-Pa mamo- powiedziałam i przytuliłam ją.
-A ja?-spytała Dixina
Zaśmiałam się i ją również przytuliłam.
-Nucka musimy już jechać.-powiedział mój ojciec
Pomachałam im jeszcze i zapięłam Lunie smycz.
Zeszliśmy po schodach i wyszliśmy na podwórko. Podałam tacie smycz psa i
pobiegłam do jedno boksowej stajni. Założyłam Shanti kantar i
wprowadziłam po rampie,bez większych problemów. Potem pobiegłam po
siodło i resztę ekwipunku. Sprawdziłam czy mam wszystko. Ale jestem tak
roztrzepana, że zapomniałam toczka. Wróciłam po toczek i wsiadłam do
samochodu. Luna wskoczyła mi na kolana i polizała mnie potwarzy.
-Hej, Luna przestań! Złaź!- krzyknęłam
Pies posłusznie zszedł mi z kolan i skulił się na fotelu obok.
Podrapałam ją za uszami i przypięłam pasem dla psów. Jechaliśmy jakieś 4
godziny. W końcu ujrzałam szyld z napisem : Morgan University.
Wysiadłam i wyprowadziłam Shanti, a tato trzymał Lunę. Powitał nas
właściciel akademii, po czym stajenny odprowadził Shanti do stajni. Ja
zostałam odprowadzona do swojego pokoju. Pożegnałam się z tatą. Na
korytarzu spotkałam ( chłopaka/dziewczynę). Postanowiłam się przywitać.
Ktoś?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz