piątek, 23 grudnia 2016

Od Samanthy CD Maxa

Wystrój sali zapierał dech w piersi. W środku panował półmrok, a jedynym źródłem światła były świeczki, ustawione dosłownie wszędzie. Stoliki pokryte były białymi obrusami ze srebrnymi, śnieżnymi motywami, a na nich ustawione były talerze z przekąskami i kieliszki z szampanem. Na drugim końcu sali, na scenie rozstawiony był stół z laptopem i konsoletą, a z głośników leciała spokojna muzyka, najprawdopodobniej świąteczna. Metalowe kolumny ozdobione były lampkami (klik). W wielu miejscach wisiały, a także leżały stroiki z jemiołą i czerwonymi bombkami. Jednak zapach, który unosił się przypominał raczej aromat lasu iglastego, aniżeli właśnie jemioły. Wróciłam wzrokiem do stołu z jedzeniem.
- Chcesz coś zjeść? - usłyszałam rozbawiony głos Max'a, na którego spojrzałam. W ciemnym garniturze wyglądał niesamowicie, chociaż byłby przystojny nawet w tym okropnym, zielonym. Ciepłe światło świec sprawiło, że jego oczy były jeszcze bardziej czekoladowe niż zazwyczaj.
- Nie - potrząsnęłam głową, pozwalając włosom spaść miękko na ramiona i plecy. Spróbowałam się rozluźnić, wsłuchując w melodię. W sukience nie czułam się zbyt swobodnie, chociaż i tak, to nie ona była największym problemem. Obawiałam się, że obcasy sprawią, że wyląduję na ziemi, robiąc z siebie pośmiewisko. Na razie jednak, podbierając się delikatnie na ramieniu Watsona, radziłam sobie zaskakująco dobrze. 
- Coś się stało? - szturchnął mnie żartobliwie, a ja posłałam mu pełne wyrzutu spojrzenie.
- Nie, po prostu nie jestem głodna. Mam chyba do tego prawo?
- Oczywiście - uśmiechnął się lekko. - To może szampan?
- Um... chętnie - zgodziłam się i ruszyliśmy w kierunku stolika. Max podał mi kieliszek, a ja upiłam mały łyk. Poczułam na języku przyjemne bąbelki, a słodki smak bardzo przypadł mi do gustu. Wtedy właśnie do stanowiska na scenie podszedł blondyn, którego kojarzyłam z kółka muzycznego. Wtedy właśnie muzyka stała się trochę głośniejsza, a tą melodię rozpoznałam. Nie była to żadna świąteczna, ale "They Don't Know About Us" zespołu One Direction. Mimo moich obaw, że większości osób nie spodoba się kawałek, bowiem boysband budził dość dużo kontrowersji, sporo par ochoczo ruszyło na parkiet i zaczęło bujać się w rytm muzyki. 
- Chciałabyś zatańczyć? - Watson wyciągnął w moją stronę dłoń. Przegryzłam wargę, zastanawiając się nad odmową, ale ostatecznie przyjęłam propozycję i dałam się zaprowadzić na środek sali.
- Ostrzegam, że nie jestem dobra w tańcu, ale to w trampkach. Jeśli nie wywrócimy się przy wszystkich, powinnam dostać medal - Max parsknął cicho na moją wypowiedź, opierając dłoń na moim biodrze. Ja za to położyłam swoją na jego ramieniu.
- Okej, obiecuję ci go sprawić - zażartował.
- Nie spiesz się, piosenka się nie skończyła - uśmiechnęłam się szelmowsko, a słysząc początek refrenu, szatyn gestem zachęcił mnie do obrotu. 
- Mówiłem ci już, że pięknie wyglądasz? - usłyszałam jego cichy głos tuż przy uchu, na co się zarumieniłam.
- Mhm... jak już powiedziałam, ty również.
- Wiem, jestem zabawny, uczciwy i mam ładny uśmiech - wyszczerzył się, a ja musiałam przyznać mu rację.
- Nie zapominaj o skromności - przypomniałam mu, powstrzymując śmiech.
- O właśnie - jego uśmiech trochę zbladł, a przez twarz przemknął grymas. Spojrzałam na niego zaniepokojona, ale on zbył mnie machnięciem ręki. Ja jednak nie poddałam się tak łatwo.
- Dobrze się czujesz? - spytałam z troską.
- Jestem trochę zmęczony, to wszystko - znowu spróbował mnie uspokoić, jednak na próżno.
- Nie musieliśmy przychodzić, wystarczyło powiedzieć - westchnęłam cicho. - Jeśli chcesz możemy iść, aż tak mi nie zależy.

Maxieł? <3
*Wybacz, mam fazę na tą piosenką xd

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz