Strony

piątek, 23 grudnia 2016

Od Maxa CD Samanthy

Sammy pomogła mi wstać. Otrzepałem się z resztek słomy, zdając sobie sprawę z tego, że jestem tylko w piżamie. Jakim cudem znalazłem się w stajni? Najwyraźniej musiałem lunatykować. Byłem na boso, a na dworze spadł świeży śnieg, więc dlaczego nie obudziłem się po zetknięciu z zimnem? Przetarłem zaspane oczy i spojrzałem na stojącą obok Sam.
- Pomóc ci dojść do akademii? - spytała
- Poradzę sobie. - odparłem siląc się na blady uśmiech - Dzięki Sam.
Po tych słowach wyszedłem z boksu, czując jak źdźbła słomy wbijają się w moje stopy. Obejrzałem się jeszcze za siebie i zobaczyłem jak Sammy wyprowadza z boksu Filsa. Czułem ulgę, że to ona mnie znalazła, a jednocześnie byłem wdzięczny, że usprawiedliwi moją nieobecność na treningu. Kiedy dotarłem do drzwi problemem stało się przejście między stajnią a budynkiem akademika. Spuściłem wzrok na swoje sine z zimna stopy. Raz się żyje... Pomyślałem i pobiegłem przez plac, starając się robić jak największe kroki. Musiało to wyglądać komicznie. Gościu w piżamce ze Star Wars biegnie sobie boso w śniegu. Minąłem kilku uczniów, którzy przyglądali mi się rozbawieni. Starałem się nimi nie przejmować i kiedy dotarłem w końcu do drzwi akademika czym prędzej pognałem do swojego pokoju. Zatrzasnąłem drzwi i oparłem się o nie, łapiąc kolejne oddechy. Ta chwila spędzona na dworze w tak cienkim ubraniu mogła mieć jutro nieprzyjemne skutki. Drżąc z zimna poszedłem do łazienki. Stawiając kolejne kroki prawie nie czułem stóp. Wziąłem tylko ciuchy na przebranie się i zniknąłem za drzwiami. Marzyłem tylko żeby znaleźć się jak najszybciej pod gorącym strumieniem wody. Zdjąłem z siebie śmierdzące i mokre ciuchy i wrzuciłem do kosza na pranie. Odkręciłem wodę, ustawiając odpowiednią temperaturę. Kiedy krople zaczęły spływać po moim ciele przeszedł mnie przyjemny dreszcz. Zamknąłem oczy i pozwoliłem ciepłej wodzie obmyć mi twarz.

***

Podczas lekcji byłem nieobecny myślami. Nie potrafiłem się porządnie skupić na niczym nie mówiąc już o matmie. Kompletnie nie zrozumiałem nowego tematu. Będę chyba musiał znów poprosić Sammy o pomoc. Koniec zajęć ogłosił głośny dzwonek. Skrzywiłem się na ten dźwięk, czując potworny ucisk w głowie. Cholera, dzisiaj jest bal, a mnie zaczyna boleć głowa? Coś czułem, że ten dzień nie będzie jednym z najlepszych. Nie mogłem jednak zawieść Sam. Obiecałem, że będę na balu i postaram się by ten wieczór był wyjątkowy. Podniesiony odrobinę na duchu wróciłem do pokoju mijając wszystkich niczym duch. Nie było dziś popołudniowych treningów, ponieważ wszyscy byli zajęci przygotowaniami do wieczornego balu. Pomyślałem, że wypadałoby też się jakoś wystroić. Podszedłem do szafy i otwarłem jej drzwi, które zaskrzypiały cicho. Przebiegłem wzrokiem wszystkie rzeczy tam wiszące i sięgnąłem po odpowiedni wieszak. Powiesiłem go na gałce od drzwiczek szafy i podszedłem do regału. Odszukałem odpowiedniego opakowania i wyciągnąłem z niego tabletkę przeciwbólową. Zastanawiałem się chwilę czy nie wziąć dwóch w razie gdyby mi nie przeszło, ale stwierdziłem, że wezmę je po prostu ze sobą.
Zerknąłem na wiszący garnitur. Podekscytowany perspektywą pójścia z Sammy razem na bal dodała
Maksieł w garniaku :3
mi pewności siebie. Wskoczyłem w garniak i dopinałem już ostatnie guziki koszuli. Ręce zaczęły mi się nieznacznie trząść i miałem problemy z dopięciem kilku ostatnich. Czym ja się tak denerwuję? Wyczekiwałem tego wieczoru od kiedy zaprosiłem Sam na bal, ale teraz miałem obawy. Dam radę?

Nabrałem powietrza do płuc i wypuściłem je powoli, otwierając drzwi i wychodząc na korytarz. W duchu modliłem się żeby wszystko było tak jak sobie to planowałem. Przeszedłem cicho korytarzem pod drzwi pokoju numer 46 i zapukałem trzy razy. Usłyszałem jak Sammy podchodzi do nich, stukając obcasami. Otwarła je szybko i uśmiechnęła się.
- Wow - wydusiłem pierwsze co przyszło mi na myśl, Sam wyglądała olśniewająco - Pięknie wyglądasz.
- Dziękuję, ty też wyglądasz nie najgorzej. - zaśmiała się i lekko zarumieniła, odwracając wzrok - Przynajmniej nie masz zielonego garnituru.
Patrzyłem chwilę w jej błyszczące oczy pełne radosnych iskierek, ale potem przeniosłem wzrok w głąb pokoju.
- O żesz, wybuchła tu jakaś bomba? - zrobiłem wielkie oczy - Albo przeszedł tędy huragan?
Sammy spiorunowała mnie wzrokiem, próbując bezskutecznie zdusić uśmiech. Zaśmiałem się, opierając się o framugę drzwi. Sam spojrzała za siebie i machnęła ręką.
- Później to ogarnę - powiedziała bardziej do siebie niż do mnie
- W takim razie zapraszam panią na Bal Bożonarodzeniowy - ukłoniłem się i podałem jej rękę
Sammy również się skłoniła, wykonała ten ruch z gracją i delikatnie chwyciła moją dłoń. Zgasiła światło i zamknęła drzwi, chowając kluczyk w torebce. Poprowadziłem ją do schodów i pomogłem zejść. Cały czas podziwiałem jak zgrabnie i bez większego trudu potrafiła iść w tych obcasach. Podtrzymywałem ją podczas pokonywania kolejnych schodów, obawiając się że spadnie. Po drodze mijaliśmy wystrojonych uczniów, zmierzających w tym samym kierunku co my, czyli do budynku uniwersytetu. Bal miał się odbyć właśnie tam, na sali przeznaczonej na zebrania i apele. Wkrótce byliśmy już na miejscu. Przytrzymałem Sam drzwi. Kiedy znaleźliśmy się już w środku moim oczom ukazała się ogromna sala. Dookoła poustawiane były stoliki oraz stoły z przekąskami i szampanem w kieliszkach. Panował tu półmrok. Sala oświetlana była jedynie przez ogromną liczbę białych świec poustawianych wszędzie gdzie się dało. Z sufitu zwisały serpentyny i trzy ogromne świeczniki.


Sammy? ^^ <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz