poniedziałek, 12 grudnia 2016

Od Will'a CD. Quinn

Może się mylę, ale od początku tego spotkania twarz dziewczyny kilkakrotnie się zmieniła. Poczułem dziwnie znajome uczucie... Przypominała mi kogoś, kogo znam bardzo dobrze, ale kogo... ?
- W sumie, to nawet Ci się dziwię... - odezwałem się po chwili i otworzyłem jego boks. Przez kraty nie był tak dobrze widoczny. - Moja reakcja przy naszym pierwszym spotkaniu była podobna.
- Robi wrażenie... - usłyszałem zza pleców. Cofnąłem się na tyle daleko, aby stać za dziewczyną i nie zasłaniać jej ogiera. Dyskretnie obserwowałem każdy jej ruch.
- Z tą agresją, to żartowałem... no, prawie... - urwałem na chwilę, ale nieznajoma chyba tego nie zauważyła, a przynajmniej nie specjalnie się tym przejęła. Stała tak, patrząc na niego. Chyba domyślała się, o co mi chodziło, ale nie była do końca pewna. - Pogłaszcz go. - zachęciłem ją. Dziewczyna podeszła bliżej Jack'a i ostrożnie wyciągnęła rękę w jego stronę. Zaczęła delikatnie gładzić go po szyi. Uśmiechnąłem się lekko na to, jaką czujność i ostrożność zachowuje przez cały ten czas. Podszedłem do nich, chwyciłem jej rękę i zrobiłem kilka śmielszych i większych ruchów na jego sierści. Zostawiłem ich samych, a sam udałem się do paszarni. Zastygłem w bezruchu i zastanawiałem się nad posiłkiem dla ogiera. Pożyczyłem szare wiaderko i wrzuciłem do niego wcześniej nabrane dwie miarki owca i pół miarki musli dla koni sportowych. Już kierowałem się w stronę wyjścia, gdy moją uwagę przykuło coś ciekawego... bardzo odpowiedniego dla Black Jack'a. Rozejrzałem się i szybko zwinąłem trzy marchewki z ogromnego worka.
- Chyba nikt nie zauważy... - mruknąłem wychodząc z pomieszczenia. Po cichu wróciłem pod boks mego wierzchowca. Liliowowłosa dziewczyna wciąż dotrzymywała mu towarzystwa. Nachyliłem się na jej uchem.
- Tylko nie przyzwyczajaj się za bardzo. - szepnąłem ze śmiechem. Wyglądał, jakby kompletnie odleciał. Poklepałem go po szyi Pokręciłem głową z niedowierzanie, w jak błogim stanie się znalazł. - Blackie! Tu baza, wracaj na Ziemię! Nieźle zawróciłaś mu w głowie, a mogłabyś na chwilkę się odsunąć? -  poprosiłem odkładając na bok kolację konia. Wyciągnąłem z kieszeni jedną marchewkę i przełamałem ją na pół. Ułożyłem ją na swojej dłoni i tak podaną zaserwowałem ogierowi. Jack włączył tryb odkurzacza, a warzywo zniknęło w ułamku sekundy. Jak zwykle, wciąż było mu mało i podjął się próby zlizania jakichś resztek, ale bezskutecznie. Kątem oka zaobserwowałem niewielki uśmiech u nieznajomej. Przyciągnąłem ją do nas i położyłem na jej dłoni drugi kawałek karotki. Wyciągnęła rękę, a zwierzak niemal rzucił się na przysmak i dokładnie wylizał jej rękę ze wszelkich możliwych pozostałości po marchwi.
Sięgnąłem do kieszeni po następną i cofnąłem się trzy kroki, a dziewczyna wraz ze mną. Podrzuciłem lekko warzywo, a Black stanął dęba, aby je złapać. Przypominało to trochę chwytanie patyka przez psy, ale wyglądało dużo lepiej. Powtórzyłem sztuczkę jeszcze dwa razy, a na zakończenie pokazałem mu puste ręce i wrzuciłem kolację do żłobu. Puste wiaderko odłożyłem na bok. Zamknąłem drzwi boksu i oparłem się o nie.
- Długo go tego uczyłeś? - usłyszałem gdzieś z dołu. Przez stosunkowo długi moment milczałem zamurowany, kompletnie nie wiedząc, co odpowiedzieć.
- To nie ja go tego nauczyłem... Tak właściwie, to żałuję, że w ogóle doszło do tego szkolenia... - mruknąłem tracąc cały dotychczasowy optymizm. Popatrzyłem w dół, na twarzy mojej towarzyszki malowało się zdziwienie. - Przepraszam, po prostu nie lubię o tym opowiadać... - sprostowałem, na co odpowiedziała kiwnięciem głowy. Nagle coś mnie olśniło. Pacnąłem się w czoło i zjechałem ręką w dół aż do ust. - Nie wierzę... Jeszcze nigdy mi się to nie zdarzyło. Pewnie wyszedłem na okropnego chama i palanta, prawda? Jak ja mogłem się nie przedstawić?! - pokrążyłem chwilę w prawo i w lewo, stukając się w czoło. - Jesteś idiotą, Will! Największym, jakiego znasz! - w końcu uspokoiłem się i stanąłem naprzeciwko nieznanej panny. Ukłoniłem się lekko mówiąc z nieśmiałym uśmiechem: - William Grant, ale chyba tego zdążyłaś się już dowiedzieć.

Quinlan? (Vaiana jednak działa! xD)
PS. Wykryto u mnie uzależnienie od gifów, więc musisz się przyzwyczaić
& Mam już genialny pomysł co do misji Will'a, także możesz zacząć się bać *psychopatyczny śmiech* xD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz