Strony

niedziela, 25 grudnia 2016

Od Seleny do Ashton'a

Ten dzień zdecydowanie nie należał do dobrych.
Dark Moon nie miała dziś chęci ze mną współpracować. Podczas jazdy zaczęła okropnie wierzgać co oczywiście skończyło się bliskim spotkaniem z ziemią.
Jestem cała obolała po wczorajszym treningu i dodatkowo po dzisiejszym upadku.
Moje "przyjaciółki" nie odzywają się odkąd wyjechałam - kolejny dowód na to, że nikomu nie zależy na przyjaźni ze mną.
Zwykły szary dzień, a ja złapałam zimowego dołka. Najchętniej poszłabym spać, albo nie wiem, rzuciła się z mostu?

Selena, ogarnij się. Nie będziesz skakać z żadnego mostu.

Fakt, miałam kiedyś "problemy z moją psychiką", ale to wszystko przez moją starą rodzinę. Teraz jest inaczej, jest dobrze. Nie chcę wrócić do starych nawyków palenia albo.. wymiotowania. Taa.. bulimia też mnie dotyczyła. Tak to jest gdy twoi rodzice są..

Skończ się dołować, już wystarczy.

Chyba potrzebuję trochę świeżego powietrza.. Wzięłam głęboki wdech i podniosłam się z łóżka. Założyłam buty, kurtkę i wyszłam z pokoju zamykając go na klucz. Zbiegłam na dół i od razu udałam się do wyjścia.
Chłodny wiatr uderzył we mnie powodując przyjemne uczucie orzeźwienia. Było już ciemno, a ja urządziłam sobie spacer. Świetnie! Mam nadzieję, że nikt nie wyskoczy z krzaków i mnie nie zamorduje. Wywróciłam oczami na moje dziwne myśli i ruszyłam w stronę drogi prowadzącej do lasu. Zatrzymałam się w momencie, gdy zobaczyłam kilkanaście metrów dalej jakiś kształt. Nie potrzebowałam zbyt wiele czasu by zorientować się, że to pies.

Cholera. Boję się psów.

Tak wiem. Mam psa, a boję się psów. Logika Seleny. Po prostu chodzi o to, że Arona się nie boję, bo go znam, a jeżeli zobaczę jakiegoś psa, który nie jest na smyczy to.. cholernie się go boję. Nigdy nie wiadomo co może zrobić, albo przejdzie obojętnie, albo mnie zaatakuje. Niewiele myśląc zrobiłam zwrot w tył i ruszyłam z powrotem do akademii. Gdy odruchowo odwróciłam głowę zauważyłam, że pies biegnie w moją stronę.

Cholera. Cholera. Cholera.

Szłam szybkim krokiem przed siebie nie mając żadnych szans na zgubienie go. Teraz tylko modlić się, żeby był niegroźny.
W pewnym momencie usłyszałam głośne szczekanie i pies wyprzedził mnie zagrażające drogę. Gdy spróbowałam go ominąć ten również przesuwał się w tą samą stronę i zaczynał groźnie warczeć.
Po chwili usłyszałam gwizd, a pies posłusznie usiadł, jednak nie spuścił ze mnie wzroku ani na chwilę.
Od strony akademii właśnie szedł ktoś w naszą stronę. Po posturze domyśliłam się, że to chłopak i prawdopodobnie właściciel psa.

Ashton? Ratuj XDD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz