Strony

wtorek, 27 grudnia 2016

Od Valerio CD Édith

Klepię już rozgrzaną Carpe po szyi i podjeżdżam do małej stacjonatki. Objeżdżam ją raz.
– Teraz to przeskoczymy. To tylko czterdzieści centymetrów – mówię do klaczy, a ona jakby rozumiejąc parska zła. Nigdy nie była orłem w skokach i szczerze tego nienawidzi, ale od czasu do czasu musi trochę poskakać.
Wjeżdżam na koło i wiążę wodze. Wykonuję półparadę i ruszam od razu galopem. Dopiero, gdy najeżdżam na przeszkodę, puszczam wodze. Rozkładam ręce na boki, wykonując półsiad. Carpe delikatnie przyspiesza, ale gładko pokonuje przez przeszkodę.
Widząc, że jest to jeden z lepszych dni klaczy, nakierowuję ją na trochę wyższą kopertę. Puszczam wodzę i ponownie rozkładam ramiona, co jest wielkim błędem. Wprost przed przeszkodą z małego krzaku wyskakuje kot. Niby jest to mały czarny kotek, ale jednak sprawia, że zupełnie zaskoczony ląduję w drągach, a Carpe spłoszona odbiega na drugi koniec placu.
Podnoszę się z cichym syknięciem i rozmasowuję obolałe ramię. Przykładam dłoń do czoła, a po chwili mogę wyczuć ciepłą krew na moich palcach. Jedna z nowszych blizn na nadgarstku również nie wygląda najlepiej, ale nie przejmuję się szkarłatną cieczą na dłoni i czole. Podchodzę powoli do spłoszonej klaczy, lekko utykając.
– Szz... Kochanie, już wszystko dobrze – mówię uspokajającym tonem, widząc, że klacz przymieża się do stanięcia dęba. – To tylko kot – dodaję i głaszczę ją po łbie. Szybko przestaje wariować, a ja mogę podejść do siodła, by wyjąć chusteczki. Ocieram czoło i dłoń, po czym ponownie dosiadam klaczy.
Choć wszystko mnie boli ruszam stępem. Nie mogę pozwolić, by wróciła do boksu bez rozstępowania. Ostatnie czego chcę to niepotrzebna kontuzja.

~*~

Wychodzę z siodlarni i ruszam korytarzem. Kątem oka widzę, już pasącą się Carpe. Rozglądam się po stajni z nadzieją, że może tutaj znajdę apteczkę. Przez białą koszulę przyciskam do nadgarstka chusteczkę, która już całkowicie zabarwiła się na czerwono, zresztą tak jak rękaw bluzki.
Jak na złość zadrapałem nagarstek o ścianę boksu, co spowodowało otwarcie kolejnych blizn. W skrócie: nie jest dobrze.
Parskam smutno w duchu, bo nieważne jakbym mocno się zranił i tak najbardziej o co dbam to, o to by nikt nie zobaczył moich blizn na nagarstkach czy przedramionach. Choć w stajni jestem sam i tak w odruchu naciągam mocniej rękawy koszuli.
Staję skamieniały, gdy widzę jakiegoś chłopaka stojącego przy ścianie od pustego boksu. Od razu ogarnia mnie irracjonalny strach, ale pokłady zdrowego rozsądku zmuszają mnie, bym podszedł do nieznajomego. Jednak, gdy jestem zaledwie dwa kroki od chłopaka, ze zdziwieniem orientuję się, że to jednak jest dziewczyna. Delikatnie trącam ją łokciem, kuląc ramiona.
– Cześć – mówię cicho, spuszczając wzrok. – Wiesz może, gdzie jest apteczka?

<Ed? :3>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz