Strony

czwartek, 22 grudnia 2016

Od Maxa CD Samanthy


Zatrzymaliśmy się przed stajnią. Sam zaczęła mnie przepraszać. W tamtej chwili poczułem lekkie zdenerwowanie. Może się za bardzo pospieszyłem? A ten pocałunek zaprzepaścił to wszystko, co zdążyło się między nami wytworzyć? Mimo to objąłem Sammy jeszcze raz, mając nadzieję, że kiedyś będę to robił częściej. Z lekkim niepokojem zdawałem sobie sprawę z tego, że coś do niej czuję. Nie potrafiłem jednak tego czegoś w tej chwili nazwać… To nie była zwykła przyjaźń ani miłość. To uczucie silniejsze od tego pierwszego, ale jednocześnie słabsze od drugiego. W całym pieprzonym słowniku nie znalazłem odpowiedniego słowa.

***

Po zjedzonym wspólnie posiłku udaliśmy się do swoich pokoi. Odprowadziłem Sam pod same drzwi, znów udając prawdziwego gentelmana.
- Odprowadzona pod same drzwi - uśmiechnąłem się półgębkiem, całując delikatną dłoń dziewczyny - Czy panienka jest zadowolona?
- Oh, jakżeby inaczej – Sammy wczuła się w rolę staroangielskiej damy  - Paniczu Watson, twoje towarzystwo było bardzo miłe. Żywię nadzieję na kolejne spotkania.
- Wobec tego zobowiązuję się zaprosić cię na stołówkę po raz kolejny - mrugnąłem, odsłaniając zęby w uśmiechu
Znów staliśmy blisko siebie patrząc sobie w oczy. Nie wytrzymam, pomyślałem, pragnę się na nią patrzeć całymi dniami, jak się uśmiecha, jak marszczy słodko nos, a jednocześnie nie potrafię. Chciałem aby ta chwila trwała w nieskończoność, ale Sammy ją przerwała. Przerwała zbliżając swoje miękkie usta do moich. Czułem jej oddech na twarzy. Bez wahania odpowiedziałem na pocałunek złączając nasze wargi. Pocałunek ten różnił się nieco, od tego pod jemiołą. Był subtelny i delikatny, a zarazem pełen czułości. Przeczesałem palcami jedwabne włosy Sam, kładąc ręce na jej ramionach i odrywając się od jej słodkich ust. Uśmiechnąłem się szeroko.
- Do jutra – szepnąłem i pocałowałem ją jeszcze szybko w czoło
Następnie szybko się odwróciłem i poszedłem pod swoje drzwi. Zerknąłem raz jeszcze w stronę dziewczyny i zobaczyłem jak macha mi na pożegnanie i znika za drzwiami zatrzaskując je cicho. Uśmiechnąłem się sam do siebie, czując nagły przypływ chęci do życia i energii. Przekręciłem klucz i wszedłem do swojego pokoju.

***

Po wykonaniu wszystkich ‘ważniejszych’ rzeczy jak na przykład praca domowa, nauka i lekkie ogarnięcie pokoju, przyszedł czas na te ‘mniej ważne’. Wyciągnąłem moją lamparcią gekonicę i położyłem ją sobie na ramieniu. Shiraa uczepiła się materiału szarego T-shirtu i rozglądała się wokoło. Uważając na gada ściągnąłem z półki czarną torbę i usiadłem na łóżku w siadzie skrzyżnym. Rozłożyłem swoje przybory, czyli ołówki, gumki, pędzle i węgiel do rysowania, i wyciągnąłem białą techniczną kartkę. Ułożyłem ją na teczce, na której znajdował się wizerunek Supermena, Batmana i Wonder Woman. Teoretycznie lepiej by mi się rysowało na biurku, ale w praktyce rysunki lepiej wychodziły mi szkicowane na kolanie. Nie mam pojęcia dlaczego tak jest i nie miałem zamiaru na razie zmieniać swoich przyzwyczajeń. Sięgnąłem jeszcze po słuchawki oraz telefon, leżące na szafce nocnej. Odblokowałem urządzenie i wyszukałem odpowiednią playlistę. Teraz, gdy już wszystko było na miejscu, wziąłem ołówek o cienkim rysiku by zarysować kształt. Rysik zawisł nad białą kartką, a w myślach przeszukiwałem obrazu godnego uwiecznienia. Może narysuję Newtona? Niee... Mam już kilka jego szkiców i jakoś nie mam weny na kolejny. Too... Może Sam? Poczułem lekko palące policzki. Dlaczego w ogóle pomyślałem by ją narysować? Nie znałem odpowiedzi więc postanowiłem wyłączyć myślenie i zabrać się za rysunek. Przed oczami miałem twarz Sammy. 

__3 godziny później__

Ostatni raz rzuciłem okiem na swoje dzieło. (klik) Uśmiechnąłem się zadowolony z efektów trzygodzinnej pracy. Palce miałem brudne z ołówka i węgla i wyglądały tak, jakbym właśnie czołgał się w szybie kopalni. Spuściłem wzrok na leżącą przy moim udzie Shiręę, która oddychała miarowo. Chyba śpi. Jak najdelikatniej starałem się ją podnieść z pościeli, ale gdy tylko ją dotknąłem obudziła się i spojrzała na mnie paciorkowatymi oczami. Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do terrarium, odkładając ją na ciepły piasek. Shiraa od razu skierowała się w stronę kamyków najbliżej lampy grzewczej i tam zwinęła się w kłębek, z powrotem zasypiając. Wyglądała uroczo, pomyślałem i udałem się do łazienki by umyć paluchy. Podczas kilkuminutowego szorowania ich szczotką usłyszałem dźwięk przychodzącego SMS-a. Zakręciłem wodę i po wytarciu rąk do ręcznika sięgnąłem do kieszeni, wyciągając smartfon. Zaskoczony nieco odczytałem wiadomość. Nadawca była Sammy, a treść SMS-a sprawiła, że uśmiechnąłem się do ekranu. Dobranoc. ;) Już tak późno, że Sam idzie spać? Rzuciłem okiem na godzinę zdając sobie sprawę, że jest krótko po północy. Cholera, będę miał problem ze wstaniem jutro na poranny trening. 
Westchnąłem, wciąż się uśmiechając, kliknąłem znaczek ołówka na ekranie i wystukałem odpowiedź. Dobranoc Sammy :D 
Następnie wziąłem szybki prysznic, przebrałem się w piżamę (klik xd) i wskoczyłem, a raczej chciałem, pod kołdrę. Zapomniałem, że nie ogarnąłem łóżka. Westchnąłem ciężko i zacząłem pakować wszystko z powrotem do torby. Rysunek odłożyłem gdzieś w widocznym miejscu na biurku. Zgasiłem światło i zagrzebałem się w miękkiej i pachnącej pościeli.

***
16 lat temu

Śmiałem się razem z Sammym, który tak jak ja, siedział w foteliku na tylnym siedzeniu rodzinnego suva. Usta miałem wysuszone i obolałe od wpychania sobie do nich jak największej ilości kukurydzianych chrupek. Nie zwracałem na to uwagi, bo musiałem wygrać z Sammym. 
- Chłopcy, przestańcie już. - poprosiła mama, odwracając się do tyłu
Tylko się zaśmialiśmy i powoli staraliśmy się przeżuwać napchane do ust chrupki. Mama z uśmiechem pokręciła tylko głową i odwróciła się z powrotem do przodu. Droga zakręcała ostro w prawo, więc tata zwolnił troszkę. Kiedy auto skręcało unieśliśmy z Sammym ręce do góry.
- Łiii! - krzyknęliśmy rozbawieni, przechylając się na prawo
Potem wszystko bardzo szybko się potoczyło. Z naprzeciwka nadjechał rozpędzony samochód. Tata mówiąc brzydkie słowo ostro skręcił unikając czołowego zderzenia. Niestety czerwony pickup zahaczył o nasz tył i auto zaczęło wirować. Serce waliło mi tasz szybko, że bałem się, że zaraz mi wyskoczy. Sammy wybuchł płaczem i kurczowo złapał się fotelika. Mama wstrzymała oddech. Ja zamknąłem oczy i również się czegoś złapałem. 
 - Nic się nie stało, chłopcy. Wszystko gra - rozległ się uspokajający, choć roztrzęsiony głos mamy 
Odważyłem się otworzyć zaciśnięte powieki. Po policzku i skroni mamy spływała strugami krew. Jasnoczerwona krew. Mój i tak przyspieszony oddech zrobił się płytszy. Mama jakby dopiero teraz zdała sobie sprawę, że ma bardzo duże ała na czole. Wpatrywała się w drżące palce poplamione jasną krwią. Tata za to starał się uspokoić Sammy'ego, który dławił się własnymi łzami. Zerknałem w jego stronę. Jego skóra była sina. Domyślałem się, że to z połączenia czerwonego od płaczu i bladego od strachu. Do naszych uszu dobiegł pisk opon. Zdążyłem tylko podnieść wzrok na nadjeżdżający kolejny samochód. Wciąż byliśmy na drodze. Kierowca za późno nas zauważył i uderzył nasze auto w lewy bok, tam gdzie siedział Sammy.
Dalej nie pamiętam nic. Kiedy się obudziłem, byłem w większości zabandażowany. Czy ja już umarłem, że robią ze mnie mumię? Pomyślałem przerażając się nieco. Zimne światło szpitalnego korytarza oślepiało mnie. Do moich uszu zaczynały dochodzić dźwięki. Pib, pib, pib... Starałem się obrócić głowę w prawo. Krzyknąłem cicho, czując okropny ból szyi. Usłyszałem jak ktoś wchodzi przez szpitalne drzwi. Jakaś kobieta ubrana na biało. Trzymała strzykawkę. Ja strasznie boję się strzykawek! Wierzgnąłem nogami i rękami, wywołując kolejną falę bólu. Kobieta zbliżyła igłę do zgięcia mojej ręki. Zamierzała wbić ją w moje żyły. 
- Spokojnie, Max. Wszystko jest dobrze. To ci pomoże - mówiła wypranym z emocji głosem, jakby robiła to już setny raz -  Nie ruszaj się Max...

***
 -...Max. - ktoś mnie wołał - Max!
Usiadłem gwałtownie wciągając powietrze. Rozejrzałem się obłąkanym wzrokiem kompletnie nie wiedziałem gdzie jestem. Gdzie... Gdzie jestem do cholery?! Dyszałem ciężko, walcząc o kolejne oddechy i złapałem się za głowę. Zasłoniłem oczy Nie chcę nic widzieć. Nic nie czuć. Usłyszałem jednak zdenerwowane parsknięcie i ponowne wołanie. Ciche... Z nutą troski i strachu. 
- Max? - ktoś kładzie mi rękę na ramieniu, wzdrygam się - W porządku?
Zapach koni mnie uspokaja. Ich obecność również. Ręka zaczyna gładzić delikatnie mnie po ramieniu, a zbliżone do mnie chrapy owiewają moją kostkę ciepłym oddechem. Odważyłem się otworzyć oczy. Zobaczyłem dziewczynę. Sam...

Sammy? Taki dramatyzm xd

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz