Zirytowana walnęłam pięścią w drzwi od stajni. Czekałam na
spóźnionego Jacoba. Na mnie nie poczekają na tym cholernym torze. Splunęłam ze
złością na ziemię i roztarłam szminkę na ustach. Zobaczyłam prowadzącą La’Primę,
Jennifer.
- Co taka zła? - Zaśmiała się dziewczyna. Zmierzyłam ją
wzrokiem i próbowałam wykrztusić z siebie słowo.
- Jestem umówiona na torze Belmont Stakes, a Jacob się
spóźnia, a sama nie pojadę - wykrzyczałam. Dziewczyna ściągnęła usta i
wchodziła do stajni.
- Co Ty na to żebym jutro pojechała z Tobą? Bo dzisiaj już
raczej się nie wyrobię. - Zadała propozycje nie do odrzucenia.
- Jutro o 7:40 mam Cię widzieć pod budynkiem akademika.
Wezmę swoje auto i pojedziemy- powiedziałam i ruszyłam w stronę akademika. Wchodząc
do niego jak i pokoju ze zdenerwowania, trzaskałam drzwiami. Po wejściu do
pokoju, rzuciłam się na łóżko i zanurzyłam się w mojej ciepłej kołdrze. Szybko przejrzałam
instagrama i z zamiarem wzięcia długiej, gorącej kąpieli, udałam się do
łazienki. Po drodze wzięłam duży i puchaty ręcznik. Zapaliłam światło i weszłam
do dużej, czarno-białej łazienki. Przejrzałam się w lusterku. Widziałam siebie
zza czasów życia w rodzinnym mieście. Wiecznie upitą i naćpaną. Tylko teraz nie
mam podkrążonych oczu. Odkręciłam gorącą wodę i z zniecierpliwieniem czekałam
na wannę pełną gorącej wody. Szybko zmyłam cały makijaż i zatopiłam się w
gorącej wodzie.
~Godzinę później~
Ubrana w lekką piżamę usłyszałam pukanie. W drzwiach stała Jennifer.
-Można?- Zapytała, a ja ją wpuściłam.
Jennifer?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz