- Nie - odpowiedziałam. - Chyba nie chcesz jeździć po nierównym polu rowerem?
Nie otrzymałam odpowiedzi, więc pobiegłam przed siebie, a za mną dziewczyna. Ruszyłyśmy lasem, ale tam go nie było, na padoku również. Sprawdziłyśmy jeszcze dokładnie tor crossowy. Okazało się, że przy mecie stał Książę.
- Koniku! - krzyknęłam i podbiegłam do niego.
On kłapnął zębami i położył uszy po sobie.
- Spokojnie - przytuliłam się do niego, a on oddał uścisk. Wsiadłam na niego na oklep.
- Wsiadasz? - zaśmiałam się.
- Jasne!
Jechałyśmy stępem do stajni przy okazji gadając ze sobą. Kiedy w końcu dotarłyśmy do celu, odprowadziłam konia do boksu i wyczyściłam go.
Harley?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz