Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ariana.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ariana.. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 czerwca 2017

Odejście!

 
Powód: brak pomysłu na postać

Powód: brak pomysłu na postać

 
Powód: brak pomysłu na postać

środa, 14 czerwca 2017

Od Ariany CD Dominica

Oho. I jestem zmuszona opowiedzieć o sobie, eh.
- Podobno w każdej jest ziarnko prawdy, ale ja tam się na tym nie znam - odparł, po czym upił trochę kawy. - Więc?
- Co więc?
- Jakim magicznym cudem znalazłaś się tutaj? - ponowił pytanie.
- Musiałam przenieść się w środku semestru.
- No, myślałem, że powiesz coś więcej - zaśmiał się
- Nie przepadam za mówieniem o sobie, a to naprawdę nic godnego uwagi.
Nachylił się w moją stronę nad stolikiem i podparł na łokciach tuż przed moim kubkiem latte. Jak ktoś może mieć aż tak jasne oczy?
- A co, jeśli mnie to interesuje? - szepnął, a ja poczułam jego oddech na swoim policzku
- Będziesz musiał obejść się smakiem - zaśmiałam się, odchylając lekko do tyłu, by zwiększyć odległość między nami.
Bliskość zawsze mnie krępowała, ale nie mam jakiejś traumy czy coś...po prostu nikt mnie tej bliskości nie nauczył. A to, czego człowiek się nie nauczy jako dziecko, później przychodzi z trudem lub wcale.
Zrobił obrażoną minę i już chciałam mu jednak powiedzieć, kiedy usłyszałam rżenie konia. Rżenie, które rozpoznam wszędzie. Oboje wstaliśmy i podbiegliśmy do okna. Przed naszymi oczami rozgrywała się ciekawa scena. Dwóch stajennych siłowało się z gniadoszem, który wierzgał na wszystkie strony.
- Wybacz, muszę już iść. Przyjechała moja bestia.
Uniósł z niedowierzaniem brwi i otaksował mnie wzrokiem, jakby nie wierzył, że jestem w stanie zapanować nad tym koniem.
Wybiegłam z pomieszczenia, kierując się w stronę wyjścia. Na szczęście mniej więcej wiedziałam, gdzie mam iść. Gdy wreszcie znalazłam się na zewnątrz, przy Daeronie stał mały tłum ludzi z akademii. Ledwo przepchałam się do przodu, wszyscy patrzyli na mnie jak na wariatkę, kiedy podchodziłam do konia.
-Przepraszam za niego - zwróciłam się do mężczyzny, który ledwo trzymał ogiera. Z ulgą stwierdziłam, że się do mnie uśmiecha - Może mi pan go już przekazać, dość nabroił.
Złapałam konia za uzdę tuż przy pysku, w pierwszym odruchu niemal nie poderwał mnie w górę, ale nasze oczy spotkały się i żar w jego ciemnobrązowych przygasł. Pogładziłam go po nosie, szepcząc co chwilę "Już spokojnie, jestem tu, bądź grzeczny". Wreszcie ruszyliśmy w stronę stajni, odprowadzeni przez wzrok gapiów. Wiedziałam, jak mój rumak lubi się popisywać, wiec trzymałam go mocno i uważałam, by nie nastąpił mi na nogę. Lubi skubany to robić, a miałam na sobie tylko trampki, więc za kolorowo by się to nie skończyło. Gapie mieli na tyle przyzwoitości, by nie iść za nami, więc przez sad szłam całkowicie sama. No, oprócz Daerona.
- Jak ci minęła podróż?
Koń parsknął w odpowiedzi, jakby wiedział, o co mi chodzi. Często tak rozmawialiśmy. Praktycznie od zawsze.
- Myślałem, że tylko ja gadam do zwierząt - usłyszałam za sobą
Nie musiałam się obracać, by wiedzieć, czyj to głos.
- A czy to nie oznaka zaburzeń psychicznych? - zachichotałam


[Dom?C:]

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Od Ariany CD Dominica

- Czy to jakaś mała insynuacja, w względem tego, że nie warto zaufać lub przynajmniej wykazać się zwykłą dla ludzi obcych uprzejmością dla mojej osoby? Dawno czegoś takiego nie słyszałem, zwłaszcza z kobiecych ust - zaśmiałem się.
Spojrzałam na niego, unosząc jedną brew.
- Przestań tak robić. - powiedział dość ostro
- Jak? - zapytałam, zbita z tropu
- Tak zabawnie unosić brew.
A jednak. Mały despota.
- Słuchaj...jeśli masz coś do mojej brwi, to twoje zmartwienie - warknęłam, ale po chwili zaśmiałam się przyjaźnie. Nigdy nie lubiłam wdawać się w konflikty, wolałam być niewidzialna. Z lekkim napięciem czekałam na jego reakcję, ale ten tylko uśmiechnął się pod nosem jakby...wstydliwie? Meh, nieważne, w każdym razie osiągnęłam zamierzony cel i kontynuowałam:
- Więc wróćmy do tego, co powiedziałeś...dawno czegoś takiego nie słyszałeś i nie usłyszysz - uśmiechnęłam się odrobinę złośliwie.
Pierwszy raz byłam dla kogoś jak otwarta w barze karta menu i nie podobało mi się to. Oczywiście nie mogłam potwierdzić, że o to mi chodziło...jeszcze nie byłam pewna, czy to sprzymierzeniec, czy wróg. Ale na pewno mamy bardzo podobny tok myślenia...taki inny, filozoficzny i pełen metafor.
Przyłożyłam lód do głowy, licząc na to, że zmrozi mi mózg i uwolni od dziwnych myśli i negatywnych emocji dzisiejszego dnia. Chłopak chyba nie palił się do rozmowy, ale zdecydowanie mi się przyglądał. Widziałam to kątem oka.
- Długo tu jesteś?
- S-Słucham? - chyba wyrwałam panicza z wielkiej zadumy
Wywróciłam oczami z irytacją. Dlaczego on musi być taki denerwujący?
- Ignorant. Nieważne, w sumie muszę już spadać, nawet się nie rozpakowałam.
- Jesteś nowa? Tak w środku roku? - ożywienie w jego oczach wskazywało na wyraźne zainteresowanie
Wzruszyłam tylko ramionami, rzucając mu ostatnie spojrzenie, nim zamknęłam za sobą drzwi.
***
Wrócenie do pokoju nie sprawiło mi trudności. Zawsze miałam dobrą pamięć i orientację w terenie. Głowa wręcz mi pękała, chyba sobie dzisiaj odpuszczę wycieczkę krajoznawczą. Jedno spojrzenie na walizki zniechęciło mnie także do rozpakowywania się. Zrobię to jutro, jak przyjedzie Daeron. Słońce rzucało ostatnie promienie na podłogę w moim pokoju. Rzuciłam się na łóżko, które było zaskakująco miękkie, z zamiarem krótkiej drzemki...
Krótka drzemka skończyła się nad ranem. W głowie wciąż miałam wczorajszy dzień...cholera, co we mnie wstąpiło? Na pewno zraziłam do siebie pierwszą napotkaną osobę. Super zaczęłaś, Ari. Spojrzałam na zegarek w kształcie konia, który stał na szafce nocnej. 7:40. O 8 miałam stawić się do stajni. Po kilku sekundach dotarło do mnie, że mam jakieś dwadzieścia minut. Zerwałam się jak oparzona, pędząc do łazienki. Prysznic zajął mi parę cennych minut, ale niestety był konieczny, jeśli nie chcę odstraszać ludzi. Włosy były w miarę okej, nigdy nie należałam do osób, które miotają się w nocy jak szatan. 7:57.
Zbiegałam po schodach jak gazela, niemal w ostatniej chwili wyhamowując przed zderzeniem z człowiekiem.
- Oh, strasznie przepraszam - wydyszałam
- Znowu ty - usłyszałam znajomy głos.
Moje oczy napotkały jasną zieleń w oprawkach czarnych jak węgiel rzęs.
- Dominic... - zaczęłam, nie bardzo wiedząc od czego zacząć...nagle dotarcie na czas przestało mieć dla mnie znaczenie. - Miałam cię poszukać później.
- Tak? Po co? - zapytał bez ogródek
- Przeprosić za moje wczorajsze zachowanie, ja...nie wiem, co we mnie wstąpiło - zaśmiałam się, nerwowo przeczesując włosy palcami - Ten cały stres związany z przeniesieniem się tutaj, wiesz...nikogo nie znam. Poniosło mnie i przepraszam, że padło akurat na ciebie, Dominicu. Zacznijmy jeszcze raz, Ariana Romanova - podałam mu dłoń, uśmiechając się


[Dominic?c;]

niedziela, 4 czerwca 2017

Od Ariany do Dominica

Samochód zatrzymał się, kończąc koncert osuwających się spod kół kamieni. Szofer wyjął z bagażnika moje walizki. Nawet dzisiaj nie mogła sobie wziął wolnego i mnie przywieź, tak bardzo zajmuje ją praca w rządzie...praca ważniejsza od córki.
Wysiadłam, może odrobinę zbyt mocno trzaskając drzwiami. Uspokój się Ari, to ma być twój wielki dzień...w końcu spełniasz marzenia. Akademia była iście...rajska. Wszędzie ogrody, natura...było tak, jak sobie wymarzyłam. Na razie. Weszliśmy głównym wejściem.
***
Po podpisaniu wszystkich papierów, które miały umożliwić mi rozpoczęcie nauki w środku semestru, skierowano mnie do internatu. Wstrzymałam oddech.
- O matko...- wyrwało mi się.
Mój pokój miał numer 58, na piętrze. Oczywiście wszystko w środku było bogate, jak to w szkole dla bogatych nastolatków. Tylko to mnie martwiło...czy wszyscy tutaj będą bucami zapatrzonymi w siebie? Czy znajdę z kimś wspólny język?
Byłam jednak zmotywowana, by zobaczyć resztę tego pięknego ośrodka. Liczyłam tez na to, że wpadnę na kogoś, kto...
Nagle z całym impetem, z jakim zbiegałam po schodach, uderzyłam w coś twardego. Owe "coś' było torsem mężczyzny. Drugie "coś" z hukiem upadło na posadzkę. Odbiłabym się i upadła, znając moje szczęście, na schody, powodując krwotok wewnętrzny wszelkich narządów, ale ten ktoś złapał mnie za łokcie i unieruchomił. Uniosłam głowę, by spojrzeć na pechowca. Spoglądała na mnie młoda twarz chłopaka o jasnozielonych oczach. Czarny kosmyk opadał mu na czoło.
- Twój telefon... - delikatnie puścił mnie i schylił się po leżący ekranem do dołu smartfon.
Nie wiem czemu, ale w tym samym momencie zrobiłam dokładnie to samo. Zderzyliśmy się głowami, cicho zaklęłam, a chłopak syknął.
- Strasznie przepraszam! - wyciągnęłam ręce w przepraszającym geście - Dlaczego zawsze mnie to spotyka? - dodałam ciszej, sama do siebie.
- Auć, ale żeś przywaliła
Mimo lekkiej złości, miał ciepły i przyjemny głos, kompletnie niepasujący do bogatego i rozpieszczonego gbura.
- Chyba nam obojgu przyda się lód...wiesz, gdzie tu jest kuchnia? - uśmiechnęłam się głupkowato, wciąż odczuwając poczucie winy za cały incydent.
Spodziewałam się gruszek na wierzbie, a dostałam z liścia...a raczej z główki. Coraz mniej podoba mi się to miejsce.


[Dominic? C:]

Ariana Romanova i Daeron

[buźki użyczyła Kristina Romanova]
Motto: "Nic w życiu nie dzieje się przypadkiem"
Imię: Ariana Katerina
Nazwisko: Romanov
Płeć: Kobieta
Wiek: 9 września 1999 roku [prawie 18 lat]
Pochodzenie: Rosja; Magadan nad Morzem Ochockim
Pokój: 58
Grupa: II
Poziom: Początkująca
Koń: Daeron
Rodzina: Matka, Nadia Romanova z domu Morozow samotnie wychowywała Arianę od dnia jej narodzin. Ojciec, Mikołaj Romanov przedwcześnie opuścił rodzinę. Ari jest jedynaczką, nie utrzymuje także kontaktu z rodziną, która mieszka w Rosji. W sumie ma tylko matkę.
Aparycja: Ariana jest niewysoką dziewczyną - 163 centymetry - oraz bardzo drobną i chudą
- 40 kilogramów. Mimo to natura nie skąpiła jej bioder i wcięcia w talii, czego nie można powiedzieć o biuście...
Nieco trudności sprawia jej zapanowanie nad koniem, ponieważ zwyczajnie nie wyczuwa jej poleceń. Jej cera jest blada, raczej się nie opala, ponieważ grozi to schodzeniem skóry. Szczupła twarz z lekko widocznymi kośćmi policzkowymi. Jej uszy lekko odstają, co nadaje jej wygląd słodkiego elfa...ale osobiście tego w sobie nie lubi. Jasne, niemal nienaturalnie szare oczy w oprawie gęstych, czarnych rzęs komponują się z jasnoróżowymi ustami. Włosy ma do pośladków, koloru ciemnego brązu.
Nie lubi się zbytnio malować, w sumie nie widzi nic złego w swoich cieniach pod oczami, z czym wygląda czasami jak chodzący trup z The Walking Dead. Pomalowane paznokcie? A po co, ważne że w ogóle je przycina i czasem machnie jakąś odżywką. Często wychodzi do szkoły rozczochrana, nie robiąc nic z włosami...bo po co?
Charakter: Ari woli milczeć, raczej jest obserwatorką niż działaczem. Analizuje, najpierw myśli zanim robi, stara się zawsze opanować uczucia i zachować zimną krew. Nikogo nie ocenia po okładce, zawsze najpierw sama dokonuje oceny po własnych doświadczeniach. Trzyma raczej język za zębami, nikomu nie sprawia przykrości...no chyba, że ma taki zamiar. Gotowa na poświęcenia nawet dla nieznanej osoby, stara się być miła, jednak nie zawsze jej to wychodzi. Pociesza, jest wrażliwa i odpowiedzialna, wszystko dotyka ją znaczenie bardziej, niż pokazuje to światu. Potrafi być jednak pyskata i pewna siebie w sytuacjach zagrożenia, nawet jeśli wewnątrz umiera ze strachu. Nigdy nie okazuje uczuć takich jak smutek, nie płacze ani nie panikuje, wszystko skrywa głęboko w sobie. Przede wszystkim unika dotyku, bliskości...bardzo ciężko zdobyć jej zaufanie, z nikim raczej nie pragnie nawiązywać bliższych kontaktów, trzyma się na uboczu. A dziwnym przypadkiem ludzie lgną do niej. Jest nieprzewidywalna, ciężko nadążyć za jej tokiem rozumowania, nigdy niewiadomo, co zrobi - wie to tylko ona.
Pokłada wiarę we własne możliwości, wciąż dąży do bycie lepsza wersją siebie, wykazuje się niezwykle dużą inteligencją i sprytem. Mimo wszystko nie jest nieśmiała czy strachliwa, zwyczajnie woli trzymać się z boku. Jest po prostu troszkę zamknięta w sobie, po zbliżeniu się do niej można dostrzec, że tak naprawdę jest inna. Jeśli czuje się przy kimś dobrze, uśmiech niemal nie schodzi jej z twarzy, żartuje i śmieje się. Ariana to osoba bardzo stała w uczuciach, wierna i nigdy nie odpuszczająca przyjaźni. Jak każdy człowiek, po prostu potrzebuje ciepła, chociaż od niego panicznie ucieka.
Czasem jest trochę...em...trochę bardzo niezdarna.
Zainteresowania: Od zawsze kochała oczywiście konie, ale także i inne zwierzęta - gdyby mogła, założyłaby schronisko. Kiedyś trenowała gimnastykę artystyczną, obecnie pracuje nad książką i swoimi umiejętnościami grania na gitarze. Obserwowanie fauny i flory to jej drugie życie, bardzo dobrze zna się na zarówno dzikich, jak i domowych zwierzętach.
Inne:
- Urodziła się w Rosji, ale w wieku trzech lat przeniosła się z mamą do Londynu.
- Jej ojciec umarł przed jej narodzinami, nie lubi o nim rozmawiać
- Jedno mocniejsze ściśnięcie, a na jej skórze wykwita piękny siniak. Ma bardzo wrażliwą skórę, a ból odczuwa prawie dwa razy mocniej niż przeciętny człowiek
- Biegle posługuje się rosyjskim, francuskim i oczywiście angielskim; hiszpańskiego i łaciny wciąż się uczy.
- Jest bardziej humanistką
- Nie miała zbyt wielu kontaktów z końmi, zajmowała się jedynie Daeronem...a teraz szok: w siodle była tylko parę razy.
- Gdy kłamie, przygryza wargę
- Uwielbia granie na gitarze, ale nie ma do tego talentu
Kontakt: ~Hejter

Imię: Daeron
Płeć: Ogier
Rasa: Koń hanowerski
Data urodzenia: 27 luty 2012 roku [5 lat]
Charakter: Daeron to nie jest łatwy koń. Po pierwsze nie podchodź do niego od tyłu...ani od przodu. A najlepiej, to w ogóle. Gryzie. Kopie. Zjada w całości. Jest bardzo nieufny i ostrożny, ale przy tym ciekawski i odważny...nie wystraszy go byle kot. Nieprzewidywalny; raz może mieć dobry humor i dać się pogłaskać, a za drugim razem odgryzie ci palce. Całkowicie bezpiecznie może się przy nim czuć jednie Ari, która opiekuje się nim od źrebaka. Nie jest głupi, ale czasem mu odwala i chce się popisać.
No chyba, że chodzi o dzieci. Im pozwala się nawet ciągnąć za ogon.
Specjalizacja: Skoki
Umiejętności: Jest niezwykle szybki i skoczny, ale na dłuższe dystanse zostaje w tyle.
Właściciel: Ariana Romanova