Jak burza wpadliśmy do akademickiej stołówki i od razu pobiegliśmy się do miejsca, gdzie wydawano uczniom jedzenie. Wiekowa kobieta, która była jedną z kucharek spojrzała na nas z życzliwością, a na jej twarzy widziałam ciepły uśmiech.
- Spokojnie kochaneczki, zdążycie zjeść - powiedziała, nakładając nam jedzenie. Podziękowałam jej skinieniem głowy, rozglądając się dookoła. Mimo dość późnej pory było tutaj dość tłoczno, ale tak jak się spodziewałam stolik przy którym zwykłam siadać razem z Max'em był pusty. Pod wpływem ciepła kaloryferów śnieg na moich włosach i ubraniu zaczął topnieć, sprawiając, że byłam cała mokra. Szybko ściągnęłam z siebie przemokniętą bluzę, zostając w białym t-shircie z flagą USA. Wolałam to niż siedzieć i marznąć.
- Mmm - mruknęłam, gdy spróbowałam sałatki ziemniaczanej. - Znalazłam miłość swojego życia.
- Czyli mnie porzucasz? - złapał się za serce z udawanym dramatyzmem i pociągnął nosem. - Jesteś potworem.
- Ohh... wybacz, ale nie możesz równać się z tym cudem - wepchnęłam do ust kolejną porcję posiłku. - Chociaż nie, wolę gadać z tobą. Kartofle potrafią być naprawdę sztywne i w ogóle mało się odzywają. Ty za to potrafisz skleić poprawne zdanie.
- Tylko tyle? - spojrzał na mnie niepewnie.
- Um... jest dużo więcej, ale nie chcę podbudowywać twojego ego - dźgnęłam go w pierś, gdy odkładaliśmy talerze na miejsce. - Max?
- Hm? - spojrzał na mnie z uśmiechem, który odwzajemniłam.
- Pojechałbyś jutro ze mną do miasta? Chciałabym kupić coś dla rodziny, a sklepy we Florencji pewnie będą pełne ludzi. O ile to nie będzie problem oczywiście.
- Pewnie, że nie. Z przyjemnością z tobą pojadę.
- Świetnie, poszlibyśmy na kolację o dziewiętnastej. Mielibyśmy wtedy około trzech godzin na zakupy. Co ty na to?
- Mnie pasuje - zgodził się, a ja nacisnęłam klamkę do swojego pokoju, uśmiechając się delikatnie. Szatyn zabrał swoje książki, a ja tak samo jak poprzedniego wieczoru życzyłam mu dobranoc i ucałowałam w oba policzki.
~~*~~
- Jestem! - zawołałam biegnąc w stronę samochodu Max'a, gdzie chłopak czekał na mnie od kilku minut. W ostatniej chwili zdałam sobie, że nie zabrałam portfela i musiałam się po niego wrócić. Szybko wskoczyłam do pojazdu, a chwilę później byliśmy już w drodze. - Do świąt jeszcze pół miesiąca, a oni już puszczają bożonarodzeniowe piosenki - mruknęłam słysząc pierwsze takty All I Want For Christmas Is You. Mimowolnie uderzałam palcami w deskę rozdzielczą, wystukując cichy rytm.
Maksiu? :3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz