Strony

piątek, 23 grudnia 2016

Od Will'a CD. Quinn

Pomyślałem chwilę, a do głowy przyszedł mi genialny pomysł.
- Cóż... Idę z Molly Evans. - wzruszyłem ramionami. - A ty?
- Póki co wychodzi na to, że idę sama... - mruknęła ponuro, ale szybko zmieniła ton głosu. - To która?
- Myślę, że ta biało-różowa. Ale nie wiem, czy to, co myślę cię interesuje. - wyszczerzyłem się.
- Sama nie dałabym rady, a tylko ty zostałeś z osób, które nie omijają mnie szerokim łukiem.
- Właściwie to ten fakt nas łączy. - mruknąłem drapiąc się w kark.
- Co masz na myśli? - ożywiła się nagle Quinlan.
- Gdy rzuciła, a właściwie to ja ją rzuciłem z powodu zdrady... Nieważne, niejaka Mary Green rozpowiadała, że jestem orientacji homoseksualnej i dlatego mnie zostawiła. Wszyscy kumple mnie omijali, a jedyną dziewczyną w moim otoczeniu stała się Vicky. Ale to było dawno, bardzo dawno temu. To co? Idziemy do kasy?
- Jasne, tylko odłożę pozostałe. - odparła i zniknęła z mojego pola widzenia. Wyszedłem ze sklepu i czekałem aż zapłaci. Przyszła mi do głowy pewna myśl, która ponownie udowodniła mi, z jestem kompletnym idiotą. Wbiegłem z powrotem do sklepu, na szczęście Quinn jeszcze nie stała przy kasie. Podszedłem do sprzedawczyni i położyłem pieniądze na ladzie.
- To za sukienkę tej liliowowłosej dziewczyny. - powiedziałem do kobiety i równie szybko opuściłem sklep. Zadzwoniłem do Vicky.
- Nadal jesteś w mieście? - spytałem, gdy odebrała.
- Tak, ale...
- Podjedź pod galerię. Musimy być w stajni przed Quinlan. - rzuciłem i rozłączyłem się. Szybko wybiegłem przed galerię. Ruda była w samą porę, wskoczyłem na quada i pojechaliśmy do szkoły. Mieliśmy przewagę, bo niekoniecznie trzymaliśmy się drogi...
- Kurna! Uważaj trochę! - zawołałem do siostry, gdy pojazd po raz kolejny podskoczył.
- To jest quad! Czego ty się spodziewałeś na takim terenie. - odparła.
~jakiś czas później~
Wjechaliśmy na teren akademii. Szybko zsiadłem z maszyny i pobiegłem do stajni. Amesia wciąż wyglądała świetnie tak, jak ją zostawiliśmy ubiegłego wieczoru. W końcu dołączyła do mnie Victoria.
- I jak, wszystko gotowe? - spytałem mocno poddenerwowany.
- Na to wygląda. To może się udać. - odparła z uśmiechem. - Który ma pokój?
- 29. A teraz zajmij pozycję, widzimy się potem. - dziewczyna opuściła budynek, a ja rozpocząłem ostatnie przygotowania.
~pół godziny później~
Vicky biegiem wróciła do stajni.
- Orzeł wylądował. - powiedziała krótko.
- Świetnie, za chwilę zaczynamy. Nie mogę doczekać się jej reakcji. - ledwo mogłem ustać w miejscu.
- Chłopaki, jedziecie już? - nawet nie zauważyłem, kiedy wykręciła numer Scott'a. - Zaraz będą, a i... Możesz powtórzyć? - zwróciła się do swego rozmówcy telefonicznego. - Masz postawić piwo całej szóstce... Co? Całej piątce, bo Młodemu nie wolno. Pospieszcie się. - rzuciła jeszcze i się rozłączyła.
- Są niesamowici. - zaśmiałem się.
- Zobaczymy, co powiesz, gdy tu w końcu dojadą. A teraz do roboty! - krzyknęła równie podekscytowana, co ja. Wyszliśmy ze stajni, a ja wsiadłem na Amnesię.
- Jesteś pewna, że to właściwe okno? - spytałem, utraciwszy całą dotychczasową pewność siebie.
- Tak, sprawdziłam to. Kurde... Ci idioci już powinni tu być... - mruknęła zniecierpliwiona. Po paru minutach rzeczywiście się pojawili. Całą szóstkę do akademii przywiózł...
- Wóz strażacki raz! - krzyknął Arthur, gdy podjechali do nas. (pracują w warsztacie samochodowym i bez pozwolenia pożyczyli ten wóz)
- Jesteście niezwykli! - oznajmiła z niedowierzaniem Wiewiór. Wszyscy wysiedli z pojazdu, aby się przywitać.
- Scott... Arthur... James... David... Młody... - wymieniałem, witając się z każdym.
- Wolałbym, gdybyście mówili na mnie po prostu Lou. - poprawił mnie siedemnastoletni Louis.
- Dobra, dobra. Lou... i Tom... Wszystko się zgadza, wiec możemy zaczynać. - zwołałem. Chłopcy wrócili do samochodu, a Victoria ukryła się w krzakach. Wóz podjechał pod okna szkoły, a ekipa włączyła syrenę, którą słyszało pół ośrodka. Część uczniów pootwierało okna, a inni wybiegli przerażeni z budynku. Wśród tych pierwszych była także Quinn. Ruszyłem na Amnesii kłusem aż pod budynek. Zeskoczyłem z niej i zamieniłem z Victorią na gitarę (ona złapała konia, ja instrument). Następnie wlazłem na wysuwaną drabinę i zacząłem śpiewać piosenkę "Wherever I Go".


Wjechałem aż na wysokość okna dziewczyny. Odłożyłem gitarę i sięgnąłem po bukiet róż. Uklęknąłem na kolano.
- Quinlan Squarepants, zechcesz pójść ze mną na bal, czy ośmieszam i narażam się na daremno? - spytałem ze śmiechem.
- Przecież idziesz z Molly Evans. - prychnęła.
- Problem w tym, że nie istnieje.

Quinn? (Maciuś Stuhr i "Planeta Singli" mą inspiracją, tylko ta wersja jest lepsza xDD)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz