Kiedy weszłam do stajni po prostu zamurowało mnie. Nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Pani Layla trzymała za lonżę, która była przyczepiona do GrayRose. Klacz natomiast stała dęba. Szybko jednak otrząsnęłam się z zaskoczenia. Podbiegłam tam i popchnęłam na bok nauczycielkę. Bez słowa odpięłam lonżę. Po tym odwróciłam się w stronę pani Layli i spojrzałam na nią z chęcią mordu w oczach.
- To moja klacz! Nie macie prawa mi jej zabrać tylko dlatego, że nie chcę pracować z jakimś głupim kolesiem! - wykrzyczałam wkurzona.
- Oj zdziwiłabyś się ile możemy - powiedziała nauczycielka.
- Pff... Takie coś może podchodzić pod kradzież. Co równa się z tym, że mogę nawet zgłosić to na policję - prychnęłam.
Nagle usłyszałam jeszcze inny głos.
- Co się dzieje? - zapytał.
Szybko spojrzałam w tamtą stronę. Mara. Wcześniej jej nie zauważyłam. Ciekawe ile już tu stała i ile słyszała. Spojrzałam oskarżycielsko na nauczycielkę.
- Dostanę odpowiedź? - zapytała ponownie.
- Co tu dużo mówić. Po prostu nasza kochana uczennica nie chce współpracować - powiedziała po prostu pani Layla na co spiorunowałam ją wzrokiem.
- Nie co mówić?! Tak?! - warknęłam i kontynuowałam. - No tak. Bo przecież kradzież czyjeś konia to nic. Przecież każdy tak robi. Co powiesz na postępowanie naszej ulubionej nauczycielki? - zapytałam patrząc na dziewczynę stojącą obok.
Mara?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz