Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Casey. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Casey. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 czerwca 2017

Od Casey CD Daniela

Weszłam do pokoju i od razu rzucił mi się w oczy stos książek na biurku. Przecież ja tego nie przeżyję. Jęknęłam cicho. Riley stojący przy mojej nodze, zadarł swoją głowę do góry i utkwił we spojrzenie swoich niebieskoszarych ślepi. Zgarnęłam książki z blatu i udałam się z nimi na łóżko. Opadłam na materac, który się lekko ugiął pod moim ciężarem. Husky chętnie wskoczył i zasiadł obok mnie. Nie było mi jednak dane uczyć się w ciszy i spokoju przez długi czas bowiem Daniel zapukał w drzwi i wszedł do środka jak do siebie.
- Proszę, zapraszam jak dobrze, że poczekałeś na odpowiedź z mojej strony- mruknęłam obojętnie
Daniel opadł ciężko plecami na łóżko i patrzył w sufit.
- Wszytko w porządku?- spytałam nie odrywając wzroku od tekstu zapisanym w książce od historii
- No właśnie nie za bardzo- zaczął
- Czyli teraz mam słuchać?- spytałam i oparłam łokieć o kolano aby móc na dłoni oprzeć głowę
- Jak chcesz- wzruszył ramionami
- Wszytko jest lepsze od uczenia się tego- wskazała na stos książek obok mnie
Daniel chyba zrozumiał przekaz i się uśmiechnął po czym zaczął gadać. Krótko i treściwie co mnie zdziwiło. Myślałam, że zacznie i historie jego życia nie będą miały końca. Gdy opowiedział mi o interesującym spacerze i rozmowie, zakończył po czym zapadła cisza. Zapewne miał ochotę po prostu się komuś wygadać, ale czemu akurat ja? Zostawmy to na inny raz.
- Czyli od dzisiaj gram rolę twojego prywatnego psychologa?- upewniłem się i uniosłam jedną brew ku górze
Blondyn przekręcił głowę i spojrzał na mnie jakby chcąc się upewnić czy mówię serio. Po stwierdzeniu faktu pokiwał energicznie głową.
- Raczej osobą od słuchania. Czasem będziesz doradzać- poprawił i podniósł się po pozycji siedzącej, opierając się na rękach z tyłu
- Jasne. Otwarte mam w każdy wtorek, czwartek i piątek. Pierwsze trzy spotkania darmowe, reszta za drobną opłatą- odparłam promiennie
Chłopak wybuchnął śmiechem. Przynajmniej nie był już przybity gdy do mnie zawitał. Ja natomiast nie widziałam w tym nic śmiesznego. Jednak jak to mówią pozytywne nastawienie jest zaraźliwe więc moje kąciki ust automatycznie powędrowały do góry.
- Czego się uczymy?- spytał i pochwycił mi sprzed nosa książkę zaczynajac ja oglądać
Nigdy nie widział książki czy jak?
- Historii. Test sam się nie napisze- sapnęłam i odebrałam podręcznik z rąk blondyna
Widziałam, że jedna z rąk, która wcześniej była zawinięta w bandarz, ta którą Fria postanowiła przygnieść do ściany boksu, wyglądała znacznie lepiej, a Daniel zrezygnował z opatrunków.
- Widzę, że wygląda już lepiej- wskazałam skinieniem głowy na kończynę
- Zdecydowanie. A teraz nie przeszkadzam i znikam- wstał i ruszył do drzwi aby zaraz przez nie wyjść

*Popołudniowy trening crossu*

Przekroczyłam próg stajni. Od razu do mojego nosa dostał się przyjemny zapach słomy. Po drodze mijałam kolejno boksy koni, które z zaciekawieniem wodziły za mną swoim wzrokiem. Minęłam również kilku uczniów, którzy pędzili gdzieś. I po co ten pośpiech? Weszłam do siodlarni i zabrałam cały potrzebny sprzęt na dzisiejszy trening crossu. Dochodząc do boksu Intenciona, który nawet nie raczył wychylić głowy. Wolał stać w kącie i zajadać się. Odłożyłam sprzęt przed boksem i weszłam cicho do wnętrza. Wałach od razu odwrócił głowę i podszedł do mnie cicho parskając. Pogładziłam go po czole po czym zaczęłam przygotowywać go to zajęć.

Daniel?
Takie 2/10 ja wiem ;_;

czwartek, 18 maja 2017

Od Casey CD Daniela

Chłopak przerwał w pół zdania i się zawiesił. Jego niedokończone zdanie zawisło w powietrzu, a potem Daniel się ulotnił. Oddalająca się w bardzo szybkim tępie jego sylwetka niedługo potem zniknęła mi z pola widzenia. Zsiadłam z wałacha i chwyciłam za wodze. Dziwne zachowanie jak i jego zdanie zapaliły w mojej głowie lampkę. Wróciłam się do stajni aby rozsiodłać konia. Intencion stał spokojnie gdy szybkimi i zgrabnymi ruchami czyściłam go po zajęciach. Po skończonej pielęgnacji zwierzę od razu powędrowało do siatki z sianem. Co za zdrajca jeden. Szybko zmienił zdanie gdy na mojej otwartej dłoni ujrzał kawałek jabłka. Jak na zawołanie był znów u mojego boku. Musnął swoimi delikatnymi chrapami moją skórę i pochwycił smakołyk po czym schrupał go ze smakiem. Pogładziłam jego szyję na odchodne i wyszłam z boksu. Zabrałam sprzęt i odniosłam do siodlarni na wyznaczone miejsce. Następnie poszłam do akademików przebrać się w czyste ciuchy, ściągając te z zajęć. I tak jeszcze po drodze postanowiłam zajść pod pokój blondyna. Riley wyszedł wraz ze mną i przebiegł przez korytarz jak strzała, znikając mi z pola widzenia. Często się ulatniał więc nie zrobiło to na mnie większego wrażenia. Za kilkanaście minut powinien wrócić. Zapukałam w drzwi pokoju, w którym powinien znajdować się chłopak. Po kilku krótkich chwilach drzwi stanęły otworem, a w nich zobaczyłam Daniela. Zmieszał się trochę na początku.
- Słuchaj, tamtej rozmowy nie było- zaczął
- Ale jakiej rozmowy?- uniosłam jedną brew ku górze
Chłopak wyczuł iluzję i się uśmiechnął. Napięcie zeszło z jego ramion.
- Idziesz na stołówkę czy zamierzasz spędzić w tej norze cały dzień?- zaproponowałam i rozejrzałam się
Gdzie do cholery zniknął ten pies? Postanowiłam, że jak nie wróci po południu wtedy będę myśleć co dalej. Daniel chętne wyszedł z pokoju i poszliśmy na stołówkę. Posiłek teoretycznie trwał już od ponad dziesięciu minut, a na sali było pełno osób. I weź tu teraz znajdź wolny stolik. Stojąc po jedzenie ludzie zaczęli powoli, powoli opuszczać stołówkę przez co coraz wiecej stolików było pustych. Zasiedliśmy przy jednym z nich.

~****~

Myśląc, że pies będzie czekał pod pokojem, poszłam pod niego, ale zwierzaka dalej nie było. Owszem lubił się szwendać i zawsze wracał, ale teraz jest w stosunkowo nowej sytuacji i wszytkie tereny jak i zapachy są mu obce. Popołudniowy trening został odwołany. Pytanie tylko czy Riley sam przyjdzie czy trzeba będzie go szukać. Zdecydowałam się na to drugie i udałam się korytarzem w stronę drzwi wyjściowych z budynku, w którym były akademiki. Była świetna pogoda. Aż żal, że nie ma treningu. Z tego co wiedziałam Intencion był wypuszczony na padok. Poszłam między padokami dochodząc pod ten właściwy. Intencion skubał zieloną trawkę. Rozejrzałam się dookoła. Riley nigdy się nie oddalał w nowych miejscach. Zawsze wolał zwiedzać u mojego boku. Na padokach go nie było. Może stajnia? Poszłam do, niedaleko stojącego, budynku i rozglądałam się. Dziwnym trafem znalazłam psa. Sapał niemiłosiernie, łapy miał od błota i leżał przed boksem Frii. Zajrzałam do środka. Klacz była czyszczona przez swojego właściciela. Daniel podniósł wzrok na mnie, a potem zerknął na psa z lekkim uśmiechem.
- Sam tu przylazł. Chyba ciebie szukał- zaśmiał się
- Był z tobą?- zapytałam zaciekawiona i pogłaskałam psa po głowie
Zwierzak spojrzał na mnie i szczeknął cicho, merdając przy tym swoim puszystym ogonem.
- Wybiegł z lasu jak prowadziłem Frię z padoku do boksu- odparł blondyn
A więc tyle czasu zajęło mu szwendanie się po lasach. Teraz trzeba było go umyć. Opuściłam stajnię i skierowałam się do swojego pokoju. Pies niechętne wszedł do wanny, ale po długich i ciężkich próbach w końcu do wanny wszedł. 

Daniel?
Pomysł był, ale nie pykła realizacja jego xd

piątek, 12 maja 2017

Od Casey CD Daniela

Wygrałam. Nawet nie musiałam się wysilać.
- Jeden zero dla mnie. Łatwo się poddajesz- przyznałam i schyliłam się po gąbkę leżącą obok chłopaka, który próbował powstać
- Jeszcze się odwdzięczę- wstał w końcu z podłogi- Teraz tak łatwo się mnie nie pozbędziesz- wyszczerzył się
Przewróciłam oczami i wróciłam do szorowania kasztana. Nagle sobie przypomniałam o tym, że miałam tylko odwiedzić Intenciona, a nie go myć. Zerknęłam szybko na zegarek. Od dziesięciu minut trwały lekcje, a my - dobra właściwie ja- byłam w rozsypce.
Dokładnie, ale w dobrym czasie spłukałam z sierści konia kłęby białej piany. Ciekła z niego woda, ogier spojrzał na mnie znudzony.
- Masz świadomość tego, że od dziesięciu minut trwają lekcje?- spytał chłopak ze spokojem wymalowanym na twarzy
- No co ty nie powiesz?- parsknęłam i odpięłam konia
W boksie szybko go osuszyłam i wyszłam. W tym całym zamieszaniu w boksie z Intencionem został też Riley. Upomniał się o swojej obecności głośnym szczeknięciem. Zawróciłam i wypuściłam psa, który minął mnie z dumnie uniesioną głową. Jakby mnie ignorował. Złośliwiec jeden. Dołączyłam szybko do Daniela, który stał przy drzwiach wejściowych do stajni. Riley również postanowił się zatrzymać i nawet zaszczycił mnie swoim spojrzeniem. Wyszliśmy z budynku prosto do akademików. Gdy dotarliśmy do pokoju przebrałam się w jeansy i jakąś koszulkę gdyż ta którą miałam na sobie nie mogła nie być mokrą po szorowaniu wałacha. Chwyciłam torbę z książkami i otworzyłam drzwi wychodząc na korytarz. Riley chciał iść ze mną, ale jak zwykle został po drugiej stronie drzwi. Coś tam warknął niezadowolony z tego, że musi zostać sam. Mam nadzieję, że i tym razem czegoś głupiego nie odwali. Już trzy poduszki ucierpiały poprzez rozerwanie w jego paszczy. W rekordowym dla mnie tempie znalazłam się przed klasą. Od dwudziestu minut trwała lekcja geografii.
- To co robimy dobre wejście?- spytał głos za mną
Prawie podskoczyłam. Nie zachodzi się ludzi od tyłu.
- Czy ty chcesz abym dostała zawału?- odwróciłam się i ujrzałam blondyna
- Wolałbym tego uniknąć. Nie chce mieć nikogo na sumieniu- wzruszył ramionami
Nacisnęłam ostrożnie na metalową klamkę. Poczułam jej zimno na swojej dłoni. Zajrzałam do klasy. Wszystkie oczy były zwrócone na mnie, bo Daniel wolał się schować za moją postacią. Przeprosiłam nauczycielkę za spóźnienie i wkroczyłam do klasy, siadając z tyłu, w wolnej ławce. Ta lekcja minęła błyskawicznie. I czemu tu się w sumie dziwić jak się spóźnia dwadzieścia minut? Każda kolejna lekcja wydawała się dłuższa od poprzedniej. Na całe szczęście nie umarłam z nudów i wytrzymałam do końca. Jak najszybciej chciałam stąd wyjść. Zresztą tak jak wszyscy inni. Teraz popołudniowy trening ujeżdżania co będzie dla nas czystą przyjemnością i zabawą. Uwielbiałam tą dyscyplinę tak jak zresztą mój wierzchowiec.
~***~
Zabrałam sprzęt z siodlarni i skierowałam się do boksu Intenciona. Koń wychylił głowę ponad drewnianymi drzwiczkami i zarżał radośnie na mój widok. Otworzyłam boks i odłożyłam sprzęt przed nim, na wyznaczonym do tego miejscu. Koń raczył się cofnąć i wpuścić mnie do środka. Jego sierść lśniła. Jeszcze nie zdążył się pobrudzić. Szybko przeczyściłam jego sierść, a następnie na jego grzbiet nałożyłam granatowy czaprak, siodło, a na koniec ogłowie. Koń stał gotowy i czekał na dalszy przebieg akcji. Chwyciłam więc za wodze i wyprowadziłam z boksu kierując się do wyjścia, a następnie na czworobok. Przez to, iż była dzisiaj wyśmienita pogoda jak na Wielką Brytanię, trening odbył się na dworze. Wkroczyliśmy z kasztanem na plac. Był zajęty już przez dwie osoby z mojej grupy, które zaczęły już rozgrzewkę. Odbiłam się z ziemi i siedziałam na grzbiecie konia, który zniecierpliwiony przestępywał z nogi na nogę nie mogąc się już doczekać. Poklepałam konia po szyi i zaczęliśmy rozgrzewkę. Do rozpoczęcia zajęć i wkroczenia instruktorki na plac zostało jeszcze trochę czasu. Intencion reagował na wszystkie dawane mu znaki i biła od niego energia. Żeby było tak jeszcze na parkurze... Dałam sygnał do kłusa. Koń wręcz wyrwał do przodu na co musiałam od razu zareagować. Szedł miarowym krokiem i wręcz
szybował na ziemią, z lekkością się od niej odbijając. Zrobiłam dwie wolty tym samym zauważając, że na placu pojawia się coraz więcej jeźdźców. Intencion się lekko rozproszył dostrzegając nowe konie. Kończąc rozgrzewkę ósemką, przeszłam do stępa. Akurat wtedy wkroczyła trenerka.
Nim się obejrzałam, a trening się zakończył. Stępowałam z koniem jeszcze kilka dobrych minut dopóki nie zauważyłam przy płocie Daniela.
- śledzisz mnie czy jak?- spytałam i uniosłam jedną brew, potem swoje spojrzenie przeniosłam na jego zabandażowaną rękę- Co się stało?- spytałam i wskazałam na rękę
Daniel uniósł ją lekko i obejrzał zanim cokolwiek powiedział.
- Przed treningiem gdy czyściłem Frię, przygniotła mnie do ściany boksu, a moja ręka była ofiarą tego- wytłumaczył i spojrzał do góry na mnie
Zaśmiałam się pod nosem.
- Ale zabawne- oburzył się i skrzyżował ręce na piersi

Daniel?

czwartek, 11 maja 2017

Od Casey CD Daniela

Do stolika podszedł wysoki blondyn. Usiadł, nie reagując na moje odpowiedzi. Ciekawy początek. Wraz ze mną siedziało kilku innych ludzi. Głównie byli to nieznajomi, a ja kojarzyłam ich jedynie z widzenia.
- Mądrala jak widzę- oparłam się o krzesło
Wydawał się irytujący, ale mógł posiadać również ciekawą osobowość. Daniel zmierzył mnie tylko spojrzeniem i kontynuował jedzenie. Ludzie powoli zaczęli wychodzić i stołówka stała się mniej oblegana niż wcześniej. Przede mną na tacy wiało pustakami. Wszytko zdążyłam już zjeść.
- Wybacz, ale opuszczę ciebie i udam się do swojego podopiecznego w stajni- wyjaśniłam i chwytając za tacę oderwałam się od krzesła 
- Jak poczekasz to pójdę z tobą- 
- A skąd pomysł, że chce iść w czyjejś obecności?- uniosłam do góry brew, a kąciki moich ust powędrowały do góry
- Tak czy siak spotkamy się w stajni- wzruszył ramionami jakby było mu wszytko jedno i w jego buzi, w tym samym czasie, zniknął ostatni kęs kanapki
Odwróciłam się i poszłam odłożyć tacę. Pchnęłam drzwi stołówki i znalazłam się na korytarzu. Przez moment byłam sama. Dołączył jednak do mnie Daniel, czekając na dalszy przebieg akcji. Skierowałam się w drugą stronę niż bym szła do stajni. Chłopak chyba się zdziwił.
- Ty na pewno wiesz, w którą stronę jest stajnia? Bo jak nie to mogę ci kupić GPSa- zawołał za mną
Zignorowałam uwagę Daniela i poszłam do swojego pokoju po psa. Nie zostawię go tutaj na dłużej. Już i tak dostawał szału jak szłam na lekcje czy treningi. Husky wybiegł z pokoju zaraz po otarciu drzwi. Zatoczył koło w miejscu i usiadł na środku korytarza rozglądając się dookoła. Wróciłam tam gdzie poprzednio zostawiłam chłopaka. Dalej tam czekał. Wyminęłam go wraz z Riley'em. Doszliśmy w milczeniu do stajni. Daniel ie miał daleko do boksu swojego konia. Jego wierzchowcem okazała się dosyć narowista klacz rasy andaluzyjskiej. Nie powiem była śliczna i ten charakterek mało mi do niej pasował. Nawet nie miałam zamiaru wyciągać do niej ręki. Poszłam pod boks Intenciona, ale ujrzawszy, że jest pusty od razu poszłam w stronę wyjścia z budynku i skierowałam się na zielone padoki. Przez to, iż ostatnio dużo padało, pastwiska nabrały wody, a wraz z tym dookoła były kałuże i błoto. Stanęłam przy ogrodzeniu pastwiska, na którym znajdował się mój wałach. Akurat doprowadzał do szału jakiegoś biednego
kuca ganiając za nim raz w jedną stronę raz w drugą. Zobaczywszy mnie przy płocie, skręcił i podbiegł tanecznym krokiem. Zatrzymał się przy nas, bo niedługo potem obok mnie znalazł się Daniel. Intencion wyciągnął swoją kasztanowatą szyję w kierunku nieznajomego. Chłopak pogładził go po pysku na co koń parsknął zadowolony. Zerknęłam na jego nogi. Całe w błocie.
- Trzeba ciebie umyć- skierowałam wypowiedź do konia
Otworzyłam bramkę na pastwisko i przyczepiłam do czerwonego kantara uwiąz chcąc zaprowadzić samca na myjkę jak najszybciej się dało.


Daniel?
Wybacz za długość, ale taki lekki bezwen mnie dopadł -,-

środa, 3 maja 2017

Od Casey CD Erika

Wprowadziłam konia do boksu. Na pewno szybko się zadomowi. Intencion lubił zmiany. Zdjęłam z konia derkę i ochraniacze, a ten od razu sięgnął do siatki z sianem i zaczął jeść. Zaśmiałam się pod nosem i wyszłam z boksu, zostawiając przed nim derkę i ochraniacze. Ruszyłam z powrotem do auta i przyczepy po sprzęt wałacha. Wyciągnęłam wszytko co zabrałam i znowu ruszyłam do budynku. Jak się okazało stajnia była pod nosem i gdybym się jeszcze chodź trochę wysiliła to bym ją znalazła. Weszłam do przestronnej i zadbanej siodlarni, odkładając sprzęt na przypisane mi miejsce. Pierwszy trening, z tego co pamiętam, miałam jutro rano.

Wzięłam bagaże ze swoimi ciuchami i udałam się pod swój pokój z numerem  . Z tym akurat nie miałam problemu. Riley od razu wskoczył na łóżko i zaczął się rozglądać. Czasem zachowywał się jak szczeniak. Położywszy torby w jednym miejscu, doszłam do wniosku, że nie mam ochoty rozpakowywać tego wszystkiego. Zawróciłam w stronę drzwi i zawołałam huski'ego do siebie. Chciałam zobaczyć hale i parkury. Byłam ciekawa jak wygląda reszta obiektu, chodź i sama stajnia jak i akademiki już zrobiły na mnie pozytywne wrażenie. Z akademika było widać szkole, a za nią stajnie. Po drogiej stornie drogi, którą szłam rozciągały się zielone pastwiska. Niedaleko było widać parkur, a potem ukazała mi się dość duża hala. Ciekawość wzięła górę i weszłam do środka. Spodziewałam się, że ktoś może tam ćwiczyć, ale okazało się, że na środku stał jakiś chłopak, a jego kary koń zwinnie uniknął skoku. Przyznam, że pierwszy raz widziałam, że koń w taki sposób omija przeszkodę. Zaśmiałam się, a Riley uniósł na mnie swoje szaroniebieskie oczy. Chłopak odwrócił się gdy usłyszał mój śmiech. Wierzchowiec zatoczył jeszcze jedno koło i podbiegł do właściciela. Okazało się, że to ten sam chłopak, którego prosiłam o pomoc w znalezieniu stajni. Kary, silny i pełen energii ogier stał niepewnie w miejscu gdy podchodziłam powoli bliżej.
Stanęłam przed chłopakiem i koniem, który zażucił łbem i parsknął. Widać miał niezły temperament. Lubiłam takie konie. Wpatrywałam się w konia, aż nagle z zamyślenia wyrwał mnie głos nieznajomego:
- Co w nim takiego zobaczyłaś?- spytał unosząc jedną brew do góry
Potrzasnelam głową i spojrzałam na rozmówcę. Wzruszyłam ramionami w odpowiedzi. Dobrze wiedziałam, że może to zirytować chłopaka.
- A tak wogóle Casey jestem- przedstawiłam się, przerywając kolejną ciszę
- Erik, a on to Immortal Flame- wskazał na ogiera
Lekko się uśmiechnęłam

*Następny dzień*

Poranny trening skokowy. Miałam nadzieję, że przez pobyt tutaj pod szlifujemy tą dyscyplinę, tak aby nie sprawiała nam większych trudności. Lubiłam być gotowa na czas, a na pierwszy trening nie miałam zamiaru się spóźniać. Wzięłam siodło i ogłowie ruszając następnie do boksu kasztana. Koń stał w kącie i z daleka obserwował co się dzieje. Zobaczywszy mnie przy boksie, postawił uszy i zarżał cicho. Weszłam do środka, a Intencion łaskawie, zdecydował się podejść. Pogładziłam jego aksamitną sierść na szyi. Szybkimi ruchami wyczyściłam wałacha i chwyciłam w dłonie ciemno zielony czaprak, następnie czarne siodło i ogłowie. Chwyciłam wodze i wyprowadziłam konia z boksu. Nigdzie nie widziałam jeźdźców, ani przygotowanych koni. Boże. Może znów coś pomerdałam. Jak się okazało moje podejrzenia się sprawdziły. Gratulacje Casey. Za moimi plecami usłyszałam lekko rozbawiony głos:
- Wybierasz się gdzieś?
Odwróciłam się powoli i ujrzałam Erika. Wypuściłam głośno powietrze z płuc.
- Już nigdzie- westchnęłam i wprowadziłam zdezorientowanego Intenciona do boksu
Jedynie cieszyłam się, że skoki do których nie byłam chętna się nie odbędą.

Erik?
Tak, tak wiem - do dupy :|

niedziela, 23 kwietnia 2017

Od Casey CD Abigail

Byłam tu drugi dzień, ale i tak wciąż się gubiłam. Chyba moja orientacja w terenie jest dość mizerna. Zamiast pójść do stajni, zawędrowałam nad basen dla koni. Świetnie. Przystanełam i kilka metrów dalej, na ławce zauważyłam dziewczynę. Miałam cichą nadzieję, że ona będzie wiedziała gdzie jest stajnia.
~***~
Abigail, bo tak miała na imię, okazała się miła. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Zaproponowała wspólne ćwiczenia na parkurze. Nie szło nam najlepiej, ale pocieszałam się tym, że w ujeżdżaniu pokażemy dobry poziom. Skoki się podszkoli.
Dziewczyna zamknęła oczy, oddała wodze ogierowi i przelecieli nad przeszkodą. Ciekawe. Abigail chyba sama była zdziwiona, ale i jedocześnie zadowolona z tego co przed chwilą zrobiła. Poklepała konia po szyi i podjechała do nas.
- Często zamykasz oczy jak skaczesz?- spytałam prosto z mostu
Dziewczyna zawahała się, ale wzruszyła tylko ramionami. Miałam nadzieję, że podczas pobytu tutaj poprawimy się i nabierzemy doswiadczenia.
- Skaczesz?- spytała i wskazała na przeszkodę
Zobaczywszy jej wysokość od razu odmówiłam. Na całe szczęście dziewczyna nie pytała dlaczego i bardzo dobrze. Nie miałam zamiaru tłumaczyć się przed dziewczyną, którą ledwo znam. Intencion wyraźnie był pobudzony po kilku skokach i przestępował z nogi na nogę rozemocjonowany. Uśmiechnęłam się pod nosem i pogłaskałam go po szyi.
- Co ty na to aby pojechać w teren?- spytałam niby od niechcenia
Abigail zerknęła w naszą stronę i chętnie się zgodziła. Wyjechaliśmy z placu i skierowaliśmy się na leśna ścieżkę. Była szeroka więc bez problemu konie mieściły się obok siebie.
- Długo tu jesteś?- spytałam
Jak na razie to ja zadawałam dużo pytań.
- Od wczoraj- powiedziała i spojrzała na mnie
Czyli nie tylko ja jestem nowa.
- To tak jak ja- lekko się uśmiechnęłam

piątek, 21 kwietnia 2017

Od Casey

Jechałam kłusem leśną ścieżką. Carol na swoim leniwym i ślamazarnym koniu próbował nas dogonić, ale mu nie wychodziło. Wyjechaliśmy z lasu na polną ścieżkę prowadzącą do naszego domu. Zwolniłam to stępa i dalej jechałam na luźnej wodzy. Intencion chętnie wyciągnął szyję. Carol zdążył nas dogonić i dalszą drogę przejechaliśmy w ciszy.
~***~
Na podjeździe czekało już auto, bagaże i przyczepa do transportu. Ogier wyraźnie się ożywił. Zatrzymałam go i zsiadłam z jego grzbietu. Łapiąc za wodze udałam się do jego boksu aby przygotować go do podróżny. Ściągnęłam siodło z czaprakiem i przewiesiłam je przez drzwiczki od boksu. Następnie ogłowie i zaniosłam sprzęt do przyczepy.
Stajenny zaproponował przygotowanie Intenciona do podróży, na co chętnie się zgodziłam i poszłam się przebrać do domu w luźniejsze ciuchy. Bagaże spoczywały już w aucie. Teraz trzeba było jeszcze wprowadzić konia i ruszamy. Przebrana biegiem wróciłam do boksu konia. Stał już gotowy. Podałam mu kawałek marchewki, którą chętnie schrupał. Przyczepiłam uwiąz do kantara i wyprowadziłam konia z boksu. Szedł grzecznie za mną. Bez problemu wszedł do koniowozu. Pożegnania odbyły się już z rana, więc teraz mogłam bez problemu ruszyć w stronę Morgan University. Zmiana przyda się mi jak i Intencionowi.

~***~

Intencion kręcił się w przyczepie. Już niedaleko pomyślałam, jadąc piaszczystą drogą między polami. Miałam świadomość tego, że szkoła jest oddalona od miasteczka i położona pośród pól i lasów, ale od prawie dziesięciu minut jechałam przez pustkowia. W końcu piach zmienił się na coś w rodzaju żwiru i nie pozostawiliśmy już za sobą piaszczystej chmury. Przy drodze pojawiły się drzewa. Nareszcie zmiana krajobrazu. Kilka kilometrów później pojawiła się brama uniwersytetu. Skręciłam w nią i od razu ujrzałam zadbane tereny, pastwiska, a parkując na parkingu rzuciły mi się w oczy dwa budynki. W jednym z nich na pewno jest sekretariat. Nie ujrzałam jednak nigdzie stajni. Wysiadłam z auta, a zaraz za mną wysiadł Riley, rozglądając się rozemocjonowany dookoła. Najpierw postanowiłam pójść do biura i załatwić formalności. Potem zaprowadzę konia do jego nowego domu. Mam nadzieję, że szybko się zadomowi.
~***~
Formalności było więcej niż się spodziewałam. Dostałam klucz do pokoju, rozpiskę planu lekcji, treningów i dodatkowych zajęć. Schowałam papier i klucz do kieszeni kurtki i wróciłam do przyczepy. Otworzyłam ją i weszłam do środka. Intencion zarżał radośnie i przestępował z nogi na nogę. Poklepałam go po szyi i chwyciłam za uwiąz, który zapięłam do zielonego kantara. Wyprowadziłam wałacha z przyczepy. Rozejrzał się dookoła. Zmiany chyba wyjdą na dobre. Teraz stajnia. Poszłam kawałek żwirową drogą przed siebie. Ujrzałam parkur, czworobok, ale gdzie stajnie? W końcu się poddałam. Nie będę przecież stała jak wariatka z koniem i błądziła z nim po całym terenie w poszukiwaniu stadniny. Czemu nie spytałam o to w sekretariacie? Z naprzeciwka szedł jakiś chłopak z psem. Riley zainteresowany nowym towarzyszem zrobił krok w przód, a jego uszy były postawione na sztorc. Kazałam mu zostać. Nie wiem jak mógłby zareagować pupil chłopaka, a nie chce mieć na samym początku problemów. Podeszłam z wałachem do nieznajomego.
- Wiesz może gdzie jest stajnia?- spytałam i wyrwałam go z zadumy- Jestem nowa i nie bardzo się orientuję- przyznałam po chwili i spojrzałam na zaciekawionego konia obok

Erik?

środa, 19 kwietnia 2017

Casey West i Intencion

txns:
“ i changed a hair a little bit 🙆 by suedebrooks http://ift.tt/1QTJD4O
”
Motto: "I już się nie martw aż to końca swych dni! Naucz się tych dwóch, radosnych słów - Hakuna Matata!"
Imię: Casey
Nazwisko: West
Płeć: Kobieta
Wiek: 11 marca 1997 [20 lat]
Pochodzenie: Stany Zjednoczone; Kalifornia
Pojazd: Toyota Tundra
Pokój: 38
Grupa: III
Poziom: Średnio zaawansowany
Koń: Intencion
Głos: Dua Lipa
Partner: "Niektórzy uważają, że bez miłości nie da się żyć. Osobiście uważam, ze tlen jest ważniejszy"
Rodzina:
• Jacob West [39 lat] - ojciec Casey, który sam prowadzi stadninę i hodowlę wspaniałych koni trakeński. Na czternaste urodziny podarował córce konia. Są dla siebie bardziej jak dobrzy przyjaciele. Wspólnie mają bardzo dobry kontakt. Zapewne spowodowane jest to młodym wiekiem ojca. Po rozstaniu z Marią ma nową żonę.
• Maria West [38 lat] - matka Casey, która po porodzie, w wieku osiemnastu lat, zostawiła Jacoba i Casey. Dziewczyna nigdy jej nie poznała i jakoś się do tego nie garnie. Ponoć Maria wyjechała do Europy i tam ma nowego męża i dzieci.
• Angelika Perry-West [38 lat] - od pięciu lat druga żona Jacoba. Na początku trudno jej było zyskać sympatię u Casey, ale z czasem zdążyły nawiązać nić porozumienia i dogadywać coraz lepiej.
• Carol Perry [21 lat] - przyrodni, starszy brat, który również uwielbia zwierzęta jakimi są konie. Tu również początki nie były łatwe. Ciągłe kłótnie i wyzwiska jednak po upływie czasu stali się dobrymi przyjaciółmi. Casey najbardziej lubi wspólne wyjazdy w teraz wraz z Carolem.
Aparycja: Wysoka, bo mierząca 182 centymetry, szczupła blondynka. Ma krótkie, farbowane włosy. Normalnie jest brunetką. Twarz z delikatną cerą. Brązowo zielone oczy, które są cechą szczególną dziewczyny. Pełne, zaróżowione usta. Raczej delikatnie się maluje. Nie lubi ostrego makijażu. Wysportowana, idealna sylwetka. Ubiera się wygodnie. Najczęściej w jeansy i luźne bluzki lub swetry.
Charakter: Casey jest dość kontrowersyjną osobą. Twardo stąpa po ziemi i żyje tu i teraz. Inteligentna i cwana. Jednak nie jest materialistką. W drugim człowieku chce wyciągnąć jak najwięcej pozytywnych cech. Jest szczera i prawdziwa. Nie kryje się ze swoimi uczuciami i mówi to co ma na myśli. Nie lubi kiedy ktoś jej coś narzuca. Żyje swoim własnym tempem i nie ma zamiaru tego zmieniać. Lubi poznawać nowych ludzi, ale jest przy tym ostrożna. Gdy pozna lepiej drugą osobę staje się gadatliwa, ale wie kiedy się zamknąć. Ma poczucie humoru i lubi być w centrum uwagi, jednakże nie lubi tzw. "lizusów". Rozpozna takiego na kilometr. Potrafi być lojalna i dać z siebie 100% kiedy trzeba. Jest pewna siebie i ma gdzieś zdanie innych. Chodzi z dumnie uniesioną głową. Lubi zachowywać się tak jakby nie dostrzegała otaczającego jej świata. Casey posiada silną psychikę i jest bardzo odporna. Potrafi być arogancka i chamska jednak rzadko się to zdarza. Dziewczyna jest wytrwała i lubi stawiać sobie coraz to wyższe poprzeczki. Raczej woli wtapiać się w tło niż być nieszablonową czy też oryginalną.
Zainteresowania:
| Gotowanie | Siatkówka | Pływanie | Historia | Czasem coś nabazgrze | Ujeżdżanie | Gitara | Śpiew |
Inne:
→ Mówi biegle po angielsku, włosku i francusku
→ Gdy jej rodzice się rozstali Casey wyjechała do Brytanii wraz z ojcem
→ Nie słodzi herbaty
→ Ma słabą głowę, zwykle wstawiona po pierwszym piwie
→ Uwielbia kreskówki oraz interesuje się grafiką komputerową
→ Uwielbia gotować
→ Kawa. Kocha ją i może pić litrami
→ Kiedyś miała poważny wypadek, gdy spadła z konia, do tej pory ma ograniczoną władzę w lewej ręce
→ Boi się skakać przez wysoki przeszkody (wina wypadku)
Kontakt: Arbuz :3
Inne Pupile:
Riley jest to samiec huski'ego o błękitno szarych oczach. Najlepszy: towarzysz na długie spacery, przyjaciel, prywatny ochroniarz, poduszka oraz pogromca kabli. Riley i Casey są nierozłączni.
https://68.media.tumblr.com/aea99ac5e307dba3375f0f5cc700789c/tumblr_omaaaxEuAX1v8d5b1o1_1280.jpg

http://img24.otofotki.pl/obrazki/wz473_tumblr_oh98tlhz5P1vpgta0o1_5000.jpg
Imię: Intencion, imię to wymyśliła gdyż uwielbia kawę, a to nazwa jednej z nich.
Płeć: Wałach
Rasa: Koń trakeński 
Data urodzenia: 30.06.20011 [6 lat]
Charakter: Intencion jest dość nieprzewidywalnym koniem. Nie wiadomo co strzeli mu do głowy. Boi się wielu rzeczy, w tym też ludzi których nie zna. Spowodowane jest to jego przeszłością. Na pozór wydaje się spokojny. Jednak nie ufa obcym. Tego konia w ogóle można zaliczyć do nieufnych. Intencion jest dosyć wrednym koniem. Lubi robić na złość Casey, szczególnie podczas zawodów lub ważnych treningów. Władczy i czasami Casey nie udaje się nad nim zapanować wtedy wałach robi to co chce. Jednak jest bardzo przywiązany do swojej właścicielki. Casey jest jedyną osobą za którą ten koń podąży. Wałach należy do tych bardzo ciekawski. Lubi wtykać nos w nie swoje sprawy.
Specjalizacja: Ujeżdżanie
Umiejętności: Intencion jest wszechstronnie wyszkolonym koniem, jednak jego mocną stroną jest zdecydowanie ujeżdżanie. W tej dyscyplinie bardzo swobodnie się porusza i nie ma problemu ze skupieniem. Jednakże wałach jest dosyć płochliwym i bojaźliwym zwierzęciem, dlatego wszelkiego rodzaju wyjazdy w teren lub zawody crossowe nie są przyjemnością dla dziewczyny jak i wierzchowca. Skoki są wypośrodkowanie. W tej dyscyplinie dużo zależy od humoru konia i trudności toru. Lepiej zdecydowanie skacze mu się przez mniejsze przeszkody. O duże często wadzi tylnymi kopytami.
Właściciel: Casey West