niedziela, 18 grudnia 2016

Od Maxa CD Samanthy

Zbliżająca się pora obiadowa ściągała wszystkich na stołówkę jakąś niewidzialną siłą. Ja też postanowiłem pójść odrobinę wcześniej. Poklepałem Newtona po szyi i wymsknąłem się z boksu. Szedłem korytarzem i zerknąłem do boksu Filsa, konia Samanthy. Jego brak podsunął mi myśl, że ta dwójka pewnie ćwiczy. Postanowiłem przejść się na ujeżdżalnię i podglądnąć jak trenują. Ostatnio ostro się wzięli za treningi. Czyżby Sammy planowała zdawać na zaawansowany? W sumie, też bym mógł. Newton ma ogromny potencjał i szkoda by było go marnować. Nim się obejrzałem byłem już przy płocie. Zawołałem dziewczynę po imieniu. Chwilkę potem Venti był już przy mnie i żądał pieszczot. Nie odmówiłem mu ich i czule podrapałem go po czole. Sam korzystając ze skupionej uwagi wałacha na mnie zeskoczyła zręcznie z siodła. Zaproponowałem  jej wspólny spacerek na stołówkę. Tak, wiem. To bardzo daleko.
Po rozsiodłaniu karosza Sammy odłożyła toczek oraz sprzęt Filsa do siodlarni. Naciągnęła na głowę bordową czapkę z białym bąblem. Widząc, że już jest gotowa chwyciłem Sam pod ramię i pociągnąłem w stronę stołówki. Dziewczyna jednak potknęła się i byłaby upadła na twardą podłogę, gdybym jej w porę nie złapał. Mój mózg nawet nie zarejestrował, że Sammy upada, a moje ciało mimowolnie złapało dziewczynę. Odetchnąłem z ulgą, podziwiając mój refleks. Ha, karate robi swoje. Ta pozytywna myśl napełniła mnie większą pewnością siebie. Pomogłem Sam stanąć z powrotem na nogi. Staliśmy tak blisko siebie, że niemal czułem jej oddech. Patrzyliśmy sobie w oczy, straciłem poczucie czasu. Minęła jedna sekunda, czy cała wieczność? Hipnotyzujące spojrzenie złocistych oczu Sam na chwilę stało się całym światem jaki pragnąłem oglądać. Znów poczułem objawy grypy żołądkowej i problemy z nabraniem normalnego oddechu. Czy ja aby na pewno nie jestem chory? Coraz poważniej rozważałem udanie się do pielęgniarki. Moją uwagę od spojrzenia Sam zdołał odwrócić spadający… Liść? Zerknąłem w górę. Zaskoczony zdałem sobie sprawę, że stoimy właśnie pod jemiołą. Cholera. Jemioła. Sammy. Tak blisko. Jakoś tak nagle zrobiło mi się strasznie gorąco, że mógłbym biegać w samych bokserkach. Następne wydarzenia potoczyły się bardzo szybko. Dałem porwać się chwili i przyciągnąłem Sammy do siebie obejmując ją w talii. Ona natomiast położyła ręce na mojej szyi. Pochyliłem głowę dotykając jej czoła i musnąłem usta Sam. Przyjemny dreszcz wywołujący ciepło rozszedł się po moim ciele wypełniając jego każdy zakamarek. Dziewczyna zrobiła krok dalej całując mnie prosto w usta. Zmrużyłem oczy i odwzajemniłem pocałunek. Wolno podniosłem rękę i musnąłem delikatnie jej policzek. Nagle do naszych uszu dotarło wymowne chrząknięcie. Odskoczyliśmy od siebie i spojrzeliśmy ku źródłu dźwięku. Cholera, to stajenny. Na pewno widział to wszystko. Mimo wszystko nie żałowałem tego pocałunku. Zrobiło mi się jedynie żal, że ta magiczna i ulotna chwila tak szybko dobiegła końca.
- Ja... przepraszam Max... Nie powinnam była tego robić. Nie wiem jak...  – Sam gorączkowo próbowała to wyjaśnić spoglądając to na mnie, to na stajennego
Podszedłem do niej i chwyciłem ją ponownie pod rękę, jak gdyby nic się tu nie stało i spojrzałem w stronę stajennego. Uśmiechnąłem promiennie.
- Dzień dobry. - powiedziałem tłumiąc śmiech
Stajenny kiwnął tylko głową, uśmiechając się pod nosem i szepcząc jakieś słowa. O ile dobrze wyczytałem z ruchu jego warg, powiedział coś takiego: Ach, ta dzisiejsza młodzież. Te słowa spowodowały, że uśmiechnąłem się jeszcze szerzej. Spojrzałem na zmieszaną Sammy i poprowadziłem ją na stołówkę. Gdy byliśmy już na zewnątrz dziewczyna wypuściła wstrzymywane powietrze z płuc.

Sammy? ^^ <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz