Szłam powoli w kierunku pastwiska. Obok mnie stąpała GrayRose. Miałam zamiar ją tam zostawić. Niech ma trochę "wolności" wtedy kiedy nie mogę z nią być. A nie ciągle tylko w tym boksie musi siedzieć. Będąc obok mego celu zauważyłam dość ciekawy widok. Klacz Mary przebiegła obok niej... Jakby przed czymś uciekała... Ale ja tam nie wiem. Dziewczyna szybko pobiegła za swym zwierzęciem. Złapała ją i wpuściła na pastwisko. Podeszłam trochę bliżej.
- Zgubiłaś ją? - zapytałam zaciekawiona.
Wtedy dopiero Mara spojrzała na mnie. Jej wzrok mówił jedno. Skąd to wywnioskowałam.
- No bo wiesz... Wcześniej gdzieś pędziłaś na swym koniu... Który raczej nie wyglądał jak Haru.... A teraz właśnie twoja klacz przebiegła obok, a ty za nią pobiegłaś... - powiedziałam obojętnie i wzruszyłam ramionami.
- A co jeżeli to po prostu była zabawa? - zapytała się i cicho zaśmiała.
- Nic. Po prostu pytam, bo to było zastanawiające. Jednak jeżeli tak mówisz... - przewróciłam oczami i dodałam po chwili. - Dobra. A teraz jakbyś mogła się odsunąć. Chcę wpuścić Rosie na pastwisko.
Mara bez słowa zrobiła niewielki krok w bok. Westchnęłam. Nadal zajmowała połowę przejścia, ale cóż. Podeszłam do bramy i po prostu przepchałam się obok dziewczyny. Otworzyłam drzwiczki i wprowadziłam tam GrayRose. Klacz patrzyła się na mnie do momentu, kiedy kiwnęłam głową na znak żeby poszła dalej i nie idę z nią. Rosie powoli oddaliła się. Zamknęłam bramkę i odwróciłam się. Mara stała dalej w tym samym miejscu co poprzednio. Cały czas patrzyła się na mnie.
- Mam coś na twarzy czy jak? - warknęłam niemiło.
Mara? trochu bw...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz