- To twój portfel. -powiedziałem podając go do ręki dziewczynie, chciałem uniknąć dalszej rozmowy dlatego dodałem - Pójdę już.
Dziewczyna nie miała nic przeciwko i wróciła do swoich zajęć. Kleofas szedł przy mojej nodze jak pies, cieszyłem się że go znalazłem, a weterynarz stwierdził, że wszystko z nim w porządku i pogratulował mi tak "zdrowego okazu". Wróciłem do pokoju, a kocur pierwsze co zrobił to usadowił się na mojej poduszce.
- Posuń się trochę.. -powiedziałem kładąc się obok niego na łóżku, ale ten ani myślał
Wziąłem do ręki telefon i poszukałem jakiejś dobrej muzyki, puściłem ją cicho i wsłuchiwałem się w perkusistę udając, że sam gram. Lubię czasem dać się ponieść muzyce i uważam, że to nic złego. Kocur co prawda patrzył na mnie jak na idiotę którym z pewnością jestem w oczach Isabelle.. Ale ta dziewczyna ma coś w sobie... Coś takiego, że chce się przy niej być.. Coś takiego, że chce się spędzać z nią czas..
Nagle z zamyślenia wyciągnął mnie Kleofas, który zaczął ugniatać moje ramię pazurkami
- Co Ty do licha robisz? -zapytałem zaraz po tym gdy syknąłem z bólu, kocur wbił się na prawdę mocno i z trudem go od siebie odczepiłem
Wstałem z łóżka pocierając ramię, wszedłem do łazienki i wytarłem je namoczonym papierem po czym umyłem ręce. Reszta wieczoru to już było przygotowywanie do spania, nim jednak zmrużyłem oczy napisała do mnie siostra, z którą popisałem przez następne pół godziny, wypytała mnie o wszystko. Jakiś czas później usnąłem.
***
Następnego ranka obudził mnie ćwierkot ptaków, spojrzałem na zegarek 4.48. Serio?! Było to jak dla mnie dość wcześnie, a ja byłem zupełnie wyspany, słońce już wzeszło, więc czemu by nie wstać. Ubrałem się i uszykowałem do wyjścia, zabrałem ze sobą Kleo, który dzielnie siedział na moim ramieniu, które w dniu wczorajszym raczył mi uszkodzić. Wszedłem do stajni, kot w pierwszej chwili trochę się zjeżył, ale potem ogarnął, że nic mu nie grozi. Podszedłem do boksu Bułata. Posadziłem kocura na ściance boksu, a sam zabrałem się za czyszczenie ogiera. Nagle usłyszałem, że ktoś wprowadza do stajni konia, bardzo się zdziwiłem, bo przecież jest bardzo wcześnie..
<Ktoś jakiś? Jak macie swoje sprawy to zrozumiem xD >
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Phill. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Phill. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 2 maja 2017
niedziela, 30 kwietnia 2017
Od Phill'a Cd. Isabelle
- Ładnie to tak? -spytałem zatrzymując dziewczynę, ta spiorunowała mnie wzrokiem
- To znaczy jak? -zapytała
- Poczułem się bardzo smutny gdy się obudziłem, a nie było Cię przy mnie.. -wyszydziłem powstrzymując się od śmiechu
- Trzeba było nie spać tak długo, a w ogóle jak znalazłeś się tu tak szybko? -spytała po chwili namysłu
- Mam samochód? -powiedziałem ironicznie
- Ale przecież poszliśmy z buta.. -powiedziała Isabelle
- Załatwiłem to gdy spałaś, chciałem zadbać o to byś ni musiała tułać się taksówką, albo wracać na piechotę, cóż.. Nie udało mi się.. -wyjaśniłem
- Musisz być szybszy..-pokiwała głową i zamknęła drzwi boksu
Ehh.. Z dziewczynami...
***
Po treningu poszedłem do pokoju, przebrałem się w czyste ubrania i wybierałem się na przejażdżkę nad wodospad. Wpadłem na pomysł, żeby zabrać ze sobą Isabelle, ale właściwie niby czemu miała by się zgodzić?
***
Zgodziła się! Pod warunkiem, że zabierzemy Britt. Dla mnie nie był to kłopot
- Nie ma sprawy powiedziałem
Wyszliśmy na dwór, a ja jako dżentelmen otworzyłem dziewczynie drzwi do auta i zamknąłem je za nią, sam zaś wskoczyłem górą przez zamknięte
- Nie popisuj się.. -mruknęła Isabelle
- Wybacz, zachowałem się jak szczeniak.. Mogę iść do konta? -spytałem robiąc smutną minkę i oczy szczeniaczka, a dziewczyna wybuchnęła śmiechem
- Jedźmy już. -dodała po chwili
***
Gdy byliśmy na miejscu (na wzgórzu nieopodal wodospadu) otworzyłem bagażnik i wyciągnąłem z niego kosz piknikowy i koc.
- Ty tak poważnie? -zapytała dziewczyna wybałuszając oczy
- Zamknij buzię bo Ci mucha wleci -zaśmiałem się
***
Kilka minut później wszystko było już rozłożone, Britt żebrał o jedzenie, od czasu do czasu z rezultatem. W pewnym momencie husky zerwał się z miejsca i pobiegł w krzaki.
- Brittany! Chodź tutaj! -zareagowała natychmiast Isabelle
Husky wrócił do pani, a w krzakach coś się ruszało. Zerwałem się na równe nogi i zobaczyłem.. Kota! Dosłowie kota.. Wziąłem go na ręce, Britt podszedł i powąchał go bez jakiegokolwiek zamiaru wyrządzenia mu krzywdy.
- Skąd się tu wziąłeś maluchu? Gdzie twój pan? -zadawałem retoryczne pytania, wiedząc że kocur jest bezpański
- Weźmiesz go? -zapytała Isabelle unosząc jedną brew i głaskając swojego psa
- No raczej, przecież go tu nie zostawię.. -powiedziałem
***
Po udanym pikniku w towarzystwie czworonogów wróciliśmy pod akademię. Otworzyłem dziewczynie drzwi, wypuściłem też jej psa i wróciłem na miejsce kierowcy
- A ty gdzie się jeszcze wybierasz? -zapytała dziewczyna
- Do miasta. Muszę zabrać go do weterynarza -wskazałem na rozłożonego na tylnej kanapie kocura -przy okazji kupię mu trochę rzeczy, wiesz nie jestem przygotowany na czworonoga -zaśmiałem się drapiąc po karku -Co chcesz jechać ze mną? -zapytałem
<Isabelle?>
- To znaczy jak? -zapytała
- Poczułem się bardzo smutny gdy się obudziłem, a nie było Cię przy mnie.. -wyszydziłem powstrzymując się od śmiechu
- Trzeba było nie spać tak długo, a w ogóle jak znalazłeś się tu tak szybko? -spytała po chwili namysłu
- Mam samochód? -powiedziałem ironicznie
- Ale przecież poszliśmy z buta.. -powiedziała Isabelle
- Załatwiłem to gdy spałaś, chciałem zadbać o to byś ni musiała tułać się taksówką, albo wracać na piechotę, cóż.. Nie udało mi się.. -wyjaśniłem
- Musisz być szybszy..-pokiwała głową i zamknęła drzwi boksu
Ehh.. Z dziewczynami...
***
Po treningu poszedłem do pokoju, przebrałem się w czyste ubrania i wybierałem się na przejażdżkę nad wodospad. Wpadłem na pomysł, żeby zabrać ze sobą Isabelle, ale właściwie niby czemu miała by się zgodzić?
***
Zgodziła się! Pod warunkiem, że zabierzemy Britt. Dla mnie nie był to kłopot
- Nie ma sprawy powiedziałem
Wyszliśmy na dwór, a ja jako dżentelmen otworzyłem dziewczynie drzwi do auta i zamknąłem je za nią, sam zaś wskoczyłem górą przez zamknięte
- Nie popisuj się.. -mruknęła Isabelle
- Wybacz, zachowałem się jak szczeniak.. Mogę iść do konta? -spytałem robiąc smutną minkę i oczy szczeniaczka, a dziewczyna wybuchnęła śmiechem
- Jedźmy już. -dodała po chwili
***
Gdy byliśmy na miejscu (na wzgórzu nieopodal wodospadu) otworzyłem bagażnik i wyciągnąłem z niego kosz piknikowy i koc.
- Ty tak poważnie? -zapytała dziewczyna wybałuszając oczy
- Zamknij buzię bo Ci mucha wleci -zaśmiałem się***
Kilka minut później wszystko było już rozłożone, Britt żebrał o jedzenie, od czasu do czasu z rezultatem. W pewnym momencie husky zerwał się z miejsca i pobiegł w krzaki.
- Brittany! Chodź tutaj! -zareagowała natychmiast Isabelle
Husky wrócił do pani, a w krzakach coś się ruszało. Zerwałem się na równe nogi i zobaczyłem.. Kota! Dosłowie kota.. Wziąłem go na ręce, Britt podszedł i powąchał go bez jakiegokolwiek zamiaru wyrządzenia mu krzywdy.
- Skąd się tu wziąłeś maluchu? Gdzie twój pan? -zadawałem retoryczne pytania, wiedząc że kocur jest bezpański
- Weźmiesz go? -zapytała Isabelle unosząc jedną brew i głaskając swojego psa
- No raczej, przecież go tu nie zostawię.. -powiedziałem
***
Po udanym pikniku w towarzystwie czworonogów wróciliśmy pod akademię. Otworzyłem dziewczynie drzwi, wypuściłem też jej psa i wróciłem na miejsce kierowcy
- A ty gdzie się jeszcze wybierasz? -zapytała dziewczyna
- Do miasta. Muszę zabrać go do weterynarza -wskazałem na rozłożonego na tylnej kanapie kocura -przy okazji kupię mu trochę rzeczy, wiesz nie jestem przygotowany na czworonoga -zaśmiałem się drapiąc po karku -Co chcesz jechać ze mną? -zapytałem
<Isabelle?>
Od Phill'a Cd. Isabelle
- Daj ja spróbuję -powiedziała dziewczyna, mimo wszystko jej starania poszły na marne, bo drzwi jak na złość się zacięły. Bez sensu robić teraz zamieszanie o to i sprowadzać tu ludzi, skoro za drzwiami obok jest Britt, który w każdej chwili może zacząć szczekać przykuwając tym uwagę wszystkich dookoła, a my z pewnością wylądowalibyśmy na bruku.
- To nic nie da.. -powiedziałem nie mogąc już patrzeć na zapasy Isabelle z drzwiami
- To co teraz? -powiedziała dziewczyna po czym przypomniało jej się, że przecież mamy dwa pokoje - Dobra, chodź do mnie. -dodała po chwili
- Jak chcesz -powiedziałem szczerząc ząbki, aby podpuścić trochę dziewczynę
Zamknąłem za sobą drzwi, a Isabelle powiedziała, że myje się pierwsza. Lekko się zaśmiałem
- Zostawisz mnie samego z tym brytanem? -zaśmiałem się wskazując na psa, który akurat przeżuwał prześcieradło
- Przecież Cię nie zje.. -dziewczyna wywróciła oczami i zniknęła w łazience
Gdy już się wykąpała, poszedłem i ja się umyć. Gdy wróciłem Isabelle siedziała na łóżku głaszcząc psa. Spojrzała na mnie wymownie, gdyż byłem w samych bokserkach
- Weź coś na siebie załóż... -powiedziała
- Przeszkadza Ci to? -spytałem lekko się uśmiechając
Po chwili ciszy dziewczyna odpowiedziała - Trochę...
- Boże.. -westchnąłem i sięgnąłem po T-shirt - Rzuć mi jedną poduszkę chociaż -powiedziałem rozkładając na sofie koc
- Będziesz tam spał? -spytała unosząc jedną brew
- A gdzie mam spać? Na podłodze? -spytałem lekko sarkastycznie, po chwili gryząc się w język, pod żadnym pozorem nie chciałbym zrazić jej do siebie
- Nie jestem aż taka gruba, zmieścimy się przecież na łóżku.. -powiedziała
- To tak serio? -spytałem
- No.. -wzruszyła ramionami
Na mojej twarzy wymalował się szeroki uśmiech
- Na nic się nie nastawiaj. -zagroziła dziewczyna, a ja wybuchłem śmiechem
Chwilę później oboje już leżeliśmy w łóżku, przez kilka minut rozmawialiśmy, potem Isabelle stwierdziła, że idzie spać. W pewnym momencie, w środku nocy się przebudziłem. Chciałem wstać, ale dziewczyna tak mocno się we mnie wtuliła, że nie chciałem jej obudzić, dlatego odczekałem trochę, aż poluzuje uścisk, gdy to nastało wstałem i poszedłem do łazienki wykonać telefon. Załatwiłem, że przyprowadzą mojego meśka pod hotel, bo jeśli mam być szczery to nie chce mi się wstawać za pół godziny, żeby iść te piętnaście kilometrów, wolę godzinkę dłużej pospać.
Niedługo po rozmowie telefonicznej wyszedłem z łazienki, nie lubię spać w t-shircie, więc go zdjąłem ponownie zostając w samych bokserkach. Gdy tylko się znów położyłem Isabelle wtuliła się we mnie ponownie...
<Isabelle?>
- To nic nie da.. -powiedziałem nie mogąc już patrzeć na zapasy Isabelle z drzwiami
- To co teraz? -powiedziała dziewczyna po czym przypomniało jej się, że przecież mamy dwa pokoje - Dobra, chodź do mnie. -dodała po chwili
- Jak chcesz -powiedziałem szczerząc ząbki, aby podpuścić trochę dziewczynę
Zamknąłem za sobą drzwi, a Isabelle powiedziała, że myje się pierwsza. Lekko się zaśmiałem
- Zostawisz mnie samego z tym brytanem? -zaśmiałem się wskazując na psa, który akurat przeżuwał prześcieradło
- Przecież Cię nie zje.. -dziewczyna wywróciła oczami i zniknęła w łazience
Gdy już się wykąpała, poszedłem i ja się umyć. Gdy wróciłem Isabelle siedziała na łóżku głaszcząc psa. Spojrzała na mnie wymownie, gdyż byłem w samych bokserkach
- Weź coś na siebie załóż... -powiedziała
- Przeszkadza Ci to? -spytałem lekko się uśmiechając
Po chwili ciszy dziewczyna odpowiedziała - Trochę...
- Boże.. -westchnąłem i sięgnąłem po T-shirt - Rzuć mi jedną poduszkę chociaż -powiedziałem rozkładając na sofie koc
- Będziesz tam spał? -spytała unosząc jedną brew
- A gdzie mam spać? Na podłodze? -spytałem lekko sarkastycznie, po chwili gryząc się w język, pod żadnym pozorem nie chciałbym zrazić jej do siebie
- Nie jestem aż taka gruba, zmieścimy się przecież na łóżku.. -powiedziała
- To tak serio? -spytałem
- No.. -wzruszyła ramionami
Na mojej twarzy wymalował się szeroki uśmiech
- Na nic się nie nastawiaj. -zagroziła dziewczyna, a ja wybuchłem śmiechem
Chwilę później oboje już leżeliśmy w łóżku, przez kilka minut rozmawialiśmy, potem Isabelle stwierdziła, że idzie spać. W pewnym momencie, w środku nocy się przebudziłem. Chciałem wstać, ale dziewczyna tak mocno się we mnie wtuliła, że nie chciałem jej obudzić, dlatego odczekałem trochę, aż poluzuje uścisk, gdy to nastało wstałem i poszedłem do łazienki wykonać telefon. Załatwiłem, że przyprowadzą mojego meśka pod hotel, bo jeśli mam być szczery to nie chce mi się wstawać za pół godziny, żeby iść te piętnaście kilometrów, wolę godzinkę dłużej pospać.
Niedługo po rozmowie telefonicznej wyszedłem z łazienki, nie lubię spać w t-shircie, więc go zdjąłem ponownie zostając w samych bokserkach. Gdy tylko się znów położyłem Isabelle wtuliła się we mnie ponownie...
<Isabelle?>
sobota, 29 kwietnia 2017
Od Phill'a Cd. Isabelle
|...| Później zobaczyłem ją na stołówce, była wyszykowana i miała na sobie kurtkę. Nie mogłem się powstrzymać by nie zapytać dokąd się wybiera.. Okazało się, że Isabelle idzie do miasta ze swoim psem. Nie chciałem się narzucać, ale tak strasznie mi się znudziło siedzenie w pokoju, że spróbowałem przekonać ją, bym mógł jej potowarzyszyć.
***
Wyszliśmy z uniwersytetu. Isabelle praktycznie całą drogę milczała, doprowadzało mnie to do wewnętrznego rozpierdolu, ale co mogłem poradzić, w końcu jest dziewczyną.. Nagle zaczęło się robić tłoczniej, spojrzeliśmy na siebie stwierdzając, że jesteśmy w mieście. Tu dziewczyna zdała się być inna. Na jej twarz wkradł się uśmiech, a ja z daleka zobaczyłem wesołe miasteczko. Tak długo krążyliśmy, że w końcu byliśmy tak blisko diabelskiego młyna, że nie mogłem jej nie zaprosić.
- ..a co z Brittany`m?-zapytała
- Poczeka -uśmiechnąłem się łapiąc za smycz psiaka i przywiązując go do ławki nieopodal młyna
***
Po udanej przejażdżce (mam nadzieje xd) Isabelle podbiegła do swojego psiaka i odwiązała go.
Zabrałem ją na shake'a i ciastko do miejsca do którego mogą wchodzić również psy. Wychodząc spojrzałem na zegarek, który znajdował się na mojej lewej ręce, dochodziła dwudziesta pierwsza.
- Wiesz.. Myślę, że powinniśmy się zbierać, mamy jeszcze dobry kawałek do pokonania.
Dziewczyna spojrzała na mnie, a potem w dal, trochę jakby w zamyśleniu
- Właściwie i tak już mamy przechlapane, chcesz to możemy się przekimać w hotelu -zaśmiałem się rzucając tę propozycję
<Isabelle? Jeśli wybierzesz powrót z buta to proszę Cię gadaj coś, bo szału dostanę XD>
***
Wyszliśmy z uniwersytetu. Isabelle praktycznie całą drogę milczała, doprowadzało mnie to do wewnętrznego rozpierdolu, ale co mogłem poradzić, w końcu jest dziewczyną.. Nagle zaczęło się robić tłoczniej, spojrzeliśmy na siebie stwierdzając, że jesteśmy w mieście. Tu dziewczyna zdała się być inna. Na jej twarz wkradł się uśmiech, a ja z daleka zobaczyłem wesołe miasteczko. Tak długo krążyliśmy, że w końcu byliśmy tak blisko diabelskiego młyna, że nie mogłem jej nie zaprosić.
- ..a co z Brittany`m?-zapytała
- Poczeka -uśmiechnąłem się łapiąc za smycz psiaka i przywiązując go do ławki nieopodal młyna
***
Po udanej przejażdżce (mam nadzieje xd) Isabelle podbiegła do swojego psiaka i odwiązała go.
Zabrałem ją na shake'a i ciastko do miejsca do którego mogą wchodzić również psy. Wychodząc spojrzałem na zegarek, który znajdował się na mojej lewej ręce, dochodziła dwudziesta pierwsza.
- Wiesz.. Myślę, że powinniśmy się zbierać, mamy jeszcze dobry kawałek do pokonania.
Dziewczyna spojrzała na mnie, a potem w dal, trochę jakby w zamyśleniu
- Właściwie i tak już mamy przechlapane, chcesz to możemy się przekimać w hotelu -zaśmiałem się rzucając tę propozycję
<Isabelle? Jeśli wybierzesz powrót z buta to proszę Cię gadaj coś, bo szału dostanę XD>
Od Phill'a Cd. Isabelle
- Spróbuj jeszcze raz -zachęciłem - Na pewno Ci się uda! -dodałem entuzjastycznie i nie myliłem się, dziewczyna na siwku dokonała bezbłędnego przejazdu, w dodatku z dobrym czasem
- No to Bułacik mamy rywali. -zaśmiałem się i poklepałem gniadosza po szyi
Zaraz po tych ćwiczeniach, gdy wszyscy już skończyli, Pani Blue zarządziła powrót do akademii. Było o wiele luźniej niż w drodze na polanę. Nie jechaliśmy już w rzędzie, a byliśmy rozsypani jak w zabawie w berka. Ten rzucił wyzwanie, ten nie chciał się ścigać, a jeszcze inny je przyjął i tak wystartowali, że na "mecie" byli równocześnie. Śmiać mi się chciało kiedy oglądałem ich wygłupy. W pewnym momencie ludzie zaczęli się zbijać w grupę. Kompletnie zapomniałem o Tym, że za chwileczkę czeka nas przejazd przez most unoszący się nad strumieniem. Galopowałem na gniadym przed siebie w ostatniej chwili zauważając rów z wodą, dodałem Bułatowi łydki, a ten z gracją przeskoczył strumyk o dość silnym prądzie.
Poklepałem go po szyi i zebrałem gratulacje od instruktorki, która po chwili dodała
- Następnym razem trzymaj się w grupie.
Westchnąłem i dalszą drogę jechałem na końcu "nie wychylając się".
***
Po powrocie do uniwersytetu rozsiodłałem mojego konia i odstawiłem go do boksu, zaraz po tym przyniosłem mu suplementy, które nasypałem ogierowi do żłobu, a ten zaczął zajadać je ze smakiem. Poklepałem konia po szyi, po czym wyszedłem ze stajni...
***
Gdy wszedłem do pokoju miałem ogromną ochotę od razu rzucić się na łóżko, ale priorytetem na chwilę obecną był prysznic.. Rozebrałem się i wszedłem do kabiny. Odkręciłem letnią wodę i dałem się ponieść myślom. Gdy nagle z zamyślenia wytrąciło mnie pukanie do drzwi. Ehhh!! Wyszedłem spod prysznica i owinąłem się ręcznikiem.. Podszedłem do drzwi, szczerze nie miałem pojęcia kto to może być, wszystko wyjaśniło się kiedy otworzyłem drzwi...
<Isabelle?>
- No to Bułacik mamy rywali. -zaśmiałem się i poklepałem gniadosza po szyi
Zaraz po tych ćwiczeniach, gdy wszyscy już skończyli, Pani Blue zarządziła powrót do akademii. Było o wiele luźniej niż w drodze na polanę. Nie jechaliśmy już w rzędzie, a byliśmy rozsypani jak w zabawie w berka. Ten rzucił wyzwanie, ten nie chciał się ścigać, a jeszcze inny je przyjął i tak wystartowali, że na "mecie" byli równocześnie. Śmiać mi się chciało kiedy oglądałem ich wygłupy. W pewnym momencie ludzie zaczęli się zbijać w grupę. Kompletnie zapomniałem o Tym, że za chwileczkę czeka nas przejazd przez most unoszący się nad strumieniem. Galopowałem na gniadym przed siebie w ostatniej chwili zauważając rów z wodą, dodałem Bułatowi łydki, a ten z gracją przeskoczył strumyk o dość silnym prądzie.
Poklepałem go po szyi i zebrałem gratulacje od instruktorki, która po chwili dodała
- Następnym razem trzymaj się w grupie.
Westchnąłem i dalszą drogę jechałem na końcu "nie wychylając się".
***
Po powrocie do uniwersytetu rozsiodłałem mojego konia i odstawiłem go do boksu, zaraz po tym przyniosłem mu suplementy, które nasypałem ogierowi do żłobu, a ten zaczął zajadać je ze smakiem. Poklepałem konia po szyi, po czym wyszedłem ze stajni...
***
Gdy wszedłem do pokoju miałem ogromną ochotę od razu rzucić się na łóżko, ale priorytetem na chwilę obecną był prysznic.. Rozebrałem się i wszedłem do kabiny. Odkręciłem letnią wodę i dałem się ponieść myślom. Gdy nagle z zamyślenia wytrąciło mnie pukanie do drzwi. Ehhh!! Wyszedłem spod prysznica i owinąłem się ręcznikiem.. Podszedłem do drzwi, szczerze nie miałem pojęcia kto to może być, wszystko wyjaśniło się kiedy otworzyłem drzwi...
<Isabelle?>
Od Phill'a Cd. June
Wzruszyłem ramionami - Idziemy. -powiedziałem z uśmiechem ruszając przed siebie
Kilka kroków dalej za zaułkiem korytarza zobaczyliśmy Leo, czyli kota June. Dziewczyna natychmiast go złapała i wzięła na ręce.
- To co masz już swojego uciekiniera -uśmiechnąłem się do niej
- Tak.. -odpowiedziała po chwili - Jeśli pozwolisz to.. Pójdę już. -dodała
- Jasne. Właściwie to mogę Cię odprowadzić i tak nie mam za bardzo nic do roboty -puściłem jej oczko
June zmierzyła mnie wzrokiem i ruszyła w stronę swojego pokoju. Gdy byliśmy już przed drzwiami numer czternaście powiedziałem krótko - Do później -a dziewczyna zniknęła w swoim pokoju
***
Przebrałem się w rzeczy na trening, bo dochodziła godzina szesnasta. Poszedłem czym prędzej do stajni, gdzie z boksu od razu głowę wychylił Bułat.
- Witaj maluchu! -powiedziałem raźnie do ogiera i pogłaskałem go po szyi -Jedziemy w teren -dodałem z uśmiechem
Wszedłem do boksu gniadosza i zacząłem przygotowywać go do jazdy. Po chwili do stajni wparował tłum ludzi. Rozpierzchli się po boksach i również zaczęli czyścić swoje konie. Poszedłem do siodlarni po osprzęt Bułata mijając się z paroma osobami. Jak szło się domyślić była to moja grupa jeździecka. Po przygotowaniu koni do jazdy wszyscy ustawiliśmy się przed stajnią.
Przyszła Megan Blue.. Instruktorka. Jej koń był już gotowy. Raźnie zachęciła nas mówiąc - Grupa na koń!
Zaśmiałem się pod nosem i dosiadłem Bułata. Jechaliśmy stępem, aby zaraz po przejściu na drugą stronę jezdni móc wjechać kłusem do lasu. Gęsiego zaczęliśmy galopować zachowując ładne odstępy między sobą. Znajdowałem się mniej więcej na środku grupy, dlatego każde hasło które wydawała instruktorka musiałem podawać dalej. Nie przywykłem do grupowych terenów. Zazwyczaj jeździłem sam, z trenerem lub w ogóle odpuszczałem sobie tereny, zwłaszcza w sezonie, kiedy priorytetem były treningi skokowe.
Wyjechaliśmy na polanę.. Pani kazała ustawić się w parach, a ja kompletnie nikogo tutaj nie znałem...
Spojrzałem na drobną dziewczynę, z mleczną cerą o jasnych włosach, bez wahania podjechałem.
- Cześć! Jestem Phill, a ty?
Dziewczyna momentalnie zmierzyła mnie wzrokiem i z uśmiechem odpowiedziała - Isabelle
- Widzę, że nie masz pary.. Mogę się przyłączyć? -zapytałem starając się być jak najbardziej uprzejmym
<Isabelle?>
Kilka kroków dalej za zaułkiem korytarza zobaczyliśmy Leo, czyli kota June. Dziewczyna natychmiast go złapała i wzięła na ręce.
- To co masz już swojego uciekiniera -uśmiechnąłem się do niej
- Tak.. -odpowiedziała po chwili - Jeśli pozwolisz to.. Pójdę już. -dodała
- Jasne. Właściwie to mogę Cię odprowadzić i tak nie mam za bardzo nic do roboty -puściłem jej oczko
June zmierzyła mnie wzrokiem i ruszyła w stronę swojego pokoju. Gdy byliśmy już przed drzwiami numer czternaście powiedziałem krótko - Do później -a dziewczyna zniknęła w swoim pokoju
***
Przebrałem się w rzeczy na trening, bo dochodziła godzina szesnasta. Poszedłem czym prędzej do stajni, gdzie z boksu od razu głowę wychylił Bułat.
- Witaj maluchu! -powiedziałem raźnie do ogiera i pogłaskałem go po szyi -Jedziemy w teren -dodałem z uśmiechem
Wszedłem do boksu gniadosza i zacząłem przygotowywać go do jazdy. Po chwili do stajni wparował tłum ludzi. Rozpierzchli się po boksach i również zaczęli czyścić swoje konie. Poszedłem do siodlarni po osprzęt Bułata mijając się z paroma osobami. Jak szło się domyślić była to moja grupa jeździecka. Po przygotowaniu koni do jazdy wszyscy ustawiliśmy się przed stajnią.
Przyszła Megan Blue.. Instruktorka. Jej koń był już gotowy. Raźnie zachęciła nas mówiąc - Grupa na koń!
Zaśmiałem się pod nosem i dosiadłem Bułata. Jechaliśmy stępem, aby zaraz po przejściu na drugą stronę jezdni móc wjechać kłusem do lasu. Gęsiego zaczęliśmy galopować zachowując ładne odstępy między sobą. Znajdowałem się mniej więcej na środku grupy, dlatego każde hasło które wydawała instruktorka musiałem podawać dalej. Nie przywykłem do grupowych terenów. Zazwyczaj jeździłem sam, z trenerem lub w ogóle odpuszczałem sobie tereny, zwłaszcza w sezonie, kiedy priorytetem były treningi skokowe.
Wyjechaliśmy na polanę.. Pani kazała ustawić się w parach, a ja kompletnie nikogo tutaj nie znałem...
Spojrzałem na drobną dziewczynę, z mleczną cerą o jasnych włosach, bez wahania podjechałem.
- Cześć! Jestem Phill, a ty?
Dziewczyna momentalnie zmierzyła mnie wzrokiem i z uśmiechem odpowiedziała - Isabelle
- Widzę, że nie masz pary.. Mogę się przyłączyć? -zapytałem starając się być jak najbardziej uprzejmym
<Isabelle?>
piątek, 28 kwietnia 2017
Od Phill'a do June
Dziś nastał ten dzień.. Dzień mojego wyjazdu...
Zaraz po tym jak wstałem i przeciągnąłem się na łóżku, poszedłem wziąć szybki prysznic. Pokojówka naszykowała na świeżo pościelonym łóżku czyste ubrania. Nigdy tego nie lubiłem, wolę sam decydować w co się ubiorę czy co zjem, ale za bardzo nie mam wyboru. Właściwie zdaje mi się, że przywykłem do tego "luksusu"...
***
- Bułat jest już na miejscu. -powiedział mój ojciec, a jego słowa wytrąciły mnie z zamyślenia.
- Dobrze, ja niedługo też będę się zbierał. -powiedziałem po chwili
***
Wyszykowany i załadowany siedziałem w moim mercedesie. Rodzina wyszła mi na pożegnanie. Nienawidzę takich momentów, prawie chce się zostać i nie wyjeżdżać...
***
Naprawdę piękna okolica...-westchnąłem
Jadąc dalej zauważyłem w terenie ludzi na koniach. Kawałek dalej widziałem łąki, na których również były konie. Następnie w oczy rzuciła się ogromna posiadłość...
***
Zaparkowałem przed akademią, po chwili uświadamiając sobie, że nikt nie zajmie się moimi bagażami. Uśmiechnąłem się szczerze i zabrałem się za zanoszenie rzeczy do pokoju od którego klucz miałem w kieszeni marynarki.
***
Po rozpakowaniu moich manatków postanowiłem się tu trochę rozejrzeć...
Wyszedłem z pokoju i.. wpadłem na dziewczynę, która goniła za kotem..
Natychmiast ją złapałem, aby się nie przewróciła.
<June?>
Zaraz po tym jak wstałem i przeciągnąłem się na łóżku, poszedłem wziąć szybki prysznic. Pokojówka naszykowała na świeżo pościelonym łóżku czyste ubrania. Nigdy tego nie lubiłem, wolę sam decydować w co się ubiorę czy co zjem, ale za bardzo nie mam wyboru. Właściwie zdaje mi się, że przywykłem do tego "luksusu"...
***
- Bułat jest już na miejscu. -powiedział mój ojciec, a jego słowa wytrąciły mnie z zamyślenia.
- Dobrze, ja niedługo też będę się zbierał. -powiedziałem po chwili
***
Wyszykowany i załadowany siedziałem w moim mercedesie. Rodzina wyszła mi na pożegnanie. Nienawidzę takich momentów, prawie chce się zostać i nie wyjeżdżać...
***
Naprawdę piękna okolica...-westchnąłem
Jadąc dalej zauważyłem w terenie ludzi na koniach. Kawałek dalej widziałem łąki, na których również były konie. Następnie w oczy rzuciła się ogromna posiadłość...
***
Zaparkowałem przed akademią, po chwili uświadamiając sobie, że nikt nie zajmie się moimi bagażami. Uśmiechnąłem się szczerze i zabrałem się za zanoszenie rzeczy do pokoju od którego klucz miałem w kieszeni marynarki.
***
Po rozpakowaniu moich manatków postanowiłem się tu trochę rozejrzeć...
Wyszedłem z pokoju i.. wpadłem na dziewczynę, która goniła za kotem..
Natychmiast ją złapałem, aby się nie przewróciła.
<June?>
Phill Sombre i Bułat

Motto: "Nie pal mostów za sobą, bo nigdy nie wiesz czy nie przyjdzie Ci wracać tą samą drogą."Imię: PhillNazwisko: SombrePłeć: MężczyznaWiek: 20 lat, 10.04.1997rPochodzenie: Forks – miasto w USA, w stanie Waszyngton, w hrabstwie ClallamPojazd: Jeździ starym, odrestaurowanym mercedesem z 1950 rokuPokój: 13Grupa: IPoziom: Średnio zaawansowanyKoń: BułatGłos: Proszę o zmianę! Jest zajęty!Partner: Zauroczony pewną piękną osobistościąRodzina:- Izabella Sombre - 39 letnia dama dworu, kobieta o nieprzeciętnych umiejętnościach manipulacyjnych, wspaniała matka, piękna i dumna z dzieci osiągających sukcesy- Miguel Sombre - 42 letni panicz nie bojący się ciężkiej pracy, osobiście doglądający swoich koni, obsadzony wysoko jeśli chodzi o karierę sportową, często zasiadający w jury- Jessica Sombre - 18 letnia dziewczyna o wygórowanych ambicjach, prawdziwa królową balu, jest oczkiem w głowie rodziców, jedyna córka państwa Sombre- Nicolas Sombre - 19 letni syn państwa Sombre, młodszy brat Phill'a, osiągający sukcesy sportowe w baseballuAparycja: Phill to typowy panicz. Ubrany zawsze elegancko. Wozi się swoim mercedesem z 1950 co z pewnością przyciąga uwagę, o tak.. Phill uwielbia być w centrum uwagi, ale przechodząc dalej co do jego wyglądu..Chłopak mierzy sobie 183 centymetry wzrostu, jest szczupły, a za razem dobrze zbudowany. Nie odpuszcza sobie ćwiczeń na siłowni i uczęszcza tam dość często. Ma jasną, piegowatą karnację. Oczy błękitne, dobrze osadzone i proporcjonalne. Chłopak jest obcięty tzw "na garnek", górę ma dłóższą, a boki wygolone.Charakter: Phill jak już wcześniej wspomniano uwielbia być w centrum uwagi. Ciekawy świata i ogółem przyjacielski. Nikogo nie ocenia powierzchownie. Rozgadany, znajdzie wspólny język z każdym. Wesoły, typ optymisty. Zawsze znajdzie światełko w tunelu. Głowę ma pełną pomysłów. Pracoholik. Wie kiedy należy zachować powagę. Świetny manipulant. Utalentowany sportowo. Ma także wysokie IQ. Chętny do pomocy. Nie boi się podejmować wyzwań czy pracy. Imprezowicz. Głowę ma stale przepełnioną pomysłami, które nie zawsze kończą się dobrze.Ciekawski, wszędzie go pełno. Wobec kobiet szarmancki, prawdziwy dżentelmen.Zainteresowania: Na pierwszym miejscu Phill zdecydowanie stawia jeździectwo. Jego drugą pasją jest baseball. Poza tym interesuje się majsterkowaniem, motoryzacją. Jest też otwarty na inne propozycje. Do wszystkiego wkłada swoje serce. Jest bardzo robotny, nie może usiedzieć w miejscu, dlatego czytanie książek z pewnością nie jest dla niego.- Ma dwójkę rodzeństwa, żyje w pełnej rodzinie- Jego rodzice mają stadninę koni- Jeździ odrestaurowanym mercedesem z 1950 roku- Jest pracoholikiem- Nie ma i nigdy nie będzie miał tatuażu- Uwielbia imprezować i tańczyć- W jego towarzystwie nie da się nudzićKontakt : Micky
Inne Pupile:Kleofas

Imię: BułatPłeć: OgierRasa: Koń budionnowskiData urodzenia: 6 lat, 04.04.2011 rokCharakter: Bułat to na pozór bardzo spokojny i opanowany koń. Jednak ma on tę iskrę która pozwala mu pozostać nieprzewidywalnym. Odważny, nie poddaje się. Bywa uparty. Dla Phill'a gotowy zrobić wszystko.Specjalizacja: Skoki przez przeszkodyUmiejętności: Bułat jest bardzo dobrze ujeżdżony. Od źrebaka w stadninie państwa Sombre, co pozwoliło mu na zbudowanie ogromnej więzi z Phill'em. Ogier ma ogromny potencjał skokowy.Właściciel: Phill Sombre
Subskrybuj:
Posty (Atom)
