Na treningu był western. Pechem z całą pewnością było to, że Haru wprost nienawidziła westernu. Za niedługo ("za tydzień") miały się odbyć zawody. Pomyślałam, że przydałby mi się Quarter Horse lub Pinto. A może nawet Mustang? Podobno moja ciotka od strony matki, wychowywała się na ranczu. No nic. Najważniejsze było to, że kasztanka znowu narobiła mi wstydu.
- Czemu tak nie lubisz westu? Jazda jak jazda - westchnęłam.
***
Po lekcji, podeszłam do Belli.
-Hej. Nie masz ochoty na wieczorne spotkanie? - zapytałam.
-Jasne. Tym razem u ciebie, koło 18. Okej? - uśmiechnęła się Bell.
Kiwnęłam głową. Jutro jedziemy do szpitala. Koniec okresu "gipsowego". Uśmiechnęłam się pod nosem. Teraz pokażemy im kto góruje w skokach.
Bella? Bo chciałaś mieć już...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz