Zamyśliłam się, zatrzymując Another. Ścieżka po lewej stronie wydała mi się bardziej... tajemnicza.
- W lewo. - powiedziałam, przyciskając łydki do boków klaczy. Ta żwawo ruszyła na przód. Chłopak razem z Raven jechali zaraz obok nas.
Drzewa były tak ogromne, że przysłaniały promienie słoneczne. Pozbawione liści przyprawiały swoją ponurością o dreszcze. Sama dróżka natomiast wyglądała na dawno nieużywaną.
Rozejrzałam się naokoło. poczułam zimny powiew wiatru, który omiótł moje zmarznięte policzki. Na plecach poczułam nieprzyjemny dreszcz.
- Ciekawie tutaj - stwierdziłam jeszcze raz spoglądając na drzewa. - Latem musi być tu pięknie.
- Racja. - westchnął Ashton.
Popędziłam Another do kłusa, a chłopak poszedł w moje ślady. Klacz niezwykle napierała na wędzidło i rwała się do przodu, po chwili zaczęła wymachiwać łbem.
- Ech... no niech ci będzie. - mruknęłam. Nim zdążyłam dodać łydkę, zwierzę wystrzeliło galopem przed siebie.
Ashton ze swoją klaczą po chwili zrównali się z nami.
Klacz wydłużyła krok, następnie zaczęła wierzgać. Góra, dół, góra, dół...
W pewnym momencie straciłam równowagę, a noga wysunęła mi się ze strzemienia. Usiadłam w siodle modląc się by nie zaliczyć tutaj gleby.
Po serii baranków zwolniłam Another do stępa. Jej grzywa podskakiwała na zlanej potem, umięśnionej szyi. Czym prędzej złapałam strzemię, stając w siodle i prostując się.
- Ona tak zawsze?
- Tia. Nie ma terenu bez serii baranków. - zaśmiałam się, siadając mocniej w siodle.
Ashton?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz