Długa, jedwabista grzywa podskakiwała na zlanej potem, umięśnionej szyi
klaczy, gdy ta wdzięcznie galopowała na kolejną przeszkodę, jaką była
pół metrowa stacjonata. Czując, jak klacz przyspiesza, ściągnęłam wodze i
mocno usiadłam w siodle.
Cztery, trzy, dwa, jeden...
Przycisnęłam łydki do boków klaczy w niemal idealnym momencie wybicia.
Ta uniosła przednie kopyta i przefrunęła nad przeszkodą łagodnie lądując
po drugiej stronie. Na ścianie zawróciłam klacz i galopowałam jeszcze
jedno kółko, następnie zwolniłam do kłusa i raz przejechałam slalomem.
Zebrałam wodze, zwalniając do stępa i zakończyłam trening piętnastoma
minutami stępa na luźnych wodzach.
* * *
Gdy odprowadzałam wyczyszczoną i rozsiodłaną Another do boksu
zauważyłam, że wolny boks naprzeciwko jest zajęty przez jakiegoś karego
anglika o imieniu Raven Quenn. W środku zobaczyłam obcego mi chłopaka,
najprawdopodobniej nowego.
Ashton?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz