-Quinlan? - uniosłem brew.
Przypomniałem sobie że kiedyś, Mara (Diego jest kuzynem Mary, ale o tym nie wspomniałam), opowiadała mi o pewnej złośliwej fioletowowłosej dziewczynie. Victoria wyraźnie nie była ździwiona tym, że tak rzuciłem tym imionkiem.
-Może. Nie znam jej imienia, ale skoro tak twierdzisz... - wzruszyła ramionami.
Patrzyłem jak chłopak jedzie na Amnesii. Ja nawet Marze nie pożyczyłbym Narrquaw'a. On jest moim kompanem. Takim którego nie oddam nawet zaufanej osobie. Przez chwilę milczeliśmy. Jak on chce zaprosić Quinlan, dzięki siwej klaczy? Dla mnie to nie ma sensu. Zsiadłem z Siwego, po czym podprowadziłem go ku wyjściu z ujeżdżalni. Wprowadziłem do boksu, rozsiodłałem, wyczyściłem aż zaczął błyszczeć. Nie pamiętam kiedy ostatnio, tak świetnie wyglądał.
***
Obudziłem się tak późno, że na trening spóźniłem się o 10 minut. Pan Liam, był zdenerwowany, ale zdecydowanie bardziej wkurzało go to że jakaś dziewczyna zrzuciła osiem belek. Mi wcale nie było do śmiechu, no ale cóż.
-Pan Velazquez. Na tor - oznajmił trener.
Posłusznie rozpocząłem przejazd. Zero zrzutek ani zawahań. Ciekawe czy na jakiś zawodach Narrquaw też nic by nie zrzucił. Moją uwagę przykuły rude włosy... Victorii. No tak, skakała na swojej siwej klaczy, Amnesii. Kiedy skończyła przejazd, postanowiłem spróbować ją o coś zapytać.
-Hej. Tak sobie pomyślałem... Czy poszłabyś ze mną na bal? - zagadnąłem.
Vicky?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz