-Tak, według mnie Natalie Dormer świetnie nadaje się do takiej roli, doskonale zagrała. - stwierdziłam, odkładając książkę na siano.
-A więc oglądasz Elementary? - spytała dziewczyna.
-Tak. - odparłam, przyglądając się swojej rozmówczyni, jednak starannie unikając patrzenia jej w oczy. Za każdym razem, gdy dziewczyna skupiała się na moich źrenicach, odwracałam wzrok, zawsze miałam problem z patrzeniem ludziom w oczy.
Posiadaczka araba o ciekawej maści zaczęła nawijać o Sherlocku Holmesie i Elementary, nie jestem pewna, nie słuchałam.
Sherlock delikatnie trącił mnie pyskiem, domagając się uwagi. Zaczęłam głaskać go po łopatce. Po chwili stwierdziłam, że mogłabym polążować ogiera, kilka godzin stał bez ruchu w przyczepie, przyda mu się nieco ćwiczeń.
-Wiesz może, gdzie znajdę krytą halę? - zadałam pytanie drobnej brunetce, tym samym przerywając jej monolog i zakładając kasztankowi czarny kantar ze srebrnymi klamrami.
Ten opuścił łeb, by było mi łatwiej podopinać wszystkie paski.
-Jeśli chcesz, to cię zaprowadzę. - powiedziała dziewczyna, posyłając mi uśmiech.
-Niech będzie. - westchnęłam z niechęcią.
Cóż, nie uśmiecha mi się błądzić po terenie akademii w zimnie. Do kantara Sherlocka przypięłam lonżę. Szukając boksu swojego konia zauważyłam drzwi do siodlarni. Podeszłam tam teraz i wzięłam długi bat do lonżowania. Wyprowadziłam ogiera z boksu, trzymając go za kantar.
-To.. Pokazałabyś mi tą halę? - zapytałam.
-Owszem, chodź. - dziewczyna z promiennym uśmiechem zaczęła mnie prowadzić.
Nagle, gdy brunetka otworzyła drzwi do stajni, kasztanek zastygł nerwowo uszami i zaczął się rozglądać.
-Spokojnie, Sherlock, wszystko jest w porządku. - wymruczałam, uspokajająco głaszcząc konia po szyi.
Koń zaczął nerwowo przebierać nogami i błyskać białkami oczu.
-Zamknij drzwi. - powiedziałam przez zęby, ściskając kantar konia i starając się odpiąć lonżę, tak na wszelki wypadek.
-Staram się. - odparła dziewczyna, z całej siły napierając na ciężkie drzwi, które nagle odmówiły posłuszeństwa.
Ogier szarpnął łbem i rozszerzył chrapy, coraz ciężej było mi go utrzymać. Na szczęście udało mi się odpiąć lonżę, odrzuciłam ją na bok. Kasztan wierzgnął.
-Zamknij te drzwi, do cholery jasnej! - krzyknęłam, ledwo trzymając kantar.
Konie w boksach zaczęły się niepokoić, ale nie zwracałam na nie uwagi, aktualnie całą siłę skupiałam a tym, by nie puścić konia. Ten wierzgnął po raz kolejny, wpadł w panikę. Straciłam równowagę, ogłowie wyślizgnęło mi się z rąk. Upadłam pod kopyta szalejącego Sherlocka, który wspiął się na tylne nogi i zaczął wymachiwać przednimi. Gdy zaczął je opuszczać, źrenice rozszerzyły mi się ze strachu, w ostatniej chwili przetoczyłam się na bok. Kopyta uderzyły o posadzkę. Ogier wyrzucił tylne nogi w powietrze i nieświadomie kopnął drobną brunetkę w ramię. Dziewczyna krzyknęła z bólu. Zanim zdążyłam się podnieść, kasztanek puścił się galopem i wybiegł przez niezamknięte drzwi. Zaklęłam obrzydliwie. Wstałam i podeszłam do ściskającej ramię dziewczyny. Oparła się o ścianę, jej twarz wykrzywiał grymas.
-Przepraszam, to moja wina. Jak tylko go złapię i odprowadzę do boksu, wezwę pogotowie, ale na razie muszę zadbać, żeby nikomu już nic nie zrobił, teraz jest nieobliczalny. - powiedziałam szybko i mimo bólu głowy, spowodowanego upadkiem i uderzeniem o podłogę, wybiegłam ze stajni.
Śnieg wirował wokół mnie, było strasznie zimno. Na szczęście w porę odpięłam lonżę, gdyby nie to, Sherlock zapewne połamałby sobie nogi. Biegłam, rozglądając się za ogierem. W końcu dostrzegłam go. Jakimś cudem zaczepił kantarem o płot okalający padok, wierzgał dziko, próbując się uwolnić. Wzięłam głęboki oddech i powoli zmniejszałam odległość między mną, a koniem, uspokajającym tonem mówiąc do niego.
-Spokojnie, wszystko jest w porządku, zaraz cię uwolnię i zaprowadzę do boksu.. - szeptałam.
Po chwili, która wydawała się ciągnąć w nieskończoność, zwierzę opadło na wszystkie cztery nogi, oddychając ciężko. Przesunęłam dłonią po jego szyi. Była cała mokra od potu. Gdy koń przestał się szamotać, bez problemu sam się wydostał.
-Już dobrze, kochany. - powiedziałam cicho.
Złapałam za kantar i zaczęłam prowadzić Sherlocka ku stajni. Wprowadziłam go przez dalej otwarte drzwi i zamknęłam kasztana w boksie. Odwróciłam się w stronę dziewczyny, uważnie mierząc ją wzrokiem i błagając, by obrażenia nie były zbyt poważne. Lonża i bat dalej leżały w miejscu, gdzie je porzuciłam.
-Żyjesz? - zapytałam, opierając się o boks swojego konia.
-Nie, kurwa. Umieram. - warknęła dziewczyna, dalej ściskając dość mocno spuchnięte ramię.
Lydia?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz