niedziela, 11 grudnia 2016

Od Lydii C.D. Agnes

Zacisnęłam palce na spuchniętym ramieniu, łudząc się, że ten ruch sprawi, iż ból po kopnięciu przez wierzchowca po prostu przeminie, ale, jakby na złość, z każdą chwilą stawał się coraz silniejszy. Przymknęłam powieki, coraz mocniej naciskając plecami na drewnianą, zimną ścianę. Usłyszawszy dźwięk lekkich kroków i stukot kopyt o bruk, mimowolnie wzięłam głębszy haust powietrza, obawiając się kolejnego ataku rozwścieczonego konia. Pomimo moich obaw, nic takiego się nie stało, bowiem najwyraźniej spokojny ogier został wprowadzony do swojego boksu.
- Żyjesz? – usłyszałam pytanie zadane przez właścicielkę wierzchowca. Westchnąwszy ciężko, żałośnie, nieco boleśnie, otworzyłam oczy i spojrzałam na rudowłosą dziewczynę, opierającą się o ścianę zagrody.
- Nie, kurwa – warknęłam, wbijając paznokcie w spuchnięcie – Umieram. – dodałam szybko, siląc się na złośliwość, która jednak nie wyszła tak, jakbym tego pragnęła.
- Och… - westchnęła ciężko, aż przesadnie teatralnie – Szykować ci trumnę?
- Chyba nie będzie potrzebna – odpowiedziałam, zaciskając palce wolnej dłoni w pięść i odsuwając się od ściany – Może jestem jak Jedenasty Doktor, będący inkarnacją Dziesiątego… Jednak na razie jestem jeszcze Pierwszą Lydią, ale za moment, być może, pojawi się Druga Lydia. Może będę wyglądać jak Natalie Dormer? Albo Maisie Williams?
- Być może – wzruszyła ramionami, zbliżając się do mnie – Ale na razie przydałaby się pomoc zawodowców. – stwierdziła, patrząc mi w oczy. Jęknęłam cicho, częściowo z bólu, częściowo z ogromnej niechęci.
- Nie! Naprawdę nic mi nie jest. To nic takiego. Patrz! Wcale mnie nie boli! – puściłam ramię i poruszyłam nim, tym samym wywołując kolejną falę nieznośnego bólu, która przelała się przez moje ciało. Zaklęłam głośno, paskudnie, znowu chwytając się za opuchliznę.
- Jedziemy do szpitala – powiedziała, twardo, ściskając materiał mojej koszuli na zdrowym ramieniu - Teraz – pociągnęła mnie za sobą, wyprowadzając ze stajni. Prowadząc, ruszyła w mrok, prawdopodobnie w stronę swojego pojazdu. Mimowolnie drgnęłam, gdy ujrzałam czarnego, mającego charakterystyczny, srebrzysty, metalowy połysk, Harleya-Davidsona. Uwielbiałam takie motocykle, były jednymi z piękniejszych, jak nie najpiękniejszymi z maszyn ich pokroju – Siadaj.
- Co? – wyrwałam się z uścisku, odwracając w jej stronę – Chyba zwariowałaś. Nigdzie nie jadę.
- Naprawdę? – zapytała, siłą usadzając mnie na skórzanym siedzeniu – Spójrz, jednak pojedziesz – odparła, siadając przede mną i odpalając silnik – Obejmij mnie w pasie.
- Gdyby nie twój wzrost, nigdy nie zmusiłabyś mnie do siedzenia z tobą! – krzyknęłam na tyle głośno, by przekrzyczeć pracującą maszynę – Jesteś za wysoka!
- A ty za niska! – odpowiedziała, ruszając. Wtuliłam twarz w jej plecy, okryte ciemną, miękką bluzą, chroniąc się przed mokrym śniegiem i lodowatym wiatrem.
- Jesteśmy jak Tyrion Lannister i Jorah Mormont! – zachichotałam, odwracając twarz tak, by tylko jej prawą stroną dotykać ubrania rudowłosej.
- Nie wydaje mi się, karle! – rzuciła, gwałtownie skręcając. Spojrzałam zza jej ramienia na drogę. Już wyjechałyśmy poza tereny akademii.
- Wywozisz mnie w las, elfie?
***
Westchnąwszy ciężko, oparłam głowę na ramieniu Agnes. Skupiła się na oglądaniu jednego ze świątecznych odcinków Doctora Who, o tytule Last Christmas. Zamknęłam oczy, bezgłośnie powtarzając kolejne kwestie bohaterów. Ten odcinek także znałam na pamięć, podobnie jak poprzednie i kolejne z tego brytyjskiego klasyka. Nagle rudowłosa drgnęła nerwowo, tym samym wybudzając mnie z półsnu.
- Nie trzęś się tak – mruknęłam niewyraźnie, oplatając dłońmi jej przedramię – Śpi się na tobie naprawdę przyjemnie.
- Ale dlaczego oni znowu się wybudzili? – zapytała, wyrywając rękę z mojego uścisku. Niechętnie otworzyłam oczy i wyprostowałam się, opierając plecami o ścianę. Spojrzałam na laptop – Przecież zrobili to już wcześniej.
- Nie spostrzegłaś tego, że Clara była stara? Że słowa się nie zgadzały? Myślałam, że jesteś mądrzejsza ode mnie – westchnęłam teatralnie, zerkając na rudowłosą. Dziewczyna delikatnie uderzyła mnie w tył głowy otwartą dłonią – Nie bij mnie! Jeszcze przez ciebie amputują mi rękę, zobaczysz!
- Oczywiście – odparła, biorąc laptop na kolana. Szybko wyłączyła film, nawet nie skupiając się na jego świetnym zakończeniu – Już tego nie oglądamy, koniec z Doctorem.
- Mówiłam żebyśmy obejrzały Grę o Tron, najlepiej Winds of Winter.
- Nie.
- Dlaczego?
- Bo znowu będziesz płakać, a ja będę cię pocieszać przez trzy godziny.
- Kiedy niby płakałam, co?
- Na tym odcinku, kiedy zabili postać, którą grała Dormer.
- No, bo ona zasługiwała żeby żyć! – jęknęłam żałośnie, wpatrując się w piękną twarz Szkotki – A co z Elementary? Natalie też tam grała, a obie ją uwielbiamy.
- Ja ją uwielbiam, ale ty masz obsesję – wzruszyła ramionami, odkładając laptop na bok – Nie pomyślałam o tym serialu.
- A co z Sheriarty? Joaniarty?
- No dobra, to jest urocze.
- Sansaery?
- Oczywiście, zawsze i wszędzie.
- Jestem z ciebie dumna – uśmiechnęłam się do rudowłosej – A właśnie! Słyszałaś o tym, że ma odbyć się bożonarodzeniowy bal?
- Już jakiś tydzień temu – westchnęła, wstając z łóżka. Zerknąwszy na mnie, podeszła do szafy i otworzyła ją – Już nawet kupiłam sukienkę.
- Jest piękna – odparłam, patrząc jak dziewczyna przykłada czarną odzież do ciała. Mimowolnie westchnęłam z zachwytem. Podniosłam się i zbliżyłam się do rudowłosej. Spojrzałam nieco w górę, by skupić się na jej pięknych oczach – Jeśli byłabyś moim Jedenastym Doktorem, ja mogłabym być twoją Clarą… Czy… Czy uczyniłabyś mi ten zaszczyt i pozwoliła towarzyszyć sobie na tym balu?


Agnes?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz