Wczesną porą wstałam z łóżka i domyśliłam się co mnie obudziło. Nie co, tylko kto. W drzwiach stała moja starsza siostra Kate. W rękach trzymała moje ulubione czarne superstary.
-Co ty właśnie chcesz zrobić?- Zapytałam opanowanym tonem. Dziewczyna nie odpowiadając wybiegła na długi i szeroki przedpokój. Szybkim ruchem znalazłam się na ziemi i pobiegłam za nią. Stała na dużym i przestronnym balkonie, moje buty dyndały nad ogródkiem.
-Tylko spróbuj- zwężyłam oczy i wolnym krokiem ruszyłam w jej stronę. Ruszyłam dzikim pędem i przywaliłam siostrze, odbierając moje buty. Założyłam je i pobiegłam do pokoju. Białe ściany odbijały światło słoneczne, które przebijało się przez okna. Usiadłam na moim wielkim łóżku i oparłam głowę na ręce. No tak, dzisiaj jadę do akademii. Wstałam i z szafki wzięłam, wczoraj przygotowane ubrania. Założyłam moje czarne obcisłe jeansy, obcisłą czarną bluzkę i kontrastującą białą i grubą kurtkę. Walizki były zapakowane już wczoraj. Wyjrzałam przez okno, stało tam moje niebieskie BMW i zapakowany już w przyczepę Baloubet. Wyszłam z pokoju i ostatni raz trzasnęłam białymi drzwiami, kierując się w prawo, doszłam do schodów i u dołu zobaczyłam moją mamę.
-Mamo zaraz wyjeżdżam- powiedziałam i zbiegłam ze schodów.
-Krzyżyk na drogę!- Wystawiła język i przytuliła mnie mocno (za mocno) do siebie. Ucałowałam ją w policzek i wyszłam przed dom. Nie obejrzałam się za sobą, otworzyłam drzwi przyczepki i poklepałam spokojnego ogiera. Przed wyjazdem dostał dwie ampułki leku uspokajającego.
-No co kochany? Czeka nas nowa przygoda- uśmiechnęłam się do konia i zamknęłam koniowóz. Weszłam do dość nowego samochodu, zapięłam pasy i spokojnie nim ruszyłam. Dobra jeszcze tylko 131km.
~Godzinę później~
Zajechałam pod akademię. Budynek był wysoki i ozdobny. Jakaś dziewczyna o liliowych włosach weszła właśnie do stajni. Sprawdzając czy przyczepa nie jest nigdzie wgnieciona, nacisnęłam na przycisk otwierający klapę. Weszłam do środka i przywitałam ogiera smakołykiem. Odwiązałam uwiąz i delikatnie naparłam na klatkę piersiową Balou. Spokojnie się wycofał. Zaintrygowany nowym otoczeniem zaczął rżeć i tańczyć w miejscu.
-No już malutki, idziemy do stajni, za dwie godziny mamy trening- szepnęłam i skierowałam się w stronę boksów. Jakiś chłopak spojrzał na mnie i na strzelającego baranki konia.
-Odsuń się, jeżeli życie Ci miłe- wypowiedziałam lekceważącym tonem. Mężczyzna wszedł do boksu z tabliczką: „Apollo, właściciel Jacob Woods”. Rozglądając się, szukałam wzrokiem boksu dla mojego konia. Boks stał na samym końcu z dala od innych. Dobrze, przynajmniej posłuchali moich zaleceń. Ogier wszedł do boksu. Zdjęłam mu ochraniacze transportowe, derkę i bandaż z ogona.
-Dobra, malutki teraz się wypakuje, za dwie godziny się zobaczymy- pocałowałam go w chrapy i wróciłam do samochodu. Z bagażnika na początku wyjęłam mój sprzęt do jazdy, brązowe siodło połyskiwało od wczorajszego nasmarowania. Ogłowie i resztę poukładałam na siodle i chwiejnym krokiem ruszyłam do stajni. Na ślepo trafiłam do siodlarni i delikatnie odłożyłam siodło na stojak z imieniem Baloubet du Rouet. Odwiesiłam ogłowie i napierśnik na wieszak z tym samym podpisem. Czapraki, ochraniacze, owijki, kantary, derki itp. Z nie lada wysiłkiem wepchnęłam do dość małej szafki. Będę musiała poprosić o większą. Wyszłam z siodlarni, przed boksem MOJEGO konia stał ten sam chłopak.
-Co chcesz?- Zapytałam podnosząc brew.
Jacob?
czwartek, 1 grudnia 2016
Od Maxa CD Quinlan
- Dobra. Poczekaj tutaj chwilę. Idę się dowiedzieć wszystkiego – mruknęła Quinn jakby od niechcenia.
Kiwnąłem głową. Podążałem wzrokiem za dziewczyną, przy której
truchtał energicznie piesek, dopóki nie straciłem jej z oczu. Zniknęła w
drzwiach, ale chwilę później znów się pojawiła idąc w moim kierunku.
Przestąpiłem z nogi na nogę biorąc od niej kartkę.
- Z tego co tu jest napisane to masz pokój numer
czterdzieści dziewięć, a jeździć będziesz z grupą pierwszą – poinstruowała mnie
nie dodając do wypowiedzi żadnych emocji, po sekundzie dodała - Chodź.
Zaprowadzę cię do boksu... I pospiesz się. Nie mam całego dnia.
Zmarszczyłem brwi ruszając w ślad za Quinlan. Czemu była
taka wredna? Zły dzień? To przez tą pogodę? Przyspieszyłem zrównując kroki z
dziewczyną.
- Jesteś zła? – zapytałem zerkając na jej obojętną twarz
- Nie. – odpowiedziała krótko otwierając drzwi do stajni na
tyle by zmieścił się tam Newton
- To o co chodzi? Wyglądasz na złą. – drążyłem temat
starając się akcentować tak, by jej przypadkiem nie urazić.
- O nic. – ponowna krótka i zwięzła odpowiedź dziewczyny.
Miałem wrażenie, że nie ma najmniejszej ochoty ze mną
rozmawiać. No cóż, ma pecha bo czasem nie potrafię się przymknąć. Kiedy
wprowadzałem Newtona do nowego boksu wpadłem na pomysł jak ożywić nieco tą
rozmowę. Ogier niepewnie stąpał po świeżo wyłożonej słomie, a ja zacząłem nawijać.
- Długo tu już jesteś? To znaczy… Wiem, że niedawno
rozpoczął się rok szkolny, ale… - cholera, jakoś lepiej zabrzmiało to w mojej
głowie
Quinlan?
Od Angeliki
To właśnie dziś miał być ten dzień - wyprowadzałam się. Samochód, który miał zawieść mnie i moje rzeczy na lotnisko miał się zjawić za pół godziny. Musiałam spakować jeszcze kilka rzeczy, które były w moim pokoju. Zbiegłam do kuchni po schodach na śniadanie, które przygotowała moja ciotka. Za mną przybiegł także Luis, którego nie mogło zabraknąć. Ciotka i wujek byli dla mnie mili i traktowali mnie jak swoje trzecie dziecko, nigdy nie byłam gorsza od kuzynostwa, lecz często się z nimi kłóciłam. Byli ode mnie młodsi i często mi w czymś przeszkadzali. Zawsze mogłam liczyć na nich zastępowali mi rodziców, lecz to i tak nie było to samo. Miałam jeszcze piętnaście minut. Ciągle zżerał mnie stres - czy mnie tam polubią, czy będzie wszytko dobrze? W głowie nasuwało mi się wiele pytań. Miałam przed sobą tylko ponad dwie godziny lotu do Wielkiej Brytanii. W internecie przeczytałam, że w kilometrach to ponad tysiąc lub dwa tysiące kilometrów. W końcu usłyszałam jak zatrąbił samochód wzięłam wszystkie bagaże, a Luisa do klatki. Wsiadając do samochodu widziałam jak ciotka i wujek machali mi na do widzenia. I w końcu ruszyliśmy, w internecie czytałam, że w Wielkiej Brytanii jest zimno, więc założyłam długie spodnie, moją ulubioną bluzkę z czarną pumą i czarny sweter, a jeszcze na to kurtkę. W końcu dotarliśmy na lotnisko wzięłam moje rzeczy, Luisa i zapłaciłam dla pana, który mnie tu przywiózł. Wsiadłam w samolot, który miał lecieć prosto do Wielkiej Brytanii. Chwilę później wystartowaliśmy i czekała mnie trochę godzin lotu, więc wzięłam telefon, słuchawki i włączyłam sobie muzykę.
~Kilka godzin później~
W końcu już lądowaliśmy. Obok lotniska miał na mnie czekać kolejny samochód, który miał już zawieść mnie prosto do Akademii. Wzięłam wszystko i zaraz ruszyliśmy. Już po kilkunastu minutach byliśmy na miejscu. Podziękowałam panu i mu zapłaciłam. Przed sobą ujrzałam wielki dom, a niedaleko stajnie dla koni i wiele innych budynków. Wiedziałam już jaki mam numer pokoju. Wzięłam walizki i Luisa. Tak wszystko niosłam, że nic nie widziałam. Chciałam wejść przez drzwi do budynku, lecz wpadłam na kogoś, a wszystko runęło na mnie. Kiedy spojrzałam do przodu siedząc na ziemi, bo się przewróciłam zobaczyłam jakiegoś chłopaka. Popatrzyłam na niego z niezadowoleniem, ale widziałam na jego twarzy mały uśmiech, ponieważ na mojej głowie miałam kilka ubrań. Szybko wstałam i się ogarnęłam.
- A ty może byś trochę uważał? Powiedziałam ze złością
<Chłopak, który na mnie wpadł? XD>
~Kilka godzin później~
W końcu już lądowaliśmy. Obok lotniska miał na mnie czekać kolejny samochód, który miał już zawieść mnie prosto do Akademii. Wzięłam wszystko i zaraz ruszyliśmy. Już po kilkunastu minutach byliśmy na miejscu. Podziękowałam panu i mu zapłaciłam. Przed sobą ujrzałam wielki dom, a niedaleko stajnie dla koni i wiele innych budynków. Wiedziałam już jaki mam numer pokoju. Wzięłam walizki i Luisa. Tak wszystko niosłam, że nic nie widziałam. Chciałam wejść przez drzwi do budynku, lecz wpadłam na kogoś, a wszystko runęło na mnie. Kiedy spojrzałam do przodu siedząc na ziemi, bo się przewróciłam zobaczyłam jakiegoś chłopaka. Popatrzyłam na niego z niezadowoleniem, ale widziałam na jego twarzy mały uśmiech, ponieważ na mojej głowie miałam kilka ubrań. Szybko wstałam i się ogarnęłam.
- A ty może byś trochę uważał? Powiedziałam ze złością
<Chłopak, który na mnie wpadł? XD>
Od Maxa CD Jacob
Spacerowałem sobie oglądając wszystko. Ujeżdżalnię, ‘’karuzelę” i tak dalej. Starałem się zapamiętać co gdzie i jak, kiedy coś przykuło moją uwagę. Spojrzałem w tamtą stronę. Jakiś koń galopował szaleńczo po ujeżdżalni kilka razy robiąc baranki i strzelając z zada. Osoba, która na nim siedziała musiała się nieźle trzymać. Postanowiłem podejść i pogadać.
W następnej chwili, jak się okazało, chłopak zeskoczył z
grzbietu swojego dzikiego rumaka pozwalając mu się wyszaleć. Od razu zauważyłem,
że zwierzak ma charakterek.
- Niezły świr. – zacząłem podchodząc bliżej
Chłopak, na oko młodszy ode mnie, odwrócił się i zmierzył
mnie wzrokiem. Był nieco wyższy niż ja, ale za to szczuplejszy. Jego
zmierzwione czekoladowe włosy poruszyły się na wietrze.
- Wiem. Jacob jestem. – przedstawił się posyłając lekki
uśmiech
- Maximilian, ale może być Max. – powiedziałem przenosząc
wzrok na pięknego ogiera, który właśnie trącał ramię chłopaka
- Tak, tak też cię kocham. – koń parsknął – Wiem, ty mnie
też.
Jacob ponownie wskoczył na grzbiet swojego konia. Cofnąłem
się pod ogrodzenie. Nie miałem zamiaru zostać mokrym plackiem. Jeździec
popędził konia od razu do galopu. Rumak nie protestował, a wręcz rwał sam do
przodu. Oparłem się o ogrodzenie i obserwowałem ich przez chwilę.
Po kilku dłuższych chwilach postanowiłem przejść się do
mojego urwisa. Newt nie lubił być za długo sam i to jeszcze w obcym boksie. Na
pewno minie jeszcze kilka dni zanim się całkiem oswoi z tym niesamowitym miejscem. Kiedy byłem już w
budynku stajni, gdzie znajdowały się prywatne konie uczniów ruszyłem spokojnym
krokiem w stronę boksu Newtona. Już zdążyłem zauważyć jego wystający łeb i
wpatrzone we mnie ciemne oczy. Chwyciłem zasuwę boksu otwierając go i
wślizgnąłem się do środka. Ogier zarżał na powitanie i trącał mnie pyskiem w
lewą kieszeń spodni.
- Nie mam nic, grubasie. – zaśmiałem się czując jak zwierzę
próbuje wsadzić wargi i język do kieszeni
W tym samym momencie dobiegł nas dźwięk otwieranych drzwi i
stukot kopyt. Wychyliłem się ponad drzwiami boksu zerkając w tamtą stronę, a
Newt wystawił łeb nade mną przyciskając mnie do nich. Rozpoznałem wchodzącą osobę. To był Jacob.
Jacob? Nie jest jakoś specjalnie twórcze xD
Od Quinlan C.D. Maxa
Powolnym korkiem weszłam na parking akademii. Wracałam ze spaceru z Hope. Ten pies ma w sobie chyba nieskończone zapasy energii. Idąc przed siebie zauważyłam coś ciekawego. Stało tam pewne auto z przyczepą, która na pewno była dla konia. Czyżby ktoś nowy zawitał do nas? Może... Obserwowałam uważanie sytuacje. Po chwili z przyczepy wyszedł z jakiś chłopak wraz z koniem. Z tej odległości nie potrafiłam stwierdzić jakiej jest rasy. Stali tak przed wejściem nic nie robiąc. Zaraz zdecydowałam. Przywiązałam Hope do pierwszego drzewa z brzegu. Wolałam nie ryzykować. W końcu nie wiedziałam jaki jest tamten koń. Ruszyłam w stronę chłopaka.
- Co robisz? - zapytałam stając za nic.
- Aach... Nie strasz mnie tak - powiedział odwracając się.
Teraz mogłam się mu bliżej przyjrzeć. Jego włosy były dość ciemne i trochę potargane. Jego oczy był natomiast "czekoladowe".
- Max - usłyszałam nagle.
Spojrzałam na wyciągniętą rękę chłopaka i jego uśmiech.
- Quinlan - powiedziałam z obojętnym wyrazem twarzy i uścisnęłam dłoń Maxa.
- Wiesz może co mam teraz zrobić? Stoję tutaj i sam nie wiem. Mam iść szukać wolnego boksu czy jak? - zapytał nie zrażony moją postawą.
- Ech... Załatwię to - westchnęłam. Wolałam to zrobić, bo jeszcze później to mnie się uczepią. - Mam nadzieję, że twojemu koniowi nie przeszkadzają psy?
- Nie... Raczej powinno być okej - powiedział niepewnie.
- Musi. Bo więcej ci nie pomogę - mruknęłam i szybkim krokiem odeszłam w stronę drzewa, przy którym zostawiłam Hope.
Zabrałam suczkę ze sobą i wróciłam do chłopaka. Patrzył na mnie uważnie.
- Dobra. Poczekaj tutaj chwilę. Idę się dowiedzieć wszystkiego - mruknęłam od niechcenia.
Max pokiwał głową na znak, że rozumie. Ja natomiast ruszyłam w stronę budynku. Weszłam do niego i od razu skierowałam się do miejsca gdzie powinna być sekretarka. Kiedy tam dotarłam na szczęście ją zastałam.
- Hej. Są tutaj może jakieś informacje na temat przyjazdu? Na zewnątrz stoi jakiś Max - powiedziałam chłodno.
- Tak, proszę. Na tej kartce masz wszystko - uśmiechnęła się do mnie ciepło i podała papier.
- Dzięki - burknęłam.
W drodze powrotnej przeczytałam kartkę. Po chwili wyszłam z budynku. Chłopak stał w tym samym miejscu co poprzednio. Podeszłam do niego i wręczyłam kartkę.
- Z tego co tu jest napisane to masz pokój numer czterdzieści dziewięć, a jeździć będziesz z grupą pierwszą - mruknęłam i dodałam po chwili. - Chodź. Zaprowadzę cię do boksu... I pospiesz się. Nie mam całego dnia.
Max?
Od Jacoba do Maximiliana
- Apollo! - krzyknąłem na swojego ogierka. - Mógłbyś łaskawie przestać?
Koń wariował, bo przed chwilą zobaczył wiewiórkę. Tak naprawdę, to zobaczył ją około pięć minut temu, ale nadal miał świra. W poprzedniej stajni każde dziecko patrzyło jak na nim jeżdżę. Nie zawsze ma się okazje zobaczyć takiego konia. Wymieniały ze sobą mniej więcej takie zdania:
' Patrz! Ten koń to świr! Po co on go trzyma? '
' O ja cię! Ale ten koń głupi! '
Wszystko to oczywiście bzdury, bo mój koń to [według mnie] najlepszy koń na świecie. Nie kręcą mnie ułożone konia bez jakiegokolwiek szaleństwa w głowie. To tak nudne... No ale wracając do historii.
Apollo galopował coraz szybciej. W biegu zszedłem, a raczej zeskoczyłem z jego grzbietu i czekałem, aż się uspokoi.
- Niezły świr. - usłyszałem za sobą. Odwróciłem się i zobaczyłem chłopaka. Był starszy ode mnie, wyglądał na spoko gościa.
- Wiem. Jacob jestem. - odparłem.
- Maximilian, ale może być Max.
Nawet nie zauważyłem, kiedy Apollo podszedł do mnie. Zaczął szturchać mnie po ramieniu.
- Tak, tak też cię kocham. - powiedziałem w kierunku konia. Parsknął, odpowiadając mi. - Wiem, ty mnie też.
Wsiadłem na niego i od razu ruszyłem galopem. Nie cackam się z końmi.
Max? Odpisz szybko😂
Koń wariował, bo przed chwilą zobaczył wiewiórkę. Tak naprawdę, to zobaczył ją około pięć minut temu, ale nadal miał świra. W poprzedniej stajni każde dziecko patrzyło jak na nim jeżdżę. Nie zawsze ma się okazje zobaczyć takiego konia. Wymieniały ze sobą mniej więcej takie zdania:
' Patrz! Ten koń to świr! Po co on go trzyma? '
' O ja cię! Ale ten koń głupi! '
Wszystko to oczywiście bzdury, bo mój koń to [według mnie] najlepszy koń na świecie. Nie kręcą mnie ułożone konia bez jakiegokolwiek szaleństwa w głowie. To tak nudne... No ale wracając do historii.
Apollo galopował coraz szybciej. W biegu zszedłem, a raczej zeskoczyłem z jego grzbietu i czekałem, aż się uspokoi.
- Niezły świr. - usłyszałem za sobą. Odwróciłem się i zobaczyłem chłopaka. Był starszy ode mnie, wyglądał na spoko gościa.
- Wiem. Jacob jestem. - odparłem.
- Maximilian, ale może być Max.
Nawet nie zauważyłem, kiedy Apollo podszedł do mnie. Zaczął szturchać mnie po ramieniu.
- Tak, tak też cię kocham. - powiedziałem w kierunku konia. Parsknął, odpowiadając mi. - Wiem, ty mnie też.
Wsiadłem na niego i od razu ruszyłem galopem. Nie cackam się z końmi.
Max? Odpisz szybko😂
Od Jacoba CD Belii
- To twój pies? - zapytała z wściekłością ładna dziewczyna, którą z pewnością bym poderwał, ale była tak strasznie wściekła, że nawet nie zdołałem wydobyć z siebie słowa. Bella zrobiła to za mnie.
- Nie, to mój pies. - zsiadła z konia i podeszła do dziewczyny. - Jakiś problem?
- Owszem. Pilnuj go, zanim kogoś zgwałci. - i poszła.
Gdy zniknęła, postanowiliśmy zacząć się śmiać. Jak taki pies mógłby... A zresztą to nie mój problem. Dołączył do nas Książe. Zaśmiałem się jeszcze bardziej.
- Teraz na poważnie. - odparłem. Co ja gadam, przecież ja nie umiem być poważny. - Co do wyjścia, to gdzie chciałabyś pójść?
Bella spojrzała na mnie i wydęła dolną wargę. Zastanawiała się.
- Może pojedziemy do lasu na nocowanie? - zapytała.
- Świetny pomysł! - odparłem z entuzjazmem. - Do zobaczenia o 17 tutaj!
Ruszyłem w kierunku akademika. Spodobało mi się to. To znaczy to miejsce. Było tutaj naprawdę ładnie. Boksy były rewelacyjne. Apollo był bardzo zadowolony, co tak naprawdę bardzo rzadko mu się zdarzało. Doszedłem do mojego pokoju i zacząłem się przygotowywać. Wziąłem namiot, żeby było w czym spać. Wziąłem też lampę i dwie latarki. Ubrania, piżamę oraz pianki. Do tego kiełbaski, które szły na ognisko. Spakowałem derkę dla Apolla.
O 17...
Poszedłem do stajni, by przygotować Apolla do wyjścia, a wtedy moim oczom ukazała się Bella.
Bella? Wróć!!! Sorry, że takie krótkie...
- Teraz na poważnie. - odparłem. Co ja gadam, przecież ja nie umiem być poważny. - Co do wyjścia, to gdzie chciałabyś pójść?
Bella spojrzała na mnie i wydęła dolną wargę. Zastanawiała się.
- Może pojedziemy do lasu na nocowanie? - zapytała.
- Świetny pomysł! - odparłem z entuzjazmem. - Do zobaczenia o 17 tutaj!
Ruszyłem w kierunku akademika. Spodobało mi się to. To znaczy to miejsce. Było tutaj naprawdę ładnie. Boksy były rewelacyjne. Apollo był bardzo zadowolony, co tak naprawdę bardzo rzadko mu się zdarzało. Doszedłem do mojego pokoju i zacząłem się przygotowywać. Wziąłem namiot, żeby było w czym spać. Wziąłem też lampę i dwie latarki. Ubrania, piżamę oraz pianki. Do tego kiełbaski, które szły na ognisko. Spakowałem derkę dla Apolla.
O 17...
Poszedłem do stajni, by przygotować Apolla do wyjścia, a wtedy moim oczom ukazała się Bella.
Bella? Wróć!!! Sorry, że takie krótkie...
Harley Carter i Baloubet du Rouet
![]() |
| [from google] |
Imię: Ta dziewczyna została obdarzona imieniem Harley, nienawidzi go i zazwyczaj podaje swoje imię jako Darcy, czyli drugie imię.
Nazwisko: Carter
Płeć: Kobieta
Wiek: 16.03 (18 lat)
Pochodzenie: Anglia | Londyn
Pojazd: BMW M2
Pokój: 42
Grupa: III
Poziom: Mistrzowski
Koń: Baloubet du Rouet i Black Diamond
Głos: The Chainsmokers
Partner: Jacob ♥
Rodzina:
Cara|Mama|48 lat|Zawodnik kadry jeździeckiej
Richard|Tata|50 lat|Zawodnik kadry jeździeckiej
Kate|Siostra|20 lat|Studentka
Aparycja: Dziewczyna mierząca 176cm, obdarzona długimi nogami. Jej oczy są szarawe, ale nie w takim zwykłym odcieniu, możesz w nich się przejrzeć, pięknie lśnią. Idealnej wielkości nos bardzo ładnie wygląda na delikatnej twarzy Harley. Usta są pełne i dość duże, zazwyczaj podkreśla je kolorem śliwkowym lub nude. Brwi są zawsze dobrze, lecz nie za mocno wyrysowane. Ma gęste i grube włosy o odcieniu lawendowym. Nie są za długie, lecz pozwalają na zrobienie kitki podczas treningów. Ów dziewczyna jest zwolenniczką kolczyków, sama w płatku uszu ma dwa kolczyki, w lewym uchu ma helixa. Posiada intrygujące spojrzenie, które przyciąga niemalże każdego faceta. Przechodząc niżej niż twarz, widzimy widoczne obojczyki, jej kobiece kształty są idealnie wyważone. Każda może pozazdrościć jej tyłka. Harley jest umięśniona, co można zauważyć chociażby na brzuchu, który często esponuje nosząć krótkie bluzki. Po wyglądzie można ją określić jako tumblr girl. Z zachowania tak nie jest, z wyglądem się zgadza. Lubi swoje superstary i często je ubiera. Lubi chodzić w jeansach z dziurami na kolanach, uważa, że są wygodne. Uwielbia kolekcję swoich szalików, czapek i kapeluszy. Nie zakłada ich zbyt często ale lubi je mieć pod ręką. Spotyka się ją zazywaczaj z jej ulubioną czarną torbą, w której ma praktycznie wszystko. Warto dodać, że dziewczyna pali. Nie często, ale jednak, nie widać tego po niej nieprawdaż?
Charakter: Darcy jest trudna do rozszyfrowania. Tłumi w sobie uczucia, pomijając złość i zadziorność. Potrafi doprowadzić wszystkich do wściekłości. Nikt z nią nie wytrzyma więcej niż 10 minut. Potrafi wykorzystać każdą informację o Tobie do docięcia. Za duży nos czy może za głęboko osadzone oczy? Bez problemu, może to przerobić w wielki defekt w wyglądzie. Dziewczyna jest silna psychicznie i żadna obelga nie zrobi na niej wrażenia. Jest szczera, czasami aż za bardzo. Zazdrosna o wszystko, nie potrafiła wybaczyć swojemu chłopakowi wyjścia z jego koleżanką. No bo to jego dziewczyna przecież. Niecierpliwa i dążąca do celu. Nie ustanie w miejscu więcej niż 5 minut. Dla przyjaciół zupełnie inna. Pomocna i pocieszająca. Zazwyczaj gadatliwa i skacząca od radości.
Zainteresowania: Trenuje siatkówkę, z racji tego, że należy do akademii to trenuje cross. Uwielbia grać na gitarze.
Inne: ---
Kontakt: aleksis6
Inne Pupile: ---
~*~*~*~
![]() |
| [from google] |
Płeć: Ogier
Rasa: Selle Francais
Data urodzenia: 6 lat
Charakter: Ogier o bardzo trudnym usposobieniu. Gryzie i kopie. Na każdej jeździe wierzga i staje dęba. Potrafi rozpędzić się tak mocno, że nikt nie jest w stanie go zatrzymać. Wszyscy mówią, że jest nieczuły na wędzidło (bo tak jest). Z racji tego, że w ogóle nie reaguje na wędzidło, chodzi na gumowym zwykłym. Stawia opór przy wejściu do przyczepy. Przy ogierach nie stroni od agresywnych walk, przez co stoi na oddzielnym padoku. Przy klaczach? Jak to ogier wariuje.
Specjalizacja: Cross
Umiejętności: Ogier szybkouczący się lecz ciężki do pracy. Ma bardzo dużą potęgę skoku. Z dużą siłą idzie na przeszkodę i z lekkością ją pokonuje. Balou dobrze sobie radzi, również w ujeżdzaniu ale zdecydowanie woli skakać. Jego rekordem skoku to 1,80cm.
Właściciel: Harley Carter
Od Mary C.D. Quinlan
Widząc zmierzającą w moją stronę klacz, ustawiłam się bokiem i czekałam. Zdziwiona klacz przystanęła a wtedy jej właścicielka zdołała ją złapać. Właśnie zmierzałam w kierunku stajni, aby nakarmić Haru, marchewkami. Jednak... skoro i tak już ta klacz mnie zobaczyła... Podeszłam do niej i podałam jej marchew na wyciągniętej ręce.
-Masz kochana. Spokojnie - szepnęłam zanim dziewczyna zdążyła cokolwiek zrobić.
Zacisnęła usta w wąską kreskę i po prostu patrzyła na siwą klacz. Już miałam odejść ale... nie chciałam tak zostawiać tej dziewczyny.
-Jestem Mara. Masz ładną klacz - podałam jej rękę.
-Quinlan. A to GrayRose - odparła lecz nie odwzajemniła uścisku.
-Ja mam klacz hanowerską, Haru - powiedziałam.
***
Po wizycie w stajni wróciłam do pokoju. Posłaniec Strachu rzucił mi zaciekawione i kompletnie pozbawione szczęścia, spojrzenie.
-Nie patrz tak na mnie. Dałam ci już jeść - wzruszyłam ramionami.
Za niedługo miał być podwieczorek. Podobno pani Vanda zgodziła się przyrządzić dla nas szarlotkę z lodami z ostatniej uczty. Więc na lekcjach wszyscy myśleli jedynie o słodkim i tak upragnionym podwieczorku. Wzięłam do ręki "Bezgrzeszną" autorstwa Gail Carrigen. Miałam zamiar choć na chwilę zatopić się w lekturze zakupionej wczoraj w księgarni internetowej. Usłyszałam pukanie do drzwi.
-Kto znowu? Wejdź - westchnęłam nawet nie patrząc w stronę otwierających się drzwi.
<Quinlan? Brak weny>
-Masz kochana. Spokojnie - szepnęłam zanim dziewczyna zdążyła cokolwiek zrobić.
Zacisnęła usta w wąską kreskę i po prostu patrzyła na siwą klacz. Już miałam odejść ale... nie chciałam tak zostawiać tej dziewczyny.
-Jestem Mara. Masz ładną klacz - podałam jej rękę.
-Quinlan. A to GrayRose - odparła lecz nie odwzajemniła uścisku.
-Ja mam klacz hanowerską, Haru - powiedziałam.
***
Po wizycie w stajni wróciłam do pokoju. Posłaniec Strachu rzucił mi zaciekawione i kompletnie pozbawione szczęścia, spojrzenie.
-Nie patrz tak na mnie. Dałam ci już jeść - wzruszyłam ramionami.
Za niedługo miał być podwieczorek. Podobno pani Vanda zgodziła się przyrządzić dla nas szarlotkę z lodami z ostatniej uczty. Więc na lekcjach wszyscy myśleli jedynie o słodkim i tak upragnionym podwieczorku. Wzięłam do ręki "Bezgrzeszną" autorstwa Gail Carrigen. Miałam zamiar choć na chwilę zatopić się w lekturze zakupionej wczoraj w księgarni internetowej. Usłyszałam pukanie do drzwi.
-Kto znowu? Wejdź - westchnęłam nawet nie patrząc w stronę otwierających się drzwi.
<Quinlan? Brak weny>
Angelika Coley i Kalipso
![]() |
| [from tumblr/gogle] |
Imię: Angelika lub po prostu Angela
Nazwisko: Coley
Płeć: Kobieta
Wiek: 2.01.1996, czyli już 20 lat
Pochodzenie: Hiszpania, Madryt
Pojazd: Nie ma
Pokój: 40
Grupa: III
Poziom: Średnio zaawansowany
Koń: Kalipso
Głos: Hailee Steinfeld, Grey
Partner: Jak na razie nie ma
Rodzina:
Elizabeth Coley - matka
Charlie Coley - ojciec
Mike Newton - wuj
Reene Newton - ciotka
Billy Newton - kuzyn
Tyler Newton - kuzynka
Aparycja: Brunetka - 170 cm wzrostu. Czasem nosi bransoletki i pierścionki. Codziennie się maluje i co kilka dni prostuje sobie włosy. Na prawym pośladku ma ma tatuaż w kształcie motyla, na prawym ramieniu róże i na kostce także róże.
Charakter: Na pierwszy rzut oka może wyglądać na pustą bez rozumu lalunię, lecz w rzeczywistości to bardzo mądra i rozsądna dziewczyna. Stara się "nie oceniać książki po okładce" lecz nie zawsze jej się to udaje. Na początku sprawia wredną i bezduszną osobę, bo właśnie dla obcych zazwyczaj taka jest, jednak jak się ją bardziej pozna to bardzo miła i ciepła osoba. Nie lubi kiedy ktoś obcy wtrąca się w to co robi. Nie obchodzi ją też czy ktoś ją obgaduje czy też nie. Zawsze ma swój własny styl i nie ubiera się tak, aby komuś się przypodobać albo żeby ktoś ją polubił. Kiedy ktoś ją zdenerwuje to umie się zachować jak diabeł, lecz nie na przyjaciół, ich szanuje. Była już w kilku związkach, lecz je zakończyła. Zazwyczaj się w nie angażuje i musi zobaczyć, że drugiej osobie też na niej zależy. Nie lubi kiedy ktoś ją okłamuje, lecz czasem sama musi to zrobić. Woli ludzi szczerych, a nie zakłamanych. Nienawidzi osób przemądrzałych i które uważają się za najważniejsze na świecie chodź tak nie jest.
Zainteresowania: Interesuje się tatuażami, sama ma trzy. Od około dwóch lat zainteresowały ją konie.
Inne:
- Prze to, że mieszkała w Hiszpanii to musiała dobrze nauczyć się tego języka czasem mówi po hiszpańsku
- Czasem pali
Kontakt: ♥Ognista♥
Inne Pupile:
Luis
~*~*~*~
![]() |
| [from google] |
Płeć: klacz
Rasa: Lusitano
Data urodzenia: 7.12.2012 (4 lata)
Charakter: Jest jak jej właścicielka. Nigdy nie da się osiodłać dla obcej osoby, a także się jej pogłaskać, od razu chce ugryźć tą osobę. Trzeba przy niej uważać, bo może kopnąć. Jeśli chcesz się z nią trochę zaprzyjaźnić to potrzeba dużo czasu, a najlepiej jak robisz to z Angeliką.
Specjalizacja: Ujeżdżanie
Umiejętności: Jej słabą stroną jest skakanie w prost tego nienawidzi. Coś byś nie wiem co robił ona i tak by nie skoczyła. Raz zajęła czwarte miejsce w ujeżdżaniu w niewielkiej wiosce w Hiszpanii.
Właściciel: Angelika Coley
Subskrybuj:
Posty (Atom)




