Drzwi do boksu były uchylone. Avenger stał spokojnie w swoim boksie podczas gdy ja go czyściłem. Ogier zawsze przy tego typu rzeczach był spokojny. Była to dla niego przyjemność, tak samo jak dla mnie zresztą.
Była niedziela. Leniwy poranek. To tu, to tam przeszedł czasem jakis jeździec z koniem, gdzieś indziej ujrzałeś znajomą twarz. Pielęgnację mojego wierzchowca została przerwana, gdy stanęła przed nim Mara. Zaprzestałem czyszczenia i spojrzałem na dziewczynę ponad grzbietem konia. Mara uśmiechała się promiennie. Położyłem ręce na grzbiecie konia, tym samym się opierając. Zauważyłem, że dziewczyna na w ręku jakąś białą kartke.
- Co tam masz?- spytałem zaciekawiony
Mara chyba tylko czekała na to pytanie.
- Zdałam na poziom zaawansowany!- powiedziała uradowana
Jak niewiele potrzeba do szczęścia. Uśmechnąłem się mimowolnie.
- Gratuluje!
Mara? Słaabe... Wieem... Przepraszaam... Ostatnio mało czytam książek i nie mam weny, a poza tym jestem zmeczona :/
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz