Strony

piątek, 23 grudnia 2016

Od Mary C.D. Belli

Po treningu westernu, odprowadziłam Cinquechentę do boksu. Porządnie wyczyściłam, a na koniec nałożyłam derkę Galaxy. Haru już wcześniej wyprowadziłam do karuzeli. Teraz obie klaczki, wesoło majtały ogonami i żuły nową porcję siana. Zauważyłam że sprzęt jeździecki, obu, nie jest w najlepszym stanie. Tak więc więłam wszystko co było mi potrzebne no i zabrałam się do porządnego czyszczenia siodeł i ogłowi. Usłyszałam jakieś kroki. Ktoś zbliżał się w kierunku sidolami. W drzwiach zobaczyłam Bellę. Już nie była zła ani smutna. Uśmiechała się.
-Co tam u ciebie? - zapytałam nie przerywając pracy.
-Pojedziesz ze mną na przejażdżkę, za dwie godziny? - zrobiła proszącą minkę.
Zaśmiałam się, a zaraz za mną Bella.
-No pojadę - odparłam.
***
Wjechałyśmy w cień drzew. Jednak wcale nie pojechałyśmy na tor cross'owy. Postanowiłyśmy wybróbować nieznane nam dotąd ścieżki tego lasu. Bella jechała na Księciu, jako pierwsza. Za nią ja na Haru. Gdy tylko zrobiło się ciemniej, brunetka zaczęła szukać drogi powrotnej.
-Tylko mi nie mów że się zgubiłyśmy - jęknęłam.
Bella nic nie odpowiedziała. Ale za to, zatrzymała konia i zsiadła z niego. Przerzuciłam nogę przez zad Haru, po czym zeskoczyłam na ziemię obok Belli. Zgubiłyśmy się na dobre... Boże jakie my jesteśmy głupie. Kto normalny jeździ po nowych trasach w ciemnościach?
Bell? Dzwoneczku? Gdzie jesteśmy?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz