Szybko wyskoczyłam z samochodu, wlokąc za sobą Dominique'a i
pokierowałam się w stronę bagażnika. Wyciągnęłam dwie dość spore walizki
i skierowałam się do dość dużego budynku. Rzuciłam okiem na kartkę,
którą gniotłam w dłoni "Pokój 31". Wszystko super tylko jak ja mam do
cholery tam trafić? Je baise! Spiesznym krokiem podeszłam do jakiejś
tabliczki, bingo! Skierowałam się w stronę, którą nakazywała mi ta mini
mapa. Kurczę... Ile tu schodów. No dobra! Jesteś w końcu Édith
Croisseux! Idziemy! Wspinaliśmy się na wyznaczone piętro chyba... 10
minut! Jestem wykończona... Ale widocznie Dominique nadal tryska
energią, nie dziwię się, to nie on musiał prowadzić samochód.
Wygrzebałam z kieszeni klucz i otworzyłam pokój, spuściłam psa ze smyczy
i jakoś wgramoliłam się do środka. Pokój jest dość ładnie urządzony,
jest łóżko, kilka szafek i przede wszstkim - dużo miejsca. Zamknęłam za
sobą drzwi i pierwsze co zrobiłam to wyciągnęłam miski dla Dominique'a i
oczywiście je napełniłam, pewnie jest już zmęczony podróżą, w końcu
jakżeby inaczej? Jechaliśmy prawie 12 godzin! Z przerwami, ale jednak.
Éith, ale żeś sobie wymyśliła akademię... gdybyś nie mogła bliżej! Mam
jedynie nadzieję, że będzie tak cudownie jak to opisują. O! Spojrzałam
na zegarek, 16 - o 17 powinien przyjechać Fabrice.
- Chyba pójdę na zewnątrz... - o kurczę. Zaczynam mówić do siebie, no dobra, spokojnie Éith.
Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Oparłam się o twardą ścianę stajni i
wyciągnęłam smartfon. Uff, przynajmniej mam zasięg. Po kilku minutach
przeglądania najróżniejszych wieści ze świata poczułam szturchnięcie.
- Cześć. - Spojrzałam zza telefonu, obok mnie stał/a...
Ktoś? Coś? :>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz