Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bonnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bonnie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 grudnia 2017

Porządki

Wydaleni zostają:
Nijana, Valeria, Vivienne, Emily.
Powód: Nie napisanie żadnego opowiadania, brak jakiejkolwiek aktywności.



Odchodzą:
Maxim, Bonnie, Alex.
Powód: Brak czasu.
Pamiętaj, że zawsze możesz wrócić!


Rozstrzygnięcie eventu urodzinowego:
Cóż mogę powiedzieć. W łatwy sposób dało się przydzielić miejsca, więc poniżej macie tylko wykaz punktowy i miejsca z nagrodami (zostaną dodane w przeciągu dwóch dni).
Nikt nie wysłał nic kreatywnego, żadnej pracy dlatego tego nie liczymy.

Zain - 40ptk. za znaczki i 28ptk. za opowiadanie co daje ci łącznie 68/70 i tym samym zapewnia 1 miejsce! Gratulacje!
Nagrody: dodatkowy koń + wyższy poziom + 150 PD

Siłą rzeczy skoro Zain znalazł wszystkie znaczki reszta miejsc oparta jest tylko na punktach zebranych z opowiadań za bal.
Jakiekolwiek zażalenia do niego *chrząka nieznacznie*

Imanuelle -28ptk. za opowiadanie co łącznie daje 28/70 i tym samym 2 miejsce! Gratulacje!
Nagrody: dodatkowy koń + 100 PD

Anastasja - 23ptk. za opowiadanie co daje łącznie 23/70 i gwarantuje 3 miejsce! Gratulacje!
Nagroda: 70 PD

Oli - 19ptk. za opowiadanie co daje 19/70. 4 miejsce. Gratulacje!
Nagroda: 50 PD

Event zimowy:
Event zimowy nie jest wcale trudny. Mamy nadzieję, że jest (będzie) on dla was raczej przyjemny.
Chodzi o to aby opisać jak minęły święta i ferie zimowe postaci, którą sterujecie.
Ferie zimowe na blogu zaczynają się 03.01. i kończą 16.01. (z tą datą kończy się zimowy event).
Od was zależy w jakim dniu wszystko opiszecie.
Kolejną istotną rzeczą jest to, że możecie napisać ten event na dwa sposoby: w pojedynkę lub we dwójkę.
- w pojedynkę:
Opowiadanie min. 1000 słów. Jedno, długie opowiadanie, w którym uwzględniasz wszystko i dodasz odpowiednią etykietę oraz nagłówek posta.
- we dwójkę:
Rozumiem, że możecie mieć chęć wyruszyć na ferie z kimś z akademii, a więc wymieniacie między sobą opowiadania jak do tej pory tylko odpowiednio je oznaczacie. Warunek jest jeden - musicie tak sobie we dwójkę rozplanować pisanie aby każda z postaci napisała min. 3 opowiadania na temat ferii. Czyli łącznie min. 6 opowiadań.

Mam nadzieję, że napisałam to zrozumiale xd jest 23:07 i nie mam na to wpływu :')
W razie czego wiecie gdzie mnie szukać!

Jak oznaczać?
Przede wszystkim DAWAĆ ETYKIETY - Event Zimowy i OZNACZYĆ JAKOŚ TYTUŁ POSTA tak aby było wiadomo, że mowa o feriach.
Proszę ładnie o nie zapominaniu dodawania etykiet i odpowiedniego tytułu posta! Dziękuje! :)))

Nagrody:
Nad nagrodami myślało trochę osób, bo sama nie mam do nich nigdy głowy. Padały świetne propozycje i część z nich z przyjemnością wykorzystałam:

1 miejsce - wyjazd z akademii + wyższy poziom + 170 PD
2 miejsce - wyższy poziom + 150 PD
3 miejsce - koń + 90 PD

Dla każdego uczestnika - 50 PD.

Mam szczerą nadzieję, że weźmie w tym udział więcej osób niż w poprzednim. Łatwo to wpleść w opowiadania. Przynajmniej mi się tak wydaje cx

Postać Miesiąca:
Jak wiadomo postać miesiąca to osoba, która napisała najwięcej opowiadań w przeciągu miesiąca, które były kreatywne i porządnie napisane. A więc Postacią Miesiąca (Grudnia) zostaje:
 
ZAIN!
Gratulujemy! c:
+100 PD
Po kija ci tego tyle xd

Nocki Twórcze #1
Pod tym postem dajecie pomysły co to tego kiedy (jakiego dnia) i na jaki temat ma się odbyć pierwsza NT :)
Jeśli ktoś jeszcze czegoś na ten temat nie wie odsyłam tu → klik

środa, 19 lipca 2017

Od Bonnie do Matthew

Było wczesne popołudniu, padał deszcz i było ciemno. Ja jak to ja postanowiłam pójść na spacer z moimi pieskami. Otworzyłam szafę i przebrałam się w sportowe ciuchy. Ubrałam czarne krótkie spodenki, zielony t-shirt z napisem "I love Coffe!" i czarna bluzę z Rebooka. Założyłam stare zielone Adidasy, po czym zaczęłam szukać smyczy psów, które walały się gdzieś po pokoju.Zabrałam
ze sobą smycze, które cudem znalazłam i zawołałam Demona i Diego, po czym wyszłam z pokoju. Zabrałam także szybko co nieco smakołyków dla nich. Zbiegłam swobodnie po schodach i udałam się do wyjścia, pod którym poczekałam na psy. Otwarłam drzwi na pole, a psy grzecznie poczekały aż łaskawie się wygramolę z akademii i zapnę im ich smycze. Postanowiłam pobiegać dookoła
terenu akademii, gdzie były wąskie dróżki, posypane kamyczkami. Deszcz tak bardzo mi nie doskwierał, a najwyraźniej psom też. Biegłam równym tempem z psami, po drodze która z każdym metrem robiła się coraz bardziej błotnista. Bez przeszkód omijałam kałuże susami tak jak psy. W końcu dostałam za to nauczkę, wykręcając sobie prawą nogę. Zgięłam się z bólu, gdyż już nie raz
sobie ją wykręciłam, lub skręciłam kostkę w tej nodze. Psy zauważyły iż kuleję, więc chodziły wolno i przy nodze. Prawię się przewróciłam, gdy próbowałam na niej stanąć, ale ktoś mnie złapał za ramiona. Podniosłam głowę, ale było ciemno i nic nie widziałam. Psy nie znały danej osoby, więc zaczęły warczeć i szczekać:
- Demon, Diego, waruj!
Machnęłam ręką, a psy momentalnie zamilkły. Nieznajomy zaśmiał się pod nosem i objął mnie ręką w talli bym mogła iść. Nie za bardzo mi to przeszkadzało, ale nadal ta cholerna noga mnie bolała, że też musiałam sobie ją wykręcić akurat dziś. Szliśmy tak w ciszy, może z dwie minuty i w końcu powiedziałam:
- Dziękuje za pomoc ale... dała bym sobie radę sama. - Zdmuchiwałam kosmyk z czoła.
- Nie dała byś rady już iść. Prawie wpadłaś do błota. - Powiedział nieznajomy.
- Dokuśtykała bym.. Ale i tak bardzo dziękuje za pomoc. - Czuję jak puchnie mi kostka.
- Nie dziękuj mi tak, to nic takiego. - Zaśmiał się pod nosem.
- To jest coś. Uratowałeś mnie od utonięcia w centymetrowej warstwie błota. - Spróbowałam rozluźnić sytuację.
- Hahaha a może i masz racje. - Poprawiłam mu chyba ciupkę humor.
- A i pamiętaj, od prania też mnie uratowałeś. - Dodałam.
- Boli cie bardzo? - Zapytał z jakby troską w głosie.
- Emm... Wolisz prawdę czy lekkie kłamstwo? - Zapytałam.
- Prawdę. - Powiedział bez zastanowienia.
- Okrutnie boli i czuje że puchnie...
- Oj.. To nie za dobrze, ale spokojnie już jesteśmy nie daleko.
- Podniosłeś mnie na duchu.
- Spoko. - Powiedział.
- A tak w ogóle jak masz na imię? - Podniosłam głowę.
- Matthew Campbell, a ty? - Zapytał.
- Jestem Bonnie Watherfield, miło mi.
- Wzajemnie Bonnie.
- Wybacz za psy... One nie chciały, tylko cie nie znają i się.. - Przerwał mi.
- Zaniepokoiły, rozumiem. Nie musisz przepraszać.
Doszliśmy w ciszy do drzwi akademii. Weszliśmy do środka i Matthew zaprowadził mnie do kuchni, po czym powiedział:
- Zostań tutaj, pójdę po apteczkę i opatrzę ci tę nogę. - Podrapał się po karku.
- Nie musisz... - Uśmiechnęłam się.
Siedziałam na krześle, a on wyszedł nie zwracając uwagi na moje słowa. Gdy się wyprostował zobaczyłam że jest przystojny... Bonnie Watherfield! Masz kogoś na oku i kufa mać nie wolno patrzeć na innych... jak na razie.. Poczekałam aż Matthew przyszedł z apteczką do kuchni...

Matthew?

poniedziałek, 10 lipca 2017

Od Bonnie C.D Meq

Obudziłam się naga od pasa w górę, skulona na ziemi. Powoli wstałam z ziemi i ubrałam stanik. Zabrałam bluzkę, która leżała. mi pod nogami i ją ubrałam. Wyprostowałam się i rozciągam ręce do sufitu. Spojrzałam na Meq która nadal spała. Awww! Wygląda naprawdę tak uroczo! Nie mogłam się powstrzymać i podeszłam i pocałowałam ją w czoło. Zrobiłam jej też zdjęcie moim telefonem. Na
przekór losu pamiętałam wszystko co wydarzyło się tamtego wieczoru. Tak szczerze mam bardzo mocną głowę do alkoholu. Byłam tylko ciupkę opita, co udzieliło się na moje chodzenie po skosie. Tamta noc była naprawdę czymś. Chętnie to z nią powtórzę~. Poprawiłam włosy ręka, po czym usiadłam na fotelu. W łazience zaświeciło się światło, a mnie przeszedł dreszcz, bo się tego nie spodziewałam.
Z łazienki zaczęło wydobywać się głośnie śmianie się, co obudziło Meq:
- Cześć piękna~. - Pomachałam do niej ręką.
- Cześć Bonnie~. - Otwarła jedno oko.
Przeciągneła się po łóżku i ułożyła się w pozycji siedzącej. Spoglądnęłyśmy wspólnie na uchylające się drzwi od łazienki, w
których zobaczyłyśmy roześmianego do łez Alex'sa. Nam także udzielił się śmiech Alex'sa i zaczęłyśmy się śmiać wraz z nim. Alex's powiedział do nas:
- Kufa! Jaki ja jestem z was dumny! - Rozpromieniał.
- Dzięki. - Powiedziała zadowolona Meq.
- Chętnie bym cie przytulił w podzięce, ale... ale jestem mokry...
- Ręce opadają. Idź się umyj! - Rozkazałam władczo.
- Okej... - Zasmucił się na jaja i poszedł się umyć. Wstałam z fotela i podeszłam do łóżka na którym usiadłam. Zaczesałam ręką włosy za ucho i przybliżyłam swoją twarz do Meq. Ona też się przybliżyła, więc ją pocałowałam. Meq nie chciała go tak szybko kończyć, gdyż pogłębiła pieszczotę dołączając do pocałunku języczek. Pieszczota ta była niewiarygodnie przyjemna i nie chciałam jej tak szybko kończyć. Ale w pewnym momencie usłyszałyśmy odsuwanie się zasuwki drzwi do łazienki i musiałyśmy pieszczotę przerwać. Z łazienki wyszedł umyty, szczęśliwy Alex's. My wpatrywałyśmy się w niego bez mówienia niczego. Spojrzał na swój zegarek, po czym powiedział:
- Spóźnimy się na śniadanie z Maxim. - Otwarł gębę ze zdziwienia.
- O ta racja. - Podrapałam się po głowie.
- Co? - Meq o niczym nie wiedziała.
- Umówiliśmy się wczoraj z Maxim na śniadanie. Chcesz z nami iść? - Zapytał wycierając włosy ręcznikiem.
- Nie mogę... - Schyliła głowę.
- Możesz. Możesz. Im nas więcej, tym weselej. - Uśmiechnęłam się do Meq.
- No skoro tak mówisz to czemu by nie. - Posłała mi delikatny uśmiech.
- Dobra idź do kuchni Alex's, a my się ogarniemy i dołączymy zaraz. - Oznajmiłam.
- Ok. - Odłożył ręcznik, po czym wyszedł z pokoju. Odwróciłam głowę i skierowałam wzrok na Meq. Przybliżyłam usta do jej i złożyłam na nich krótki, ale czuły pocałunek. Po tej czynności wstałam z łóżka i powiedziałam:
- No chodź piękna, nie możemy się spóźnić, bo wszystko nam zjedzą. - Zaczęłam robić sobie kucyka.
- Masz rację. A co po śniadanku? - Poruszyła dwuznacznie brwiami.
- Możemy iść do mnie, jeśli chcesz i pooglądać jakiś film i nie tylko~
- Oho! Brzmi zachęcająco. - Wstała z łóżka i zaczeła czesać włosy. Szybko się ogarnęłyśmy i wyszłyśmy, zamykając kluczem pokój Alex'sa. Zeszłyśmy po schodach w dół i zmierzałyśmy do kuchni...

Meq?

sobota, 8 lipca 2017

Od Bonnie C.D Meq

Alex'sy uśmiechnął się szeroko i powiedział do Meq:
- To nic nie szkodzi. - Puścił ją w tali.
- ... - Meq była cała czerwona.
- Wybacz za to. Pewnie było to dla ciebie nieprzyjemnie. - Głupio mu się zrobiło.
- Troszkę.
- Wiem, że bardzo.
- No...
- Przepraszam. - Zabrał rękę i zaczął drapać się po karku.
- Nie no spoko. - Zaczęła się uspokajać.
- Mam pomysł, tak na opanowanie stresu. - Wiem o czym myśli!
- Tak? - Podniosła głowę.
- Chcecie się czegoś napić? - Wiedziałam! Brawa dla mnie!
- Tego potrzebuję braciszku. - Powiedziałam zadowolona.
- No to co Meq? Maxim? - Spojrzał na nie.
- Ja nie wiem. - Powiedziała niepewnie Meq.
- No proszę~ - Popatrzył błagalnym wzrokiem.
- Ja nie mogę. Mam wieczór z Edziem. - Powiedziała zwycięsko Maxim.
- No dobra jeden kieliszek. - Zdecydowała się w końcu YEA!
Poszliśmy szybko do pokoju Alex'sego, zostawiając Maxim samą w kuchni. Wyciągnęłam z barku dwie butelki wódki, a Alex's przyniósł jakieś soki i coca cole. W tamtym momencie byłam spragniona, bo nie piłam od paru miesięcy. Usiedliśmy do stolika i włączyliśmy muzykę. Zaczęliśmy pić i gadać o niczym i o czymś:
- Skąd masz taką dobra wódkę? - Zapytałam tak z dupy.
- Ze sklepu. - Powiedział Alex's.
- No dobra, nie powiem, że jest zła bo jest całkiem dobra. - Powiedziała Meq.
- To co robimy? - Zapytałam.
- A co mamy robić? Pijemy i gadamy! - Powiedział Alex'sy.
- Jak ja dawno wódki nie piłam! Masakra! - Powiedziała Meq wpatrując się w kieliszek.
- Ja też. -powiedziałam schylając głowę.
- Ja w sumie też. - Zaśmiał się pod nosem Alex. Nie minęło półtorej godziny, a nachlaliśmy się i zabawa trwała nadal w najlepsze:
- Wybaczcie kobiety. Idę się wylać. -Powiedział pijany Alex's odchodząc od stolika.
- Łoki Doki. - Powiedziałam pijana ja.
- Tylko wracaj prędko, bo ktoś nam musi polać. - Powiedziała pijana Meq. Minuty mijały a Alex'sy nie wracał. W końcu chwiejnym krokiem doszłam do drzwi łazienki i zapaliłam światło. Mym pijanym oczom ukazał się Alex's śpiący w wannie i przykryty ręcznikiem. Wróciłam do Meq chwiejnym, krokiem mówiąc:
- Nie ma go już z nami.
- Co ty godosz? - Zaczęła się śmiać.
- Hahaha! Pierwszy odpadł! - Powiedziałam spoglądając na Meq z góry.
- Racja! - Zaśmiała się.
Meq siedziała na łóżku, a ja stałam, w pewnym momencie zachwiałam się i przewróciłam ją na łóżko. Podkusiło mnie i ją pocałowałam, za kija nie wiem czemu tak mi się wtedy upodobało. Ona odwzajemniła pocałunek i ....

Meq? 
Dajesz napisz to o czym wcześniej pisałyśmy ^o^

Od Bonnie C.D Meq

Opanowałam się i wstałam z ziemi. Strasznie było mi głupio, że Meq jest przemoczona. Podałam jej moja rękę, by pewnym krokiem, podeszłam do mojego konia i dałam znak Meq, by ta podeszła:
- Wskakuj!
- Mam swojego konia. - Mruknęła.
- Twój koń jest cały przemoczony i się płoszy.
- Ale... ale..
- Żadne ale, wskakuj.
- A co z nim? - Wskazała palcem na swojego konia.
- Popatrz.
Z kieszeni spodni wyjęłam długą smycz Demona, którą zaczepiłam o uzdę konia Meq. Dziewczyna z trudem zaufała mi i weszła na Shanti. Jechałyśmy bardzo szybko, bo lało jak cholera. Dojechałyśmy do stajni bez problemu. Pierwsza zeszłam z konia, po czym pomogłam Meq. Nie zauważyłam tego, że podczas jazdy zahaczyłam nogą o jakąś gałąź. Otarłam ranę wchodząc do boksu Shanti:
- Dzięki za podwózkę. - Uśmiechnęła się delikatnie.
- Przepraszam..
- Za? - Zdziwiła się.
- Że przemokłaś przeze mnie.
- Nic się nie stało. Wyschnę. - Poklepała mnie po ramieniu.
- Okej...
- To twoje. - Podała smycz.
- Dzięki.
Poszła do swojego boksu, a ja próbowałam zatamować krwawienie z nogi. Chwyciłam szmatę i zmazałam krew z nogi. Nic mi nie
jest, przeżyję. Było to tylko draśnięcie, od kolana jakieś 5 centymetrów. Zdjęłam z pyska Shanti uzdę którą powiesiłam
obok. Dałam Shanti kawałeczek marchewki która miałam odłożoną na boku. Zadowolona wyszłam z stajni i poczekałam na Meq, która o dziwo szybko do mnie dołączyła. W ciszy wróciłyśmy do akademii. Weszłyśmy do środka:
- No to hej.
Machnęła ręką na pożegnanie, odchodząc w głąb korytarza. Pomachałam jej też i powiedziałam cicho: "Hej". Chyba mnie nie
polubiła... Pójdę do Maxim może jest w kuchni. Jak się spodziewałam tańcowała w kuchni z Alex'sym:
- Hej braciszku! Hej Maxim.
- Hej przemoczona do nitki Bonni~ - Urzekł mnie uśmiech Maxim.
- No hejka. -Od Bonnie C.D Meq
Opanowałam się i wstałam z ziemi. Strasznie było mi głupio że Meq jest przemoczona. Podałam jej moja rękę by Pewnym krokiem podeszłam do mojego konia
i dałam znak Meq by ta podeszła:
-Wskakuj!
-Mam swojego konia. -Mruknęła.
-Twój koń jest cały przemoczony i się płoszy.
-Ale... ale..
-Żadne ale wskakuj.
-A co z nim? -Wskazała palcem na swojego konia.
-Popatrz.
Z kieszeni spodni wyjęłam długą smycz Demona, którą zaczepiłam o uzdę konia Meq. Dziewczyna z trudem zaufała mi i weszła
na Shanti. Jechałyśmy bardzo szybko, bo lało jak cholera. Dojechałyśmy do stajni bez problemu. Pierwsza zeszłam z konia,
po czym pomogłam Meq. Nie zauważyłam tego że podczas jazdy zahaczyłam nogą o jakąś gałąź. Otarłam ranę wchodząc do boksu
Shanti:
-Dzięki za podwózkę. -Uśmiechnęła się delikatnie.
-Przepraszam..
-Za? -Zdziwiła się.
-Że przemokłaś przeze mnie.
-Nic się nie stało. Wyschnę. -Poklepała mnie po ramieniu.
-Okej...
-To twoje. -Podała smycz.
-Dzięki.
Poszła do swojego boksu, a ja próbowałam zatamować krwawienie z nogi. Chwyciłam szmatę i zmazałam krew z nogi. Nic mi nie
jest, przeżyję. Było to tylko draśnięcie, od kolana jakieś 5 centymetrów. Zdjęłam z pyska Shanti uzdę którą powiesiłam
obok. Dałam Shanti kawałeczek marchewki która miałam odłożoną na boku. Zadowolona wyszłam z stajni i poczekałam na Meq,
która o dziwo szybko do mnie dołączyła. W ciszy wróciłyśmy do akademii. Weszłyśmy do środka:
-No to hej.
Macha ręką na pożegnanie odchodząc w głąb korytarza. Pomachałam jej też i powiedziałam cicho: "Hej". Chyba mnie nie
polubiła... Pójdę do Maxim może jest w kuchni. Jak się spodziewałam tańcowała w kuchni z Alex'sym:
-Hej braciszku! Hej Maxim.
-Hej przemoczona do nitki Bonni~ - Urzekł mnie uśmiech Maxim.
- No hejka. - Przywitał się też Alex's.
- Co tam? - Podeszłam bliżej.
- A nic~ Alex'sy mi dokucza.
- Nie prawda. - Wystawił jej język.
- Dzieci! Spokój!
Po tych słowach wybuchliśmy śmiechem. Do kuchni weszła Meq, a w jej stronę pognał Alex'sy mówiąc:
- Witaj piękna~ - Ucałował jej dłoń.
- ... - Zamurowało ją.
- Głodna? - Uśmiechnął się do niej serdecznie.
- Nie bój się, Alex'sy nie gryzie.
- Psst! Bonnie. - Szturchała mnie Maxim.
Chwyciła mnie za rękę i odciągała na drugi koniec kuchni:
- Tak?
- Alex'sy jednak nie jest Homo.
- Serio!? - Rozwarłam japę.
- Tak. Powiedział mi, że jednak lubi dziewczyny, a Aron był tylko testem.
- Nie wiem co powiedzieć...
- Ja też.
- T-To..! - Przerwała mi.
- Super, co nie?
- Maxim jaka fascynacja~ - Poruszyłam brwiami dwuznacznie.
- No nie jest twoim bratem... więc może kiedyś tam da mi szansę.
- To, że jest adoptowany nie oznacza, że nie jest moim bratem.
- A mam zezwolenie w razie W? - Zerknęła na mnie.
- Masz Edwarda. - Pogroziłam jej palcem.
 -Z nim to nic nie wiadomo. Ale.. w razie W?
- Spoko. Bier go. - Zaczęłyśmy się głośno śmiać.
- A i jeszcze jedno. -Zaczęła.
- Co?
- Alex'sy myśli o dołączeniu tutaj.
- Super! - Z naszego szeptania usłyszeli tylko Super.
Podeszłyśmy ponownie do nich. Spojrzałam na delikatnie zarumienioną Meq...

Meq? 

wtorek, 4 lipca 2017

Od Bonnie C.D Meq

Nim się zorientowałam, przez przypadek położyłam dłoń na piersi Meq. W parę sekund zrobiłam się czerwona i szybko zabrałam dłoń, mówiąc:
- Przepraszam Cię!
- Nic się nie stało. - Rzuciłam się do tyłu, w trawę. Mam nieodparte wrażenie, że jeszcze dziś spyta się o moją orientację. A tak szczerze sama nie jestem jej pewna. W życiu miałam parę dziewczyn i parę chłopaków. Jak pewnie widzicie, żaden z związków, nie przetrwał zbyt długo. Podniosłam się z ziemi, a Meq patrzyła się na mnie, swymi pięknymi oczkami. Z pewnością czekała na to, co powiem:
- To, co robimy? - Przemogła się.
- Zachowuje się jak tępe dziecko... Przepraszam.
- Nie.
- Proponuje zabawę. Rzucam się z tuleniem na ciebie.
- Nic nie szkodzi. To dość miła odmiana.
- Skoro tak mówisz. - Obniżyłam głowę.
- Umiesz pleść wianki z kwiatów?
- Umiem. Chcesz, bym ci uplotła?
- Nie.
- Aha okej.
- Bardziej chce, byś mnie nauczyła. - Nieśmiało się uśmiechał.
- Super. - Rozpromieniałam. Szybko wstałam i narwałam dwa dość spore bukiety kwiatów, po czym wróciłam do Meq. Usiadłam naprzeciw jej i w nie całą minutę uplotłam jej wianuszek. Przyodziałem jej głowę i szybko zrobiłam jej zdjęcie, by jej pokazać:
- Spójrz! - Pokazałam zdjęcie na telefonie.
- Łał. On jest...
- Krzywy? Źle zrobiony? Nie...
- Śliczny! - W oczach dziewczyny pojawiły się iskierki radości. Jeszcze nie widziałam, by się przy mnie tak uśmiechała. To miłe uczucie, kiedy sprawiasz drugiej osobie radość. Chwyciłam jej dłoń i włożyłam w nią kwiat. Wstałam i przeszłam obok niej, bym mogła pokazać jej, jak plecie się wianki. Szybko załapała i po 5 minutach sama już plotła, ale nadal miała problem z zakończeniem. Zrobiła swój pierwszy wianek! Jestem z niej dumna! Powiedziałam do niej z uśmiechem na ustach;
- Świetna robota!
- Naprawdę? - Zrobiła się nieśmiała.
- Tak! Jest śliczny.
- Dzięki. - Posłałam mi delikatny uśmiech.
- Nie ma za co... - przerwał mi grzmot.
- Cholera! Czy to był grzmot? - Boże tylko nie burza! Nie teraz! Aż mam ciary na samą myśl o niej! Co robić!? Dobra będę udawać, że się jej nie boje... może
nie zauważy...

Meq?

poniedziałek, 3 lipca 2017

Od Boonie C.D Meq

Nie usłyszałam jej, bo miałam w prawym uchu słuchawkę. Podeszłam do kolejki, stałam zaraz za tą dziewczyną, której prawie nie przepuściła. Wzięłam tackę do ręki i spokojnie czekałam. Wyjęłam słuchawkę z ucha i postanowiłam z nią trochę porozmawiać:
- Hej? - Stuknęłam ją palcem w lewą łopatkę.
- Tak? - Odwróciła głowę. - Nowa jestem. Bonnie mi mówią. A twoja godność?
- Meq jestem. - Na twarzy dziewczyny było widać, że ma mnie dość, za tamtą sytuację przy drzwiach. Pomyślałam więc, że miło było, by gdybym ja za to przeprosiła:
- Przepraszam za tę sytuacje, przy drzwiach... - Schyliłam pokornie głowę.
- Nic się nie stało. - Odwróciła wzrok.
- Stało się. Zepsułam ci dobry humor.
- Jak już mówiłam, nic się nie stało. - Posłała mi delikatny uśmiech.
- Czy mogłabym... zjeść koło ciebie? W sensie śniadanie? - Rozejrzała się po stolikach w stołówce, po czym odwróciła się do mnie:
- No czemu by nie. Lepsze to niż siedzenie samej.
- Dzięki. - Szeroko się uśmiechnęłam, a w moich oczach pojawiły się iskierki. W końcu nadeszła nasza kolei, by wziąć sobie śniadanie. Meq zabrała sobie jogurt i jabłko. A ja natomiast umówiłam się z Maxim, by ta odpaliła mi miseczkę truskawek i pudding:
- Dzień dobry. -
Rzekłam z uśmiechem.
- Dzień dobry Bonnie. - Uśmiechnęła się do mnie.
- Z kąt zna Pani moje imię? - Zdziwiłam się.
- Maxim mi o tobie mówiła.
- Ach tak, racja.
- Poprosiła mnie, bym ci to dała.
- Dziękuje.
- Smacznego. -  Dostałam miseczkę obranych truskawek i pudding czekoladowy. Maxim Kocham cię! Pamiętam, że mówiła mi, że często pomaga w kuchni przygotowywać owoce czy inne potrawy. Zabrałam tackę z jedzeniem i zaczęłam szukać wzrokiem Meq. Dość szybko ją znalazłam, po czym sprężystymi skokami do niej podeszłam. Usiadłam naprzeciw jej i powiedziałam:
- Smacznego.
- Dzięki i wzajemnie... Zaraz z kąt masz truskawki?
- Zdziwiona podniosła głowę.
- Maxim mi odpaliła. Chcesz? Wzięłam jedną, po czym nabiłam ją na mały widelec. Skierowałam go w stronę Meq, a ta po chwili namysłu otworzyła buzię i zjadła truskawkę. W szybkim tempie zjadłyśmy śniadanie i wyszłyśmy ze stołówki. Zaczęłam rozmowę:
- Chciałabyś się wybrać ze mną na przejażdżkę? - Zapytałam nieśmiało.
- Nie mam co do roboty więc... Tak, chętnie.
- To chodźmy. Wyszłyśmy z akademii i szłyśmy w stronę stajni. Podeszłam do boksu mojego konia, po czym go otworzyłam i założyłam Shanti wcześniej zabraną uzdę. Nie brałam siodła, gdyż wolę na przejażdżki jechać na oklep. Meg czekała już na zewnątrz:
- Ulala ładnego masz Hanowera.
- A ty masz ładnego... emm... Co to za rasa? - Marwari.
- A więc ładnego masz Marwari.
- To jest Shanti. A twój?
- Saltere.
- Ładne imię. - Posłałam jej miły uśmiech. - Dzięki i wzajemnie.
- To gdzie jedziemy? - Zaczęłam się rozglądać.
- W tamtą stronę. Tam są ładne łąki i mała rzeczka. - Wskazała palcem na lasek oddalony o parę minut drogi stąd. Przytaknęłam zatem i pojechałyśmy w tamtą stronę. Chciałabym ją lepiej poznać. Wydaje się całkiem miła.

Meq?