Strony

piątek, 9 grudnia 2016

Od Harley - egzamin na stopień zaawansowany

Ten cholerny Budzik znowu zawył nad moją głową. Włączyłam go i miałam nadzieję jeszcze krótkiej drzemki gdy ogarnęłam, że właśnie dziś mam egzamin. Zerwałam się w ekspresowym tempie z łóżka i zobaczyłam na zegarku godzinę 5:30. Na wieszaku wisiał butelkowy zielony frak. Pod nim była biała koszula konkursowa i białe bryczesy z silikonowym lejem. Nowy Toczek z cekinami pięknie połyskiwały dodając mu elegancji. Wstałam z łóżka i poszłam do toalety. Wzięłam zimny prysznic i dopiero wtedy poczułam uczucie stresu. A co jeśli Baloubet mi się spłoszy? Albo zacznie mu odwalać? I jeśli ta oceniająca komisja. I egzamin praktyczny jak i teoretyczny. Ja to obleje! Weź się w garść Harley. Wszystko będzie dobrze. Zakręciłam ręcznik na włosach i poszłam do pokoju by wziąść wszystkie niezbędne mi ubrania. Znowu poszłam do łazienki, zdjęłam ręcznik i w ekspresowym tempie wysuszyłam włosy. Spięłam je w byle jakiego koczka by tylko móc się spokojnie pomalować. Nie nakładając żadnego podkładu czy korektoru zaczęłam od pomalowania rzęs, wzięłam burgundową szminkę i taką samą konturówkę. Idealną linią obrysowałam równo usta i wypełniłam je pomadką. Przejrzałam się w lustrze.
-Będzie dobrze, masz to zdać Harley Carter- uśmiechnęłam się i zaczęłam zakładać białe bryczesy. Sprawnie założyłam koszulę jak i frak. Wyszłam z łazienki i wyjęłam z szafki butelkowo zielone skarpetki jeździeckie. Wiedząc o tym, że i tak nie będzie ich widać, założyłam je tylko i wyłącznie po to żeby było mi ciepło. Popatrzyłam na czarne, świeżo co wypastowane oficerki. Przypomniały mi się moje pierwsze zawody. Nie rozklejaj się Harley! Długo zajęło mi sznurowanie oficerek ale efekt końcowy był cudowny. Przejrzałam się w szerokim i wysokim lustrze. Strzeliłam zdjęcie i wstawiłam na instagrama. Dostawałam miliony powiadomień o polubieniach i komentarzach więc włączyłam w telefonie tryb samolotowy. Wiedząc, że muszę jeszcze zrobić konia na bóstwo wyszłam po cichu z pokoju i potruchtałam do stajni. Od razu pobiegłam do Baloubet'a i zaczęłam go głaskać.
-To nasz wielki dzień- powiedziałam i uśmiechnęłam się do ogiera. Wzięłam skrzynkę leżącą na podłodze i wyjęłam z niej niebieskiego magic brush'a. Szybko poradził sobie z małymi zaklejkami na zadzie i kłębie. Srebrne podkowy połyskiwały w świetle wschodzącego słońca, które przebijało się przez okno. Wiedząc że część teoretyczna zaczyna się o 8:00 wyszłam z boksu i widziałam, że gniada sierść ogiera połyskiwała na złoto. Była 7:40 więc poszłam pod pokój gdzie komisja przepytywała jeszcze jakiegoś nieznanego mi chłopaka. Usiadłam na wygodnym krześle i głęboko oddychałam przypominając sobie pełne odpowiedzi na każde pytania. Przynajmniej wiem że na teoretyczny na pewno zdam.
-Harley Darcy Carter proszona do pokoju- wyszła jakaś starsza kobieta i wezwała mnie do salki.
-Usiądź- powiedział mężczyzna wskazując krzesło na przeciwko siebie.
-Na początku standardowe pytanie. Jak powinien być traktowany koń w każdej dyscyplinie jeździeckiej?
-Koń jest partnerem człowieka i powinien być traktowany zgodnie z zasadami humanizmu, kultury i etyki.- Zaczęłam mówić jakby czytając książkę. Cała komsija zaczęła kiwać głową, przez co miałam nadzieję, że nie pomyliłam.
-Jakie mogą być skutki długotrwałej samotności konia?- Zapytała ta sama starsza kobieta, co wezwała mnie do szafki.
-Konie, które długi czas przebywają samotnie, nudzą się i ma to negatywny wpływ na ich psychikę. Rezultatem nudy mogą być różne nałogi stajenne (tkanie, łykawość, wędrowanie po boksie, gryzienie derki, drewna itd.) oraz niebezpieczne dla innych koni i ludzi narowy, generalnie przejawiające się przez psychikę konia- wypowiedziałam i z tym pytaniem nie miałam żadnych wątpliwości. Reszta pytań poszła pomyśleń.
-Gratulację Harley, przesłaś test pomyślnie. Test praktyczny odbędzie się o 10:00 na torze crossowym- powiedziała miła mloda kobieta.
-Dobrze, dziękuję- odpowiedziałam i wyszłam z pokoju. Gdy już zamknęłam drzwi pobiegłam do ogiera, bo została mi tylko godzina. Szybko zabrałam biały czaprak i resztę brązowego sprzętu jak i czarne ochraniacze. Sprawnie zarzuciłam czaprak jak i siodło. Wzięłam ogłowie i położyłam wędzidło na lewą rękę. Złamałam konia za kość nosową i bezproblemowo założyłam ogłowie. Zapięłam wszystko paski i popatrzyłam się na ogiera. Zrobię mu koreczki i zaplotę ogon. Zaplotłam warkoczyki na grzywie i wzięłam igłę z nitką i zaczęłam zawijać je do środka. Koreczki pięknie ozdabiały łabędzią szyję ogiera. Przeszłam do zadu Baloubet'a i zaplotłam starannie dobierany warkoczyk. Końcówkę warkoczyka, również podwinęłam do środka i wyglądał teraz jak ogon typowego huntera. Spojrzałam na telefon i zobaczyłam, że jest już godzina 9:30. Musimy się jeszcze rozgrzać przed wystartowaniem. Szybko wyprowadziłam ogiera i na niego wskoczyłam. Ruszyłam energicznym stępem przed siebie i wjeżdżając do lasu zaczęłam szybko kłusować. Wyciągałam go jak i zbieralam. Robiłam krótkie przejścia. Na ręce widniała krótka ściąga kolejności przeszkód. Stół, hydra, bankiet, sunken road, szerszy stół i wyższa hydra. Do zrobienia. Przeszłam do galopu i przeskoczyłam niższą kłodę, przyśpieszające skierowałam się na wysoki pień. Byliśmy gotowi. Zostało nam pięć minut więc pocwałowałam na tor crossowy. Komisja się na mnie spojrzała, a koń dumnie dębując, parsknął i zdumionymi oczyma spojrzał się na ludzi.
-Dziekujemy za pokaz- odchrząknęła starsza pani.
-Zapraszamy do przejazdu- kiwnął głową mężczyzna. Ruszyłam energicznym kłusem na linię startową. Gdy rozległ się dźwięk dzwonka ruszyłam ogierem na przeszkodę pierwszą czyli stół. Ogier wesoło fikał baranki, ale przyzwyczajona do tego wszystko wysiedziałam. Wszystkie przeszkody pokonane bezbłędnie. Ostatnia i najtrudniejsza... Wysoka hydra. Baloubet zazwyczaj się płoszył przez to, że stała część przeszkody mierzyła 120cm a gałęzie sięgały wysokości 160cm. Najazd na przeszkodę był pod górę przez co ogier nie wiedział co znajduje się na drugiej stronie. Dałam sygnał łydkami by powiedzieć mu, że wszystko będzie dobrze.
-Dalej miś, musi się udać- szepnęłam a ogier ruszył niczym lokomotywa na przeszkodę. Dopchalam ogiera na przeszkodę. Wyszłam w wysoki półsiad i zamknęłam oczy. Rozległ się głuchy stukot. Wylądowaliśmy! Wszystko było dobrze. Docwałowałam do mety. Komisja była zaskoczona i otworzyła oczy ze zdumienia.
-Pobilaś rekord szkoły!
-Ta dziewczyna jest niesamowita!
Rozległ się szum wokół oceniających. Zdałam, ja na prawdę zdałam...
-Och kocham Cię Baloubet!- Przytuliłam się do szyi ogiera.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz