Strony

niedziela, 25 grudnia 2016

Od Pain do Ashtona

Długa, jedwabista grzywa podskakiwała na zlanej potem, umięśnionej szyi klaczy, gdy ta wdzięcznie galopowała na kolejną przeszkodę, jaką była pół metrowa stacjonata. Czując, jak klacz przyspiesza, ściągnęłam wodze i mocno usiadłam w siodle.
Cztery, trzy, dwa, jeden...
Przycisnęłam łydki do boków klaczy w niemal idealnym momencie wybicia. Ta uniosła przednie kopyta i przefrunęła nad przeszkodą łagodnie lądując po drugiej stronie. Na ścianie zawróciłam klacz i galopowałam jeszcze jedno kółko, następnie zwolniłam do kłusa i raz przejechałam slalomem. Zebrałam wodze, zwalniając do stępa i zakończyłam trening piętnastoma minutami stępa na luźnych wodzach.

* * *

Gdy odprowadzałam wyczyszczoną i rozsiodłaną Another do boksu zauważyłam, że wolny boks naprzeciwko jest zajęty przez jakiegoś karego anglika o imieniu Raven Quenn. W środku zobaczyłam obcego mi chłopaka, najprawdopodobniej nowego.

Ashton?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz