wtorek, 13 grudnia 2016

Od Jasmine - Ewent Mikołajkowy - Niespodziewani goście

Obudziłam się cała spocona, na dworze było jeszcze ciemno. Śnił mi się okropny koszmar, na jego myśl łza wkradła mi się do oka. Mam nadzieję, że nigdy tak się nie stanie. Nie wiem jak sny i koszmary potrafią tak wpływać na psychikę, to jest okropne. Po dłuższych bezsensownych myślach spojrzałam na wyświetlacz telefonu było trochę po drugiej. Podniosłam się do pozycji siedzącej i przeciągnęłam się. Moja Snowy słodko spała w kącie pokoju, głośno przy tym chrapała. Wstałam z łóżka i podeszłam do szafy, wyciągnęłam ciepłą bluzę po czym nałożyłam ją na siebie. Postanowiłam trochę się przewietrzyć. ~ Jak dobrze mieć balkon ~ pomyślałam. Przechodząc obok biurka z górnej szuflady wyciągnęłam mojego e-papierosa. Wyszłam na balkon i oparłam się o barierkę. Zaciągnęłam się dymem, który miał mój ulubiony truskawkowy smak. Dawno nie miałam okazji tego zrobić, tyle problemów na głowie. Wokół panowała cisza, w pewnym momencie dało się słyszeć rżenie koni. Kochałam to uczucie, lubiłam samotnie rozmyślać Stałam jeszcze chwilę na zewnątrz, lecz powoli wiatr i niska temperatura zmusiły mnie do wejścia do pokoju. Odłożyłam e-fajkę na miejsce. Wzięłam laptopa i usiadłam na łóżku. Podłączyłam ładowarkę w ostatniej chwili. Po włączeniu się urządzenia klikłam ikonkę Google Chrome (bo lubię) i zalogowałam się na Facebooka. Oczywiście po chwili mi się to znudziło. Spojrzałam na zegar w laptopie, a później na kalendarz. ~ Dzisiaj jest 6 grudnia, nie wierzę, Mikolajki! ~ powiedziałam sama do siebie. Wpadłam w gorączkę zakupów i myślałam co kupić komu na prezent. Trwało to około 20 minut. ~ Chwila, przecież do otwarcia sklepu jeszcze cztery godziny ~ uświadomiłam sobie
Na spokojnie wzięłam kartkę i zaczęłam notować :
*czaprak, owijki i nauszniki dla Avery, koniecznie czerwono-białe, jabłka i może kantar i derkę
*smakołyki dla Snowy najlepiej z kurczaka, obrożę i chustę także czerwoną
~ No to chyba wszystko ~ byłam zadowolona
Sprawdziłam gdzie jest blisko sklep jeździecki i zoologiczny. Dochodziła czwarta, postanowiłam położyć się spać, lecz najpierw nastawiłam alarm w telefonie na za piętnaście siódmą. Wygodnie ułożyłam głowę na poduszce i zasnęłam.
~~~Parę godzin później~~~
Usłyszałam dźwięk budzika. Pośpiesznie wstałam. Na szczęście Snow jeszcze spała. Podeszłam do szafy i wzięłam grafitowe jeansy, do tego założyłam białą bluzkę z długim rękawem i czarny, długi sweter oczywiście założyłam także moje czarne kozaki i kurtkę puchową. Po cichu wzięłam torebkę z pieniędzmi i klucze (od samochodu i pokoju) z biurka. Zamknęłam drzwi i wyszłam z budynku. Kierowałam się na parking. Kluczykiem otworzyłam drzwi od mojego chevrolet'a, wsiadłam i odpaliłam silnik. Wyjechałam z parkingu i wjechałam na drogę. Zapamiętałam dobrze na jakiej ulicy znajdują się sklepy. Jechałam właśnie przez jakąś wieś gdy samochód jadący przede mną ostro zachamowała. Otworzyłam drzwi i szybko wysiadłam z pojazdu. Okazało się, że na jezdnie wybiegł mały kotek. Kotkowi nic się nie stało, lecz był bardzo przestraszony. Przyjrzałam się kotkowi był rudy i słodki.

Na moje oko kotek miał około trzech, czterech miesięcy. Wzięłam go na ręce i odeszłam z przed auta. Kierowca odjechał i zostałam sama z kotełkiem. Postanowiłam wziąć kotka ze sobą, ostrożnie położyłam go na siedzeniu pasażera. Powoli ruszyłam. Dotarłam do pierwszego sklepu był to zoologiczny. Zamknęłam auto i poszłam. Weszłam do środka i odrazu usłyszałam "śpiewy" papug.  Podeszłam do ekspedientki. Była to starsza kobieta o kasztanowych włosach.
- Dzień dobry! - szeroko się uśmiechnęłam.
- Dzień dobry, w czym mogę pomóc? - zapytała.
- Szukam czerwonej obroży oraz chusty dla psa tego samego koloru, chyba, że ma pani jakieś świąteczne wzory - powiedziałam.
Kobieta na ladzie wyłożyła czerwono białą obrożę i chustę w reniferki podobnej kolorystyki co obroża.
- To jest komplet - wytłumaczyła.
- Poproszę go - rzekłam. 
- Będzie coś jeszcze? - spojrzała na mnie.
- Tak, jakieś smakołyki do zabawy z psem z kurczakiem - kobieta dała na ladę słoiczek z przysmakami.
- Jeszcze karmę dla małego kota, szelki, smycz i miseczkę  - uśmiechnęłam się.
- Razem z świąteczną promocją 79,99zł - powiedziała kobieta.
Dałam jej dwa banknoty.
- Grosika nie trzeba, Dowidzenia - wyszłam ze sklepu.
Otworzyłam drzwi i dałam zakupy na tylne siedzenie. Ruszyłam do drugiego sklepu, jechałam tam około kwadrans. Ponownie zostawiłam kotka w aucie i poszłam do sklepu. Sklep był ogromny, rozpoczynał się działem dla jeźdźca, a kończył paszami. Następnie przeszłam na dział dla konia i wybrałam taki zestaw: 
Wzięłam także smakołyki o smaku jabłek.~ Zapomniałam o nusznikach ~ pomyślałam. Wróciłam się po nauszniki, miały rogi renifera. W tym momencie przypomniało mi się, że o ósmej mam lekcje szybko zapłaciłam za zakupy i wybiegłam ze sklepu. ~ Czemu ja zawsze muszę być taka roztargniona? ~ zapytałam sama siebie
Sklep nie znajdował się daleko więc po dziesięciu minutach byłam na miejscu. Pobiegłam do pokoju. Gdy otworzyłam drzwi wskoczyła na mnie Snowy, tym razem się nie przewróciłam.
- Patrz co dla ciebie mam - pokazałam reklamówki.
Od razu założyłam suczce jej prezent. Chyba jej się spodobał, bo później polizała mnie po policzku. Po chwili z jednej z torby wyciągnęłam kotka. Położyłam go ostrożnie na łóżku. Snow zaczęła węszyć spojrzała na łóżko i zobaczyła kotka. Chwilę go obserwowała, lecz szybko poczuła zapach jej karmy. W tym czasie nasypałam zwierzątkom ich śniadanie. Kotek rzucił się na jedzenie, musiał być głodny. Wzięłam plecak z książkami, pożegnałam się z Snow i Felicity ( bo tak nazwałam kotka, który okazał się być kotką). Pierwsza lekcja to była znienawidzona przeze mnie matematyka, po prostu jej nie rozumiałam, w żadnym stopniu. Weszłam do klasy spóźniona, była 8:30.
- Dzień dobry, przepraszam za spóźnienie - uśmiechnęłam się.
Moje miejsce zajęła jakaś inna dziewczyna. Zdziwiłam się trochę. ~ Super ~ pomyślałam. Zajęłam wolne miejsce, na końcu sali. Usiadłam obok jakiegoś bruneta. Oczywiście p.Mark zorganizował dla nas świąteczne łamigłówki i cukierki. Lekcja minęła dość szybko, przez te dobre dwadzieścia pięć minut lekcji w ogóle nie odezwałam się do chłopaka, ale on też nie wskazywał na to, że chce porozmawiać. Wstałam z ławki i pierwsza wystrzeliłam do drzwi. Następnie była łacina, trudny język. Na przerwie podeszłam do Harley.
- Hej, mogę siąść z tobą? - zapytałam.
- Cześć, tak jasne - uśmiechnęła się.
Pan Alfredo także przygotował coś dla nas, mianowicie pierniczki, które upiekła jego żona. Poczęstował na, były przepyszne. Właściwie na tej lekcji rozmawialiśmy tylko o świętach. Następne lekcje minęły równie szybko i także dostaliśmy pełno słodyczy. Ostatnią lekcją była chemia, którą prowadził pan Mark,  na szczęście minęła szybko. 
- Zgrubne od tych łakoci - powiedziałam gdy spotkałam Harley 
- Ja też - zaśmiała się 
Właściwie Harley to moja jedyna przyjaciółka tutaj na uniwersytecie. ~ Trzeba się za to zabrać ~ pomyślałam 
Po drodze do pokoju spotkałam pewną dziewczynę.
- Hej! - uśmiechnęłam się.
- Cześć - spojrzała na mnie.
- Nie miałam przed tem okazji cię poznać - zaśmiałam się 
- Bella - wyciągnęła rękę w moją stronę 
- Jasmine - uśćisnęłam jej dłoń 
- Sorki, ale muszę już lecieć, do następnego - uśmiechnęła się 
Nie miałam co robić, w tak dużej akademii.
Poszłam więc do pokoju pogłaskałam kotkę i suczkę, które dobrze się dogadywały. Z ogromnej szafy wyciągnęłam prezent dla Avery ( najwyższy czas). Wzięłam ze sobą zwierzaki na smyczach i skierowałam się do stajni. Klacz na mój widok radośnie zarżała.
- Mam coś dla ciebie - powiedziałam do Avy 
Wyciągnęłam jej nowy kantar i od razu założyłam go klaczce, po chwili wyglądała jak dorodny renifer mikołaja. Mocno przytuliłam się do Avery. Na zimę zawsze miała, takie miękkie i puszyste futerko. Dałam także klaczy jej przysmaki. Pożegnałam się z Avy i wyszłam ze stajni. Wtedy na parkingu zobaczyłam znajomy samochód, z którego po chwili wysiadła moja rodzicielka. Podbiegłam do samochodu i mocno przytuliłam mamę.
- Witaj kochanie, jak mijają ci mikołajki? - zapytała.
Opowiedziałam jej jak znalazłam Felicity, zaprezentowałam Snowy i poszłyśmy do stajni. Wyprowadziłam na czerwonym uwiązie moją klaczke w mikołajkowym komplecie. 
- Śliczna - uśmiechnęła się moja mama.
- Dobrze, że ci się podoba - odwzajemniłam uśmiech.
- Ja też mam coś dla ciebie ode mnie i taty - poszła po prezent do auta. Poszłyśmy do pokoju i wtedy otworzyłam mój prezent był to złoty naszyjnik i zegarek: 


- Dziękuję! - rzuciłam się mamie na szyję
- Cieszę się, że trafiłam z tym prezentem, ale teraz niestety muszę jechać, bo wujek nas zaprosił - przewróciła oczami.
Odprowadziłam mamę do auta i się z nią pożegnałam. Nie miałam pomysłu co zrobić, więc poszłam do pokoju. Ubrałam bryczesy, bluzę i kurtkę. Założyłam obrożę Snowy i przypięłam jej smycz. Wzięłam oficerki oraz kask i zamknęłam pokój. Postanowiłam wybrać się w teren. Wybrałam do stajni i przywitałam się z Avy. Poszłam do siodlarni po siodło, czaprak,  ogłowie, nauszniki i ochraniacze ( oczywiście świąteczny komplet ). Założyłam moje oficerki i podeszłam do boksu. Ubrałam klaczy jej rzeczy i wyprowadziłam przed stajnie. Przypięłam smycz Snowy do siodła Avery. Wsiadłam na klacz i ruszyłam powoli stępem. Suczka radośnie biegła obok Avy. Wczorajszego wieczoru padał śnieg, więc ścieżka była zaśnieżona. Wyciągnęłam z kieszeni kurtki mój telefon komórkowy i sprawdziłam godzinę, była 14:09. Wybrałam się na krótki teren przed obiadem. Nie był to jakiś dziki teren, ponieważ warunki pogodowe nie sprzyjały temu. Powoli wracałam do stajni. Zaraz przed budynkiem zsiadłam z klaczy i wprowadziłam ją do środka. Wykonałam jej zabiegi pielęgnacyjne, a na koniec założyłam derkę, którą dziś kupiłam. Zamknęłam klacz w boksie i poszłam do pokoju. Przebrałam się w czarne leginsy i szarą bluzę, nic nadzwyczajnego. Zamknęłam zwierzaki w pokoju i poszłam. Kierowałam się  na stołówkę, byłam trochę głodna. Siadłam sama w stoliku i zabrałam jedzenie, po drugim gryzie hamburgera dosiadła się do stolika Harley. Następny siadł brunet obok, którego musiałam siedzieć dziś rano.
- Za chwilę jest zebranie na hali, będzie losowanie - powiedział brunet.
- Dobrze wiedzieć - przyznałam.
- Ej,  siedziałaś dziś ze mną na matmie? - zapytał po chwili.
- Spostrzegawczy jesteś - uśmiechnęłam się.
- Ja idę się przygotować - Harley wstała od stolika.
- Pa - powiedziałam.
Chwile jeszcze siedzieliśmy.
- Jacob - uśmiechnął się chłopak.
- Jas... - nie zdążyłam dokończyć.
- Jasmine, wiem - spojrzała na moją reakcję.
- Nie wiedziałam, że jestem tak znana - zaśmiałam się.
- No widzisz - powiedział.
- Ja też będę spadać - wstałam od stolika.
- Do zobaczenia - rzekł.
- Cześć - odpowiedziałam.
Poszłam do pokoju. Stanęłam przed szafą, nie wiedziałam co na siebie włożyć. Po namyśle ubrałam czarne bryczesy i ciepłą szarą bluzę. Założyłam do tego naszyjnik i zegarek, który dostałam od mamy. Skierowałam się na halę  i zajęłam miejsce obok Harley.
- Proszę o ciszę - powiedziała pani Ruby
Szum na hali ucichł.
Właściciele na zmianę czytali imiona i nazwiska osób dających i otrzymujących prezenty. Usłyszałam swoje imię:
- Jasmine Blue podarowuje prezent Jennifer Rhiannon - oznajmiła pani Stewart
- A Jasmine otrzyma prezent od Harley Carter - tym razem do głosu doszedł pan Stewart
Przybiłam piątkę Harley. Nie znałam zbytnio Jennifer, wiedziałam tylko jak wygląda. Postanowiłam kupić jej książkę, biżuterię i słodyczę. O 17 mieliśmy się spotkać tym razem przy ognisku. Szybko przebrałam się, wsiadłam do samochodu i pojechałam najpierw do księgarni. Z pomocą pani wybrałam książkę o tytule " Niezgodna ", sama ja czytałam i jest super. Następnie pojechałam do jubilera, tam kupiłam w komplecie złoty naszyjnik, bransoletkę i kolczyki. Następnie skoczyła do sklepu spożywczego i wybrałam czekoladę oraz żelki haribo. Postanowiłam dodać do tego  jeszcze kupon do Sinsay'a na 100zł. Mam nadzieję, że prezent jej się spodoba. Spakowałam wszystko do świątecznej torebki. Ubrałam ocieplane bryczesy, ciepłą bluzę i kurtkę oraz rękawiczki. Temperatura na zewnątrz była równą -1°C. Zamknęłam pokój i poszłam na ognisko. Szybko zajęłam miejsce obok Harley.
- Trochę się stresuję - powiedziałam do przyjaciółki.
- Mam nadzieję, że prezent ci się spodoba - uśmiechnęła się.
Po chwili rozmowy jakiś chłopak zawołał :
- Są już wszyscy!
- Dobrze możecie wręczyć prezenty - uśmiechnęła się pani Ruby.
- Wesołych mikołajek - uśmiechnęła się Harley.
- Dziękuję - mocno ją przytuliłam.
Panowało zamieszanie, przecisnęłam się przez tłum i wzrokiem znalazłam Jennifer.
Podeszłam do dziewczyny
- Proszę, wesołych mikołajek - uśmiechnęłam się i wręczyłam jej prezent.
- Dzięki - powiedziała i się uśmiechnęła.
Do późnego wieczora siedzieliśmy wszyscy razem przy ognisku i śpiewaliśmy piosenki. Dobrze się bawiłam i miło spędziłam czas.
Zdecydowanie były to najlepsze mikołajki w moim życiu.  Mało co nie zamarzłam. Zyskałam także nową przyjaciółkę - Felicity, lecz postanowiłam podarować ją mojej młodszej siostrze na mikołajki. Chciałabym zobaczyć jej minę, jak zobaczyła kotka. Nie mogłam oddać jej do schroniska, po tym co razem przeżyłyśmy.
To było pewne i tak wolałam, żeby została w rodzinie. Zastanawia mnie tylko jedno skoro tak obchodziliśmy mikołajki, to jak będą wyglądać święta??
Ilość słów : 2065

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz