~2 godziny wcześniej~
- Nie ma mowy, Will! Dzisiaj Twoja kolej! - fuknęłam wręczając bratu smycz mojego szczeniaka. Z powrotem usiadłam na łóżku. Tępo gapił się na mnie jeszcze przez moment, aż wreszcie zrozumiał, że nie żartuję. Pokazał mi język i wyszedł z pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi. Z rozbawienia pokręciłam tylko głową i wróciłam do swej lektury. Nie minęło nawet piętnaście minut, gdy usłyszałam dzwoniący telefon. Sięgnęłam po urządzenie i zdziwiona odebrałam połączenie od William'a.
- Vicky... - usłyszałam jego łamiący się głos. - Nie wiem, jak Ci to powiedzieć...
- Spokojnie, powiedz gdzie jesteś i co się stało? - odezwałam się stanowczo.
- Chodzi o... to, że... Ozzy... zniknął... - w końcu przeszło mu przez gardło. Poderwałam się z miejsca. W biegu założyłam buty oraz grubą bluzę. Rozłączyłam się i rzuciłam komórkę na stół. Jak najszybciej wyszłam przed budynek mieszkalny, rozglądając się wokoło. Zauważyłam tego palanta nadchodzącego od strony wyjazdu z akademii. Wściekła podbiegłam do niego i zamachnęłam się, jakby miała go uderzyć. Chwycił moją dłoń i opuścił w dół.
- Pobiegł w stronę miasteczka...
- Zdajesz sobie sprawę, że ono jest jakieś 15 km stąd, prawda? - fuknęłam.
- Tak, ale... On uciekł, gdy tylko wyszliśmy... Przez ten cały czas go wołałem, ale nie reaguje na to... Bałem się, co zrobisz, gdy... - jąkał się ciągle trzymając mój nadgarstek.
- Skończ już i puść moją rękę. - warknęłam, a ten niepewnie wypełnił moje polecenie. - Teraz masz go znaleźć i nie obchodzi mnie, ile Ci to zajmie. - odwróciłam się nie mówiąc ani słowa więcej. Dawno go nie widziałam w takim stanie... Ostatnio tak się zachowywał.. trzy lata temu. W końcu nie codziennie dowiadujesz się, że twoja dziewczyna zdradziła cię z najbliższą przyjaciółką. Kompletnie się rozsypał i odnoszę wrażenie, ze do dzisiaj nie całkiem się pozbierał. Wracając do sprawy z psem: Jeszcze nigdy szczeniak nie sprawiał tego typu problemów. W tym wszystkim najdziwniejsze jest to, że taki mały piesek zwiał facetowi metr dziewięćdziesiąt... Wróciłam do siebie i postawiłam krzesło pod oknem. Usiadłam na nim i ze zdenerwowaniem czekałam na brata. Czas dłużył mi się niemiłosiernie, ale wreszcie usłyszałam odgłos silnika quada, a chwilę później Will wjechał przed budynek. Wybiegłam na zewnątrz. Z nerwów na chwilę zabrakło mi powietrza w płucach. Coś poruszyło się pod jego kurtką. Ozzy zeskoczył z pojazdu i podbiegł do mnie. Szczęśliwy usiadł naprzeciwko mnie i zamerdał ogonem. Wzięłam go na ręce i skierowałam się do stajni. Nie miałam ochoty więcej drzeć się na brata...
(tak oto wracamy do sytuacji w stajni)
Odstawiłam małego na ziemię i oboje podeszliśmy pod boks Amnesii. Pogłaskałam ją po głowie i przeszłam dalej. Stanęłam obok Black Jack'a i przez chwilę patrzyłam na niego, jak zahipnotyzowana. Uśmiechnęłam się smutno, z tego "transu" wyrwał mnie odgłos kopyt. W moją stronę szedł jakiś chłopak z koniem. Wszedł do przygotowanego przez stajennych pustego boksu. Podeszłam bliżej.
- Hej! Pomóc ci w czymś? - starałam się brzmieć miło, ale moje zmęczenie było dobrze słyszalne.
- Jeśli masz helikopter, który zabierze stąd moją matkę, albo jakiś trik który sprawi, że Ariadne do mnie wróci, to to si. - odparł odwracając się do mnie.
- Hmmmmm... Jeśli chodzi o helikopter, to niestety mam rezerwację na cały dzień... Czarodziejem nie jestem, wierz mi. Ale potrafię skręcać kilka wzorów z podłużnych baloników, czy to się liczy? - spytałam, ale nie zdążyłam usłyszeć odpowiedzi. Ozzy nagle sobie o mnie przypomniał i głośno szczekając, biegł właśnie w naszą stronę. Dotarł do chłopaka i uważnie obwąchał do ze wszystkich stron.
- Mógłbyś czasem zamilknąć, wiesz? - zwróciłam się do psa i wzięłam go na ręce. - To ADHD nazywa się Ozzy, ja jestem Victoria... A ty to kto? - ze śmiechem skierowałam pytanie do konia.
Diego? (Takie cuś wyszło :/ Są w jednej grupie, więc można dalej pisać w tym kierunku)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz