Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Todd. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Todd. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 lutego 2018

od Toddiego cd Zamiry

Przeniosłem na nią wzrok lekko zaskoczony, no to jeszcze ciekawiej.
-Adopcja?-Zapytałem spokojnie i podrzuciłem ją na swoim ramieniu, nie byłą ciężka ale za to wiedziała jak sprawić aby było mi nie wygodnie. Przyjmowałem to ze stoickim spokojem, nie odpuszczę temu małemu chochlikowi.
-Coś w tym stylu, sąsiad się mną zajmował.
-Sąsiad? To brzmi trochę jak jakieś pedo...
-Milcz!-Pieprznęła mnie z pieści w plecy.
-Nie no nic nie mówię już..
-On był mega super człowiekiem ! Nigdy by mnie nie skrzywdził! Jest po prostu dobrą osobą !
-Nie przywykłem do bezinteresowności Zamira.. Tyle no nie chciałem cię obrazić ani niego -Burknąłem i otworzyłem sobie drzwi na stołówkę. Był okropny ruch i tłok więc musiałem zdjąć ją ze swojego ramienia.
-Dziękuje, i.. Ludzie naprawdę bywają bez interesowni! No ja jestem na przykład.. Czy ty rozmawiając ze mną widzisz w tym jakiś interes?-Przekrzywiła głowę kiedy staliśmy w kolejce po posiłek.
-Mam.. Nie chcę być samotny więc obarczam cię moją osobą -Wzruszałem ponownie ramionami.
-HEY TODDY ! -Krzyk przebił się przez stołówkę. Stolik obok okna przy którym siedziało paru chłopaków których poznałem w czasie zajęć miał wolne miejsca. Blondyn pomachał mi wyraźnie dając do zrumienia abym z nimi usiadł. Pokiwałem głową i wróciłem wzrokiem do Zamiry która aktualnie wbijała mi w bok tacę.
-Pięknie dziękuje idziemy tam -Wskazałem stolik i ruszyłem przodem. Szybko nadrobiła mi kroku.
-Nie mam tak długich nóg jak ty wiec zwolnij ! -Zażartowała i postawiła tacę na stoliku.
-A ta czarna czego tu szuka? Przygody poza Gettem się zachciało? -Blondyn wyraźnie miał coś do mojej nowej znajomej.
-Stary zluzuj -Westchnąłem i wgryzłem się w jabłko.
-Co czekoladowej cipy ci się zachciało? - Kolejny mało przyzwoity żart poleciał w naszą stronę. Przeniosłem wzrok na Mulatkę która milczała.. To było mało spotykane.
-Powiedziałem... Zluzuj -Burknąłem .
-OJ daj spokój, to tylko czarna laska, nie to ,że jest jakimś wartościowym człowiekiem co -Pościł mi oczko. Okay.. To nie było okay i zanim przekonałem sam siebie do pokojowego podejścia do tej całej sytuacji moje pięść spotkała się z twarzą plującego jadem osobnika. Odskoczył o stołu i ruszył na mnie mocno wkurzony. Oj nie ze mną takie, był niższy i mniej zbudowany więc szybko siedziałem na nim i wymierzałem kolejne ciosy.
-Jebany chuju ! Może przestań obrażać kogoś za kolor skóry i zacznij myśleć o tym co ludzie mówią o tobie.. Lubisz kutasy i maskujesz się dziewczynami co.. Jebany pedał -Splunąłem mu w twarz i.. Chyba w nim coś odblokowałem bo skoczył mi do twarzy pomimo swojej przegranej pozycji. Obydwoje nie ustępowaliśmy i ...
-SPOKÓJ !-Głos nauczyciela i odciąganie nas od siebie wyrwało mnie z transu. Przejechałem dłonią po wardze która była rozwalona i zmarszczyłem brwi.
<Zamira?>

czwartek, 15 lutego 2018

od Toddiego cd Zamiry

Uniosłem brwi. Co?
-Nie mam zamiaru sobie obijać jajek dla twojego udowodnienia więzi -Złapałem czaprak z siodła i narzuciłem koniu na grzbiet. Mulatka wydała z siebie blisko nie określony dźwięk.
-No spokojnie, sam czaprak, jednak chcę mieć kiedyś dzieci -Westchnąłem i zdjąłem Zotiemu kantar, praca z nim na luzie była mi już znała, dobrze nam szło więc nie widziałem co tam fanatyczka chciała mi udowodnić. Założyłem mu na szyję linkę i ruszyłem w kierunku zakrytej stajni, jednak dzisiaj pogoda dawała się we znaki, wiało i trochę padało . Zamira szybko znalazła się za mną, prowadziła swoją pokrakę na kantarze .
-A kantar gdzie masz?
-Po co.. Nie potrzebny do dobrej pracy, to jednak tylko pomoc co ? -Puściłem jej oczko. Nie miałem zamiaru dać jej wygrać, była koniareczką która wierzyła w miłość koni , które nie mają czegoś takiego jak uczucia wyższe.. Wskoczyłem na konia i spokojnie rozpocząłem rozgrzewkę, miał rozluźnioną szyję ale wyraźnie skupiał się na poleceniach. Po paru woltach za kłusowałem i pokonałem leżący drążek. Dziewczyna za to aktualnie kazała koniu robić jakieś ukłony, głupooota. Czułem że jednak się nie dogadamy w kwestii koni. Tak poza tym była nawet spoko? Rozmawiała ze mną więc nie miałem na co narzekać. Zoti uginał się pod łydkami i plastycznie zakręcał kiedy tylko czuł  sygnał.
-Jak tam? Widzę ,że twoja wspaniała więź cię daleko zaprowadziła -Podjechałem do mulatki która aktualnie siedziała już na grzbiecie konia i klepała go po szyji.
-Musi rozumieć co od niej chcę
-To jej to pokaż a nie tłumacz nie rozumie cię i tak i tak -Prychnąłem.
-Rozumie.
-Właśnie widzę.. Zoti  zatrzymanie ! -Powiedziałem głośno ale pchnąłem biodrami do galopu. Oczywiście pięknie zagalopował i pilnował się okręgu który mu wyznaczałem. Skróciłem koło i ruszyłem na dziewczynę. Parę kroków przed nią skręciłem łyski i koń odskoczył w bok zmieniając kierunek. Przeszedłem do kłusa i stępu.
-Tak bardzo rozumie słowa i emocje prawda? To maszyna ja jestem jej umysłem, nie potrzebna jest więź z maszyną -Przejechałem palcami po jego krótkiej grzywie i posłałem dziewczynie któa aktualnie była naburmuszona szeroki uśmiech.
-Nie rozumiesz tej więzi!
-Nie ma czego rozumieć.. Kit i tyle. Już pobawiłaś się na koniku? Możemy iść? -Poklepałem konia i zeskoczyłem na ziemię.
-Nie, moja kolej.. Zobaczysz co potrafimy!
-Zapewne...
Patrzyłem jak dziewczyna marszczy brwi i zaczyna pracę z klaczą na kole, szło jej dobrze, kobyła posłusznie reagowała na to co jej kazano robić. Postanowiła jednak skoczyć przez jeden krzyżak i w momencie w którym już na niego najechała do pomieszczenia wpadł mały piesek i głośno ujadając ruszył do ataku. Klacz uskoczyła a dziewczyna została na przeszkodzie.. Podbiegłem do niej i pomogłem wstać.
-Ok? -Uśmiechnąłem się ponownie, zwiesiła wzrok i pokiwała głową.
-Rozumiem twoje przekonania Zamira .. Uważam je po prostu za blednę, nie zabraniam ci jednak w nie wierzyć tak samo bywa z religią, tak długo jak mi nie zaczynają pieprzyć o wielkim Bogu to jest okay.. -Uniosłem jej brodę palcami i czekałem na odpowiedź.
-Rozumiem.. Jesteś .. Dziwny -Wymamrotała i odeszła do klaczy która aktualnie obwąchiwała się z Zotim.
-To wałach więc do niczego nie dojdzie -Burknąłem widząc  nieudane zapędy mojego chłopaka do siwki.
-Nic z tego stary, nie ma opcji, nie masz jajek -Zarzuciłem mu linkę na szyję i ruszyłem do stajni . Dziewczyna została w tyle z kobyłką. Klacz miała ładne ruchy i widać ,że wiedziała co robić  tego jej nie ujmę. Odstawiłem wałacha do boksu i ruszyłem w kierunku z którego dobiegała mnie paplanina mulatki. Opowiadała właśnie stajennemu o czymś w jej kraju.
-Choć bo zanudzisz tego biednego człowieka -Złapałem ją w pasie i przerzuciłem przez ramię z łatwością.
-Toddy odstaw mnie ! Już !
-Nie.. Wiś grzecznie jak na porywaną królewnę przystało okay?
<zamira? ta zmiana narracji mnie mocno skonfudowała.. XD ale no wróciłam>

środa, 17 stycznia 2018

od Toddiego cd Zamiry

Z uśmiechem patrzyłem jak jej pośladki podrygują z każdym krokiem który stawia. Była dziwna, kochała konie.. Kto normalny kocha konie? To aż głupie. Westchnałem i ruszyłem za nią, trochę by było głupio jak bym został sam w boksie z jej koniem.. Który mówiąc szczerze nie należał do urokliwych, zwykły koń, nic specjalnego. Wystające oczy jak u żaby i zgarbiony "nos". Do tego siwy kolor jej nie pasował, miała nie atrakcyjne różowe powieki.. Brzydki koń to nie był ale ładna też jakoś specjalnie nie była. No co poradzę? Dziewczyna aktualnie deptała powoli w kierunku mojego boksu.
-Zobacz, on cie kocha -Wystawiła dłoń w kierunku Zotiego ale ten ruszył głową w moim kierunku.
-Przywykł ,ze mam smaczki i tyle.. Koń  to zwierzę, nie odczuwa uczuć wyższych -Wzruszyłem ramionami i  pstryknąłem lekko ciekawski nos. Wałach cicho chrumknął i cofnął się gwałtownie.
-Oj nie udawaj, nic ci nie jest -Westchnąłem i poklepałem się po udzie, koń momentalnie znalazł się ponownie obok mnie. Zamira patrzyła na mnie z zmarszczonymi brwiami.
-Co?
-Uderzyłeś go..
-Pstryknąłem ledwo a ty panikujesz, typowa baba, mój koń, moje zasady
-Znęcasz się nad nim!
-Ta.. a świnie latają, jemu nie jest źle.. Czasem trzeba konia walnąć bo inaczej nie będzie działał.. Prosta zasada..
-Jak nie chce "działać" -Zrobiła cudzysłów palcami, o ho szykuję się na batalię..
-Dokładnie, to tyolko wierzę które czasem głupieje, nie czuje ludzkich emocjiii i tyle -Wzruszyłem ramionami.
-Jesteś zjebany, czemu masz konia w takim razie? Czemu jeździsz konno skoro to tylko głupie zwierzę ?-Nastroszyła się cała.
-Bo to sport, nie kocham konia, lubię sport, no i rodzice mi za to płacili, i mogłem się wynieść z domu .. No i to sport bogatych ludzi co oni uważali za cos dobrego dla mnie ..
-TYLKO SPORT? - Wydawała się zszokowana.
-Tylko, to nic więcej, to tylko narzędzie do sportu- Znów wzruszyłem ramionami.
<Zamira? Perzepraszam oki:P>

niedziela, 17 grudnia 2017

od Toddiego cd Zamiry

Ogarnąłem się u siebie , mycie głowy zajmowało mi minuty ale jednak oglądanie się w lustrze, napianie mięśni i inne zajęcia w czasie których się mogłem podziwiać zajmowały czas. Musiałem gdzieś ją zaprowadzić, sam najwyraźniej mieszkałem w akademii tak długo ,że mogłem obierać pozycję przewodnika. Ubrałem się w wygodne ale ładnie podkreślające moje ciało ubranie i wygrzebałem dodatkowo szalik i ciepłą bluzę, na dworze padał drobny śnieg a ja nie chciałem ryzykować choroby. Zamira czekała na mnie w swoim pokoju, zapukałem i zajrzałem do niej. Machnęła ręką i z uśmiechem chciała wyjść.
-Idziesz w swetrze ?- Zmarszczyłem brwi.
-No..
-Pada śnieg..-Zauważyłem spokojnie licząc na jakiś odzew. Dziewczyna lekko zmarszczyła brwi.
-No i ?
-Nie ważne.. tobie zmarznie dupa -Wzruszyłem ramionami i wyszedłem z jej pokoju kierując się do wyjścia. Po chwili dogoniła mnie, miała ze sobą cieplejszą bluzę co mnie ucieszyło. Musiał bym pewnie zachować się jak gentelman i oddać jej moją bluzę a nie chciałem tego robić, była ciepła, miękka i kochana. Ruszyłem spokojnie w kierunku stajni. Dziewczyna wesoło opowiadała mi o pogodzie w mieście z którego pochodziła i o tym jak bardzo podoba jej się śnieg.
-Widziałeś wcześniej tyle śniegu?-Wskazała niewielką kupkę leżącą na ziemi.
-Moja rodzina jeździ w alpy na feriie... Widziałem dużo śniegu w swoim życiu, i ten śnieg jest niczym przy tym w alpach -Przyznałem spokojnie i wkroczyłem do stajni.
-Alpy? Jezu musisz mieć nadzianych rodziców -Zaśmiała się.
-Trafiłaś w sedno.. Bogaty chłopiec z bogatej rodziny -Uśmiechnąłem się lekko i podszedłem do boksu Zotiego i otworzyłem go sobie. Koń spojrzał na mnie spokojnie i szybko znalazł się obok mnie.
-Wow! Żadko widuje się konie tej rasy-Westchnęła Zamira która pojawiła się nagle obok mnie.
-Uh.. Achała? To.. To bardziej do terenów konie ale jest świetny -Uśmiechnąłem się.
-Lubi cie, musiałeś go mieć od małego co?
-Nope, kupiłem go od dobrego hodowcy parę tygodni temu, zajmowanie się koniem od małego odbiega od celu.. Koń ma być do sportu a nie kochania -Wzruszyłem ramionami i pogłaskałem delikatnie chrapy które aktualnie delikatnie jeździły po moim karku.
-Nie kochasz go? -zdziwiła się.
-Nie? To koń.. On jest do sportu-Nie rozumiałem odrobinę jej pytania.
-No ale.. To koń.. Musisz mieć z nim więź i zrozumienie dla siebie nawzajem -Zmarszczyła odrobinę brwi.
-Gadasz jak moja młodsza siostra.. Konisie konisie nie wolno na nich jeździć bo mnie kochają ! -Zapiszczałem dziewczęcym głosikiem.
<zamira? Czas obrażania ! a tak serio nie wiedziałam co napisać>

niedziela, 3 grudnia 2017

od Todda do Zamiry

W okolicach mojego pokoju powstawało niewielkie zamieszanie, starałem się (mocne słowa jak na idiotę ) uczyć matematyki ale ciągłe rozmowy mocno mi to zakłócały. Wyjrzałem wiec z pokoju i.. Na korytarzu stało dwóch facetów z przeprowadzek obok nich nauczycielka i jeszcze ktoś. Właśnie awanturowała się o coś co nosili.
-Nie , nie nie.. Nie rozumieją panowie , przyszło zniszczone wiec trzeba odesłać -Nauczycielka była wyraźnie zdenerwowana .  U jej boku stała ciemno skóra dziewczyna z mocno niezadowoloną miną.
-Terrarium nie może "nie mieć" jednej ściany , jest wybrakowane, potłukliście coś. NIE ZAPŁACĘ -Warknęła i tupnęła nogą. Uśmiechnąłem się pod nosem.
-Dzień dobry-Machnąłem ręką i wyszedłem z pokoju . Wszyscy spojrzeli na mnie zdziwieni. Mocno zdziwieni.
-Emm. Toddy, przepraszam za hałas ale mamy problem -Uśmiechnęła się nauczycielka .
-Słychać, coś pomóc?
-Nowa uczennica zamawiała.. Terrarium i jedno przyszło bez jakiejś części nie jestem pewna o co chodzi ale podobno jest bardzo ważna -Zaczęła ostrożnie.
-Huh? A co nie ma ? Może mam w zapasie? Mam stare po Flashu wiec mogę pożyczyć -Zaproponowałem . Dziewczyna popatrzyła na mnie zdziwiona.
-Nawilżacz i nie mam żarówki grzewczej -Westchnęła.
-Się znajdzie, panowie spisujemy raport o braku części zamówienia i będziecie musieli się tu ponownie pojawić -Podszedłem spokojnie bliżej. A wiec masz terraria? Ciekawe czy ma węża. Wyglądała na kogoś kto miał wielkiego boa albo tego typu węża którym można zawinąć się jak szalikiem. Kiedy bogu winni dostawcy sobie poszli obiecałem dziewczynie że zaraz do niej przyjdę z brakującymi elementami. Znalazłem je pod łóżkiem.  Załadowałem je do pudełka i dorzuciłem batonika ,na powitanie. Zapukałem do jej drzwi i ..
-Hej! Ratujesz mi skórę, serio... -Zaśmiała się mówiąc te słowa i wciągnęła mnie do swojego pokoju. Był jeszcze nie ogarnięty, wszędzie pudła i pudełka.
-Masz jakieś .. gady?
-oo Gekona, Kameleoona i Leona ! -Zaśmiała się i zaczęła opowiadać mi o swoich zwierzętach, dopiero po chwili dotarło do mnie ,że Leon to pyton. Młody wąż leżał spokojnie w klatce zwinięty w kulkę. Podszedłem szybko do terrarium i delikatnie przyłożyłem palce do szkła. Duże węże miały w sobie taki fajny czar, flash jednak był malutki i większy stać mógł sie tylko za sprawą magicznego zaklęcia.
-Lubisz węże? -Dziewczyna stanęła obok mnie i lekko przechyliła głowę.
-huh? Mam węża, Flash, ale to zbożak wiec nic wielkiego.. Ale jest calutki czarny, piękna odmiana -Przyznałem.
-oooo, zazdroo to ciekawa odmiana! em... Tak w sumie to jak ty masz na imię ?
-Toddy
-Zamira -Wystawiła przed siebie dłoń na której siedział kameleon. Pogłaskałem go delikatnie po głowie .
<Zamira?>

piątek, 1 grudnia 2017

od Toddiego cd Vony

Dojechałem do domu i wgramoliłem się do siebie, spać, tak to lubię. Padłem na łóżku myśląc o mojej nowej znajomej która zawładnęła moim umysłem, piękna brunetka miała naprawdę w sobie coś. Westchnąłem zakładając ręce za głową i patrząc na sufit, a niby tak trudno o nowe osoby a tu proszę. Usnąłem z jej oczami wyrytymi w moim mózgu. Rano wyszedłem na śniadanie z nadzieją ,że moja znienawidzona ulubiona koleżanka będzie przy stole, jednak trzeba było być dla niej miłym. Prawda? Była wredną suką ale trzeba być miły, sam bywałem kawałkiem chuja. Szczególnie kiedy wpadałem z moje stany złości.
********
Wyjechałem z Zotim w teren, jednak to był najlepszy trening dla tego konia. Spokojnie jeździłem po lesie zachwycając się nadchodzącym deszczem, chmury wyglądały trochę jak by miał padać śnieg, ciemne, gęste i sunące bardzo szybko po niebie. Koń nastawił uszy i zawrócił w kierunku stajni.
-Okay, racja..-Wymamrotałem i zagalopowałem. Zaczęło się, grzmoty pioruny  Zwolniłem konia widząc leżącą na ziemi osobę, kolorowowłosą osobę. Ona ma szczęście. Zeskoczyłem i szybko przykucnąłem obok dziewczyny. Miała odrobinę rozbiegany wzrok ale tak wydawało sie okay, kto tę idiotkę puścił bez kasku?
-Co włoski by sie pogniotły w kasku? Tak ładniej?-Uniosłem ją i przełożyłem przez siodło. Coś mruknęła, najwyraźniej szok albo coś takiego bo nie była w stanie panować nad swoim ciałem, albo zjebała sobie odcinek szyjny kręgosłupa, chuj wie. Powoli ruszyłem w kierunku ośrodka który był blisko, jej koń był już w boksie, ktoś mądry go wpuścił. Ją zabrali stajenni i mam spokój.  Westchnąłem  ogarnąłem mojego konia, ten był całe szczęście mało strachliwy i chyba tylko siekiera w bok by go wyskoczyła. Czemu ludzie nie myślą? Sam nie jestem mądry ale wiem ,ze niektórych zasad nie wolno naginać no. Serio, kask nie boli. Zdjąłem mój z głowy i odłożyłem do szafki. O losie czemu ludzie nie myślą. Ogarnąłem się szybko i przebiegłem przez ulewę do siebie.
<vona? Umierasz tam?

środa, 22 listopada 2017

od Toddiego cd Vony

Pokręciłem głową widząc jak dziewczyna zeruje kolejnego shota. No na mnie też przyszedł czas. Zamówiłem sobie szybko kolejkę i wypiłem jeden po drugim.
-Uhh, tak się mogę bawić -Mruknąłem sam do siebie i poszedłem na parkiet. Vona została przy barze, gadała z barmanem który wyraźnie topił się w jej dekolcie.  Znalazłem partnerkę do tańca i zaczęliśmy zabawę. Brunetka o ładnych kształtach , lekko wysuniętej szczęce i zielono szarych oczach umiała się ruszać. Wsunąłem nogę pomiędzy jej uda i kiwaliśmy się do "Havana " Piosenki która dość nie dawno wyszła a już zdobywała wysokie miejsca na różnych muzycznych listach.  Powoli zakręciłem dziewczyną i ....
-Uważaj jak się ruszasz złamasie ! - Głos Vony zaatakował moje uszy. Niechcący nadepnąłem jej na nogę, nie moja wina.
-Wybacz słońce -Uśmiechnąłem sie do mojej partnerki z tańca i zwróciłem się do koloroweowłosej.
-To tobie coś nie pasi, nie ja wchodzę na parkiet i ładuję się ludziom pod nogi -Burknąłem i patrzyłem jak jej twarz zaczyna powoli nabierać koloru pięknego dojrzałego pomidorka.
-Spierdalaj gościu !  Jesteś jebanym problemem -Pchnęła mnie lekko ale nie zrobiło to na mnie wrażenia. Nie po to się trenuje.
-To nie ja jesteś agresywny, chamski i wredny dla nowo poznanej osoby! Chyba jednak nie masz tak mocnej główki co ?-Prychnąłem i szybko oddaliłem się trzymając nowo poznaną dziewczynę za rękę. Udało mi się znaleźć kanapę w bardziej cichym zakątku klubu.
-Wiec , jak masz na imie? Bo wiem już że świetnie tańczysz -Uśmiechnąłem się siadając obok niej.
-Lena , a ty?
-Toddy, Słuchaj Lena będę musiał niestety zaraz spadać ale.. Chcesz mi może zostawić swój numer ?
-Jasne zapisuj -Podyktowała mi cykl numerków.
-Ah.. 502?
-Nie.. 503 -Uśmiechnęła się lekko. Czyli numer był prawdziwy, tak się sprawdza czy dostało się dobry numer, powtarza go zmieniając jedną cyfrę, jeśli cię poprawi to dostajesz prawdziwy numer.. Jak nie no to wiadomo.
-Okay, odezwę się jutro, chciał bym zabrać cię do takiego ładnego miejsca -Pożegnałem się całując ją w policzek i wyszedłem z baru. Zamówiłem szybko Taxówkę która odwiozła mnie do akademii.  Pytanie , czemu dzisiaj dałem sobie wcześniej spokój? Bo miałem jutro rano sprawdzian który serio muszę zaliczyć, jak tego nie zaliczę to nie zdam. A jak nie zdam to wracam do domu, a tego nie chcemy. No  jednak chęć przywalenia dziewczynie w twarz za to jak sie zachowuje (wcale nie mam na myśli Vone..) była silna wolałem na nią dzisiaj już nie wpadać. Szybko się ogarnąłem i poszedłem spać.. Witaj jutro !
<Vona? Opko do duppppy>

niedziela, 19 listopada 2017

od Toddiego cd Vony

Usiadłem do laptopa i wklepałem login do dziennika internetowego, dzisiaj miały dojść oceny z wczorajszej niezapowiedzianej kartkówki która pewnie położy większość klasy, jak i mnie. Okay Toddy, dasz radę, nie jesteś mądry wiemy o tym od dość dawna , nie jesteś zdolny jeśli chodzi o matmę ale no Toddy, napisałeś coś więc... TAK . Piękna dwójka migała na czerwono w dzienniku, dożyję jutra! Cicho krzyknąłem i odsunąłem się od komputera, jednak będzie dobrze. Wygrzebałem batnika z szuflady, to zwycięstwo trzeba uczcić! Wygryzłem się w czekoladę i przymknąłem oczy, kocham nugat. Puściłem "house of gold " na tyle głośno że sąsiedzi mieli prawo usłyszeć i świętowałem moje małe zwycięstwo.  Pukanie do drzwi wybiło mnie z rytmu, jednak muszę z ciszyć?
-Tak o co chodzi?- Zmrużyłem oczy na widok mojej najwspanialszej koleżanki w akademii.
- To chyba twoje. Nie życzę sobie, aby twój wąż, spacerował sobie po moim pokoju. Ciesz się, że go nie utłukłam.- Rzuciła mi pudełko w dłonie i szybko odeszła. Otworzyłem karton i kiedy z środka wyjrzała mała czarna główka zaśmiałem się.
-Nie ładnie tak podglądać dziewczyny jak się przebierają... Bez kamerki -Pogłaskałem delikatnie główkę Flasha i zamknąłem drzwi. Wywaliłem pudło do kosza i wsadziłem węża do terrarium. Skubaniec musiał wyjść jak mu sprzątałem dzisiaj rano. Westchnąłem, nadjedzony baton nie wyglądał już tak apetycznie. No to czas iść pobiegać. Ubrałem się w dresy i bluzkę do biegania, zgarnąłem słuchawki i telefon w specjalnym etui żebym nie musiał go trzymać w ręku. Ruszyłem. Planowałem obiec teren akademii ale duża ilość oczu w moim kierunku szybko zmieniła moje zdanie. Pobiegłem do lasu, był to ten las do którego konie nie miały wstępu więc mogłem się wyłączyć. Powoli pokonywałem kolejne kilometry a skoczna muzyka pomagała w dalszym ruchu. Na 5 kilometrze zatrzymałem się i oparłem o pobliskie drzewo, rozciąganie ! Najlepsza część wszystkiego ! Przyciągnąłem nogę do drzewa i puściłem, to samo z drugą.
*******
Wchodząc z powrotem do akademika mogłem powiedzieć ,że śmierdzę. Biegałem przez kolejne 2 godziny i to intensywnie wiec śmierdziałem, i to bardzo. Zapach mojego potu nie był czymś przyjemnym , większość ludzi nie lubi zapachu potu prawda? Pokręciłem głową i poszedłem do siebie. Po drodze napotkałem wzrok pewnej.
-HEJ VONA !-Wydarłem sie przez korytarz i pomachałem odchodzącej dziewczynie.
-Spierdalaj Todd ! -Pokazała mi środkowy palec nie odwracając się w moim kierunku. Milutka jak zawsze! Zamknąłem drzwi od swojego pokoju i wszedłem pod prysznic, miałem jeszcze dzisiaj jazdę ale nie chciałem aż tak śmierdzieć. Ubrałem się w spodnie i bluzę do jazdy i pobiegłem do stajni, koń stał gotowy, jednak nawyki z domu zostały. Zwierzę było do pracy, nie miałem co go czyścić, niepotrzebnie bym się ubrudził. Wsiadłem ze stołka i pojechałem na halę. Wałach ładnie chodził, nie było czuć jak kłusował co było dla mnie bardzo pozytywnym zaskoczeniem. Przeszedłem bardzo płynnie do galopu i ponownie, pozytywne zaskoczenie, koń pięknie zmienił nogę i reagował na najmniejsze pomoce. Nakierowałem Zotiego na niską przeszkodę i.. Idealnie, skakał odrobinę wolno ale o to mogłem winić jego rasę, jednak  Achały czuły się lepiej na długich terenach. Szybko skończyłem trening  odprowadziłem zwierzę do boksu, teraz nie miałem zamiaru oddawać nikomu mojej roboty, zakończenie treningu było moje. Zdjąłem ogłowie i siodło i wytarłem bok Karusa słomą.
-Bardzo dobrze, bedzie dobrze mordko -Pogłaskałem go delikatnie po mlecznej wardze i wyjąłem z kieszeni ciastka dla koni.
-Masz chrup sobie, zasłużyłeś -Podałem mu dwa i poszedłem ogarniać sprzęt. Po pół godziny wróciłem do siebie i ponownie wziąłem prysznic.  Dobry dzień.
<VOna? No nie wiem nooo XD>

środa, 15 listopada 2017

Od Toddiego cd Vony

Dziewczyna odjechała w dość nerwowym tempie, westchnąłem, lasek miał być blisko i .. No najwyraźniej to blisko mnie zgubiło co?  Pokręciłem głową i wróciłem do siebie. Nastrój mi mało odpowiadał na wesołe piosenki więc zapuściłem "Happier" Eda Sheerana i odpłynąłem wpatrzony w nowe terrarium. Flash sunął powoli po nowym podłożu , zabawnie wysunął język smakując powietrza dookoła.
-Ty to masz ciekawsze jednak życie co? Wszystko jest dla ciebie w pewnym sensie nowe-Mruczałem cicho bez sensu pod nosem.  Nagle telefon zadzwonił. Powoli podniosłem nowego Iphona do ucha .
-Ja?
-Mówiłam ci że inaczej się wita jak sie odbiera telefon! -Natarczywy głos mamy zaatakował moje bezbronne uszy.
-Tak, przepraszam.
-Dojechałeś? Wszystko jest tak jak powinno?
-Wszystko, mam to co chciałem.
-Uhu.. Będziesz dostawać kieszonkowe a my będziemy opłacać akademię i konia-Monotonnym głosem recytowała jak by zawierała z kimś umowę.
-Wiem.
-Dobrze, do zobaczenia w święta, Pa -Rozłączyła się szybko. Kochana rodzicielka nie ma co. Westchnąłem cicho i schowałem twarz w dłoniach, przynajmniej ich już nie muszę widzieć... Nie codziennie. Podniosłem się z krzesła, kolacja miała być około 19 a była juz 18... Szybki spacerek i mogę iść? Wyszedłem z akademika i skierowałem swoje kroki na stajnie. Jednak nadal nie wiedziałem gdzie schowali mi siodło, ogłowie, sprzęt.
-Przeprasza, gdzie są szafki z sprzętem?-Zapytałem pierwszego lepszego stajennego.
-W pokoju z szafkami, trzecie drzwi po lewo na końcu -Wskazał korytarz i wrócił do karmienia koni. Kiwnąłem głową w geście podziękowania i poszedłem we wskazanym kierunku. Moje siodło było nowiutkie, jeszcze błyszczało tak samo ogłowie. Pogłaskałem misia pod łękiem i upewniłem się ,że mam wszystko, potem przeszedłem się po boksach oglądając konie szkółkowe i prywatne. Parę ładnych klaczy przykuło moje oko ale nic specjalnego, nie moje typy koni. Proszę proszę, czas jednak szybko leci jak ma się co robić. Powoli ruszyłem w kierunku stołówki. Głośno, dużo ludzi, super. Zebrałem kanapkę z bekonem, pomidorem i sałatą na talerze, do tego woda i jabłko. Przy jednym ze stolików mignęła mi poznana wcześniej dziewczyna, może jej się nie będę narzucać.. Chyba mnie już znienawidziła. Pokiwałem do siebie głową i usiadłem z grupą obcych mi ludzi.
-Hej Toddy jestem -Pomachałem im z uśmiechem.
-Lewis a to Zayn -Uśmiechnęli się dwaj chłopacy.
-Daniel
-Louis
(wcale nie wymieniam postaci które znam ciii)
-Miło poznać -Kiwnąłem głową i zająłem się tym co było na moim talerzu. Po chwili moi towarzysze wyszli zostawiając mnie samym przy stole. Rude..  Podniosłem się i jednak dosiadłem do niej.
-Um.. Nie poznaliśmy się wcześniej jakoś świetnie, Toddy jestem -Uśmiechnąłem się najładniej jak umiałem.
<Vona?>

Od Toddiego

Wyjrzałem przez okno na mijane przez nas chmury, samolot unosił się pomiędzy obłokami i co chwila przecinał je skrzydłami. Odetchnąłem cicho pod nosem. Wreszcie wolny, nareszcie mam spokój. Po długiej dyskusji z mamą udało mi sie wywalczyć miejsce w akademii i konia, wreszcie mojego własnego konia. Miał dojechać dzień przede mną na miejsce. Sam go wybierałem. Wszystkie inne konie w naszej domowej stajence były albo spasione albo na tyle moja słodka siostra zdążyła się w nich zakochać,że nie mogłem robic więcej niż prosty trening bo "jej koniś się nie może zmęczyć!".
-Przepraszam zaraz lądujemy, proszę o zapięcie pasów -Stewardessa delikatnie dotknęła moje ramię. Wyjąłem słuchawki z uszu i pokiwałem głową na znak zrozumienia.
-Dziękuje.
-Proszę o wyłączenie urządzeń elektronicznych -Uśmiechnęła się ciepło i odeszła. Wyłączyłem telefon i zapiąłem się. Nadchodzę! Po pół godziny lądowania mogłem wysiąść z samolotu i udać się po swoje bagaże, najważniejsze pudło oznakowane jako "Żywe, drapieżne " czekało na mnie w miejscu specjalnych odbiorów.
-Hej Flash -Powiedziałem do jednego z otworów na powietrze i ruszyłem w kierunku postoju taksówek.  Gościu zgodził się mnie zawieźć na miejsce a za niewielką dopłatą puścił moją muzykę i pozwolił mi otworzyć pudełko z wężem. Flash był zwykłym wężem kukurydzianym o niezwykłym ubarwieniu, był cały czarny, i właśnie dlatego go między innymi wybrałem, pasował mi estetycznie do konia który czekał na mnie w akademii.. No i był kochany. Flash kochał siedzieć na rękach i pozwalał nosić się na nich prawie ciągle.Jedynym problemem było karmienie bo ludzie często źle na mnie patrzyli jak zaczynała sie rozmowa o karmieniu martwymi ofiarami. A ja tylko kupowałem martwe zamrożone myszy któe umierały w humanitarnych warunkach, nie stresowały się niepotrzebnie.. to samo można by przecież odnieść do świnki albo krówki.
-Jesteśmy razem będzie 120 dolarów -Odezwał się taksówkarz. Wsunąłem mu w rękę 150 i wysiadłem szybko z pojazdu, pieniędzy co jak co mi nie brakowało, matka była bogata po ubezpieczeniu z mojego taty a ojczym miał dobrze prosperującą firmę. Miałem co chciałem.. a nie chciałem dużo. Zaciągnąłem swoje bagaże pod akademik i szybko znalazłem kogoś kto wskazał mi miejsce do odbioru kluczy. Wkroczyłem do mojego pokoju i załamałem się, nie było miejsca na terrarium , chyba że... Szybko zsunąłem dwie szafki i voila! Terrarium stało zapakowane razem z potrzebnymi mi do weża dodatkami na łóżku. Zostało wysłane wcześniej żebym nie musiał męczyć biednego Flash`a złymi warunkami. Zestresowany wąż to martwy wąż. Wysypałem podłoże ziemią i zająłem się montowaniem lamp i układaniem wszystkiego na swoim miejscu.  Wsadziłem do gotowego habitatu węża i otrzepałem dłonie, gotowe!
-Podoba się? Jest większe niż w domu i masz inną ziemię... Dam ci się przyzwyczaić kolego - Mówiłem sam do siebie podszywając to pod rozmowę z wężem ale to dawało mi zawsze pewną ulgę. Rozpakowałem się i poszedłem zobaczyć mojego nowego konia. Zoti był Achałtekański.. Takie konie mi się zawsze podobały a w  nim to się zakochałem.  Stajnie same w sobie były wielkie, odgłosy kopyt, rżenia koni i przeklinania ludzi dookoła wbiły mnie w pewien stajenny trans. Znalazłem boks mojego nowego konia i uchyliłem w nim drzwi.
-Bry -Zamknąłem boks za sobą i wystawiłem dłoń z kostką cukru . Po chwili biało czarne wargi delikatnie zdejmowały słodki przysmak z mojej dłoni.
-Doobry koń.. Będzie nam dobrze razem -Poklepałem go po szyi przystąpiłem do oględzin. Młody wałach , był już dobrze zajeżdżony ale nie miał jeszcze w swojej karierze jakichkolwiek zawodów. Cicho mruczałem sam do siebie pod nosem o poprawności budowy jego szyi i głowy kiedy nagle usłyszałem za sobą ciche.
-A takiego tu jeszcze nie było -Stał za mną młody chłopak.. No w moim wieku.
-Em.. Hej?
-O hej hej.. Daniel jestem.. Jesteś nowy pewno?
-Umhum... Toddy
-Miło poznać, to twój koń?
-Zoti, wałach , achał tekański -Pochwaliłem się z uśmiechem.
-Mega ładny, serio, takiego konia jeszcze tu nie było -Pochwalił i wrócił do swoich zajęć. Pokiwałem sam do siebie głową i zdecydowałem się pójść do pobliskiego lasku na spacer. Kiedy znalazłem się w cichym zielonym miejscu nabrałem mocniej powietrza w płuca, będzie dobrze. Nagle na mojej drodze stanęła osoba..
<ktoś?>