- Cześć. - Podnoszę wzrok znad telefonu. Nade mną stoi wysoki chłopak, z tego co widzę ma chyba jakiś... Metr dziewięćdziesiąt? Przerzucam po nim szybko wzrokiem i zauważam dość już zakrwawioną koszulę. - Wiesz może gdzie jest apteczka? - Odkładam telefon do kieszeni czarnych dżinsów, staję prosto i otwieram usta aby odpowiedzieć:
- Nie wiem, jestem tu nowa, czekam na przyjazd mojego konia, ale trochę się spóźniają. - Zamyśliłam się na chwilę. - Wiesz co? Mogę ci pomóc szukać, mam chyba trochę czasu, a twoja ręka chyba nie jest w najlepszym stanie. - Powiedziałam obojętnie i odbiłam się od ściany w stronę siodlarni. - Sprawdzałeś tutaj?
- Przecież właśnie stąd wyszedłem. - Spojrzał na mnie jak na idiotkę.
- Och, nie wiedziałam. No to przejrzyjmy się po stajni, na pewno znajdziemy tą apteczkę. - Złapałam go za zdrową rękę i pociągnęłam wgłąb korytarza.
***
Idziemy przez korytarz co chwilę rozglądając się na boki, szukając apteczki. Putain! Serio nie mogą zawiesić tej apteczki w jakimś widocznym miejscu? Czy oni wszyscy oszaleli? Rzuciłam kątem oka na mojego towarzysza wlokącego się za mną, w sumie mogę wykorzystać sytuację i go trochę poznać, co nie? Warto zawierać znajomości, przydaje się w późniejszym życiu.
- Ej, a jak ty w ogóle masz na imię? - Zapytałam, oglądając się za apteczką.
- Valerio... A ty? - Odpowiedział obojętnie, hmm... Chyba jakiś nieciekawy typ, ale no już trudno.
- Édith. - Zobaczyłam w rogu zieloną apteczkę. Nareszcie! - Patrz! Tam jest! - Szybko pociągnęłam Valerio w stronę pudełka i je otworzyłam. - Pokaż tę ranę. - Spojrzał na mnie ze strachem.
<Val? :v>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz