piątek, 23 grudnia 2016

Od Quinlan CD Willa

Leżałam na łóżku. W moich rękach spoczywała książka, "Dzień, w którym umarłam". Byłam w samym środku akcji kiedy nagle usłyszałam syreny wozu strażackiego. Zaciekawiona odłożyłam książkę na łóżko i podeszłam do okna. Otworzyłam je i oparłam się rękami o parapet, wyglądając na zewnątrz. Pod oknami budynku stała straż pożarna. Nagle zauważyłam kątem oka konia. Dopiero po chwili zauważyłam, że był to William, który podjechał - na pewno nie na swoim koniu - kłusem pod budynek. Będąc koło krzaków zeskoczył ze zwierzęcia i wymienił się z kimś na gitarę. Co tutaj jest grane? Następnie wszedł na wysuwaną drabinę i zaczął śpiewać piosenkę. Była mi dobrze znana. "Wherever I Go". Zamrugałam szybko oczami widząc jak wjeżdża na wysokość mego okna. Skończył śpiewać, odłożył gitarę i sięgnął po bukiet róż. Uklęknął na kolano.
- Quinlan Squarepants, zechcesz pójść ze mną na bal, czy ośmieszam i narażam się na daremno? - spytał ze śmiechem.
- Przecież idziesz z Molly Evans - prychnęłam.
- Problem w tym, że nie istnieje.
Nie powiem... Teraz serio mnie zadziwił. Jednak zaraz uświadomiłam sobie w jakiej znajdujemy się sytuacji. On klęka przede mną z bukietem róż i cały akademik się na nas patrzy. Szybko chwyciłam za jego ramiona i spróbowałam podnieść do góry.
- Wstawaj! Ludzie się gapią. Do tego jeszcze wyjdzie, że dyrekcja cię złapie - syknęłam.
- Dopiero kiedy uzyskam odpowiedź na me pytanie - powiedział stanowczo.
- Wstawaj - warknęłam.
- Nie - odpowiedział krótko.
- Dobra. Dobra. Pójdę z tobą na bal tylko błagam. Wstań i zejdź na dół - westchnęłam.
Chłopak wstał z szerokim uśmiechem na twarzy i podał mi bukiet róż. Szybko go zgarnęłam.
- Dobra. To teraz schodź na dół, bo jeszcze coś sobie zrobisz. Jeżeli chcesz abym z tobą poszła przyjdź po mnie pół godziny przed rozpoczęciem - powiedziałam tylko i szybko zamknęłam okno. Do tego zasunęłam zasłony. Uśmiechnęłam się lekko do siebie. Nie spodziewałam się, że pójdę z kimkolwiek na bal... Co tutaj mówić o takiej akcji? Niesamowite...
*jakiś czas później*
Przydałoby się naszykować w końcu na bal. Podeszłam do torby, w której miałam nadal schowane zakupy z dzisiaj. Wyciągnęłam wszystko i rozłożyłam na łóżku. Najpierw założyłam na siebie biało-różową sukienkę. Następne były buty. Potem ułożyłam włosy i pomalowałam usta oraz podkreśliłam rzęsy. Można powiedzieć, że byłam  gotowa. Zakładałam kolczyki kiedy usłyszałam pukanie do drzwi. Czyli to już ta godzina?! Szybko skończyłam, porwałam torebkę i zarzuciłam na siebie płaszcz. Otworzyłam drzwi i lekko uśmiechnęłam się do Willa, który stał za drzwiami. Miał ubrany garnitur. Szybko wyszłam z mego pokoju i zamknęłam go na klucz.
- Idziemy? - zapytałam.
- Idziemy - powiedział chłopak.

Will?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz