Przez dwie ostatnie godziny chodziłyśmy z Marą po sklepach szukając sukienki na bal. Wszystko byłoby świetnie, gdyby nie to, że miałyśmy toważystwo. Harley aż tak mi nie przeszkadzała, ale Quinlan była nie do wytrzymania. Jakoś jej charakter mi nie podpasował. A do tego pracuję z Noahem! Musimy razem wybrać muzykę na bal... Już się boję... Na szczęście obie dziewczyny wybrały już sukienki i odjechały. Weszłyśmy do następnego sklepu. Na wystawie zauważyłam prześliczną sukienkę, muszę ją mieć!
- Mara! Spójrz na nią! - wskazałam na sukienkę. - Śliczna, prawda? - spytałam.
- Jest niczego sobie. - powiedziała.
Spytałam sprzedawczynię czy można ją przymierzyć, ta zgodziła się, więc powędrowałam do przebieralni. Ubrałam ją i przejrzałam się w lustrze. Wygłądałam... Po prostu brak mi słów. Odsłoniłam kotarę i pokazałam się marze. Do sukienki były buty i torebka w komplecie, więc podeszłam do dziewczyny stukając obcasami o drewnianą podłogę.
- I jak?
- Wow... - zamyśliła się.
- Jest aż tak źle? - spytałam.
- Wyglądasz wspaniale!
- Nie strasz mnie! - zaśmiałam się i wróciłam do przebieralni. Założyłam swoje ciuchy, a sukienkę i obcasy wzięłam w rękę. Zakupiłam sukienkę i szukałyśmy dalej idealnej kreacji dla Mary, aż w końcu sama coś znalazła. Była to niebieska sukienka z cekinami..
- Ta granatowa z cekinami, jest przecudowna. - wzruszyła ramionami dziewczyna, a ja w myślach uderzyłam się w czoło. Ale spokojnie, mam dla niej idealną kreacje, więc dzień przed balem po prostu podrzuce jej piękną sukienkę.
- Okej, okej. Poddaje się. - mhm.. nie, w ogóle - Możesz ją kupić. - uniosłam ręcę do góry w geście obronnym. Mara dała mi lekkiego kuksańca, a ja odwdzięczyłam się tym samym. Ruszyłyśmy na parter. Kiedy jechałyśmy ruchomymi schodami, spytałam:
- A co powiesz na babski wieczór i piżama party? - spytałam. Propozycja była nie do odrzucenia.
Mara? No co powiesz? C:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz