść bliżej do chłopaka, Cole podłożył mi nogę i wylądowałam plackiem na dywanie prosto przed nim.
- Ej to było nie miłe. - powiedziałam i uderzyłam go poduszką.
Chłopak uśmiechnął się i podał mi dużą szklankę z wódką. Wznieśliśmy toast, w zasadzie nawet nie wiem dlaczego, ale to było zabawne.

2 godziny później

Byłam już praktycznie nieprzytomna tak samo jak Cole. Piliśmy już ostatnie 2 kieliszki whisky, które mi zostały, ale obydwoje mieliśmy dość. Nie mogłam już ustać na nogach, ale stwierdziłam, że muszę otworzyć okno bo jest mi gorąco. Chłopak kazał mi nie podchodzić do okna, ale go nie słuchałam. Wstałam i chwiejnym krokiem udałam się do okna, które szybko otworzyłam.
- COLE! COLE PATRZ JAKIE GWIAZDY TAM SĄ. - zaczęłam krzyczeć do chłopaka, który stał zaraz za mną.
- Nie krzycz tak już wiiidze.
Chciałam stanąć na parapecie żeby lepiej widzieć, ale przez alkohol ledwo się tam wydrapałam. Zanim się zorientowałam spadłam z parapetu i wypadłam z okna. Chłopak się chyba wystraszył i zaczął za mną krzyczeć. Okazało się, że wylądowałam tyłkiem w krzakach pod oknem, bo na szczęście pokój miałam na parterze. Zaczęłam śmiać się jak opętana, Cole wyciągnął mnie do góry z powrotem do pokoju. Posadził mnie na dywanie, a ja powiedziałam:
- Zdradzisz mi swój sekret? - wyszeptałam i przytuliłam chłopaka


Cole? ^^
Blair mała alkoholiczka Xd

niedziela, 13 sierpnia 2017

Od Blair - Zadanie 5

Kiedy wracałam do pokoju nie miałam ochoty na nic i chciałam sobie jedynie trochę posiedzieć przy laptopie. Zanim weszłam do akademika zapaliłam ostatniego papierosa i zadzwoniłam do brata jak zawsze opowiadając mu o wszystkim co się do tej pory wydarzyło. Był moim najlepszym przyjacielem i zawsze z nim pierwszym rozmawiałam. W końcu udałam się do siebie, a kiedy weszłam do pokoju rzuciłam się na łóżko i zawołałam moją suczkę Nukę, którą miałam w planie zabrać jeszcze na popołudniowy spacer.
Ku mojemu zdziwieniu suczka nie przyszła i nie zareagowała na swoje imię co było dla mnie szokiem, ponieważ była tego wyuczona od małego. Krzyknęłam jej imię jeszcze parę razy, ale nie usłyszałam odzewu. Zmartwiona zaczęłam przeszukiwać mój pokój. Niestety Nuka jakby rozpłynęła się w powietrzu. Zaczęłam panicznie rozrzucać wszystko w pokoju próbując znaleźć moją przyjaciółkę, niestety bezskutecznie. W głowie nie mieściło mi się, że 30 kilowego ogromnego białego psa nie ma w moim pokoju. Przecież nie mogłam jej zgubić, to nierealne. Momentalnie usiadłam na łóżku i zalałam się łzami. Nie miałam pojęcia co mam zrobić w takiej sytuacji. Zapłakana i wystraszona wyszłam z pokoju i zapukałam obok: do Cole'a. Pomyślałam, że może on mi pomoże. Chłopak otworzył drzwi, a kiedy zobaczył mnie całą zapłakaną osłupiał:
- Blair co się stał? - powiedział zszokowany
- B..b..bo Nuka zniknęła.. - wyjąkałam te słowa ledwo z siebie, a chłopak wpuścił mnie do pokoju
Cole kazał mi się uspokoić, a potem wytłumaczyć co się stało, na spokojnie.
- W..więc wyszłam rano z pokoju i pojechałam do pobliskiego miasteczka żeby załatwić sprawy bankowe, ale kiedy wychodziłam suczka leżała na łóżku i nigdzie się nie ruszała, a kiedy wróciłam już jej nie było. Cole... ktoś musiał ją zabrać... drzwi sobie sama nie otworzyła, tego jestem pewna. - powiedziałam znowu zalewając się łzami
- Spokojnie mała znajdziemy ją. Obiecuje. - powiedział przytulając mnie na pocieszenie.
Cieszyłam się, że to właśnie jego poznałam jako pierwszego. Chciał mi pomóc mimo, że nie zna mnie jeszcze za dobrze. Byłam mu za to bardzo wdzięczna.
Najpierw przeszukaliśmy całą akademię wzdłuż i wszerz, ale nigdzie nie było śladu po mojej Nuce. Zajęło nam to mnóstwo czasu i byliśmy już zmęczeni. Zaczynało coś we mnie powoli pękać, ponieważ zjadały mnie wyrzuty sumienia, że ta cała sytuacja to moja wina. Cole cały czas mnie pocieszał, ale przestało to dawać jakiekolwiek efekty. Przepytaliśmy praktycznie wszystkich uczniów, którzy znajdowali się na terenie kampusu czy widzieli cokolwiek lub kogokolwiek kto mógłby nam pomóc, ale każdy zaprzeczał. Zaczęłam robić się coraz bardziej zdesperowana, dlatego że zaczynało się ściemniać, a niczego przydatnego nie dowiedzieliśmy się do tej pory.
- A jeśli jest teraz gdzieś sama w lesie i coś jej się stało? Co jeśli cierpi z powodu mojej głupoty? A jeśli... - chłopak nie dał mi dokończyć tylko podniósł mnie i potrząsnął delikatnie co postawiło mnie do pionu w moment
- Wszystko będzie dobrze. Nie panikuj. Zostało nam tylko jedno. Pojechać do lasu i jej poszukać póki jeszcze jest wystarczająco jasno. - powiedział zdecydowanie, a ja przytaknęłam.
Szybkim krokiem udaliśmy się do stajni, a ponieważ zaczynało robić się coraz bardziej ponuro, jedyne co zdążyliśmy zrobić to założyć ogłowia na nasze ogiery i w mgnieniu oka wygalopowaliśmy ze stajni i ruszyliśmy na główny leśny szlak.
Jechaliśmy wolnym galopem i na zmianę nawoływaliśmy suczkę. Serce mi pękało kiedy myślałam o tym co mogło jej się stać. Widzieliśmy coraz mniej, ponieważ las był bardzo ciemny sam w sobie, a po 21 było tylko gorzej. W pewnym momencie zwolniliśmy, a na krzaku obok którego przejeżdżaliśmy zobaczyłam coś świecącego. Zatrzymałam Fijera i kiedy zsiadłam rozpoznałam tą rzecz od razu: była to obroża mojej Nuki z błyszczącym jej imieniem. Po moich policzkach momentalnie spłynęły łzy, ale moim oczom ukazały się odciski psich łap na drodze. Od razu ruszyliśmy po nich. Nawoływaliśmy Nukę coraz głośniej i w pewnym momencie usłyszeliśmy ciche skomlenie. Podałam Cole'owi Fijera i jak poparzona rzuciłam się w krzaki w poszukiwaniu mojej psinki. Okazało się, że moja sunia utknęła głową między korzeniami i nawet ja nie byłam w stanie jej pomóc. Kiedy Nuka mnie zobaczyła zaczęła radośnie machać ogonkiem, a ja zawołałam Cole'a. Chłopak szybko wydostał suczkę z "sideł", a ona momentalnie rzuciła się z miłości na niego i na mnie. Na całe szczęście nic jej się nie stało tylko najadła się nerwów, podobnie jak ja.
Szczęśliwie wszyscy wróciliśmy do akademii. Kiedy wraz z chłopakiem poszłam do stajni odprowadzić konie suczka nawet na moment nie odchodziła od mojej nogi tak samo było w czasie podróży powrotnej. Byłam taka szczęśliwa, że nic jej się nie stało. Kiedy wracaliśmy już do pokoi było już grubo po 24. Byłam bardzo zmęczona, ale dalej zastanawiałam się co moja suczka robiła w lesie tak daleko od akademii. Cole też się nad tym zastanawiał, ale chyba nie było nam to dane wiedzieć. Kiedy byliśmy już pod pokojami podziękowałam mu i wyściskałam go ze wszystkich stron. Gdyby nie on nie znalazłabym mojej Nuki nigdy.

+60PD

sobota, 12 sierpnia 2017

Od Blair CD Cole'a

Kiedy zobaczyłam Cole'a prowadzącego z niezadowoleniem młodego ogierka zastanawiałam się co się stało, ale kiedy zobaczyłam, że jest ubrudzony błotem na pośladkach nawet nie zapytałam w jaki sposób do tego doszło. Jedyne co zrobiłam to uniosłam brwi ze zdziwienia, a kiedy minął mnie wybuchnęłam śmiechem. Ruszyłam za chłopakiem i podeszłam do mojego kochanego gniadosza w celach czysto pieszczotliwych. Cole poprosił o przesunięcie naszego zwiedzania akademii na co przystałam i ruszyliśmy w stronę akademików, aby chłopak mógł się przebrać. Gdy wyszliśmy ze stajni i szliśmy żwirową ścieżką zapytałam:
-Czy wszyscy tutaj tacy są?
-Czyli jacy? Z czasem będzie inaczej. - powiedział, a ja momentalnie podłamałam się wewnętrznie
Szliśmy przez chwilę rozmawiając o koniach kiedy dotarliśmy do akademika. Okazało się, że nasze pokoje znajdują się zaraz obok siebie. Chłopak na chwilę znikną w czeluściach swojego pokoju, a ja czekałam na korytarzu. Wydawał się bardzo miły i ucieszyłam się, że chociaż jego poznałam. Z zamyślenia wytrącił mnie SMS od mojego byłego:
- GDZIE JESTEŚ??? Masz wrócić do Sztokholmu i mi to wszystko wytłumaczyć. JAK NAJSZYBCIEJ!
Kiedy zobaczyłam jego treść osłupiałam i zamarłam. Poczułam jak robi mi się słabo. W tym momencie zza drzwi wyszedł chłopak, który ewidentnie zauważył, że coś jest nie tak.
- Ej wszystko ok? Źle wyglądasz.
- Tak, tak jest w porządku. To co? Zaczynamy? - zmieniłam temat, ale chłopak widział, że coś się stało

W ciągu niecałych dwóch godzin udało nam się zwiedzić całą akademię. Cole wszystko mi dobrze wyjaśnił i opowiedział szczegółowo o każdym miejscu. Bardzo dobrze mi się go słuchało i przyjemnie spędziłam to późne popołudnie. Miałam nadzieję, że on też nie zanudził się jakoś szczególnie. O godzinie 19 byłam już tak padnięta, że nie miałam już siły na nic. Ten dzień był mimo wszystko męczący, miałam ochotę już położyć się do łóżka. Zapaliłam ostatniego papierosa częstując chłopaka i razem poszliśmy w stronę akademika. Cole odprowadził mnie pod drzwi pokoju, a ja o mało nie przewróciłam się na prostej drodze.
- Tobie to już przydałoby się położyć bo zaraz zrobisz sobie krzywdę. - zaśmiał się
- Chyba tak... Dzięki za dzisiejszy dzień, mam nadzieję, że nie zanudziłam cię jakoś szczególnie. - zachichotałam
- Niee, było miło. - powiedział chłopak posyłając mi uśmiech
Odwzajemniłam go i pożegnaliśmy się rzucając luźne: "Do zobaczenia"

Kolejnego dnia

Wstałam dosyć wcześnie, a z racji, że dzisiaj nie było żadnych treningów i nie miałam nic innego do roboty, ogarnęłam się szybko i wyszłam do stajni. Miałam na sobie tylko shorty i koszulkę, a praktycznie rozpływałam się. Na zewnątrz było okropnie duszno i parno. Definitywnie miało dzisiaj padać. Weszłam do stajni i udałam się w stronę boksu mojego gniadosza. Kiedy Fijero mnie zauważył zarżał radośnie, a ja pogłaskałam go po chrapkach. Przyniosłam szczotki i wyprowadziłam ogiera z boksu, Przywiązałam go i zaczęłam dokładnie szczotkować jego sierść.
Nagle zauważyłam Cole'a prowadzącego swojego ogiera Avenger'a. Przyznam, że lekko zdziwiłam się jego obecnością, sama nie wiem czemu
- Cześć. - przywitał się ze mną chłopak
- Hej! Znowu na siebie wpadamy jak miło. - prawie krzyknęłam uśmiechając się szeroko
- No kto by pomyślał, że się spotkamy... - powiedział śmiejąc się - Masz jakieś plany dotyczące treningu? - zapytał
- No właśnie jeszcze nie mam nic w głowie. - powiedziałam zamyślona
- To w takim razie może potowarzyszysz mi w drodze nad jezioro? Fijero przynajmniej trochę się ochłodzi. o ty na to? - zapytał
- Hm, w zasadzie czemu nie? - powiedziałam i udałam się szybko po ogłowie Fijera
Szybko wróciłam i założyłam je na głowę mojego miśka. W prawdzie na początku trochę się stawiał, ale przyjął wędzidło. Wyprowadziliśmy wspólnie konie ze stajni i wtedy przyszedł czas na wsiadanie na oklep. Cole'owi nie sprawiło to problemu z racji iż miał ponad 190cm wzrostu. Ja natomiast nie mogłam się wgramolić na mojego osiołka za żadne skarby. Chłopak śmiał się wniebogłosy patrząc na mnie.
- Pomóc ci mała? - wydusił przez śmiech
- Ha ha ha nie potrzebuje pomocy. I nie mów do mnie "mała". - powiedziałam zirytowana
Chłopak już miał zsiadać kiedy zauważyłam murek, na który weszłam i w końcu wspięłam się na grzbiet Fijera
- Gotowa do drogi "mała"? - popatrzył na mnie i zaśmiał się po raz kolejny
- Tak. Ruszaj już i nie mów do mnie "mała". - powiedziałam prawie obrażona
Ruszyliśmy wolnym stępem, a ja po raz kolejny dzisiaj zapaliłam.
- Czyżby nałóg koleżanko? - zapytał ironicznie chłopak
- Może tak, a może nie. - zaśmiałam się paląc
- No to nie ma się co dziwić, że nie urosłaś. - zażartował
- Ej, ja to mam w genach moje 150cm nie ma nic do papierosów. - powiedziałam broniąc moich "przyjaciół"
- Tak, tak wmawiaj sobie. - powiedział z chichotem i ruszył kłusem zostawiając mnie w tyle.
- Ej to nie fair! Czekaj! - ruszyłam galopem za chłopakiem, który i tak w szybkim tempie mnie dogonił
Ścigaliśmy się praktycznie do samego jeziora, widok stamtąd był nieziemski. Przyglądałam się temu miejscu i od razu rozluźniłam się. Prawie poczułam, że spokój ogarnął też mojego konia.
- No dawaj kto pierwszy w jeziorze! - krzyknął mój kompan i ruszył dzikim galopem przed siebie
Nie dawałam za wygraną, ale ostatecznie nie udało mi się wygrać tego wyścigu. Kiedy moje ciało zetknęło się z wodą poczułam się jakbym dostała w twarz. Woda była okropnie zimna, a z racji, że Fijero uwielbia wodę musiał wypłynąć praktycznie na sam środek jeziora. Cole i Avenger płynęli zaraz za nami. To było świetne uczucie. W pewnym momencie Cole zsunął się ze swojego ogierka i zaczął pływać obok niego. Prosiłam go żeby nie oddalał się, ponieważ ja bałam się mimo wszystko pływać w takich głębokich miejscach. Zanim się zorientowałam straciłam chłopaka z oczu. Bardzo zdenerwowałam się gdyż nie mogłam znaleźć chłopaka wzrokiem.
- Cole! Cole! - zaczęłam krzyczeć przerażona i kiedy w moich oczach zebrały się łzy tuż obok Fijera pojawił się chłopak.
- Woda jest świetna powinnaś się zanurzyć cała. - powiedział uśmiechnięty
Kiedy go zobaczyłam zdenerwowałam się bardzo zawróciłam konia i już miałam wypływać z jeziora kiedy zdezorientowany chłopak zatrzymał mnie.



Cole?
Musiałam to napisać nieważnie, która godzina mam nadzieję, że nie najgorsze ^^

czwartek, 10 sierpnia 2017

Od Blair - Zadanie 6

Dzisiejszego dnia obudziłam się zaskakująco wcześnie. Kiedy spojrzałam na ekran telefonu widniała dopiero godzina wpół do ósmej. Aż sama byłam zdziwiona swoim zachowaniem, ponieważ z reguły śpię do południa, ale tym razem zwlekłam się z łóżka i na dzień dobry zapaliłam mojego ulubionego black devila. Podeszłam do lustra i kiedy w nie spojrzałam zaśmiałam się sama z siebie. Wyglądałam tragicznie, wory pod oczami miałam praktycznie pod połowy policzków. Wzięłam telefon i odruchowo sprawdziłam instagram. Zabrałam Nukę na spacer i w trakcie zadzwoniłam do mojego brata żeby opowiedzieć mu o tym miejscu.
Po powrocie do pokoju doszłam do wniosku, że świetnym pomysłem byłoby wybranie się w poranny teren i zapoznanie się z okolicą. Nie znałam tego miejsca najlepiej, ale uznałam, że nie będę nikogo pytać o nic, ani prosić o pomoc. Ubrałam się w miarę szybko w luźny strój jeździecki i udałam się do
stajni. Idąc między boksami doszłam do wniosku, że nie będę stresować Fijera od razu biorąc go w teren w obcym miejscu. Weszłam do boksu ogierka i przytuliłam go na powitanie. Fijero zarżał, a ja pocałowałam go w chrapki i szepnęłam mu parę słówek na ucho. Dałam mu kilka smakołyków i wyszłam z boksu, a potem ze stajni kierując się w stronę tej dla koni akademickich. To był najlepszy pomysł na jaki mogłam teraz wpaść, ponieważ te konie są spokojne i dobrze znają te tereny więc nie musiałam się martwić. Kiedy znalazłam się już w stajni nie mogłam się zdecydować, ale ostatecznie wybrałam śliczną gniadą klacz - Arystokratkę. Przyniosłam jej sprzęt i oporządziłam ją spokojnie. Było to bardzo przyjemne ponieważ klacz była bardzo grzeczna.
Kiedy już obie byłyśmy gotowe wyszłam ze stajni kierując się w stronę ścieżki prowadzącej do lasu. Było bardzo rześko i dość pochmurnie. W końcu dosiadłam Arystokratki, wyciągnęłam telefon puściłam muzykę i zapaliłam papierosa ruszając żywym stępem. Trzymałam się głównego szlaku i nie zjeżdżałam na boczne dróżki. W końcu ruszyłam kłusem i zagalopowałam, miałam wrażenie, że ścigałam się z wiatrem to było cudowne uczucie. Świetnie dogadywałam się z klaczą, bardzo dobrze reagowała na moje sygnały i wykonywała polecenia w stu procentach. Nagle zauważyłam przeszkodę crossową, na którą bez namysłu ruszyłam. Arystokratka aż rwała się do skoku. Przeskoczyłyśmy ją
bez większych trudności i ruszyłyśmy dalej przed siebie dzikim galopem. Nawet nie zauważyłam kiedy zboczyłyśmy z wyznaczonej ścieżki. Czułam się taka wolna i szczęśliwa, ale nie trwało to długo. Nagle klacz zaczęła się wyrywać i pędzić do przodu jak poparzona. Chwilę musiałam się z nią posiłować żeby uspokoiła się.
Kiedy udało mi się zmusić konia do zwolnienia zauważyłam na naszej drodze uroczego liska. Niestety tylko dla mnie był on uroczy, ponieważ klacz stanęła dęba na widok jego rudej kity. Spadłam dosyć mocno uderzając głową o ziemię. Gdy w końcu zorientowałam się co się wydarzyło po Arystokratce nie było już śladu. Zostałam tylko ja i ten lis. Zwierze nie było agresywne, popatrzyło na mnie obojętnym wzrokiem i uciekło w krzaki. Podniosłam się z ziemi i zauważyłam krew na ścieżce. Niestety upadłam bardzo niefortunnie rozcinając sobie łuk brwiowy. Zaczęło mi się kręcić w głowie więc znowu usiadłam na ziemi i wyciągnęłam telefon. Oczywiście okazało się, że nie mam zasięgu. "Ku*wa" pomyślałam. Nie wiedziałam co mam zrobić, nie miałam pojęcia gdzie jestem, ani gdzie jest Arystokratka więc ledwo wstałam i ruszyłam przed siebie bez celu.
Szłam tak przez ponad dwie godziny. Byłam coraz bardziej zmęczona, a głowa bolała mnie i krwawiła coraz bardziej. Musiałam znaleźć konia, nie wyobrażałam sobie powrotu do akademii bez Arystokratki tym bardziej, że nawet nie wiedziałam jak tam wrócić. Wszystkie drogi zlewały mi się i zaczynałam się zastanawiać czy nie chodzę w kółko. Byłam na siebie wściekła, że nie powiedziałam nikomu o tym że wyjeżdżam. Teraz mogą nawet nie zorientować się, że mnie nie ma w końcu jestem nowa i mało kto mnie kojarzy. W końcu udało mi się dojść do jakiegoś rozwidlenia i zgodnie z intuicją wybrałam ścieżkę w prawo. Został mi już ostatni papieros z paczki więc zapaliłam go i poszłam przed siebie.
Niestety droga, którą sobie wybrałam była ślepą uliczką. Byłam tak zirytowana, że zaczęłam krzyczeć wszystkie przekleństwa jakie były możliwe, nawet po szwedzku. Doszło do tego, że łzy zaczęły lecieć po moich policzkach ze złości. Stałam jeszcze chwilę przed krzakami, które kończyły drogę i kiedy miałam zawracać z powrotem usłyszałam za nimi ciche drżenie. Serce zaczęło mi bić mocniej i od razu rzuciłam się na nie. Przedostanie się przez tą gęstwinę nie było takie łatwe, ale kiedy mi się to udało ujrzałam przepiękny widok na ogromne jezioro i akademię. Uradowałam się jeszcze bardziej kiedy zobaczyłam moją zaginioną klacz pasącą się wesoło nad brzegiem jeziora. Podeszłam do niej i przytuliłam ją z całej siły. Od razu wsiadłam i ruszyłam szybko w stronę szkoły.
Kiedy w końcu wjechałam na brukowaną uliczkę ucieszyłam się niesamowicie. Wiedziałam, że ten cały wyjazd w teren to był zły pomysł. Podjechałam pod stajnię i od razu podeszły do mnie jakieś trzy dziewczyny.
- Ej wszystko w porządku?! Krwawisz strasznie mocno! - powiedziała jedna
- Tak nic mi nie jest. Miałyśmy drobne przygody z Arystokratką, ale już dobrze. - powiedziałam uśmiechając się i pomijając wszystkie szczegóły
Dziewczyny wyglądały na przerażone, a ja zabrałam klacz do stajni. Rozsiodłałam ją i zostawiłam w boksie. Kiedy szłam już w stronę gabinetu pielęgniarki dziewczyny, które poznałam dotrzymywały mi towarzystwa. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze i mogłam uznać ten dzień za udany.

+70PD

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Od Blair do Cole'a

- Młoda pamiętaj żeby odwiedzić mnie jeszcze przed rozpoczęciem roku szkolnego. - powiedział mój brat zanim zdążyłam wyprowadzić Fijero ze stajni
- Sam pewnie, że przyjadę, ale najpierw przydałoby się żebym tam dojechała. - zaśmiałam się, wyszłam ze stajni i wprowadziłam ogiera do przyczepy
Od miesiąca byłam już w Londynie i uwolniłam się chyba na stałe od ojca i mojej macochy. Nigdy nie czułam takiego szczęścia i satysfakcji wiedząc, że zostanę tutaj na kilka lat, do tego spędzając je na uniwersytecie moich marzeń. Co prawda rok szkolny zaczyna się dopiero za miesiąc, ale muszę przyjechać już teraz żeby ogarnąć się i przyzwyczaić do tego miejsca.
Byłam już spakowana i gotowa w stu procentach. Sprawdziłam czy dobrze zamknęłam przyczepę i ruszyłam w stronę mojego samochodu. Otworzyłam drzwi i wpuściłam Nukę na tylne siedzenia. Przytuliłam się do brata, szepnęłam mu parę słówek na pożegnanie i wsiadłam do auta. Uniwersytet, na który jechałam znajdował się zaledwie kilkanaście kilometrów od Londynu więc jechałam tam niecałe półgodziny.
*********************
Kiedy minęłam ogromną bramę akademii zamarłam z wrażenia. To miejsce wyglądało wręcz idealnie. Nawet drzewa rosnące wzdłuż drogi prowadzącej na podjazd były równo i identycznie przycięte. Na parkingu stało kilka samochodów i widać było że wielu uczniów było gdzieś na wakacjach, a ja już myślałam o szkole. Zaparkowałam samochód i wyjęłam wszystkie papiery potrzebne mi do ogarnięcia tego miejsca. Rozmawiałam z dyrektorką jakiś czas temu przez telefon i wszystko mi wyjaśniła, przesłała również klucz do pokoju i kilka innych potrzebnych rzeczy. Stwierdziłam, że najpierw zaprowadzę Fijero do jego boksu żeby troszkę się oswoił z tym miejscem. Wysiadłam z auta razem z moją suczką i poszłam wyprowadzić ogierka z przyczepy. Fijero był na początku trochę niespokojny, ale szybko mu to minęło. Szłam z koniem w stronę stajni obserwowana przez kilka dziewczyn stojących w jednej grupie. Posłałam im przyjacielski uśmiech jednak one odwróciły się i odeszły. Zdziwiłam się i poszłam trochę zrezygnowana do stajni. Mój boks znajdował się po lewej stronie i był ostatni. Kiedy szłam przez korytarz podziwiałam piękno przebywających tu koni. Każdy z nich prezentował się wyjątkowo. Podeszłam do przeznaczonego mi boksu na którym znajdowała się tabliczka z dużym drukiem FIJERO. Wprowadziłam do niego mojego Fifusia i ściągnęłam mu ochraniacze transportowe i derkę. Przytuliłam go i wyszłam z boksu. Kiedy zbierałam z podłogi derkę zobaczyłam, że z daleka przygląda mi się bardzo wysoki chłopak o ciemnych włosach. Chciałam się przywitać, ale zanim zdążyłam coś powiedzieć zniknął mi z zasięgu wzroku.
- Cholera. Co jest nie tak z tymi ludźmi. - pomyślałam, zanosząc sprzęt do mojej nowej szafki w siodlarni
Kiedy wyszłam ze stajni od razu zapaliłam papierosa. Poszłam w stronę auta wpatrując się w telefon. Zastanawiałam się czy coś zrobiłam nie tak skoro każdy kogo spotykam olewa mnie permanentnie. Musiałam zrobić dwie rundki żeby odnieść cały sprzęt jeździecki do siodlarni. Wbrew pozorom zabrało mi to bardzo dużo czasu.
Następną rzeczą jaką postanowiłam zrobić było odnalezienie mojego pokoju. Miałam wyraźnym drukiem napisane że był to pokój numer 12 na parterze. Wzięłam moją ogromną torbę i udałam się w stronę akademika. Nuka nie oddalała się ode mnie nawet na krok, miałam nawet lekkie wrażenie, że była nawet nieco przestraszona tym miejscem. Szłam kilka minut aż doszłam do ogromnego, majestatycznego budynku. W środku wyglądał jeszcze piękniej niż na zewnątrz. Chodziłam chwilę szukając mojego pokoju, ale co dziwne nie spotkałam nikogo na swojej drodze. W końcu znalazłam mój upragniony pokój i weszłam do środka. Był w duży, przestronny i taki minimalistyczny czyli w moim stylu. Padłam na łóżko i bardzo ucieszyłam się, że już tu jestem. Miałam mnóstwo toreb i rzeczy w aucie, ale zero chęci do przyniesienia ich do pokoju i rozpakowania się. Stwierdziłam, że zrobię sobie lekki trening skokowy więc zostawiłam Nukę w pokoju i udałam się w stronę stajni.
Szłam powoli paląc kolejnego papierosa kiedy moim oczom ukazał się znowu chłopak którego widziałam wcześniej. Tym razem powiedziałam mu szybkie "cześć" i zniknęłam w stajni zanim zdążył coś jeszcze powiedzieć.
Po półgodzinnym oporządzaniu konia w końcu udałam się na halę. Była największą jaką w życiu widziałam. Było na niej rozłożone kilka przeszkód więc nie musiałam nic robić ani zmieniać. Dosiadłam Fijero i zrobiłam mu krótką rozgrzewkę po czym najechałam na pierwszego krzyżaka. Jeździło mi się bardzo dobrze jednak mojemu koniowi coś nie pasowało i bardzo się rwał do przodu. Poskakałam jeszcze parę przeszkód, kiedy po raz trzeci zobaczyłam tego samego chłopaka stojącego przy wejściu do hali. Przyglądał mi się z dużym zaciekawieniem. Postanowiłam podnieść poprzeczkę wyżej więc najechałam na wysoką stacjonatę, którą przeskoczyłam z trudem. Koń rwał mi się bardzo mocno, ale postanowiłam najechać na jeszcze wyższego oksera. Na moje nieszczęście Fijero wybił się za wcześnie i bardzo mocno pociągnął mnie za sobą. Zanim się zorientowałam się leżałam na ziemi. Było mi strasznie wstyd, ale chłopak podszedł do mnie i podał mi rękę żebym mogła wstać.
- Nic ci się nie stało? - zapytał śmiejąc się
- Nie, wszystko w porządku. Dzięki.
- To nie było za rozsądne nie uważasz? - powiedział patrząc podejrzliwie
- Trochę na pewno.... - powiedziałam rumieniąc się
- Jesteś tu nowa prawda? Nie kojarzę cię. Jak masz na imię? - powiedział chłopak uśmiechając się
- Blair, a ty?
- Cole, miło cię poznać. Skoro już wiem, że jeździsz średnio to może chciałabyś zobaczyć całą akademię? - kiedy to powiedział jego piwne oczy aż zaiskrzyły ze śmiechu
- Ha ha ha, zabawne. Czemu nie, ale najpierw przydałoby się żebym złapała tego konia. - zaśmiałam się i poszłam po Fijero skubiącego kawałek drewna na drugim końcu hali.

Cole?