niedziela, 11 grudnia 2016

Od Quinlan CD Maxa

Stałam głaszcząc GrayRose aby chociaż trochę ją uspokoić. Na szczęście Max odciągnął tamtą dziewczynę od boksu. Rozmawiał z nią chwilę, a potem ona się odwróciła i ruszyła do przodu. Chłopak odwrócił się w moją stronę, puścił mi oczko i uśmiechnął się.
- Załatwię to - zapewnił mnie.
Kiwnęłam głową zgadzając się i posłałam mu wdzięczny uśmiech. Max ruszył za tamtą dziewczyną. Westchnęłam i "schowałam" twarz w grzywie klaczy. Nie mogłam uwierzyć, że mimo mojego wcześniejszego zachowania chłopak nadal chciał się ze mną zadawać... Że nie zrobił tak jak większość akademii, która mnie po prostu nie trawi. Do tego jeszcze z własnej woli pomagał mi. Przez to miałam jeszcze większe wyrzuty sumienia. Mimo, że Max zgodził się zacząć "od nowa" to ja i tak nie mogłam się ich pozbyć. Jednak... Byłam bardzo wdzięczna za to, że zajął się tą sprawą z dziewczyną i Hope. Sama nie wiem jakbym sobie dała radę. Denerwująca się Rosie, wkurzona dziewczyna, odszukanie mej suczki i jeszcze do tego dochodziła moja noga i chodzenie o kulach. To by było za wiele. Nie dałabym radę poradzić sobie z tym wszystkim. Dlatego też bardzo się cieszyłam i byłam wdzięczna chłopakowi. Mam tylko nadzieję, że nie będzie miał przez to problemów... No i, że nie odrzucą go w akademii przez to, że zadaje się ze mną.... A tego nie byłam pewna, bo jak kiedyś zaprzyjaźniłam się z pewną dziewczyną to została ona odrzucona przez resztę jedynie przeze mnie... Jednak ona nie była tak silna i od razu wyjechała... Miałam nadzieję, że z Maxem nie będzie tak samo. Jednak zobaczy się co przyniesie mi los... Westchnęłam. Nagle usłyszałam, że drzwiczki boksu otwierają się. Odczepiłam się od klaczy i spojrzałam w tamtym kierunku. Stał tam chłopak trzymając za obroże Hope. Lekko uśmiechnęłam się i kiwnęłam głową chcąc przekazać mu, że może puścić suczkę. Na szczęście zrozumiałam co miałam na myśli. Wypuścił z ręki obroże mego pupila. Hope od razu podbiegła do mnie wesoło merdając ogonem. Max wszedł powoli do środka nie będąc pewnym w jakim stanie jest Rosie.
- Chodź. Już jest okej - powiedziałam ledwo słyszalnie.
Chłopak najprawdopodobniej usłyszał moją wypowiedź, bo już po chwili znajdował się obok mnie. Chwilę siedzieliśmy w ciszy. Ja drapałam suczkę za uchem, a on z tego co udało mi się kątem oka zauważyć powoli i ostrożnie głaskał GrayRose. Wzięłam głęboki wdech i ciężko wypuściłam powietrze. W końcu spojrzałam na Maxa.
- Dziękuję. Na prawdę jestem ci wdzięczna. Nie wiem jak dałabym radę poradzić sobie z tym wszystkim jakby cię tu nie było - wymamrotałam.

Max?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz