Strony

niedziela, 11 grudnia 2016

Od Maxa CD Quinlan


Podążyłem za wkurzoną dziewczyną do boksu jej konia. Znajdował się naprzeciwko boksu Newtona, który widząc mnie zarżał. Pogłaskałem go szybko po czole i przybliżyłem się do drugiego boksu. Moim oczom ukazał się uroczy widok. Suczka Quinn radośnie merdała puchatym ogonem bawiąc się z siwą klaczą. Kręciły się razem po boksie, dotykały nosami i odskakiwały na boki.
- Widzisz? Zabierz go stąd. – rozkazała jasnowłosa kładąc jedną rękę na biodrze, a drugą władczo wskazała na sunię
- Jak chcesz. Przerywasz im świetną zabawę – stwierdziłem kucając
- Trudno. – rzuciła
- Hope! Chodź tutaj, Hope! – zawołałem sunię cmokając i gwiżdżąc
Hope niechętnie porzuciła zabawę z siwką i podbiegła do mnie, merdając ogonem. Pogłaskałem ją i chwyciłem za parcianą obrożę. Rzuciłem okiem tylko na dziewczynę i poprowadziłem sunię do boksu GrayRose. Gdzieś w głębi poczułem zadowolenie. Wreszcie Quinn mi zaufała. Odrobinę, ale to zawsze coś. Cieszyłem się, bo od początku wiedziałem, że nie jest wredna i bezduszna aż do szpiku kości. Nikt nie jest do końca zły i całkiem dobry. Jednak mimo tego widziałem, że wciąż ją coś gryzie.
W boksie Quinlan dała mi znak, że mogę puścić rozweseloną sunię, która natychmiast po zwolnieniu chwytu podbiegła radośnie do swej właścicielki. Uśmiechnąłem się zadowolony i ostrożnie zbliżyłem się do Rosie. Była już całkiem spokojna i bez przeszkód pozwoliła mi się pogłaskać. Starałem się ją głaskać spokojnie i delikatnie, pod palcami czując jej aksamitną sierść. Quinn wypuściła powietrze i spojrzała na mnie.
- Dziękuję. Na prawdę jestem ci wdzięczna. Nie wiem jak dałabym radę poradzić sobie z tym wszystkim jakby cię tu nie było – wymamrotała
- Cała przyjemność po mojej stronie – uśmiechnąłem się promiennie
 W tym samym momencie do moich uszu dobiegło głośne rżenie i kopanie o drzwi boksu. Wychyliłem się przez bramkę i dostrzegłem jak kilka boksów dalej jakiś koń rzuca się i kopie w ściany. Z przerażeniem uświadomiłem sobie, że to przecież boks Newta.
- Ee, muszę lecieć. Newton zwariował – powiedziałem poważnie do Quinn i szybkim krokiem skierowałem się do mojego konia
Już z daleka dostrzegłem w czym problem. Dziewczyna, która wcześniej kazała zabrać Hope z boksu jej konia, wkładała coś w torbę jednorazową. Nylon szeleszcząc denerwował Newta, który boi się worków. Cholera.
- Weź stąd ten worek. – oznajmiłem lekko zirytowany
Pomimo tego, że w boksie szalał Newton i tak się tam wślizgnąłem. Wiedziałem, że robi się spokojniejszy przy mnie. Podszedłem do niego.
- Hej, już jest dobrze. Zabrali worek, Newt. Nie ma się czego bać. – przemawiałem do niego spokojnym tonem, chcąc go pogłaskać po szyi
Gniadosz zarzucił łbem i odskoczył w bok rżąc przenikliwie. Cofnąłem się pod ścianę unikając stratowania. Spojrzałem w stronę wyjścia i zauważyłem, że pomimo mojego polecenia dziewczyna nie zabrała worka i nadal nim poruszała rozjuszając bardziej w ten sposób Newtona. Może nie wiedziała o co mi chodzi, albo zignorowała to specjalnie. Kątem oka zauważyłem Quinn, która podeszła do tej dziewczyny. Dzięki Bogu.

Quinn? Ratuj XD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz