Wypuściłam powietrze z płuc i nerwowo przeczesałam włosy, spuszczając wzrok na ziemię.
- Jezuu, Max... ja strasznie cię przepraszam - westchnęłam, podnosząc wzrok na szatyna. Jego czekoladowe oczy spoglądały na mnie ciepło. Nie wyglądało jakby był na mnie zły, co trochę zbiło mnie z tropu. Nim zdążyłam zareagować chłopak objął mnie mocno.
- Sam, żałujesz? - w jego głosie zabrzmiał niepokój, a ja zdecydowanie pokręciłam głową. - To w czym problem?
- Dlaczego tak to komplikujesz? - parsknęłam, odsuwając się od niego i założyłam ręce na piersi. Mój udawany grymas złości najwyraźniej rozbawił Watsona, który zaśmiał się cicho i znowu mnie przytulił. - Duszę się, nooo!
- Trudno.
- Ja nie żartuję. Zostało kilka dni do balu, będziesz szedł sam o ile mnie zaraz nie puścisz - wydusiłam, próbując wyswobodzić się z jego objęć. - Max! Mieliśmy iść coś zjeść.
- Fakt - wypuścił mnie i pociągnął za sobą do stołówki. Przewróciłam oczami z trudem powstrzymując śmiech, Max miał dosłownie nadmiar energii, a ja czasami z trudem za nim nadążałam. Wszędzie było go pełno, a połowę dźwięków, które docierały do moich uszu w ciągu dnia stanowiło jego gadanie i śmiech. Nie przeszkadzało mi to jednak, Co więcej, jego wesoła paplanina regularnie poprawiała mi humor. Siedząc w stołówce i zajadając się sałatką rozmawialiśmy cicho.
- Ostatnio sporo trenujesz, masz zamiar zdawać na zaawansowany? - zmienił temat, wpatrując się we mnie z wyczekiwaniem.
- Nie myślałam o tym - wpakowałam sobie do ust kolejną porcję sałaty z kawałkami pomidorów. - Chcę iść naprzód, ale pewnie nie zdążę już przed świętami. A ty?
- Pewnie też podejdę do egzaminu po powrocie. Newt ma duży potencjał.
Zgodziłam się z nim kiwnięciem głowy.
Zjadłszy swoje porcje ruszyliśmy w kierunku pokoi, odwiedziwszy uprzednio stajnię. Newton i Fils du Vent spokojnie stali w boksach, drzemiąc po dniu pełnym pracy i nie racząc nawet na nas spojrzeć. Przez chwilę staliśmy, obserwując śpiące konie, a zdawszy sobie sprawę z faktu, że nie obudzą się przez najbliższą godzinę, udaliśmy się w kierunku budynku z sypialniami uczniów. Przez całą drogę dyskutując żywiołowo o możliwości posiadania drugiego konia. Mnie szczerze mówiąc nie ciągnęło do tego, ale może gdy spotkam tego odpowiedniego wierzchowca zmienię zdanie. Byłam jednak pewna tego, że Venti by się obraził.
- Odprowadzona pod same drzwi - uśmiechnął się Max, całując moją dłoń, niczym starodawny dżentelmen. - Czy panienka jest zadowolona?
- Oh, jakżeby inaczej - przyłożyłam dłoń do serca, wczuwając się w rolę. - Paniczu Watson, twoje towarzystwo było bardzo miłe. Żywię nadzieję na kolejne spotkania.
- Wobec tego zobowiązuję się zaprosić cię na stołówkę po raz kolejny - mrugnął, a ja uśmiechnęłam się jeszcze szerzej. Trwaliśmy chwilę w bezruchu, a gdy zdobyłam się na odwagę kolejny raz tego dnia, zbliżyłam swoje usta do jego. Nie musiałam długo czekać na odpowiedź szatyna, bo w ułamku sekundy złączył je w delikatnym i czułym pocałunku.
Maksieł? <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz