Strony

czwartek, 8 grudnia 2016

Od Lydii C.D. Agnes

Jedenasty wylądował miękko, tym samym podrywając biały puch z zamarzniętej ziemi. Usłyszawszy głuchy dźwięk upadku jednej z poprzeczek, zaklęłam głośno, ale i niezwykle paskudnie, tak niepodobnie do zwykłego klęcia, tak przeze mnie nadużywanego podczas treningów. Doctor, mimo tego, że był jednym z lepszych, jak nie najlepszym wierzchowcem, jakiego przyszło mi ujeżdżać, czasami miał dni, w których po prostu nie dawał sobie rady nawet z najprostszymi przeszkodami – zrzucał poprzeczki, nie wyskakiwał, zatrzymywał się tuż przed momentem skoku. Ścisnęłam wodze i pociągnęłam nimi ostro, dając znak koniowi, by ten zatrzymał się. Po kilku gwałtowniejszych szarpnięciach, ustąpił i stanął spokojnie. Całodzienny trening najwyraźniej zaczął wywierać na nim efekty – nie potrafił się zmobilizować, skupić na kolejnych czynnościach, jakby dopiero zaczynał szkolenie. Niezgrabnie zeskoczyłam z siodła, jednak wylądowawszy na ziemi, nie ustałam na niej długo. Zdrętwiałe nogi nie zdołały utrzymać ciężaru mojego ciała, toteż niemal natychmiast po puszczeniu wodzy, opadłam ciężko na kolana, podrywając kolejne płatki zimnego śniegu. Jęknęłam głośno, bardzo żałośnie i, oparłszy dłonie na piersi wierzchowca, powoli podniosłam się. Rozpięłam zapięcie niezwykle niewygodnego toczka i zdjęłam go, tym samym rozpuszczając związane już od kilku godzin włosy. W jednej dłoni ściskając ciemny kask, w drugiej zaś trzymając wodze Doctora, powolnym krokiem, próbując panować nad nadal zdrętwiałymi nogami, ruszyłam w stronę stajni.
Drżąc z zimna, uprzednio otworzywszy ciężkie drzwi, weszłam i wprowadziłam Jedenastego do ciepłego wnętrza stajni. Westchnęłam cicho, gdy poczułam przyjemne ciepło. Powoli, klnąc pod nosem z efektów dzisiejszego całodziennego treningu, wprowadziłam wierzchowca do przestronnego boksu. Mimowolnie rozejrzałam się dookoła i, widząc, że większość koni jest w swych boksach, zaklęłam okropnie – znowu przesadziłam z treningiem i w stajni pojawiłam się jako ostatnia. Szybko odwróciłam się i powróciłam do zajmowania się koniem. Odpięłam popręg siodła, zrzuciłam czaprak i zdjęłam uzdę. Zaniosłam sprzęt utrzymany w ciemnych barwach do odpowiedniego pomieszczenia, po czym wróciłam do swojego konia, by zająć się opieką nad nim. Doctor, jak zwykle spokojny, nie rżał, nie ruszał się nadto, gdy zimnymi dłońmi dotykałam jego spoconego, rozgrzanego ciała.
Skończywszy, oparłam się o drewnianą ścianę boksu, patrząc jak koń zatapia pysk w sianie. Machinalnie drgnęłam, gdy usłyszałam głośne skrzypnięcie drzwi, a chwilę później odgłos szybkich, ale lekkich kroków. Kolejny moment ciszy przerwało otwarcie kolejnych wrót, tym razem tuż obok mnie. Odsunęłam się od ściany, tym samym zbliżając do konia. Pogładziłam go po krótkiej, równo przyciętej grzywie, chcąc sprawiać pozory zajmowania się koniem, ale tak naprawdę zerkałam za siebie, starając się obserwować postać, znajdującą się w boksie obok. Gdy rudowłosa dziewczyna zniknęła za niską, drewnianą ścianą, pozostawiłam Doctora, który i tak kompletnie się mną nie interesował. Podeszłam do pionowych prętów oddzielających zagrody i zacisnęłam dłoń na jednym z nich. Przyjrzałam się nieznajomej. Długie, rude włosy opadały na jej ciemną bluzę, której część pokrywał równie ciemny szalik, jasne, piękne oczy wpatrywały się w przedmiot przed sobą. Spokojnie czytała książkę, jednak trzymała ją w taki sposób, bym nie mogła określić jak brzmi jej tytuł.
- Co czytasz? – zapytałam radośnie, tym samym przerywając ciszę. Zaskoczona dziewczyna szybko zamknęła lekturę i spojrzała na mnie, a na jej twarzy pojawił się dziwny grymas. Uśmiechnęłam się pokrzepiająco, przygryzając wargę, w nadziei, że jednak mi odpowie.
- „Studium w szkarłacie”. – odpowiedziała, ściskając w dłoni tom i podnosząc się. Musnąwszy opuszkami palców pysk swego konia, zbliżyła się do kraty. Zaklęłam najciszej jak tylko mogłam, widząc, że sięgam jej zaledwie do ramienia.
- Też lubisz Sherlocka? – spojrzałam w górę, skupiając się na jej oczach – Ale Moriarty jest chyba najlepszy, zwłaszcza w wersji serialowej. W jednej z nich grała go kobieta. To genialne, prawda?

Agnes?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz