Poszedłem w swoją stronę zostawiając dziewczynę na korytarzu. Zmierzałem do mojego pokoju. Aktualnie moim głównym celem było zabranie z niego dobermana, który był pupilem tamtej dziewczyny i odprowadzenie go do właścicielki. Po chwili znalazłem się przed drzwiami. Wyciągnąłem z kieszeni klucze i otworzyłem je. Wszedłem do środka. Uśmiechnąłem się widząc dość rozczulający widok. Cała trójka psiaków spała wtulona w siebie. Szybko póki się nie obudziły wyciągnąłem telefon i zrobiłem im zdjęcie. Schowałem urządzenie do kieszeni i westchnąłem. Wszedłem w głąb pomieszczenia. Zaraz, jak po machnięciu magiczną różdżką Dashie i Secret ponieśli łby do góry. Momentalnie widząc mnie zerwały się z miejsca, budząc przy tym dobermana. Zaśmiałem się i pogłaskałem psiaki po głowach.
- Zaraz do was wrócę. Tylko odprowadzę waszego kolegę do właścicielki - powiedziałem do moich zwierzaków.
Widziałem jak ich radość trochę przygasła, ale wydawały się zrozumieć co chciałem im przekazać. Jeszcze ostatni raz ich pogłaskałem i podszedłem do dobermana. Chwyciłem go za obroże i wyprowadziłem z pokoju. Nogą zamknąłem za sobą drzwi i ruszyłem przed siebie. Szedłem w kierunku gdzie zmierzała dziewczyna zanim ją opuściłem. W oddali widziałem zarys jakiejś osoby siedzącej na podłoże. Kiedy dotarłem tam mogłem śmiało stwierdzi, że była to właścicielka psa. Puściłem dobermana, który od razu podleciał do dziewczyny. Nagle sobie o czymś przypomniałem. Jęknąłem.
- Boże... sory... Całkiem zapomniałem przekazać ci twoich kluczy od pokoju - powiedziałem lekko zażenowany sytuacją i podałem dziewczynie brzęczący przedmiot.
Ta ledwo co, ale wzięła je i powoli podniosła się do góry. Kilka razy próbowała otworzyć drzwi, jednak za każdym razem nie mogła trafić kluczem do zamka. Westchnąłem i zabrałem je z dłoni dziewczyny mówiąc cicho "Ja to zrobię". Szybko otworzyłem pokój. Pomogłem wejść do środka ledwo słaniającej się na nogach właścicielce dobermana. Położyła się ona na łóżku. Po chwili wyciągnęła z szafeczki obok saszetkę z jakimś białym proszkiem. Moje oczy się powiększyły, a usta lekko rozchyliły.
- Co.. Co ty robisz? - wyjąkałem zaskoczony.
- Nie martw się. To mi pomoże - powiedziała jedynie.
- Co?! Czy ty zdajesz sobie co to jest?! To narkotyki! Nie możesz tego wziąć! Jeszcze sobie bardziej zaszkodzisz! - warknąłem tym razem wkurzony.
- Oj, przesadzasz.
O nie... Nie ma tak łatwo... Bez słowa wyrwałem dziewczynie woreczek. Ta jęknęła niezadowolona. Niewzruszony ruszyłem do łazienki. Tam otworzyłem klapę od toalety i wrzuciłem tam woreczek. Spuściłem wodę. Przedmiot spłynął. Już go nie było. Zadowolony z siebie wyszedłem z pomieszczenia z uśmiechem na ustach.
Bella? Sorry, ale inaczej zepsuję całe opo...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz