piątek, 23 grudnia 2016

Od Victorii CD. Diego

~Wcześniej~
Chwilę po wyjściu chłopaka, do stajni wszedł William. Rozejrzał się i ruszył w naszą stronę.
- Vicky, mam do ciebie interes. - odezwał się z daleka.
- Interes? Dopiero zgubiłeś mojego psa, a już chcesz prosić o przysługę? - warknęłam, gdy się zbliżył.
- Cóż... - westchnął ciężko. - Tak? - uśmiechnął się i zastygł w bezruchu przez moment. Wywróciłam oczami.
- Czego chcesz? - złamałam się ze zmęczenia jego osobą.
- Pożyczysz mi Amesię? - spytał w końcu, nie przestając się uśmiechać. Stałam tak, wpatrując się w niego tępo i z niedowierzaniem. Po chwili cała okolica usłyszała moją reakcję.
- CO TY CHCESZ ZROBIĆ?!?! - ryknęłam na cały głos. - Tego samego dnia chcesz zgubić mi konia i psa?!
- Nie, skąd... Ty byłabyś ze mną i kontrolowała wszystko... - wydusił z siebie. Policzyłam do dziesięciu i z powrotem. Wdech, wydech, wdech, wydech...
- Przecież masz Black'a... - zaczęłam, ale bezczelnie mi przerwano.
- Tak, ale on jest kary, a ja potrzebuje siwego konia!
- To go przemaluj... - mruknęłam i już chciałam odejść, gdy Will wreszcie wszystko mi wyjaśnił.
- Teraz już rozumiesz? - spytał jeszcze bardziej wyszczerzony, niż wcześniej.
- Możliwe... Chcesz pożyczyć mojego konia tylko z powodu jakiegoś balu?! - fuknęłam.
- Owszem, konkretnie chcę ją pożyczyć, aby zaprosić pewną damę.
- Ta fioletowowłosa, co?
- Liliowo. - poprawił mnie. - Tak, o nią chodzi. Otworzyłaś paczkę od rodziców?
- Jeszcze nie... Czekaj... Nie mów, że to sukienka na ten bal!
- Nie mówię. Może wysłali ci garnitur. - wybuchł śmiechem.
- Dobra, niech ci będzie. Ale pożyczam ci ją tylko ten jeden raz! - fuknęłam
- Dzięki, to kiedy mogę wsiąść? - spytał z ulgą.
- Zobaczymy. - mruknęłam i wyszłam ze stajni.
(wróćmy do sytuacji przy czworoboku)
William poszedł siodłać Siwą jakieś pół godziny temu, więc także ruszyłam w stronę stajni. Musiałam sprawdzić, czy jeszcze żyje. Przechodziliśmy obok maneżu (ja i Ozzy), gdy usłyszałam gdzieś z boku:
- Hej. Masz już jakiś trik na przywrócenie mi Ariadne? - Diego podjechał kłusem do ogrodzenia.
- Brat też mnie kiedyś o to pytał. Tylko problem był w tym, że jego była dziewczyna jest lesbijką i musiałby zmienić płeć. - odparłam. - Wiesz co mu powiedziała? Nie...
- "Nie odeszłabym, gdybyś był kobietą.", a ja na to: "Kastracja z pewnością pomogłaby w rozwiązaniu problemu."*. - rozległ się głos Will'a. Stanął z klaczą obok nas i dodał: - ale nie pomogła. - po czym zaczął się śmiać.
- Chyba się nie znamy. Diego Velazquez Cavala.
- William Grant, starszy brat tej Wiewiórki. - poczochrał mi włosy.
- Amesia, bu! - rzuciłam do konia, a ta stanęła dęba. - Dobra dziewczynka. - poklepałam ją po szyi.
- To nie było śmieszne. - fuknął Will i wszedł na ujeżdżalnię. - Zobaczymy... - westchnął i wskoczył na grzbiet Siwej.
- On jest niemożliwy. - zwróciłam się do Diego. - Ma własnego, rewelacyjnego ogiera, ale uparł się, że musi zaprosić pewną dziewczynę na bal, siedząc na "białym" koniu, a Black Jack jest kary. Choć gdyby się nad tym głębiej zastanowić, to ma laska szczęście i jest to całkiem urocze. - mruknęłam obserwując brata.

Diego?
* - cytat z filmu "PS. Kocham Cię"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz