Po rozsiodłaniu karosza Sammy
odłożyła toczek oraz sprzęt Filsa do siodlarni. Naciągnęła na głowę bordową
czapkę z białym bąblem. Widząc, że już jest gotowa chwyciłem Sam pod ramię i
pociągnąłem w stronę stołówki. Dziewczyna jednak potknęła się i byłaby upadła
na twardą podłogę, gdybym jej w porę nie złapał. Mój mózg nawet nie zarejestrował,
że Sammy upada, a moje ciało mimowolnie złapało dziewczynę. Odetchnąłem z ulgą,
podziwiając mój refleks. Ha, karate robi swoje. Ta pozytywna myśl napełniła
mnie większą pewnością siebie. Pomogłem Sam stanąć z powrotem na nogi. Staliśmy
tak blisko siebie, że niemal czułem jej oddech. Patrzyliśmy sobie w oczy,
straciłem poczucie czasu. Minęła jedna sekunda, czy cała wieczność?
Hipnotyzujące spojrzenie złocistych oczu Sam na chwilę stało się całym światem
jaki pragnąłem oglądać. Znów poczułem objawy grypy żołądkowej i problemy z
nabraniem normalnego oddechu. Czy ja aby na pewno nie jestem chory? Coraz
poważniej rozważałem udanie się do pielęgniarki. Moją uwagę od spojrzenia Sam
zdołał odwrócić spadający… Liść? Zerknąłem w górę. Zaskoczony zdałem sobie
sprawę, że stoimy właśnie pod jemiołą. Cholera. Jemioła. Sammy. Tak blisko.
Jakoś tak nagle zrobiło mi się strasznie gorąco, że mógłbym biegać w samych
bokserkach. Następne wydarzenia potoczyły się bardzo szybko. Dałem porwać się
chwili i przyciągnąłem Sammy do siebie obejmując ją w talii. Ona natomiast położyła
ręce na mojej szyi. Pochyliłem głowę dotykając jej czoła i musnąłem usta Sam.
Przyjemny dreszcz wywołujący ciepło rozszedł się po moim ciele wypełniając jego
każdy zakamarek. Dziewczyna zrobiła krok dalej całując mnie prosto w usta.
Zmrużyłem oczy i odwzajemniłem pocałunek. Wolno podniosłem rękę i musnąłem
delikatnie jej policzek. Nagle do naszych uszu dotarło wymowne chrząknięcie.
Odskoczyliśmy od siebie i spojrzeliśmy ku źródłu dźwięku. Cholera, to stajenny.
Na pewno widział to wszystko. Mimo wszystko nie żałowałem tego pocałunku.
Zrobiło mi się jedynie żal, że ta magiczna i ulotna chwila tak szybko dobiegła
końca.
- Ja... przepraszam Max... Nie
powinnam była tego robić. Nie wiem jak... – Sam gorączkowo próbowała to
wyjaśnić spoglądając to na mnie, to na stajennego
Podszedłem do niej i chwyciłem ją
ponownie pod rękę, jak gdyby nic się tu nie stało i spojrzałem w stronę
stajennego. Uśmiechnąłem promiennie.
- Dzień dobry. - powiedziałem
tłumiąc śmiech
Stajenny kiwnął tylko głową,
uśmiechając się pod nosem i szepcząc jakieś słowa. O ile dobrze wyczytałem z
ruchu jego warg, powiedział coś takiego: Ach, ta dzisiejsza młodzież. Te słowa
spowodowały, że uśmiechnąłem się jeszcze szerzej. Spojrzałem na zmieszaną Sammy
i poprowadziłem ją na stołówkę. Gdy byliśmy już na zewnątrz dziewczyna
wypuściła wstrzymywane powietrze z płuc.
Sammy? ^^ <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz