wtorek, 13 grudnia 2016

Od Belli cd. Noaha

Usłyszałam jęknięcie i spojrzałam się na postać stojącą przede mną. Zauważyłam również radosną czarno-brązową kulkę. Wszystko się tak nagle rozmazało...
- Boże... sory... Całkiem zapomniałem przekazać ci twoich kluczy od pokoju. - otrzymałam przedmiot.
Próbowałam wstać. Ledwo co mi się udało, a już się zawiodłam następnym faktem. Jak wepchnąć kluczyki do tak małej dziurki, której prawie nie widze? Spróbowałam kilka razy włożyć przedmiot do zamka lecz zawsze kończyło się to niepowodzeniem. Ale spokojnie, jeszcze sobię poradzę, tylko wymaga to czasu. Tak z dwie godziny powinny mi wystarczyć.
- Ja to zrobię. - powiedział cicho Noah i zabrał z moich dłoni przedmiot. Otworzył szybko drzwi i pomógł mi wejść do środka. Najwyraźniej zauważył, że ledwo co stoje. Wykorzystuje na to wszystkie moje siły. Położyłam się na łóżku. Po krótkiej chwili z szafki nocnej wyciągnęłam saszetkę z białym proszkiem. Zauważyłam powiększone oczy i otworzone lekko usta chłopaka. Spojrzałam na niego spod byka.
- Co.. Co ty robisz? - wyjąkał zszokowany.
- Nie martw się. To mi pomoże. - powiedziała jedynie. Nie byłam co prawda tego pewna.
- Co?! Czy ty zdajesz sobie co to jest?! To narkotyki! Nie możesz tego wziąć! Jeszcze sobie bardziej zaszkodzisz! - warknął, ale tym razem był wkurwiony.
- Oj, przesadzasz. - odpowiedziałam.
Chłopak bez słowa wyrwał woreczek z mojego nadgarstka, który mnie zabolał. Jęknęłam niezadowolona. Ale w sumie mam drugi, więc za pierwszy musi mi zapłacić jeśli go weźmie. A jak wyrzuci to będę zła. Chłopak powędrował do toalety, a ja w tym czasie wzięłam dyskretnie drugą saszetkę i rozsypałam w kształt paska. Zatkałam lewą dziurkę w nosie, a prawą wciągnęłam proszek. Po chwili zaczęła się faza (O.O). Zaczęło mi się kręcić w głowie, a do tego mój śmiech był niepochamowany. Zauważyłam wchodzącego do pokoju chłopaka z szerokim uśmiechem na ustach. Słodziak, myślał, że można się mi sprzeciwić. Kiedy mnie zauważył skamieniał. Nagle doznałam pierwszego ataku. Wyglądało to jakbym się czegoś okropnie bałai przez to trzęsłam się tak mocno, że spadłam z łóżka. Przerażony chłopak podbiegł do mnie. Próbował mnie ratować, ale po kilku sekundach wróciłam do normalnego stanu. Znów wywołało u mnie to niepochamowany śmiech.
- Debilo, mogłaś się zabić! - krzyknął chłopak, a ja wzruszyłam ramionami.
- Zabić mogę się dopiero, kiedy będę miała szósty atak. - powiedziałam i wybiegłam z pokoju, a w korytarzu można było usłyszeć mój chichot.
Wskoczyłam na biórko sekretarki, ale korytarz na nieszczęście był cały pusty. Nawet tej kobiety, która dała mi kluczyki do pokoju Laurencego nie było. Zaczęłam tańczyć razem z Miley Cyrus, która robiła to na ziemi. Był to seksowny taniec, potwierdzam, ale miałam to w dupie. Ważne, że się bardzo dobrze bawiłam z moją znajomą. Do pomieszczenia wbiegł chłopak. Na początku się zaśmiał, ale w końcu podszedł do mnie i głupio się uśmiechał. Mój taniec wyglądał mniej więcej tak:
Znalezione obrazy dla zapytania dancing girl
- Dlaczego patrzysz na mnie? Miley robi to lepiej! - powiedziałam oburzona.
- Nie wygłupiaj się tylko złaź. - powiedział łagodnie.
Chyba wiedział do czego prowadzi agresja i krzyki w moim wypadku. Nagle spadłam za biórko i obiłam się o fotel. Znowu zaczęłam się trząść. Chłopak podbiegł do mnie. Po kilku sekundach zaczęłam się nałogowo śmiać. Ten wypuścił tylko mocno powietrze i pomógł mi wstać.
- Chodź, świerze powietrze dobrze ci zrobi, a pogotowie będzie za pół godziny. Do tego czasu masz wytrzymać. - udawałam, że moja ręka mówi za niego i robiłam skwaszone miny. Złapał prawą ręką mój prawy nadgarstek, ale krzyknęłam. "Aaaał...!". Przeniósł się więc na lewą rękę. Złapał moją dłoń co mnie uspokoiło. Nie śmiałam się już tylko posłusznie szłam za nim. Zdziwiło to chłopaka i odwrócił głowę, aby sprawdzić czy wszystko ze mną w pożądku. Ja rozglądałam się dookoła, aż natknęłam się na jego wzrok. Przez kilka sekund wpatrywałam się w niego, ale w końcu odwróciłam wzrok, a on głowę. W końcu puściłam go i upadłam na ziemię. Już trzeci raz mam atak, a nie minęło nawet pięć minut. Chłopak spojrzał się na mnie z niepokojem, ale już po chwili mój śmiech rozbrzmiał na dworze. Szybko podniosłam się i bełkotałam coś pod nosem. Nawet ja sama nie byłam pewna o co mi dokładnie chodzi. Chodziłam w kółko bez grama sensu. Po chwili zerwałam się i pobiegłam na padok. Widziałam tam przesłodkie dwa kucyki! Nawet nie czułam zmęczenia, więc biegłam jak najszybciej potrafiłam. Kiedy byłam blisko nich spłoszyły się. Pobiegłam za nimi, lubię przecież grać w berka! Zawsze kiedy byłam mniejsza mój brat się ze mną bawił... Nagle przewróciłam się. O dziwo nie potknęłam się o nic. Tylko padłam. Cała się trzęsłam. Trwało to trochę więcej niż minutę. Nie dziwię się, przecież to już czwarty raz. Jest prawdopodobieństwo, że jeśli dojdzie do szóstego razu mogę zapaźć w długi sen. A najgorsze jest to, że mogę się nie wybudzić z tej śpiączki... Tym razem po ataku już się nie śmiałam, czułam, że heroina lub coś innego (w sumie to nie pamiętam co sprzedał mi Magnez) powoli przestaje działać. Czułam również, że zbiera mi się na wymioty. Pobiegłam do najbliższego zbiornika z odpadkami i wyżuciłam mój obiad z żołądka. Otarłam się w koszulkę, którą po chwili zdjęłam i wyrzuciłam. Miałam sportowy top bo chciałam wybrać się na siłownie więc nie musiałam się zbytnio martwić. Wróciłam do chłopaka, który mnie prawdopodobnie mnie szukał. Zmierzył mnie wzrokiem "Yyy... Aha?".
 - Nawet nie pytaj. - wymamrotałam i znów upadłam.
Nie wiem czy to możliwe, aby w tak krótkim czasie mieć tyle ataków... Trwało to znów minutę. Ale do tego z moich ust leciała biała piana co mnie trochę zaniepokoiło. Kiedy się obudziłam nie było mi już do śmiechu. Byłam poważna jak skała co zdziwiło jeszcze bardziej chłopaka. Zmieniłam pozycje z leżącej na siedząca i po prostu czekałam. Po kilku minutach usłyszałam syrenę karetki. Moje serce nagle przyspieszyło. Pogotowie wjechało na podjazd. Wstałam z ziemi, lecz nie na długo. Chwilę po tym zemdlałam. Czułam, że to szósty raz. Kurwa, co ja zrobiłam!? Całkiem odpłynęłam... Zaczęły mi się śnić chore żeczy. Mój brat gonił mnie z nożem!? A do tego Miley Cyrus robiła z nim coś bleee! Jak można lizać się tak na czyiś oczach!? I dlaczego nie mogę się obudzić!? A może jak spróbuje się zabić to się zmieni, prawda? Podążyłam do piwnicy. Zeszłam po cichu schodami i poszukałam czegoś ostrego. Nagle zauważyłam, że nie jestem tutaj sama. Odwróciłam się i to co zobaczyłam przeraziło mnie. Noah stał za mną, a rękę z nożem miał w górz. Przybliżył ją nagle, a ja zaczęłam krzyczeć z przerażenia. Nagle poczułam, że z pozycji leżącej siadam na łóżku. Otworzyłam oczy i zwolniłam oddech. Ostatnie dni pamiętałam jak przez mgłę. Zauważyłam chłopaka, tego samego, który próbował mnie zamordować.
- Co się stało!? - wrzasnęłam zdenerwowana.

Noah?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz