Strony

niedziela, 25 grudnia 2016

Od Cole'a CD Mary

Wyszedłem na korytarz szpitalny zaraz za doktorem, zostawiając Marę. Mógł to być błąd gdyż mogła się nie czuć komfortowo w takiej sytuacji. Doktor odpowiedział na kilka moich pytań. Zapewnił, że stan mojej matki jest stabilny, ale ciężki. Musi jednak zostać pod opieką lekarzy jeszcze na jakiś czas. Wbrew pozorom byłem zmęczony tym całym dzisiejszym dniem. Na całe szczęście jutro piątek.
Poprosiłem tylko doktora, aby przekazał Marze, że czekam na dworzu. Świerze powietrze dobrze mi zrobi. Wyszedłem drzwiami i skierowałem się w stronę parkingu. Powietrze było mroźne. Oparłem się o maskę auta. Sięgnąłem do auta po paczkę papierosów. Czasem zdarzało mi się zapalić.

- Od kiedy palisz?- spytała Mara
Spojrzałem na papierosa trzymanego w ręce, który był już do połowy spalony. Zaśmiałem się.
- Zdarza się- wzruszyłem ramionami
Zerknąłem na zegarek. Wpół do pierwszej.
- Wracamy?- spytała dziewczyna i spojrzała na mnie wyczekująco
- Tak- odparłem i wyrzuciłem ostatki papierosa na żwirowych podjazd
Wsiadłem za kierownicę jeepa i ruszyliśmy w stronę akademii.

Chciałem się tylko znaleźć w swoim pokoju. Zaparkowałem na parkingu. Dochodziła pierwsza.
- Wszytko gra?- spytała Mara i połozyła rękę na moim ramieniu
Spojrzałem na nia i sie uśmiechnałem.
- Tak. Jestem zmęczony i tyle- odparłem, a potem wysiedlismy z auta

Mara? Ołł... taaaki braaak weeeny.....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz