Strony

niedziela, 25 grudnia 2016

Od Diego do Pain

Narrquaw kolejny raz wylał na mnie wodę. Była zima, a ten koń chyba chciał żebym się rozchorował na dobre. W końcu nie wytrzymałem i oblałem go ze szlaucha. Wyraźnie zrozumiał tą ciętą ripostę na jego zachowanie.
-Przynajmniej jesteśmy kwita - poklepałam go po szyi.
Siwy zarżał, jakby się ze mną nie zgadzał. Odprowadziłem go do boksu, wytarłem i nałożyłem mu derkę w szkocką kratę. Odwdzięczył mi się napierając na mnie, żebym już sobie wreszcie poszedł.
***
Przebrany, postanowiłem iść na obiad. W soboty kucharki pozwalały przychodzić wcześniej i się spóźniać. Odebrałem swoją porcję i dosiadłem się do jakiejś dziewczyny. Oprócz nas siedziały tu jeszcze Mara z Bellą.
-Hej. Długo już tu jesteś? - zagadnąłem.
-Nie znam cię - stwierdziła dziewczyna.
Zaśmiałem się.
-Jestem Diego Velazquez Cavala. A ty panienko?

Pain?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz